RSS
niedziela, 22 lipca 2018

Veni vidi vici, częsciowo tak, ale Buddha mnie ukarał, póżniej o tym. 

Mariazm już w Chinach, czekanie na smierć, a jam jeszcze nie gotowy. Nie ma co robić, dzieci rosną, do US jedziemy dopiero za dwa lata. Kacy zajmuje się urządzaniem domu, a sam siedzę jak na beczce prochu, już mnie nosi, więc do Myanmar, ostatni na tym świecie bastion wolności (i biedy chyba tez - to nie bieda, ludze nie głodują, mieszkają tylko prymitywnie). Oczywiście, mogę żyć głupio, durnie, pusto i wygodnie jak inżynier na emeryturze w hameryce, stać mnie na to i dużo  więcej, ale to mnie nie bawi, świat mnie nadal ciągnie.

Pojechałem prawie w ciemno, tam zakładać biznesy. Poznałem przez internet Birmańczyka który zna angielski i on odebrał mnie z lotniska i zawiózł do hotelu. Miałem swoje plany co i gdzie mam szukać, ale mój Birmańczyk zajęty, pracuje w turystyce i ponadto uczy angielskiego za mniej niż dolara za godzinę od głowy, więc nie miał dla mnie czasu. Trudno, sam szukam, odwiedziłem tylko jego rodzinę oddałem prezenty. Drogie prezenty i jak tłumacz sam twierdził że to za dużo, ale chciałem pokazać że jak się będzie starał potrafię być hojny, ale żadnych pozytywnych efektów, dalej leniwi. Przy okazji straciłem kilka dni czekając na jego obietnice spotkań ludzi z róznych rządowych biur, nic się nie zdarzyło, tylko obiecanki. Trzeba go będzie zostawić bo mało efektywny, ponadto nie można polegać na jego możliwych referencjach, gdyż on w turystycznym biznesie doi obcokrajowców - wg niego za dniówkę tłumacza powinienem płacić 70$, a to jest miesięczna pensja lokalnego na prowincji  (w stolicy 2 lath, czyli 200 000 kyats na miesiąc czyli 150 dolców to już OK pensja). Znalazłem innego Birmańczyka z którym można porozumieć się po angielsku, ten chce mieć dzienną pensję 10000 Kyat, tj 7 dolarów, dam mu więcej. 

Zobaczyłem więc ważniejsze atrakcje Yangonu, trzy dni wystarczą, trzeba sie wynosić. Największa atrakcja kraju to Bapan Ngpali, ale to 700 km, całą noc autobusem czy pociągiem, a teraz pada, nie ciągnie mnie tam teraz, póżniej odwiedzę, jadę więc nad ocean do Ngwe Saung Beach, to tylko 6 godzin autobusem.  

We wsi przy plaży gdzie zostawił mnie autobus, stado motocyklistów aby za 1000 Kyat zawiezc do hotelu, ale szybko wróciłem zobaczyc okolice i znalezc restaurację serwującą lokalne stwory morskie. Białych wcale nie widać, bez parasola ani rush. Kilku motocyklowych przewodników wcisnęło mi swoje wizytówki, jedna była po angielsku.  

Nastepnego dnia rano zamówiłem za 8000 kyat motocykl aby pojeżdzić po okolicy, ale cały czas leje. Co robić? zaprosiłem więc na śniadanie tego z kartki niech opowie co się dzieje w okolicy - pojawił się po 15 minutach okutany w peleryny, dla nich deszcz czy ulewa nie straszna.

Typowe myanmarskie śniadanie - placek z banana pieczony i wyglądający jak nasze placki ziemniaczane, trochę dżemu, kawa, można wytrzymać, wszystko za dolara. Pokazuję wiec swoje papiery, kopie z Google że w tym rejonie Ayeyarwady jest dużo lasów bambusowych. Otóż były, wycięte i zamienione na farmy kauczukowe. Lasy bambusowe są nadal bliżej Yangonu, 5 godzin motocyklem i jeśli chcę tam pojechać, to on mnie zabierze za 20 dolców. Bilet autobusowy kosztuje 7 dolców, niech mnie wiezie, za 3 dni jedziemy, on sam pochodzi z tamtej okolicy a nad morzem w okresie ulew zarabia tylko 5000-7000 kyat (4-5 dolców dziennie), tam mieszka jego rodzina. Fajnie się sklada, może coś dowiem się więcej.  

Jaka cena ziemi w okolicy? Mój tłumacz twierdzi, ze jest w drugiej wsi pół hektara nad samym oceanem za 100 tysięcy dolców - właściciel hotelu gdzieś tam zadzwonił i cena już jest 150 000. Dwa lata temu przyjechały dwie Chinki, nie płaciły tego co ktoś tam woła, poszły do lokalnego urzędu i kupiły wszystko co było do sprzedania w okolicy za dużo taniej. Okazuje się ze ziemia nie została zapłacona, tylko zostawiono małą zaliczke i spekulanci podbijają ceny. Spekulant czy lokalni nic tam nie zbudowali ani jeszcze nie zapłacili więc według prawa rząd zabrał i sprzedał za gotówke Chińczykom. Chińczyków dużo, podróżują stadami w chińskich autobusach z chińskim przewodnikiem, nocują w chińskich hotelach, żrą w chińskich restauracjach, dla lokalnych zostaje tylko nisko płatna praca i mało forsy, nic dziwnego że nie lubi się Chińczyków. Chińczycy  są  także niegrzeczni, wręcz aroganccy, poniżają i lekceważą lokalnych, typowa cecha nowobogackich. Kultura osobista dotrze do nich, ale na to potrzeba 1-2 pokolenia. Ponadto, odwieczna nienawiść biednych do bogatych, jak za Chmielnickiego w Polsce - Rznijcie drewnianą piłą tego pana wolno, to był dobry pan. 

