Blog > Komentarze do wpisu

Bambusowa Słomkowa Ballada http://jasstraws.com/

Trzeba się wynieść z tego kraiku do podobnego bo brak porządnego bambusa. Jest duży, gruby, ale aby zamienić go na pulp, fiber, celulozę, to trzeba wydać miliony, jeszcze nie teraz. Także, znajomy zwrócił mi uwagę na mój niewyparzony jęzor. W tym byłym kraiku mnichów mnogo jak I bezdomnych psów I każdy łazi z wyciągniętą łapą po łapówki dla ichniejszego boga, coraz więcej takich i fałszywych także w USA I w Europie, nawet nie znają swoich zdrowaśmaryja. Jak jeden grubszy niż ja podszedł ze swoją michą, to go pogoniłem, i to może być błąd. Pójdzie taki do policjanta I naskarży że obrażam jego wiarę, więc jak będę miał szczęście, to tylko mnie deportują, a jak nie, to wsadzą mnie do jakiegoś pudła gdzieś na obrzeżach ich królestwa bożego że nawet najbliższa rodzina nie znajdzie mnie. Łba nie utną, ale kilka latek mogą być nie moje, więc już nie pytajcie gdziem zaś.

                                Trzeba więc zmienić trochę swoj profil I szukamy bambusów na słomki do picia, cały świat chce wymienić plastykowe słomki na cos innego. Duże firmy jak McDonald o bambusie jeszcze nie myślą, bo jeszcze nikt nie produkuje ich w dużych ilościach - w samej Polsce używa się 3 miliony plastykowych słomek DZIENNIE, na całym świecie to pewnie milliard, duże pole do popisu. Wozi więc mnie mój tłumacz motocyklem po wertepach, bezdrożach w poszukiwaniu użytecznego bambusa. Niestety, większość z ich to krótkie, co 10-18 cm mają zgrubienia i nodes, trzeba by je wiercić, czyli koszta w górę. Większość chińskich słomek to 18-centymetrowe, bo nie ma dłuższego bambusa bez "nodes".  Rośnie bardzo dobry bambus na wyspach Andamian, ale one należą do Indii, tam mnie nie ciągnie.

W końcu znależliśmy coś co zbierając w okolicznych lasach może wystarczyć na dzienną  produkcję 5000-10000 słomek, farmy bambusowe także są, blisko zagubionego wsi-miasteczka gdzie prąd jest tylko niekiedy, Internetu wcale, ale jest hotelik gdzie mnie mogą gościć. Chętnych do pracy w bród, więc rozdałem swoje 50 nożyków-scyzoryków, niech tną po lasach. I tutaj klops - wzieli scyzoryki, ale one nadają się tylko na obranie jabłka czy podrapanie się po jajach - bambus to trawa, ale taka pół-centymetrowej grubości i grubsza to już nie ta liga, na ścięcie ich to potrzebny jest ciężki tasak, albo maczeta. Meczet w Chinach nie można kupić gdyż kilkanaście lat temu jakaś dobra charytatywna   organizacja z Europy sfinansowała zakup 700 000 maczet dla jakiegoś afrykanskiego kraiku, a ci, jak je otrzymali, to zamiast ciąć bambus to wycieli inny szczep w pień, kilka milionów ludzi. Kilkuset uciekło z rzezi i schronilo się w kosciółku - tych to chrześcijańskim sposobem już bez rozlewu krwi spalili żywcem, wraz z kosciółkiem. Problem plemienny przestał tam istnieć, ale ja teraz nie mogę kupić meczet w Chinach, nawet policjanci zabrali mi stary miecz który trzymalem u teścia w sklepiku. Można kupić dobre maczety, najlepsze produkują w Bangladzesz, ale po kilkaset sztuk nie będę przecież tam lecial, poszukam lokalnego kowala to mi je wyklepie.

