Blog > Komentarze do wpisu

Zycie w jaskini - mit czy hit?

Wies Poyue, 30 km na polnoc od miasta Bama na drodze 206 w prowincji Guangxi na poludniu Chin, stad 20 minut drogi do pieczary. Wejscie okupowane przez starszych drzemiacych, grajacych w majong czy w karty, gdyz bilet wstepu dosc drogi, jak pamietam 120 rmb. Podobno tutaj w okolicy tej pieczary jest najwyzsze stezenie ionow, dochodzace nawet do 70000/cm3.

Co pisza inni.

http://www.massageprofessionals.com/forum/topics/china-bama-longevity-village

"Bama longevity village in China.There are many more than 100 years old persons there. The longevity member is the first in the world. It's wonderful with high geomagnetism, clear air, with oxygen ions 30000-50000/cm3, microelements and micro cluster water, 100% green foods.

No Cancer, no angiocardiopathy, no diabetes, no pain, no fat person and die without any illness.

The diseases will be disappeared if you stay there about 6 months.

That's a paradise place."

Niektorzy sa sceptyczni, czyzby marketing tricks aby sciagnac jak najwiecej turystow?.

No trudno, tez zlapalismy tego bakcyla, juz sie zaczepilismy w Bama, teraz szukamy cos lepszego, tj szukamy swojej jaskini. Ale jak w Chinach, nawet poletko wielkosci trumny musi cos produkowac, wiec sie najpierw podbudowuje kamieniami aby bylo plaskie i sadzi warzywa czy trzcine cukrowa. Jaskinie takze, wydzierzawia sie takim, ktorzy zainwestuja i zrobia z tego atrakcje i bedzie przynosila zysk. Jak potrzeba, zatapia sie ja aby turysci mogli za slona oplata poplywac lodka i co pod woda juz jest bezpowrotnie stracone. To samo sie dzieje przy budowie drogi - wszystko idze na przemial. Stalaktyty i stalagmity niekiedy jeszcze mozna znalezc na bazarach, ale coraz mniej.

Ponizej kilka pieczar ktore byly po drodze. Niedaleko w poblizu jest jaskinia, ktora ma 30 km, trzeba na nia zarezerwowac caly dzien, nastepnym razem. Jest kilka innych, trzeba porozmawiac z soltysem i byc moze dorzucic sie do budowy drogi, bo dojazd do wsi bardzo kiepski.

W tej pieczarze mieszka bezdomny ze swoimi kozami

Troche jarmarcznie, ale Chinole to lubia

Chinczycy zawsze szukaja podobienstwa do czegos i ta formacja przypomina im ... , napewno nie dziewicy.





wtorek, 13 marca 2012, bialychinczyk

Polecane wpisy

Komentarze
2012/03/14 19:27:40
Witam serdecznie,
zwracam się do Pana z ogromną prośbą.
Nazywam się Agnieszka Filipkowska, jestem z Gliwic i choruję na rdzeniowy zanik mięśni typu 2. Choroba uszkadzająca komórki rdzenia kręgowego i pnia mózgu. Wśród chorób genetycznie uwarunkowanych jest to najczęstsza przyczyna śmierci dzieci. Według rokowań dzieci z tym typem żyją zaledwie kilka, kilkanaście lat. Obecnie mam 32 lata, z czego około 25 lat żyję na kredyt. Dzięki rehabilitacji 5 dni w tygodniu,
sama oddycham, jem i piszę. Skończyłam filologię germańską, a obecnie jestem doktorantką na Uniwersytecie Śląskim. Czy skończę swój doktorat, nie wiem. Mam i tak bardzo wiele wspaniałych rodziców, którzy zadłużając się do końca swoich dni zapewnili mi dom, w którym mogę jako tako funkcjonować choć i tak z pomocą osób trzecich. Niestety moja choroba jednak postępuje ostatnimi laty szybko i uniemożliwia mi tym samym aktywne życie. Od wiosny mam na tyle słabe ręce, ze potrafię napisać góra 10 linijek tekstu w Wordzie. Coraz ciężej samodzielnie mi siedzieć czy oddychać. W związku z tym nie wiem, czy mój stan fizyczny pozwoli mi na osiągnięcie moich celów życiowych zrobienie doktoratu, dalszej pracy zawodowej, założenie
rodziny. Jedyną szansą na spowolnienie mojej choroby jest terapia komórkami macierzystymi prowadzona w Chinach www.beikebiotech.com. Jej miesięczny koszt to około 30 tyś USD. O tej możliwości walki z chorobą dowiedziałam się rok temu i zaczęłam działać, by zebrać tak ogromną dla mnie sumę. Niestety mnie ani mych rodziców, po ponad 30 latach walki z chorobą, nie stać na poniesienie takich kosztów. Muszę jednak tę sumę uzbierać jak najszybciej, gdyż nie wiem czy uda mi się
kolejną zimę uciec przed respiratorem. W przypadku zaistnienia tak sporych problemów z oddychaniem niestety zostanę wykluczona z brania udziału w tej terapii.
W związku z tym w maju ubiegłego roku zapoczątkowałam akcję zbierania plastikowych nakrętek i sponsorów. Jej przebieg jest opisany na www.pomozagnieszce.site40.net lub na moim blogu www.agafilka.blox.pl
Udało mi się zebrać kwotę potrzebną na leczenie i jestem w trakcie finalizowania mojego wyjazdu. 27.04 lecę do Guangzhou (Kanton) na leczenie komórkami macierzystymi. Ląduję jednak w Hong Kongu 28.04 ok godziny 10.55. Stamtąd ma mnie odebrać kierowca z kliniki i zawieźć autem do Guangzhou (Kanton).
Samolot powrotny z Hong Kongu mam 02.06 o godzinie 13.00 Szukam w Hong Kongu, jego pobliżu lub najlepiej w samym Guangzhou (Kanton) ludzi chętnych mi tam chociaż do minimalnej pomocy w sprawach językowych mówiących najlepiej po polsku lub chociaż po niemiecku, ewentualnie w najgorszym wypadku po angielsku.
Może zna Pan tam kogoś takiego? Do konsulatu tam oczywiście tez planuję się
zwrócić.
Poza tym już szukam namiarów na taxi w Kanton, które jest kombi lub vanem. Byłoby to dla mnie jedynym wyjściem. No chyba, ze w Kanton jest przystosowane metro, ale nie potrafię tej informacji sprawdzić tu w Polsce.
Z góry też dziękuję za pomoc

Agnieszka Filipkowska

www.pomozagnieszce.site40.net
-
2012/03/15 04:28:48
zapytam znajomych w Kantonie - sami mieszkamy 80 km od kantonu, 120 od Hong Kongu. Niestety, pod koniec kwietnia sam bede w USA, zreszta nie mowie po chinsku