Przestało lać, tylko siąpi, więc na rumaka i w drogę, filmy są na YT.

Najpierw jadę na północ – nad oceanem same resorty, teraz najczęsciej zamknięte, pora desczowa. Dalej kilka kilometrów betonowej sciany od strony oceanu, puste kilkanaście hektarów, czeka na lepsze czasu, dalej biedne wioski. Droga cementowa, ale nagle się kończy nad brzegiem rzeczki – dalej można wraz z motocyklem przeprawić się łódką, ale po co, tam pewnie podobnie albo gorzej, jadę więc na poludnie. Droga kilkaset metrów od brzegu bo nad brzegiem tylko duże, zaniedbane i teraz puste resorty, ale nagle droga się konczy, zaczyna się błoto, kałuże, dziury, a mój motocykl kaput, zdechł. Prędkościomierz nie dzałał, wskażnik paliwa też nie, nie sprawdziłem, miał być pełny bak benzyny, a jest pusty. Cóż, trzeba wracac z kilometr do najbliższego sklepiku, tam każdy sprzedaje benzynę po 1000 kyats za lit, i wracam, mimo że los kaze mi zawracać. Chcę dojechać tam gdzie być może będzie moje gniazdko z widokiem na ocean wsród gęstej zieleni.

Niestety, złośliwy Buddha nie zezwolił. Kilka dni wcześniej odwiedziłem jego leżącego, 66 metrów długi kolos, ale naprawiają go i jest za kratkami, więc przezwałem go wielorybem i się zemścił za to. Powiedzałem to pierwszemu tłumaczowi, a ten biedny puszcza dalej że to prawda, nie rozumieją żartów.  Może zrozumie, gdyż dzwonil, że jego tesciu także wywrocił się na motocyklu i prawie jaja  mu urwało i tam Buddha nie wsadzal swoich tłustych palców. Sobie tylko żebra naruszyłem, boli teraz paskudnie. Niestety, droga bardzo kiepska, miękka, a ja przyciężkawy i gdześ tam grunt nie wytrzymał po ciągłych deszczach i zjechałem do rowu. Motocykl cały, nogę polski skórzany sandał dobrze uchronił, ale żebra bolą. Jak sam nie mogę dojechać dalej, czy moi klienci będą chcieli się  tłuc? Tym bardzej, ze wokół dużo hoteli i resortów pustych i zaniedbanych, czyli za dużo pieniedzy nie zarabiają, budują także następne kolosy. Sam dam sobie teraz spokój z widokiem na ocean, jak bedzie mnie goniło to wynajmę gdześ nad oceanem willę ze służbą na miesiąc, co tam bede robił -trzeba skoncentrować się nad farmą bambusową.

Zawróciłem, w jednym sklepiku obmyłem się z błota, przeczekałem następną ulewę, wypiłem kokosa za 2 złote, bo jak pada, a leje często, gdzieś trzeba  się schować i powoli wracam do hotelu, już nie chcę jezdzić motocyklem po bezdrożach i  wertepach.

Trzeba się zbadac czy coś tam w środku nie pękło, ale na wsi nie mają rentgena, dopiero w stolicy, 245 kilometrów. Poczytalem na googlu że nawet złamane żebro byle nie otwarte złamanie, goi sie samo, lekarz nic nie pomoże, więc się wynoszę do Chin i tam będę się kurował. Za 45 dolców zmieniłem bilet na wcześniejszy. Przetrzymam więc te dwa dni na powrót motocyklem, powłóczyłem się tylko po tej wsi i znalazłem dobrą restaurację z ośmiornicami, rakami, krabami, dawno tak nie jadłem, a dania tanie, około 3-5 dolarów, biorę więc dwa różne, nie wykończe wszystkiego, zabieram jedno do hotelu na póżniej.

Spotkałem, mieszka tam od lat jeden biały, Andy z Niemiec, wsiąkł tam i już jest szcześliwy. Chciałem zaprosić na piwo, nie dał się.

Mój motocyklista przyjechał o 6-tej rano, przygotował tez dla mnie pelerynę, jedziemy.  Niekiedy pada, niekiedy leje, ale jedziemy, w pół drogi przestało i zdjeliśmy peleryny. Nie należałó to do przyjemności, dupa boli po nierównej drodze a ja jeszcze z bolącymi żebrami. Widać już lasy bambusowe, te duże także, 30-metrowe, 20 cm grube, Dendrocalamus Asper, są, tak jak piszą w moich książkach.

Moj kierowca-tłumacz zaprosił mnie do domu rodziców. Szałas na palach, nie dom, ale przed wejściem trzeba zdjąć buty, taki wszędzie zwyczaj. Mieszka tam 14 osób, a gdzie spią? – pokazują tutaj, na podłodze, tylko kładzie się bambusowe maty. Bieda że aż żal dupę ściska, dzieciaków kilka ja żadnych prezentów, nie wiedząc nawet nie kupiłem im owoców. Wypróżniłem więc swoją torbę i oddałem co mogłem – chińskie zupki, scyzoryk, latarkę, jedno jabłko, jakis napój, kawę, kosmetyki, bez tego wyżyję i dojadę do Chin. Bieda ich  nie martwi, nie widzą swojej sytuacji, przyzwyczaili się, oni chcą byc tylko szczęśliwi. Chińscy producenci narzekają na Birmańczyków że jak dostanie pensje czy trochę grosza to nie przychodzi do pracy przez kilka dni, przecież dzisiaj nie będzie głodny, lepiej popic herbatkę i pogawędzić.  Skąd się wzieło w Polsce powiedzonko że chłop mi się rozbisurmanił, czyżbyśmy zleżli z jednego drzewa albo nasze pieczary były w sąsiedztwie?