              Cześć mojej swory przyszła z lasu, przynieśli bambus, ale w 50% jest za gruby. Płacę im za sztukę patyk długości około 3 metry, ale lokalnym sposobem oszukują jak się da - w wiązce 100 sztuk, jest ich tylko 82-85, każdą wiązkę trzeba liczyć, ale coś tam pozostaje co można użyć. Trzeba także odpalić działkę dla lokalnego urzędasa za prawo wycięcia gałęzi, w przyszłości trzeba brać udział w licytacji gdzie rząd sprzedaje licence na wycięcie, wyjdzie taniej.  

               Teraz, jak z patyków zrobić słomki. Pojechałem ze swoim tłumaczem (już autobusem, nie motocyklem) do większego miasta gdzie jest duży bazar maszyn I materiałów budowlanych. Pomógł mi poznany niedawno Polak który tam mieszka od roku, przyjechał ze swoim tłumaczem, wielkie dzięki Michał, dobry czlowieku. Oferują mi kupno całego tartaku, a mi są potrzebne tylko kilka dobrych maszyn. Normalna pila do drzewa się nie nadaje bo miażdzy bambus, muszą być specjalne cienkie wysokoobrotowe pily. Znależliśmy za kilka milionów, także inne maszyny do produkcji. Z pomocą kowala, ślusarza, stolarza I lokalnego dentysty który najlepiej umie wyrywać gwożdzie jakoś je zmodyfyfikowalismy, mała produkcja może ruszyć. 

                          Następny problem, gdzie produkcja. Ojciec tłumacza oferuje część swojego poletka gdzie mieszka, zabagniona dzungla za tylko 200 dolców miesięcznie, sprzedać dzungli nie chce. Trzeba tam dorzucić ziemi pewnie z pół metra grubości, zrobić dojazd ze 100 metrów, bo najbliższy dostep to "nie lzia", świeta ziemia, należy do klasztoru. Z drugiej strony to głębokie bagienko-śmietnik, trzeba byłoby wybudować mostek, też wydatek kilkunastu milionów. Mówię człowiekowi że potrzebne są tam ogromne inwestycje, więc już chce mi wynająć swoje poletko za darmo, też sie nie opłaca. Tam jednak zaczeliśmy swoją produkcje w jego domu??#$#!!%- szałasie ze spróchniałego drewna, ale  bardzo krótko, o tym pozniej. 

                         Charty wróciły z lasu, nanieśli mi patyków na 5000 słomek. Zapłaciłem, zadowoleni, poszli przepijać forsę, nie mój problem. Sam wyprodukowałem 650 słomek z odciskiem na palcu, pokazałem ludziom jak to trzeba robić, zapłaciłem za zrobienie 5000 sztuk. Nie ma sensu siedzieć w tej dzungli i czekać jak wyprodukują, bo tam gryzie mnie jakaś niewidoczna mała zwierzyna że aż krew leci z nóg, jadę na plaże, to tylko 150 km, oczywiście motocyklem, nie ma innego środka transportu. Trzeba mieć jak najszybciej swój własny wehikuł, najlepiej pick-up. Lokalny status bogacza to duża Toyota Hilux albo Ford pick-up, podwójna kabina, 4x4, ale muszą byc białe. Sam na początek chcę mieć byle co, aby woziło moje kości i patyki.  

