Blog > Komentarze do wpisu

Myanmar Reflekcje

Co można robić w tym kraju?

Dość zacofany i brudny ten kraj, jak Chiny 20 lat temu. Otwierają się na świat, jak Chiny, ale będą mieli większe problemy - sałatę i pomarańcze może każdy sprzedawać na ulicy (są tam jakieś opłaty za to bo widzałem oficjeli z bloczkami), ale warzywniaki nie ruszą kraju do przodu. Kto pamięta polski handel uliczny z metalowych łóżek? Chiny na początek miały ogromną armię expats z Hong Kongu, z Tajwanu i z całego świata i to z forsą którą przywieżli do Chin, nie slyszalem aby Myanmar miał takie zaplecze. Ponadto, nadal mnóstwo przepisów, zakazów. Obcokrajowcy mogą już kupować mieszkania, mogą też budować na spółkę z jakąś lokalną firmą, ale posiadanie ziemi jest ograniczone tylko dla lokalnych, obcokrajowcy mogą ją tylko wynająć na 50-70 lat. Chińczycy z Mandalay znależli już na to sposób i jakoś załatwiają sobie birmańskie obywatelstwa i wtedy mogą kupować co tylko chcą co też doprowadziło do dużego wzrostu cen gruntów w Mandalay, co się oczywiście nie podoba lokalnym. 

Widac brak forsy i większych inwestycji w tym kraju. Drogi nawet w stolicy dość kiepskie, dużo domów zaniedbanych, ruder, ale także dużo się buduje - nie jak w Chinach gdzie buduje się nowe miasta czy dzielnice, ale tylko jak grzyby w rosole - i tu i tam budowane metodami chałupniczymi, na oszczędność. Odwiedziłem dom mojego tłumacza na obrzeżach miasta - mieszka z żoną, z synem, z bratem i z rodzicami jakby w XIX wieku w chlewiku, ale za płotem sąsiad wybudował 7-piętrowy blok z mieszkaniami na wynajem albo na sprzedaż. Cena wynajmu mieszkania w bloku poza centrum to około 200-250$ miesiecznie, kupna około 200$ za m2, ale blisko centrum to już conajmniej 700$ za m2, nadal dużo taniej niz w Chinach czy w Tajlandii. Zresztą w ciągu kilku dni można zobaczyć wszystkie atrakcje stolicy i co dalej robić? - najlepiej wynieść się gdzieś poza - do Bagan czy nad morze, ale to ostatnie nadal pozostaje niezbyt rozbudowane turystycznie. Myanmar jeszcze nie oferuje atrakcji jak z Kambodzy czy z Tajlandii, Bangkoku czy z Patajii, dlatego też jest dużo tańszy, to z czasem zmieni się.

Lud jakoś próbuje wiązać koniec z końcem, co krok to jakaś garkuchnia czy stragan aby coś tam zarobić. Serdeczny, uczciwy, usłużny i pracowity naród, oczywiście oprócz części taksówkarzy którzy wołają TYLKO 2X więcej za kurs, być może gdyż taxi nie jest droga bo za 2-3 dolary to jedziesz z pół godziny. Dojazd z lotniska do centrum, chyba 18 km ale trzeba liczyć godzinę bo dużo samochodów i bardzo nierówne szosy, kosztuje 10 000 Kyat, około 7$. Autobus czy pociąg chyba tylko 200 Kyat, tj 50 groszy, komunikacja miejska jest też za 200 kyat za kurs, mnisi jeżdzą autobusami za darmo, a jest ich dużo, łażą stadami po mieście i zbierają jedzenie i datki.