Sam do hotelu, nastepnego dnia rano o 9-tej kierowca zawiezie mnie na przystanek autobusowy. O 9.30 dzwonię, on jeszcze spi bo celebrowali noc wcześniej, dostali także butelkę chińskiej brandy, ale dojechał.  Mielismy odwiedzić lokalne urzędy gdzie jest jakas opuszczona i tania ziemia do kupna lub do 50-letnego wynajmu – niestety, odkładam na póżniej, teraz nie będę się włóczył z bolącymi żebrami.

W Yangon zdążyłem jeszcze odwiedzić moje anglojęzyczne dziewcze, zostawiłem prezenty i powiedzałem że ma czekać na mnie, za miesiąc wracam. Czy będzie? nie wiem, ona także ceni najwyżej szczęście, a to, że bez butów, bez pieniędzy i bez telefonu to nie ma znaczenia. Byłoby szkoda dziewczęcia, młode to jeszcze i głupie, a może wyrosnąć z niej mądra kobieta.

Nie było bezpośrednich samolotów do Kantonu, leciałem nocnym z przesiadką w Hong Hongu, rano w poniedzałek byłem już w domu i szybko do lekarza, Na migi wytłumaczyłem co się zdarzyło, bo Kacy w Pekinie i zrobili mi za 290 RMB serie zdjęc, Są tam jakies rysy na żebrach, nic strasznego, ale boli. Dostałem przeciwbólowy  huayuzhentongjiaonang oraz Jintiange Capsules - Bionic Tiger Bone Powder) for bone and joint diseases. Za leki zapłaciłem 117.50 rmb, no i się kuruję, za miesiąc wracam do Myanmar.

Cała wycieczka kosztowała mnie trochę mniej niż 1100 dolców, w tym już kilkaset na prezenty, lot, hotele, nowy lokalny telefon, kurowanie się oraz kilka butelek whisky. Najtańsza kosztuje tam już 2 dolary za 0.7 litra, podobno originalna szkocka to 6-7 dolarów, raj dla pijakow. Będę miał duży dom, powiniem być także duży barek. Po powrocie już zdążyłem zalać 5-ma litrami dobrym 40-procentowym alkoholem kilka kg żółtych sliwek, ma to stać conajmnie 3 lata.

Małe złośliwe spostrzeżenie. Tamtejsze chłopy pewnie babieją. To że noszą swoje spódnice, taki zwyczaj, też mam swoje longyi (sarong, lungi), ale potrafią odwrócić się, ukucnąć i coś tam zrobic, czyżby siusiu, jak kobitki na wsi?

 


 

 

(Huayu analgesic capsule function

Promote blood circulation and relieve pain

The main ingredients of Huayu Zhentong Capsule

Sanqi, Dragon's blood, myrrh, frankincense, Yanhusuo, natural copper (system), peach kernel, safflower, scutellaria, dandelion, rhubarb, soil mites.


Tagi: burma Myanmar
07:35, bialychinczyk
Link Komentarze (19) »
niedziela, 08 lipca 2018

Co można robić w tym kraju?

Dość zacofany i brudny ten kraj, jak Chiny 20 lat temu. Otwierają się na świat, jak Chiny, ale będą mieli większe problemy - sałatę i pomarańcze może każdy sprzedawać na ulicy (są tam jakieś opłaty za to bo widzałem oficjeli z bloczkami), ale warzywniaki nie ruszą kraju do przodu. Kto pamięta polski handel uliczny z metalowych łóżek? Chiny na początek miały ogromną armię expats z Hong Kongu, z Tajwanu i z całego świata i to z forsą którą przywieżli do Chin, nie slyszalem aby Myanmar miał takie zaplecze. Ponadto, nadal mnóstwo przepisów, zakazów. Obcokrajowcy mogą już kupować mieszkania, mogą też budować na spółkę z jakąś lokalną firmą, ale posiadanie ziemi jest ograniczone tylko dla lokalnych, obcokrajowcy mogą ją tylko wynająć na 50-70 lat. Chińczycy z Mandalay znależli już na to sposób i jakoś załatwiają sobie birmańskie obywatelstwa i wtedy mogą kupować co tylko chcą co też doprowadziło do dużego wzrostu cen gruntów w Mandalay, co się oczywiście nie podoba lokalnym. 

Widac brak forsy i większych inwestycji w tym kraju. Drogi nawet w stolicy dość kiepskie, dużo domów zaniedbanych, ruder, ale także dużo się buduje - nie jak w Chinach gdzie buduje się nowe miasta czy dzielnice, ale tylko jak grzyby w rosole - i tu i tam budowane metodami chałupniczymi, na oszczędność. Odwiedziłem dom mojego tłumacza na obrzeżach miasta - mieszka z żoną, z synem, z bratem i z rodzicami jakby w XIX wieku w chlewiku, ale za płotem sąsiad wybudował 7-piętrowy blok z mieszkaniami na wynajem albo na sprzedaż. Cena wynajmu mieszkania w bloku poza centrum to około 200-250$ miesiecznie, kupna około 200$ za m2, ale blisko centrum to już conajmniej 700$ za m2, nadal dużo taniej niz w Chinach czy w Tajlandii. Zresztą w ciągu kilku dni można zobaczyć wszystkie atrakcje stolicy i co dalej robić? - najlepiej wynieść się gdzieś poza - do Bagan czy nad morze, ale to ostatnie nadal pozostaje niezbyt rozbudowane turystycznie. Myanmar jeszcze nie oferuje atrakcji jak z Kambodzy czy z Tajlandii, Bangkoku czy z Patajii, dlatego też jest dużo tańszy, to z czasem zmieni się.