                       Nie zdarzyłem nóg zamoczyc w oceanie, telefon - produkcja stoi, zrobili tylko kilkaset słomek bo obcieli prąd który I tak był tylko niekiedy. Energetyka ma dobry system I widzą wiekszy pobór mocy, w domu prąd jest tylko dla światla, nie na żadna produkcję. Zresztą jak będzie się używało więcej prądu, ten ich dom - szalas - buda, może się zapalić I spłonąć. Trzeba wracac i kupić generator, w przyszłości solarki. Wróciłem porannym autobusem, pojechałem do stolicy, kupiłem, także następną maszynę do polerki, następne miliony poszły. Wracam na plaże, już w nocy, znowu motocyklem te 150 km, raczej 200, bo dużo dziur, trzeba je omijać. Dziesiątki kilometrów bez światka, kilka zagubionych ciemnych wiosek, od czasu do czasu blyśnie tylko reflector innego motocykla, ekran telefonu czy niekiedy prąd z generatora. Ludzie jedzą miskę ryżu z troch oleju, jakieś jadalne ziele, kłącza bambusa, niekiedy jajko czy starą kurę która już nie chce znosić jaj. Nie ma bezdomnych psów jak po plaży gdzie lazi ich zgraja, nie ma żebrzących mnichów, świetych banerów, świątyn, pagod czy stiup, nie ma zlodzieji i kogo okradać, po prostu nie ma forsy. Blisko jest linia energetyczna, ale nie podłączą prądu bo ludzie nie bedą mieli gotowki aby zapłacić za nią. Nie ma prądu, nie ma telewizji, nie zobaczą innego świata. Zresztą lokalna telewizja to tylko soap opera ale nie taka jak na świecie czyli Dynasty czy życie wyższej bogatszej klasy - dla nich marzeniem jest biała Toyota i murowany domek zza żelaznej kraty. Tak jest od pokoleń, nie oczekują zmian, modlą się żarliwie do swoich bogów, są szczęśliwi w swoim światku. 

                    Załapaliśmy się jednak na koncówkę tajfuna. Trzęsie jak cholera, deszcz I wichura, siedze pod peleryną, motor rzęzi, podskakuje, dupa boli, już nawet nie chce mi się przez dziury oglądać tego świata. Wtedy złapało mnie po raz pierwszy w życiu - po jakiego grzyba włóczę się po tym świecie, czy nie lepiej  dbać o swoją dziatwe i wnuki I trzepnąć od czasu do czasu w dupcię  młodą żonkę?  Czyli cieple kapcie, wygodny fotel i telewizor - nie dla mnie te łakocie, sam należę do tej drugiej strony TV.

W koncu dojechalismy, ja połamany I od razu w pościel w objęcia Morfeusza, a przydałaby się jakaś młoda Morfeuszka aby miękkimi rączkami wymasowała moje obolałe gnaty. Na przyszłość trzeba zadbać o to, jeśli mam sie włóczyć po świecie.

 

Za dwa dni znowu telefon, zepsuli generator, coś tam spalili bo nie było docisku I obudowa się stopiła. Mój tlumacz- motocyklista proponuje że on to naprawi, może wrócić te 150 km, ale ma problem. 8 miesięcy wcześniej pożyczył od kogoś 150 dolarów na 20% miesiecznie, zostało teraz 100 dolarów a on bez mojej pracy nie może tego spłacić a poprzednią forsę już wydał, czy nie pozyczę tej setki. OK, masz ją, dla mnie nie musisz płacić 20% miesiecznie, masz bez procentów, ale do diabła zróbcie te 5000 słomek, albo i więcej, ile możesz.                   

                  W końcu spokój, siedze na plaży I czekam aż skończą produkcję, samolot mam za dwa tygodnie. Mój grafik to jak wstanę wcześnie, około 7-mej, to biorę rowerek I jadę na plażę pobiegać albo wypłukać się I wypić kokosa za 2 zlote, Fotel z parasolem gratis. Wracam do hotelu na 9-tą na śniadanie, póżniej znowu na plaże. Jak gorąco, to wskakuję do oceanu, wspaniala czysta woda, plaża szeroka, od czasu do czasu trochę pobiegać. Lokalni mają inne zwyczaje - 2-litrowa butelka zimnej wody, odlać pół litra, wlać tyle  samo lokalnej whisky czy rumu za dwa dolary, zabełtać i flaszka idzie wokół, picie z gwinta, bez zagrychy albo jakis suchy banan. 