Jest problem poruszania się po tym kraju. W stolicy Yangon wzorem chińskich miast wyrzucono wszystkie riksze, tuk-tuki i motocykle, pewnie powodowały za dużo wypadków. Można się przemieszczać tanimi autobusami - jest ich dużo, rowerami albo taxi. Poza miastem to autobus albo pociag. Bilet na pociag sypialny do Bagan, 700 km i 17 godzin, raz dziennie o 16.00-tej kosztuje 80 dolców, bilet trzeba rezerwować kilka dni wcześniej i w porze deszczowej poza sezonem jak teraz, pada codziennie i to kilka razy ostro, tylko są miejsca siedzące.  Są samoloty, ale sam chcę poznać kraj a nie ichniejsze niebo. Mozna wynając samochód, 40$ dziennie, ale musisz mieć przewodnika i za niego też płacić. Oczywiście, to nie jest przestrzegane, ale jednak. Aby coś poznać muszę mieć własny samochód, najlepiej 4x4, i to nie starszy niż 2015, takie przepisy, starszego nie zarejestrują.  W stolicy, w Yangon są limity rejestracji i tablica kosztuje 7000$, nie jest mi to potrzebne, trzeba rejestrować auto na prowincji. Po powrocie do Chin mam takiego znaleść, kupić i zawieść na granicę Chiny-Myanmar, stamtąd zabierze mój tłumacz i zarejestruje na swoje nazwisko - jak zarejestuję firmę w MM to wtedy przerejestruję na siebie. Obcokrajowiec nie może przekraczać granicy w Ruili-Muse, będę musiał wracać do Kunming i brać samolot do Mandalay, stamtąd zabierze mnie tłumacz i zawiezie do Yangon. Rejestracja firmy w Myanmar to pestka, poniżej 1000 dolców jak sam robisz, adwokaci z angielskim wołaja prawie 20 000$. Już odrobiłem część swojej pracy domowej i mam dużą tekę co-z czym -jak-gdzie? Dużo większe problemy niż w Wietnamie, Kambodzy czy w Tajlandii.

To tylko góra problemów aby zacząć działać w tym kraju. Inaczej, nie ma problemów, rozwiązywanie ich to moja pasja i specjalność, nie święci garki lepią. hahaha.

Jedzenie w MM jest tanie. W restauracji mojego 3* hotelu w centrum miasta cena obiadu oscyluje w okolicy 3 dolarów, czyli 10 złotówek, na ulicy główne danie to poniżej dolara. Pokój ze śniadaniem, klima i internet bez ograniczeń to 15 dolców za dobę, można znależć tańsze, a łózko w hostelu to już od 4$. Sam na obiad z ulicy wziołem kilka przystawek więc było 3100 kyat, i tak wszystkiego nie zjadłem. (Cholera, było za ostre, muszę się czegoś napić. Na całe szczęście przywiozłem kilka butelek swojej 50% whisky to się podleczę).  Na prowincji jeszcze taniej. Jechałem lokalną ciuchcią gdzie roznoszą żarło - dziewcze się uśmiechało zalotnie więc kupiłem jej, sobie i jej matce lokalne danie, do wyboru z wózka - 3 posiłki kosztowały mnie 900 Kyat, trochę więcej niż 2 zlote za wszyskie 3. Przekąski, które sprzedają na ulicy to 200-1000 Kyat, 0.50-2.50 zlotych. Niestety zarobki też są dużo niższe - minimalna pensja to 68 dolarów miesięcznie, w stolicy profesjonaliści z angielskim zarabiają 300-500$ miesiecznie. Mój tłumacz uczy angielskiego poza normalną pracą za poniżej dolara za dziecko na godzine. 

Co mnie tutaj przywiało?

Chiny jakoś pracuja, ale urzędasy ścigaja moich podnajemców że brudzą i w każdej chwili mogą zamknąć ich produkcje. Więc nim znajdę nowych sam mogę na kilka miesięcy zostać na lodzie z 5 milionami długów w niewykończonym domie, więc dzieci i żonka na bruk, muszę myśleć na przyszłość i nie trzymać wszystkich jajek w jednym chińskim koszyku. W Polsce dupa nie business, Chiny stają się coraz bardziej urzędnicze, "cywilizowane k.mać", w Birmie czy jak brzmi nowa nazwa kraju Myanmar jeszcze istnieje namiastka wolności, jak w Chinach 20 lat temu.

Także, bez względu na wiek nadal trzyma mnie pasja włóczykija, chęć poznania czegoś nowego, a także stworzenia czegoś nowego, nie tylko stadka potomków. O tym ostatnim także nie zapominam.

Ludze z YT pytają się jakie w MM cena qrfów i Czy tamtejsze kobitki lecą na milionerów? 

Na pierwsze pytanie szybka odpowiedz - nie wiem, nie korzystam z ich usług, nie łażę po barach, z 10 metrów rozpoznam te panienki, nie interesuja mnie, wolę takie, które jeszcze nimi nie są, a chciałyby być, ale nad takimi trzeba trochę popracować. Mam nadzieję że uda mi się znależć i uchronić kilka aby nie wpadły do kurwidołka, bo z rury jest bardzo trudno zejść na ziemię.

Szukaj więc sam swoich qrfów.

Drugie pytanie.