Lud jakoś próbuje wiązać koniec z końcem, co krok to jakaś garkuchnia czy stragan aby coś tam zarobić. Serdeczny, uczciwy, usłużny i pracowity naród, oczywiście oprócz części taksówkarzy którzy wołają TYLKO 2X więcej za kurs, być może gdyż taxi nie jest droga bo za 2-3 dolary to jedziesz z pół godziny. Dojazd z lotniska do centrum, chyba 18 km ale trzeba liczyć godzinę bo dużo samochodów i bardzo nierówne szosy, kosztuje 10 000 Kyat, około 7$. Autobus czy pociąg chyba tylko 200 Kyat, tj 50 groszy, komunikacja miejska jest też za 200 kyat za kurs, mnisi jeżdzą autobusami za darmo, a jest ich dużo, łażą stadami po mieście i zbierają jedzenie i datki.

Jest problem poruszania się po tym kraju. W stolicy Yangon wzorem chińskich miast wyrzucono wszystkie riksze, tuk-tuki i motocykle, pewnie powodowały za dużo wypadków. Można się przemieszczać tanimi autobusami - jest ich dużo, rowerami albo taxi. Poza miastem to autobus albo pociag. Bilet na pociag sypialny do Bagan, 700 km i 17 godzin, raz dziennie o 16.00-tej kosztuje 80 dolców, bilet trzeba rezerwować kilka dni wcześniej i w porze deszczowej poza sezonem jak teraz, pada codziennie i to kilka razy ostro, tylko są miejsca siedzące.  Są samoloty, ale sam chcę poznać kraj a nie ichniejsze niebo. Mozna wynając samochód, 40$ dziennie, ale musisz mieć przewodnika i za niego też płacić. Oczywiście, to nie jest przestrzegane, ale jednak. Aby coś poznać muszę mieć własny samochód, najlepiej 4x4, i to nie starszy niż 2015, takie przepisy, starszego nie zarejestrują.  W stolicy, w Yangon są limity rejestracji i tablica kosztuje 7000$, nie jest mi to potrzebne, trzeba rejestrować auto na prowincji. Po powrocie do Chin mam takiego znaleść, kupić i zawieść na granicę Chiny-Myanmar, stamtąd zabierze mój tłumacz i zarejestruje na swoje nazwisko - jak zarejestuję firmę w MM to wtedy przerejestruję na siebie. Obcokrajowiec nie może przekraczać granicy w Ruili-Muse, będę musiał wracać do Kunming i brać samolot do Mandalay, stamtąd zabierze mnie tłumacz i zawiezie do Yangon. Rejestracja firmy w Myanmar to pestka, poniżej 1000 dolców jak sam robisz, adwokaci z angielskim wołaja prawie 20 000$. Już odrobiłem część swojej pracy domowej i mam dużą tekę co-z czym -jak-gdzie? Dużo większe problemy niż w Wietnamie, Kambodzy czy w Tajlandii.

To tylko góra problemów aby zacząć działać w tym kraju. Inaczej, nie ma problemów, rozwiązywanie ich to moja pasja i specjalność, nie święci garki lepią. hahaha.

Jedzenie w MM jest tanie. W restauracji mojego 3* hotelu w centrum miasta cena obiadu oscyluje w okolicy 3 dolarów, czyli 10 złotówek, na ulicy główne danie to poniżej dolara. Pokój ze śniadaniem, klima i internet bez ograniczeń to 15 dolców za dobę, można znależć tańsze, a łózko w hostelu to już od 4$. Sam na obiad z ulicy wziołem kilka przystawek więc było 3100 kyat, i tak wszystkiego nie zjadłem. (Cholera, było za ostre, muszę się czegoś napić. Na całe szczęście przywiozłem kilka butelek swojej 50% whisky to się podleczę).  Na prowincji jeszcze taniej. Jechałem lokalną ciuchcią gdzie roznoszą żarło - dziewcze się uśmiechało zalotnie więc kupiłem jej, sobie i jej matce lokalne danie, do wyboru z wózka - 3 posiłki kosztowały mnie 900 Kyat, trochę więcej niż 2 zlote za wszyskie 3. Przekąski, które sprzedają na ulicy to 200-1000 Kyat, 0.50-2.50 zlotych. Niestety zarobki też są dużo niższe - minimalna pensja to 68 dolarów miesięcznie, w stolicy profesjonaliści z angielskim zarabiają 300-500$ miesiecznie. Mój tłumacz uczy angielskiego poza normalną pracą za poniżej dolara za dziecko na godzine. 

Co mnie tutaj przywiało?

Chiny jakoś pracuja, ale urzędasy ścigaja moich podnajemców że brudzą i w każdej chwili mogą zamknąć ich produkcje. Więc nim znajdę nowych sam mogę na kilka miesięcy zostać na lodzie z 5 milionami długów w niewykończonym domie, więc dzieci i żonka na bruk, muszę myśleć na przyszłość i nie trzymać wszystkich jajek w jednym chińskim koszyku. W Polsce dupa nie business, Chiny stają się coraz bardziej urzędnicze, "cywilizowane k.mać", w Birmie czy jak brzmi nowa nazwa kraju Myanmar jeszcze istnieje namiastka wolności, jak w Chinach 20 lat temu.