                          Około 2-giej powrót do hotelu, prysznic i znowu do wioski na godzinny masaż za 25-30 złotych. Masaż nóg zrobili bardzo dobrze, żylaki poznikały, innych części ciala już trochę gorzej. Ale co wymagać jak te dziewczęta nauczyły się masażu dopiero miesiąc wczesniej, Massages by Virgins, co oczekiwać więcej od tych małych rączek. Powrót na plażę przed 6-tą aby zobaczyć zachód słońca, może następny kokos, niekiedy z rumem czy z whisky. Pieczona narożnie rybka to wydatek następnych 2-ch dolarów, ale ileż można jeść, nie mam wcale apetytu. Od czasu do czasu restauracja, dobrze przygotowane danie z jakichś stworów morskich to 4 dolce, ryż złotówkę, zielenika 5 zlotych, ale nigdy nie wykonczę, za dużo, zostaje w lodówce na następny dzień. Dziwne jednak, na tych plażach nie ma lokalnych dziewczyn, tylko od czasu do czasu jakiś biały czy młode białe dziewczyny, najczęściej parami, albo stare tj 40-letnie bezkształtne Chinki okutane w szmaty aby ich słońce nie złapało, ale większość to lokalni chłopcy pławią się albo grają w piłkę, tylko starsze kobiety do podawania kokosów I przenoszenia foteli I parasoli blizej fal, młode trzymają w domu.

                  Czas płynie wolno i leniwie, opalam się bo łazę po wsi bez koszuli, brzuszysko się zmniejsza, cieszy mnie to. Dobrze byłoby miec na stałe lokum gdzieś na plaży lub w pobliżu, poszukajmy więc. Trochę dalej od wsi są ładne miejsca na plaży, ale wołają 100000 dolców za akr, czyli mniej niż pół hektara. Ale aby tam dojechać to trzeba jechać przez teren świety, swiątynia I klasztor - teraz przejazd jest darmowy, ale jak pojawi się tam bialy? Inny teren przy plaży, ma być akr za 62000 dolców, jak jest odpływ. Jak przyplyw, a to jest 4-6 metrów wody w dół i w górę, może to byc tylko 30x30 metrów. Jak jakiś fajfun czy wichura, to mieszkasz pośrodku oceanu. Dalej od oceanu, 5 minut piechotką do plaży, 400 metrów kwadratowych wołają od 5000 do 10000 dolców. Jak lokalec mnie zobaczył, to cena już była 25000 dolców, bo to działka z widokiem na ocean. Podskakuję na jednej nodze, nie widzę oceanu, na drugiej - ?? gdzie ten ocean? Trzeba wdrapać się na palmę po kokosa, stamtąd widać ocean. OK, dzękuję, zresztą to nie ich ziemia, dostali tylko czasowo na swoje budy-szałasy, oczywiście bez prądu i bez wody, wszyscy w okolicy chcą tak sprzedać nie swoje, może znajdzie się jakiś naiwny nieświadomy. Podobne w okolicy rząd dwa lata temu sprzedawał lokalnym pod budowę swojego szalasu-budy 400 metrowe podobne działki po 1000-1500 dolców. Niektórzy wybudowali z cegly, ale to znaczny wydatek, ponad 5000 dolców za prosty domek.

                             Wszystko co dobre, niestety szybko się kończy, trzeba wracać do cywilizacji. Dwa dni przed odlotem do Kantonu wsiadłem w autobus I pojechałem do miasteczka, gdzie produkują słomki. Przy odjeżdzie, lokalne dziewczynki prawie w płacz, machają dzielnie łapkami, bo zostawiałem dobry napiwek. Dobry, to znaczy 2-5 dolców, za to w USA czy w Polsce wywalono by mnie przez zamknięte drzwi z byle jakiej knajpy, tam to nadal dulara power. Nie martwię sie dziewuszki, wrócę i jeszcze przerznę te wasze dupeczki.

                                                           Chłopcy nadal pracują, przy mnie wykończyli 6350 słomek, troche brakuje do 7000, ale lepiej niż 5000. Niestety, spiepszyli je, może nawet kilka tysięcy słomek do poprawy. Mieli je slifować cienkim papierem, ale zmienili papier na gruby I teraz nie szlifują, ale robią słomki szorskie, trzeba je będzie recznie poprawiac. Niestety, zawsze ktoś ich będzie musiał pilnować.