Kobitki, czy jaki przedział wiekowy, takie 25-30? Czy też baby, po 30-tce - Azjatki w tym wieku już sie szybko starzeją mentalnie i fizycznie, zostawmy je rolnikom i inżynierom z Ameryki. Jestem w tym wieku, ze interesują mnie tylko dzierlatki, dziewuszki, kwiatuszki, słoneczka i aniołki, ale w legalnym wieku. Dlaczego by nie? Wzorem starych polskich zwyczajów, biedny szlachciura przyjeżdzał po latach wojen i bitew strasznie poobijany i pokiereszowany, kupował kilka wsi, żenił się z 16-letnią córką sąsiada, zostawał hreczkosiejem, płodził siedmiu męskich potomków a razem z córkami to miał tuzin pociech i zył długo i szczęśliwie. Czasy się zmieniły, nowe warunki, ale zwyczaje i tradycje pozostają. 

Zaczepiany byłem kilka razy przez małolatki, takie 17-20, nie wyglądają na panienki na czasowy godzinny wynajem, takie drugi sort. Pytam swojego tłumacza co zaś? Otóż szukają kontaktów z białasami, gdyż jeśli on przyjechał do tego kraju, to pewnie jest bogaty, bo one nigdy nie będą mogły pojechać do twojego kraju. Podobnie było w Polsce za komuny. Byle bezrobotny Włoch czy Arab, ale bez kopyt, zabierał najładniejsze Polki, polscy kawalerowie i narzeczeni byli odstawiani, czyli jesteś w pozycji biednego Włocha czy innego innostrańca.

Niekiedy widać na ulicy starszego białasa z lokalną panienką, jednak o wiele rzadziej niż w Tajlandii czy w Kambodzy. Ale te panienki to już nie drugi sort, ale pewnie 4-5-ty, chociaż młode. Po jej postawie i gębie już z daleka widać, ze facio ściągnął panienkę z rury z baru, przecież ona z charakteru zawsze pozostanie rurą. Widziałem Polaków Na Filipinach, w Wietnamie czy w Tajlandzie, którzy mają za żony takie panienki, ich wybór i być może będzie zgrzytanie bezzębnych dziąsek, może nie teraz, może nigdy, ale może kiedyś. Czyż nie mądrzej byłoby znależć jakiegoś młokosa, ktora jest na tyle mądra że wie że ten świat nie jest pokryty różami?. Znawcy tematu twierdzą że młody narybek w Tajlandii czy w Kambodzy najpierw chce tylko młodego który zakocha się w niej i zabierze do hametyki. Po roku pracy na rurze KAŻDA wybiera starszego, pewnego, opiekuńczego, bo młodzi to tylko pobawić się, pociupkać i następna pod nóż. Oczywiście, na znalezienie takiej potrzeba czasu, pieniędzy i Twoich chęci aby młokosowi wytlumaczyć że rura to nie jest sposób na życie. Po kilku latach życia z taką nauczysz ją życia, angielskiego i jak będzie chciała, znajdziesz jej odpowiedniego męża, Zresztą jak jesteś porządny gość nie będzie chciala cię zostawic. Nie masz forsy na to? Co więc do k. nędzy robiłeś w swoim życiu że nadal nie jesteś panem swojego losu?

Piszę z pozycji faceta, oszołoma, wariata, ale świat idzie do przodu tylko dzięki takim. To samo może dotyczyć kobitek czy bab, jeśli doprowadziły swój żywot do tego stanu, że są paniami swojego życia. Młodych, chętnych, pracowitych i ładnych chłopaczków jest na tym świecie dużo więcej niż aniołków świecie i łatwiej ich znależć niż znalezienie naszego serduszka.  

W Azji coś się dzieje, tutaj jest zycie, widzę przyszłość bo w Hameryce, w Europie czy nawet w Chinach to już tylko czekanie na smierć, a bezczynność katrupi mnie.

Już jest na YT 8 filmów z MM

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=gpXsW1vFMug&t=103s

 


 

 

niedziela, 08 lipca 2018, bialychinczyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Greg z Jukeju, *.dab.02.net
2018/07/09 12:57:11
W UK rejestracja firmy to koszt 12, kilka kliknięć online i gotowe. Można to zrobić PO rozpoczęciu handlu. Na numer VAT trochę się dłużej czeka, bo jednak rząd jej królewskiej mości nie chce być haratany w d... pe na jakichś karuzelach jak Polacy.

Podatki od małej firmy są proste, płaci się kilkadziesiąt miesięcznie akredytowanemu księgowemu i on załatwia VAT, corpo tax I inne pierdoly.