Także, bez względu na wiek nadal trzyma mnie pasja włóczykija, chęć poznania czegoś nowego, a także stworzenia czegoś nowego, nie tylko stadka potomków. O tym ostatnim także nie zapominam.

Ludze z YT pytają się jakie w MM cena qrfów i Czy tamtejsze kobitki lecą na milionerów? 

Na pierwsze pytanie szybka odpowiedz - nie wiem, nie korzystam z ich usług, nie łażę po barach, z 10 metrów rozpoznam te panienki, nie interesuja mnie, wolę takie, które jeszcze nimi nie są, a chciałyby być, ale nad takimi trzeba trochę popracować. Mam nadzieję że uda mi się znależć i uchronić kilka aby nie wpadły do kurwidołka, bo z rury jest bardzo trudno zejść na ziemię.

Szukaj więc sam swoich qrfów.

Drugie pytanie.

Kobitki, czy jaki przedział wiekowy, takie 25-30? Czy też baby, po 30-tce - Azjatki w tym wieku już sie szybko starzeją mentalnie i fizycznie, zostawmy je rolnikom i inżynierom z Ameryki. Jestem w tym wieku, ze interesują mnie tylko dzierlatki, dziewuszki, kwiatuszki, słoneczka i aniołki, ale w legalnym wieku. Dlaczego by nie? Wzorem starych polskich zwyczajów, biedny szlachciura przyjeżdzał po latach wojen i bitew strasznie poobijany i pokiereszowany, kupował kilka wsi, żenił się z 16-letnią córką sąsiada, zostawał hreczkosiejem, płodził siedmiu męskich potomków a razem z córkami to miał tuzin pociech i zył długo i szczęśliwie. Czasy się zmieniły, nowe warunki, ale zwyczaje i tradycje pozostają. 

Zaczepiany byłem kilka razy przez małolatki, takie 17-20, nie wyglądają na panienki na czasowy godzinny wynajem, takie drugi sort. Pytam swojego tłumacza co zaś? Otóż szukają kontaktów z białasami, gdyż jeśli on przyjechał do tego kraju, to pewnie jest bogaty, bo one nigdy nie będą mogły pojechać do twojego kraju. Podobnie było w Polsce za komuny. Byle bezrobotny Włoch czy Arab, ale bez kopyt, zabierał najładniejsze Polki, polscy kawalerowie i narzeczeni byli odstawiani, czyli jesteś w pozycji biednego Włocha czy innego innostrańca.

Niekiedy widać na ulicy starszego białasa z lokalną panienką, jednak o wiele rzadziej niż w Tajlandii czy w Kambodzy. Ale te panienki to już nie drugi sort, ale pewnie 4-5-ty, chociaż młode. Po jej postawie i gębie już z daleka widać, ze facio ściągnął panienkę z rury z baru, przecież ona z charakteru zawsze pozostanie rurą. Widziałem Polaków Na Filipinach, w Wietnamie czy w Tajlandzie, którzy mają za żony takie panienki, ich wybór i być może będzie zgrzytanie bezzębnych dziąsek, może nie teraz, może nigdy, ale może kiedyś. Czyż nie mądrzej byłoby znależć jakiegoś młokosa, ktora jest na tyle mądra że wie że ten świat nie jest pokryty różami?. Znawcy tematu twierdzą że młody narybek w Tajlandii czy w Kambodzy najpierw chce tylko młodego który zakocha się w niej i zabierze do hametyki. Po roku pracy na rurze KAŻDA wybiera starszego, pewnego, opiekuńczego, bo młodzi to tylko pobawić się, pociupkać i następna pod nóż. Oczywiście, na znalezienie takiej potrzeba czasu, pieniędzy i Twoich chęci aby młokosowi wytlumaczyć że rura to nie jest sposób na życie. Po kilku latach życia z taką nauczysz ją życia, angielskiego i jak będzie chciała, znajdziesz jej odpowiedniego męża, Zresztą jak jesteś porządny gość nie będzie chciala cię zostawic. Nie masz forsy na to? Co więc do k. nędzy robiłeś w swoim życiu że nadal nie jesteś panem swojego losu?

Piszę z pozycji faceta, oszołoma, wariata, ale świat idzie do przodu tylko dzięki takim. To samo może dotyczyć kobitek czy bab, jeśli doprowadziły swój żywot do tego stanu, że są paniami swojego życia. Młodych, chętnych, pracowitych i ładnych chłopaczków jest na tym świecie dużo więcej niż aniołków świecie i łatwiej ich znależć niż znalezienie naszego serduszka.  

W Azji coś się dzieje, tutaj jest zycie, widzę przyszłość bo w Hameryce, w Europie czy nawet w Chinach to już tylko czekanie na smierć, a bezczynność katrupi mnie.

Już jest na YT 8 filmów z MM

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=gpXsW1vFMug&t=103s

 


 

 

sobota, 28 kwietnia 2018

"Janek?

nie wiem czy godzinę z tego wszystkiego spałem, a ona jeszcze chce. Uważam ze powinieneś napisac blog na temat syndromu słabosci białych mężczyzn do Azjatek. Po pierwsze nikt tak dobrze nie poznał tego tematu jak Ty a po drugie trzeba w końcu te sprawę poruszyć. Ja się zaraziłem tym syndromem w wieku 22 lat i w zasadzie od tamtego czasu Europejki mnie już nie bardzo ruszały i myślę że na odwrót działa to też. Azjatka która popróbuje Europejczyka to Chińczyk już ją nie będzie w stanie zadowolić. Tak jak Niemka, którą wydymał Murzyn, moją sąsiadkę z Berlina."