                 Zapakowaliśmy słomki w worki jutowe po 30 kg, zabiorę na lotnisko. Miałem chłopcom zostawić forse na następne 10000 słomek albo i więcej, ale zmiany planow. Obecny kuzyn-producent chce mieć 2 miesiące wolnego, bo podobno idzie do szkoły (czytaj- zmęczył się, następne 2 miesiące ma z czego żyć), także mój tłumacz-kierownik, który dostaje tylko prowizję za każdą słomkę, chce bardziej pracować jako motocyklista-taksówkarz, bo sezon turystyczny się zaczyna (czytaj - nie spieszy się, już nie ma długu, wyżyje z tych kilku dolców dziennie). Nie ma także miejsca na produkcje, gdyż chce ją przenieść nad ocean, tam mieszka jego żona. Mnie to ani ziębi, ani grzeje, bo jeszcze nie mam sprzedaży, też wolę być blisko plaż, mieli produkować 1000 dziennie I magazynować. Zostawiłem jednak pieniądze znajomemu że jeśli zmienią plany czy zabraknie im forsy I chcą pracować, ma im wysłać na produkcję 10000 slomek, albo I więcej. Także, jeśli będę miał duże zamówienie, szybko wracam, wynajmuję czy kupuje ziemię i wybudujemy magazyn na produkcję 10000-1000000 dziennie. Najwazniejsze w biznesie to pozytywny cash flow - jak będzie forsa przychodziła, będziemy mieli product.

                      Michał znowu pomógł zawieżć słomki na lotnisko, ale następny problem. Nie zauważyłem że przed skanerem stoi wojak z mashine gun gotowy do zabijania. Położyłem worki ze słomkami na taśmie, a zza maszyny wychodzi gruby żołdak i mówi - nie lzia, skąd my to znamy. Zadzwonił i przychodzi zgraja kobitek z urzędu celnego i one także, nie lzia, ani jednej słomki, muszę mieć pozwolenie na wywóz z Forest Department. Tłumaczenie ze to jest product przetworzony, nie pomaga, on wie lepiej. Zabierają żołdakom wladzę więc będą bruzdzić gdzie tylko się uda. Gdybym wiedzial, to bym zalatwił to pozwolenie i w przyszłości będę je miał, przecież to nie są ich srebra rodowe ani bogactwo narodowe. Podobnie, jakbyś chciał wywieżć kupiony zegarek ale nie lzia bez pozwolenia z kopani rudy żelarza. Nie będę się szarpać i negocjować bo żoldak z palcem na cynglu i za chwilę może za niego pociągnąć na byle błysk w oczach swojego kaprala, oczywiscie w obronie własnej. Może także mają przygotowany, jak w USA, wideo sąd i w ciągu 15 minut zasądzą na karę śmierci za próbę przemytu trochę badyli i w ciągu kilku następnych minut ją wykonać bo żołdak jest także z plutonu egzekucyjnego, nie ma co sie kozaczyć. Odłożyłem wszystkie słomki na wózek, wywiozłem na zewnątrz lotniska, kolega zabrał do samochodu i odjechał - dopiero wtedy panienki z urzędu celnego poszły sobie w dal. Dwa dni póżniej kolega sprawdził w urzędzie i bez problemów wysłał kurierem wszystkie słomki do Chin - odebrałem je kilka dni póżniej w Heshan, w swoim mieście. 

To dopiero początek biznesu, sprawdzcie na moim vblogu na YT, co tam piszę - nie mogę zrobić kopi I wkleić tutaj, bo w miedzyczasie komputer mi padł, wszystko wymazało i musiałem zaistalować Windows10 - teraz nawet google nie chce ładować, ani polska gazeta, nie mówiąc już o jakimkolwiek VNP. 

                           Robi to człowiek przede wszystkim dla frajdy, ale jak będzie można z tego wyciągnąć kilka balonow, nie odmówię, będzie dla dzieci, mnie już forsa nie cieszy. Trzeba się spieszyć, bo jak zacznie się popyt, to jakiś gruby Chińczyk czy dobry wujek z Israela wykręci od rządu kilka tysięcy hektarów, załozy porządne zarządzaną plantacje, kupi porządne maszyny (jeszcze ich nie ma, ale pewnie ktoś je już projektuje) i zacznie produkować million słomek na godzinę. Jak mnie wykończy ceną, obniży pensje pracownikom do połowy co ja placę, podwyższy ceny swoich słomek I wszyscy będą zadowoleni, klient zapłaci kilkanaście centów więcej za Coca-Colę z bambusową słomką. Tak się stało z małymi producentami celulozy z bambusa w Chinach- zabrakło lasów bambusowych, musieli pozamykać swoje fabryczki, zostali tylko ogromni, oni mają po 20000 hektarów swoich plantacji, dla nich business dalej się kręci.

