Blog > Komentarze do wpisu

Troche podrozy

Znowu lato zejdzie bez zadnego powaznego wypadu. Aby wiec nie zardzewiec, wybralismy sie do Guangxi province, na granicy z Wietnamen. Cala noc pociagiem, potem 4 godziny autobusem i godzine minibusem.

Trzeba przyznac, ze Chinczycy dorastaja, juz nie pala w pociagu, tylko na korytarzach, nie trzeba ich wyrzucac. Ale na dworcu to jeszcze musialem jednego z drugim straszyc gasnica, ze na nim zgasze ich papieros, znikali szybko. Ale gdyby mogli, juz bym nie zyl, takie spojrzenia. 

Ostatni etap, minibusikiem, 26 km, ale zajelo ponad godzine. Droga zbudowana dopiero rok temu, ciagle w gore, albo w dol i tylko zakrety. Co jakis czas musielismy stawac, bo ktos tam nie wytrzymywal, a raczej jego zoladek. Tez wychodzilem podziwiac widoki. Jeden kamien zwrocil moja uwage. Przeciez to jest stalaktyk z pieczar, niedaleko lezal drugi kawalek. Niezbyt ciekawe, ale jednak. Zaczalem sie tym interesowac. We wsi na straganie pomiedzy kapusta i rosyjka babuszka ( skad to maja?) lezal maly kawalek krysztalu. Kupilem za kilka yuanow. Okazuje sie ze maja tego wiecej i przyniesli caly worek, wybralem maly rozowy, reszta za ciezkie to bylo aby wiesc z soba. Okazuje sie, ze jak budowali droge i natrafili na pieczare (jest ich w okolicy mnostwo), to wszysko szlo na przemial. A ze buduja tam duzo drog i budynkow i scinaja gory, wiec mozna by tego znalezc duzo wiecej - dobry geolog czy pasjonat mineralow  mialby tutaj wielkie pole do popisu. Nie wpuszczac wiec Chinczykow do Polski; zetna Tatry, zakopia Baltyk i wszedzie postawia fabryki.

W hoteliku w ktorym zatrzymalismy sie stal inny stalaktyk, w ksztakcie penisa, ponad metr wysoki, pod sciana  stalo szereg innych. Z tylu hoteliku byla gora z wejsciem do pieczary. Probowalem do niej dojsc, ale po kilku krokach juz bylem podrapany az do krwi. Niestety, moja glupota chodzic po gorach w krotkich spodenkach i podkoszulce. Zapytalem czy lokalni wchodz do tej pieczary. Nie chca, boja sie, tylko wchodza do polowy gory. Od setek lat pieczary w Chinach sluza jako miejsca pochowku umarlych i twierdza sa tam zle duchy i umrze sie jak sie tam wejdzie, nie mozna zaklocac spokoju umarlych. Teraz juz wiem, to byly zle duchy ktore bronily wczoraj mojego lazenia po gorach, a nie ostre krzaki. 

We wsi trafilismy na przygotowania do wesela. Rano swinia jeszcze zyla, ale zarzneli ja pod naszymi oknami, wyplukali w  rzece, pocieli na kawalki i usmarzyli. Niestety, nie widzelismy samego wesela, nie byla nas w tym czasie we wsi. Ale wiejskie wesele to tylko 3-4 godziny, wies nazre sie tlustosci i rozejdzie.

Widoki w okolicy wspaniale, ale szybko zabudowuja, napisze o tym nastepnym razem

 

 

wtorek, 16 sierpnia 2011, bialychinczyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: stefan, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/08/16 11:38:20
"Ale na dworcu to jeszcze musialem jednego z drugim straszyc gasnica, ze na nim zgasze ich papieros, znikali szybko."
jasne, trzeba nauczać dzikusów haha
-
Gość: Stachu, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/12/16 21:10:44
Polecam te jaskinie dla turystów, zwłaszcza tą z 1000 letnim żółwiem (chociaż coś im nie wierzyłem) :)