Ma czlek problemy bo chce sie ustatkować i mieć ładne dzieci, jak moje, ale zawsze trafia na jakiś odrzut życiowy, cwaniaczki zyjące z bialasów czy baby z odzysku które nie mają żadnego wzięcia czy wartości dla Chinczyków - rozwódki czy te w leciach. Ma tych przygód bez liku, chcą się żenić już na lotnisku. Ostatnia, 47-latka, ale wygląda na 27, mysli i postępuje jak 20-latka, czyli razem tez 47, Mąż z Hong Kongu zrezygnował z niej, złapala chorowitego męża z Niemiec  i jak już był na odchodnym katafalku, nie czekała na jego śmierć tylko szybko pojechała do Niemiec aby spieniężyć wszystko co tam miał aby jego niemieckim dzieciom nic nie wpadło. Przed przyjazdem naszego puchacza bo korespondowali kilka miesięcy sprzedała za 2 miliony swoje mieszkanie które kupił Niemiec i forsę wysłała dla córki w Hong Kongu a teraz kup mi nowe, bo nie mam.  Puchacz nie daje się, wiec daj chociaż 300000 na zaliczke, ona dołoży swoje, pewnie od innych puchaczy. Nadal facio nie daje sie, więc daj mi prezent, pierscionek z brylantem.  Nasz puchacz się wykręca że nie ma forsy, ma dł€gi. KObitka uparta, nadal zdesperowana, chce się żenić, będziemy żyli z twojej niemieckiej emerytury, to też ponad 10000 RMB miesiecznie, a jak puchacz padnie, bedzie tylko jej, tylko troche mniej. A co sobą reprezentuje?, Fakt, umie dobrze angielski, ale ponadto to służebna dziewka w leciach.

Nie rozumiem facia, co on oczekuje od Chin, chce mieć chińskie dzieci, ale to już nie z takimi, za póżno bo to dziewice z czasów rewolucji Mao Tsetunga. Chinki młodo wyglądają, ale mentalnie starzeją sie bardzo szybko i póżniej wszystko na nie. Jest ich brak w Chinach, więc są rozpuszczone, leniwe, licza tylko na chłopów. Kwoli ścisłości jest kilka przedsięborczych pań, ambitnych, coś tam się wybierze z tych 1.5 miliarda Chińczyków, ale to rodzynki w cieście.

Inny znajomy - zerwał z Chińską dziewką, po jakimś czasie ta się przyczepia, że jest z nim w ciąży. Człek porzadny, ożenił sie z nia, ale dziecko jak się urodziło nie było wcale jego, całkiem żółte. 

Co mnie dziwi, nie tylko w Chinach, ale takęe to sie dzieje w Tajtandii, Kambodzy, w Wietnamie czy na Filipinach, nie tylko wśród Polaków, biali żenią sie często z dziewczynami z rur, które tańczyły na rurze. Przecież ona mentalnie zawsze zostanie rurą i jak będzie miała okazje na 5 dolarów więcej, będzie jego. Coś jak alkoholic po odwyku, niepijący alkoholic, mentalnie na zawsze zostanie takim na którym nie można polegać. Oczywiście młody burdelowy narybek liczy na młodego, pięknego obcokrajowca, on jednak na wakacjach chce być tylko puczaczem i dobrze się bawić, który w marzeniach zabierze ją do EU czy do USa, ale po roku pracy na rurze już woli starego, odpowiedzalnego aby tylko zabezpieczył życie i daj boże, jak najszybciej umarł. 

 Jakie wyjście jak główka rządzi głową? Robić business który łatwo bedziesz mógł wywieżć, bo inaczej, nawet adwokaci nie pomogą, wszystko zostawisz, solidarność plemienna, zresztą obcokrajowiec w Azji nie ma żadnych praw. Inne wyjscie, to lokaskę jak najszybciej wpędzisz w ciążę i zostawisz to swoim dzieciom. To już Twoja sprawa jak być pewnym że to naprawdę będą Twoje dzieci.


Mała uwaga, literki mi sie pogubiły i zamieniły, p z puchacza zamień na r i już będzie grało.

 

05:25, bialychinczyk
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 12 marca 2018

Kilka(naście) lat temu, na polskiej prowincji do lokalnego szpitala przybłąkał się bezdomny kot - był miły, więc został lokalną maskotką. Wyrósł z niego duży kocur, nadal miłe stworzenie, ale miał dziwne zwyczaje - Lubiał spać w nogach łóżka pacjenta, ktory za każdym razem szybko po kilku dniach umierał. Kie licho, czy to jasnowidz, czy też Anioł Śmierci?, nikt nigdy nie znalażł wytlumaczenia na to.

Inny przykład, już z mojej dalszej rodziny. Daleki kuzyn od dawna nie utrzymujący żadnych kontaktów z rodziną, nagle odwiedził po kolei całą rodzinę, nawiązal z powrotem przyjacielskie stosunki. Po tygodniu umarł.

Czyżby kot i mój kuzyn wiedzieli o zbliżającym sie końcu życia na tym padole? Kuzyn być może przewidywał, ale  co wiedzial czy co czuł kot? 

Coś z pogranicy nauki i ??? innej nauki?? nie zaakceptowanej przez współczesnych naukowców".

W 1992 r. Bruce Tainio z Tainio Technology, niezależnego oddziału Eastern State University w Cheny w stanie Waszyngton, zbudował pierwszy na świecie monitor częstotliwości ciała czlowieka. Tainio ustalił, że średnia częstotliwość ludzkiego ciała w ciągu dnia wynosi 62-68 Hz. Zdrowa częstotliwość ciała wynosi 62-72 Hz. Kiedy częstotliwość spada, układ odpornościowy jest zagrożony, jak to jest z niższymi częstotliwościami:

Ludzkie ciało:

Genius Brain Frequency 80-82 MHz

Zakres częstotliwości mózgu 72-90MHz

Normalna częstotliwość mózgu 72 MHz

Ludzkie ciało 62-78 MHz

.....