                      To nie koniec słomkowej odyseii. Otrzymałem w Chinach paczki ze słomkami, otworzyłem paczki a tam woda, część słomek do wyrzucenia, zaparzyły się. Chociaż były suszone, ale za mało. Czyli następne wydatki, trzeba kupić porządną suszarkę z kontrolowaną wilgotnością.

 

Film o powyższym

https://www.youtube.com/watch?v=WiDOCUOkpHM&feature=youtu.be 

 

pracujemy, http://jasstraws.com/

 


piątek, 12 października 2018, bialychinczyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: aboy, *.adsl.inetia.pl
2018/10/14 00:25:20
A nie dałoby się robić słomek z tej bambusowej celulozy? Bo teraz to każda jest innego rozmiaru.
-
2018/10/14 04:08:51
można, ale po co, w przyszłości jak produkcje się zautomatyzuje, pewnie tak będą produkowane.

A teraz, tak jest lepiej, każdy wybierze do swojego gustu, bliżej natury, bardziej naturalne i nie będziemy tego zmieniać.
-
Gość: dżefrej, 114.243.236.*
2018/10/18 19:24:22
Kurdę, Pan to masz łeb. Widząc ten zastój w postach myślałem, że to własnie dlatego że Pan śpi w wiklinowym fotelu popijając whisky i chodzi na spacery dookoła domu a tu się okazuje że Pan się włóczy po dżunglach. Też tak sobie muszę życie zorganizować a już najlepiej dokądś gdzie nie ma tych "świętych" złodziei tylu, chociaż i w Chinach jest nawet dużo lepiej niż w Polsce pdo tym względem.
-
Gość: , 172.56.6.*
2018/10/21 19:39:23
Wygląda na idealną receptę jak przepieprzyc kupę kasy w imię robienia milionów w branży i kraju o których nie mamy pojecia jednocześnie chwaląc się sukcesami.
Good luck
-
Gość: aboy, *.adsl.inetia.pl
2018/10/23 12:15:11
, masz rację. Biały sam już pisał, że umoczył tam kilka milionów ..... lokalnej waluty.


Biały jak szukasz kogoś do zrobienia www albo poszukania klientów to daj znać może pomogę bo mam trochę czasu.
-
2018/10/23 14:20:14
OK, Thanks aboy, wlasnie szukam kogos kto mi zrobi prosty sklepik, www.
mam serwer, wykupiona domena jasstraws.com
pisz na slwebtek@gmail.com

a ten gosciu to nastepna jakas p.... bojaca sie wlasnego cienia. Forsa jest po to aby ja inwestowac, a nie w skarpete, nie wszystko musi sie udawa, ale próbować trzeba, tym roznimy sie od oslow.
-
Gość: mattpl, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2018/10/24 22:30:03
-
2018/10/25 08:08:53
Nie ma problemow

Dzieki za link
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2018/10/26 09:13:25
Problem w tym że Europą i Stany maja przepisy regulujące czystość bezpieczeństwo i inne które wymagają testów i licencji czy pozwoleń nawet na slomki, których kolega nie zamierza robic.
-
2018/10/26 09:51:18
juz wydalem kilka tysiecy dolcow na testy, FDA, LFGB, German requirements, France i Italy damy sobie na teraz spokoj
Bedzie jak bozia przykazala.
-
Gość: mattpl, *.icpnet.pl
2018/10/30 04:57:33
Janek sprawdz FB swojego. napisalem wiadomosc nie chcialem przekazywac kontaktu tu. pozdrawiam
Mattpl