Najprościej wogole jest jak się pracuje na etacie. Nic wtedy nie trzeba robić, pracodawca gada z fiskusem za Ciebie. Rząd raz do roku wysyła Ci karteczkę z wykresem na co wydał Twoje pieniądze (np. 120 na armię, 580 welfare state itp.)
-
Gość: Greg z Jukeju, *.dab.02.net
2018/07/09 13:00:37
Te powyższe kwoty w funtach, pozjadalo symbol
-
2018/07/09 13:58:34
kwoty są w USD.
Rejestracja frmy w Myanmar to pół miliona lokalnej waluty, czyli około 350 USD, do tego założenie konta bankowego, pieczątki, inne licencje, opłaty. Adwokaci dodatkowo krzyczą że jest potrzebny kapitał założycielski 50 000 albo 150 000 USD zależnie od typu firmy, co nie jest prawdą, można to obejść. Podatków do 3 lat nie ma, póżniej 25%, chyba od zysków.
Oczywiście, można pracować całe życie na pensję, ale w ten sposób nigdy nie będziesz panem swojego losu i najcześciej umrzesz biednie.

Życzę Szczęścia
-
Gość: dżefrej, *.88.71.182.airtel.in
2018/07/12 05:50:57
Haha. Ma Pan fajne podejście do życia. Znam masę młodych ludzi, którzy boją się świata, dla nich wyjazd do UK to jak wyjazd do Afryki a dla Pana nie ma chyba żadnych ograniczeń i to jest fajne. Też ostatnio myślałem żeby to wrzucić w cholerę i wyjechać w jakieś Bieszczady gdzieś na końcu świata, bo świat staje się wszędzie taki sam.
-
Gość: , *.oc.oc.cox.net
2018/07/13 05:42:39
W mojej "wsi" w Kaliforni nie potrzeba wogole rejestrowac firm ktore sa albo jedno-osobowe albo zatrudniaja kilka osob oraz nie generuja ruchu drogowego..
Koszty rejestracji innych pomijam....
No i prosze sie nie wysmiewac z pracujacych inzynierow.. wcale na spokojnej pracy az tak zle nie wyszli..
No coz moze praca za pensje jest wg Pana gorsza od innych ale po 35 latach pracy bez wiekszego wysilku i ryzyka mozna miec niezla emryture.
Realnie -to SS $2800/glowe ale jak sie mialo niepracujaca zone to ona dostanie polowe a wiec $1400 wiec w najgorszym wypadku ponad $4000 na miesiac od rzadu.
i (za $140/mies na glowe ) bardzo dobre ubezpieczenie medyczne.
Mozna przezyc w Kaliforni w miare wygodnie z rodzina za $5k/miesiac nie maja zadnych kredytow i splacony dom..
Poza tym w czasie pracy spokojnie mozna bylo odlozyc ok$1- $1.5M bez praktycznie zadnego wysilku - zwykle 401k ($15k rocznie ) + troche akcji ktorymi firmy ( obdarowywaly wszytkich inzynierow dosc chojnie jak Pan pewnie sam wie i splacic te $150k a miec $2M dom...... bo tak urosly w cenie. A wiec to mozna nazwac bycie milionerem ?
Tak Panie Bialy - w Silly-con Valley dom kupiony w latach 80tych za $150k teraz jest wart min $2M albo i wiecej. Taki dom prosze Pana mozna wynajac za ok $6 tys/mies..

Prosze sobie wiec wypobrazic ze ma Pan SS + rent za wynajem ok $10k/miesiac.. plus $1.5M oszczednosci ktore spokojnie moga produkowac 8-10%... bez dotykania principal a wiec spokojnie nastepne $10k?/mies z odsetek ...
Majac teraz w rekach $20k /miesiac (a to ok 70 tys pln ) moze Pan sobie mieszkac i praktycznie gdzie Pan chce i wymyslac co Pan sobie zyczy.... I to wszytko jedynie jako owoc spokojnej pracy za pensje w SV ....
Jak sie okazuje ze only in america "you can have cake and eat it"...

Zycze powodzenia , gratuluje energii i pozytywnego ducha...
-
2018/07/14 11:06:52
ale wolałbym nie mieć takich sąsiadów za przyjaciół, flaki z olejem, albo musiałbyć ciągle być 5 drinków do przodu.