Wątroba to 55-60 MHz

Trzustka ma 60-80 MHz


Przeziębienia i grypy zaczynają się od: 57-60 MHz

Choroba zaczyna się od: 58 MHz

Przerost Candida zaczyna się od: 55 MHz

Receptywny dla Epsteina Barra przy: 52 MHz

Receptive to Cancer at: 42 MHz

Śmierć zaczyna się o: 25 MHz

żrodło: http://justalist.blogspot.com/2008/03/vibrational-frequency-list.html

Czyżby kot, którego częstotliwość ciała jest około 30-35 MHz wyczuwał "bratnią duszę" i czuł się lepiej blisko niej?

pisalem juz o tym, prawie rok temu, dalej chodzi mi to po glowie

http://bialychinczyk.blox.pl/2017/05/body-frequency.html

Proces śmierci w normalnych warunkach, nie z powodu wypadku, jest procesem powolnym, być może zaczynającym się już w trakcie narodzin. Dopiero póżniej już blisko śmierci być może bardzo przyspiesza. Czy jest możliwe zbudowania takiego miernika i noszenie go jak np ?? wielkości zegarka (nie ściennego), na przegubie?

 Aromatorapia opiera sie na tej teorii. Olejki eteryczne zaczynają się od 52 MHz i sięgają nawet 320 MHz, co jest częstośliwością oleju różanego. Wydaje mi się jednak, ze mają one wpływ na podwyższenie częstotliwości ciala tylko dorażny, tymczasowy. 

http://onedropatatimeessentialoils.com/wp-content/uploads/Frequencies.jpg

Mnóstwo żródeł podaje - kopiuje te dane, ale jak były mierzone? Originalny instrument Tanio BT3 Frequency Monitoring System został zniszczony, informacvje o nim można nadal znależć w Wayback Machine

https://web.archive.org/web/20170512170518/http://coherentresources.com:80/bt3_monitor

Wibracje czlowieka mierzono także  używając Tektronix spectrum analyzer model RSA 61 14A  - może Ty wiesz wiecej??.

Teorie pomiaru można znależć w patentach:

https://patents.google.com/patent/US2478023

https://patents.google.com/patent/WO2010039465A2/en

W publikacji "The Body Electric" dr. Robert O. Becker twierdzi że ludzkie ciało ma częstotliwość wibracji a to mówi  dużo o zdrowiu człowieka i może być mierzalne.  Częstotliwość to szybkośc przepływu energii elektrycznej, która jest stała między dowolnymi dwoma punktami. Wszystko ma częstotliwość. 

http://viscambio.net/what-is-bio-frequency-and-its-role-in-human-life/

Kiedyś na bazarze w Jiangmen widziałem fajne małe elektroniczne urządzenie na łapanie szczurów. Jak właczyli, szczur w klatce wariował, tracił całkowicie panowanie nad sobą. Pewnie podobne urządzenie można zbudować na innych częstotliwościach na złego sąsiada czy na złodzeji, a z tym są problemy w Polsce. Wychodząc z domu, włączasz je, ale trzeba być ostrożnym gdyż zamiast oszołoma-złodzieja w oknie znajdziesz na progu domu biednego ogłupiałego listonosza.

Inne:
Dr Royal R. Rife stwierdził, że każda choroba ma częstotliwość. Odkrył, że niektóre częstotliwości mogą zapobiegać rozwojowi choroby, a inne mogą niszczyć choroby. Substancje o wyższej częstotliwości niszczą choroby o niższej częstotliwości. na podstawie jego prac powstało mnóstwo "dzikich", pseudonaukowych teorii i urządzeń, analiza jednego z nich jest poniżej

https://www.devicewatch.org/reports/spooky2/overview.shtml

Człowiek, jego umysł jest urządzeniem elektomagnetycznym, co do tego to nie ma wątpliwości, ale czy te inne teorie to czysty absurd czy też mają jakąś wartość poznawczą, zdecyduj sam.

Reasumując, można by stwierdzić, ze robiąc pomiary zmniejszającej się częstotliwości wibracji czlowieka można by znależć nazwijmy to "punktem kota", czyli szybko zbliżajacą sie śmierć i zapobieć lub opóżnić umieranie.

Ale po co?

Czy przedłużamy życie czy tylko czas umierania. Czy to jest potrzebne dla Nowaka i Kowalskiego? Łamiemy prawo natury, inni nazywaja to prawami boskimi. Jesteśmy na tym świecie tylko czasowo, śmierć jest pzrypisana dla każdego z nas. Oczywiście, jeśli Kowalski ma taką fantazję i posiada dużo pieniędzy i chce długo żyć, jego prawo, istnieją już na to sposoby, bogacze już je wykupują. Może pan Nowak ma zajęcie i bez względu na PESEL ma cel w życiu, chce coś tworzyć nowego - chwalebne i popieram to, ale jeśli chce wygrać zawody kto zrobi w tym życiu większą kupę czy aby tylko wkurwiać ZUS? Ostatnio prasa rozpisuje się że Beniek XVI powoli odchodzi - pewnie faszerują go lekami zamiast dać spokojnie umrzeć, człek miał swój czas na tej ziemi, zrobił swoje, powinien już odejść do papieskiego raju, za kilka lat zrobią go świetym. Moja ex przez pół roku faszerowała swojego kota antybiotykami, a on już chciał tylko do swojego kociego raju - i tak po wydaniu 5000$ na weterynarza zdechł. Są i żyli ludzie których za wszelką cenę powinno sie zatrzymać na tym świecie - jednym z nich był Nikola Tesla -  za póżno aby powrócił w swoim ciele, ale jego spirits istnieje w zaświatach i jak człowiek posiądzie tą technikę, ktoś w przyszłości tego dokona. Będzie trudno, gdyż nasz spirits po śmierci to jak szklanka wody w oceanie - istniejemy, ale podzieleni na miliardy części.  Uczono nasz w szkołach, ze energia jest niezniszczalna, tylko zamienia sie w inną formę, a życie to przecież energia, jesteśmy nieśmiertelni, nie ma co bać się śmierci.