żyj sobie spokojnie człowieku w swoim kokonie, są też inni ludzie. Nie musi mieć forsy, ale powiniem mieć swój spirits, wtedy chętnie wypiję z nim brudza.
-
Gość: , *.oc.oc.cox.net
2018/07/15 05:47:41
No ja podalem przyklad wlasnie wlasnie takiego robola na pensji - jak flaki z olejem, ktory sobie zyl, pracowal , jezdzil co rok na urlop albo na Hawaje albo Meksyku albo europy.... Wyksztalcil dzieci mial pare aut .......rzeczywiscie takie Generic life. Ale zyje sobie wygodnie na emeryturze..
Ale mam znajomego co zamiast inwestowac w jakies tam 401k kupowal domy i wynajmowal.. Zwykle po ok 5 latach domy zaczynaly na siebie zarabiac... Ma ich 5. W jedym mieszka a 4 wynajmuje.... Wydal ok $1M na zakup bo placil za nie pomiedzy $150k a $250k. Ale juz wszystkie splacil. Te wszytkie 5 - sa warte ponad $2M kazdy wiec siedzi na co najmniej $10M - z tego $8M moze zawsze spieniezyc - tylko po co skoro one mu generuja ponad $20k/rok.... I w sumie tez tylko "z pracy na etat" - po prostu sprytniejszy.
A on gdzies tam sie plata po swiecie - nigdy nie widomo gdzie...ma jakis jacht i plywa podobno.. Trzeba przyznac ze mial lepszego nosa i zylke biznesowa i lepiej zainwestowal od tego co go nazwalismy flaki z olejem... i odkladal na 401k...
Jak widac z pracy dl akogos tez mozna bylo zyc i zarobc na calkiem dobra emeryture - a odrobina sprytu i polotu biznesowego mogla przyneisc super rezultaty...
No ale jak wiemy ci co sie od poczatku zabrali za biznesy sa teraz multimilionerami.. jeden nawet chyba tylko zawodowa budowlana w Polsce skonczyl a teraz ma jeden z najwiekszych biznesow maszynowych w SV? Praktycznie ktokolwiek sie zabral za "machine shop" i chcial sie parac w tym brudnym biznesie to zrobil niezly biznes.
Najgorzej chyba wyszli rzeczywiscie inzynierowie na pensji.... niewielu zrobilo multimiliony..
-
2018/07/26 20:34:32
Ale cos pan panie gosc nie dolicza podatkow od nieruchomosci, utrzymanie domu, rachunki i ubezpieczenia. Rachunki powiedzmy mozna odliczyc, bo tenent moze zaplaci, ale czasem trzeba cos wliczyc. Ale innych sie nie pozbedziesz. W Silicon Valley, majac powiedzmy $1.5-2mil chalupe placi sie prawie (o ile nie ponad) $20k podatkow na rok plus, lekko liczac $2-4k na ubezpieczenie. Czyli niczego nie jestes wlascicielem. Cale zycie bedziesz placil haracz rzadowi. Nie zaplacisz? Papa, twoja "wlasnosc" wlasnie zostala zwylicytowana.
-
2018/07/26 21:16:43
Takie życie, born free, taxed to death.
W Chinach też muszę placić ponad 20 tyś dolców na podatki, ale to za fabrykę
-
Gość: , *.oc.oc.cox.net
2018/07/30 21:12:39
Bortoszu,,
Wszystko zalezy kiedy sie chalupe - obecnie warta $1.5M kupilo poniewaz Kalifornia ma takie prawo ze podatki sie placi od ceny zakupu plus co rok podnosza najwyzej o inflacje....
Wiec jak sie kupilo za $150k 30 lat temu to teraz zaplaci sie rocznie nie wiecej nic $3 tys.. podobnie jest z ubezpieczeniami.... te rosna ale nie wg wartosci rynkowej domu ale wg kosztow ktore ubezpieczenie musilaby poniesc aby to udbudowac.... a to jest nie wiecej niz $200- $400/ stope kw.... czyli najwyzej 1/3 tego co dom warty na rynku... a koszty ubezpieczenia sa w granicach $1500/rok
Dopiero jak sie sprzeda to nowy nabywaca zaplaci ok 1% czyli $15 -20tys rocznie podatkow... ale to juz nie moj problem.
Jakkolwiek jest jeszcze jedno prawo ktore pozwala na przeniesienie podstawy podatkow na nowy dom - pod warunkiem ze ma sie 55 lat, robi sie to raz w zyciu i nowy dom ma porownywalna wartosc ze sprzedanym... Wtedy sprzedjac dom za $2M i kupujac gdzie indziej za ok $2M bedzie sie placic podatki na takim poziomie jak sie placilo przed sprzedaniem a wiec nie $20 tys a niecale $3 tys rocznie...