W precolumbijskiej Ameryce istniały inne zwyczaje - Aztekowie zabijali swoich starców i wszystkich pojmanych wojowników - według ich mitologii odebranie życia było także tworzeniem nowego życia, poczytaj o tym w Popol Vuh: A Sacred Book of the Maya. 

Natomiast Tybetańska Księga Umarłych opisuje ze nasz spririts krąży w pobliżu ciała przez następne 49 dni po śmierci - ma prawo wyboru - wcielić się w nowonarodzone dziecko albo też udać się w dalsze światy. Czy to przypadek, że także w 49 dniu po zapłodnieniu można już rozpoznać czy to bedzie dziewczynka czy chłopczyk a także zaczyna rozwijać się szyszynka, która już przez Kartesjusza z XVII wieku była uznawana za łącznik tego i innego świata.

To co nas księża uczyli w młodości wydaje się ubogie, prymitywne, wręcz 2000-letnie oszustwo, a jak mówił Goebbels każde kłamstwo powtórzone 100 razy staje się prawdą. Jest to największa tragedia jaka mogła dotknąć ludzkość że wymyślono sobie boga, zresztą ten kto to wymyślił powinien dostać Nobla z marketingu. Friedrich Nietzsche twierdził że religia, ktora najpierw wpędza człowieka w poczucie winy a póżniej chce pomóc wygrzebać się z tej winy, jest religią fałszywą i powinna upaść. Religia ta opóżniła rozwój człowieczeństwa conajmniej o 500 lat, a nawet obecnie szacuje się, ze katolicka Polska jest 150 lat za Finlandią, a w końcu jesteśmy takimi samymi ludzmi. Nie będziemy się rozwodzić nad kościelnymi "naukach" o śmierci i życiu, stos bzdur i legend zebranych z poprzednich starszych religii, oszustwa i fałsz, kij-piekło i raj-marchewka oraz płać daniny, jak najwięcej, w każdą "wolną od handlu" niedzielę. Zresztą piekło jest zarezerwowane tylko dla kaholi, oni w instnieje jego wierzą.

Kliknijcie na poniższy link aby zobaczyć co inni myślą o tym. 

https://www.facebook.com/RPAwaryjnie/photos/a.901931673265290.1073741828.901926543265803/902007003257757/?type=3&theater


Mam to szczęście ze już nie palą stosów bo już dawno byłbym pieczony na rożnie.

Po śmierci, czyli po odejściu energii życia, ulotnieniu się naszego spirits (nie używam pojęcia duszy gdyż to słowo zostało sprofanowane przez czarnych, ponadto zwierzęta i rośliny mają także dusze, tylko człowiek ma wyższą energię, nazywam ją spirits), co zostaje z naszym odwłokiem? - dużo wody, troche minerałów i mnóstwo robactwa, pasożytów, bakterii i wirusów które nie umierają wraz ze śmiercią ciała. I co z tym zrobić?. Zakopać, może zanieczyścić glebę i zatruć innych ludzi, zostaje tylko spalić i na prochach posadzić drzewo co zresztą przekazałem zrobić z moim ciałem jak mój spirits przeniesie się w inny świat. W moich podróżach miałem już propozycję przejścia na tą drugą stronę życia, oddzielenia się od ciała, ale bez żadnych warunków, bez odpowiedzi czy i kiedy mogę powrócić. Odmówiłem, nie mogę jeszcze tego zrobić, moje dzieci potrzebują mnie jeszcze na tym świecie. Może też stchórzyłem, jeszcze nie jestem gotowy ani nie znam metod jak podróżować po obu światach. Niektórzy buddyjscy jogowie nie wracaja nawet po dziesiątkach lat, zobacz zdjęcie poniżej mnicha którego spirits odszedł już 200 lat temu a jego ciało nigdy nie zmarło.


https://www.ibtimes.co.uk/mummified-buddhist-monk-still-alive-after-200-years-nearly-buddha-1486570

https://www.youtube.com/watch?v=Tca8dR0_MF8

https://www.youtube.com/watch?v=gtA7BVLD5l8

A z  prochami trzeba być ostrożnym - za głebokiej komuny wójek z Francji przysyłał polskiej rodzinie paczki z żarciem. Otrzymali kiedys paczkę z jakimś proszkiem i z listem po francusku. Nie umieli czytać po francusku, a proszek zjedli jako przyprawa. Kiedyś ktoś im przetłumaczył ten list - były to prochy wójka, zmarło mu się nagle.

Wdzięczny temat - śmierć, ale wróćmy do życia. Jest mnóstwo metods jak je przedłużyć, pisałem o tym poprzednio. Ale najkrócej można to opisać w kilku słowach - żyj zdrowo, uczciwie i bez stresów.  W Polsce najbardzej popularna jest balkalina na to - naiwni twierdzą że trzeba tylko jeść tabletki i już bedzie się żyło 500 lat. Podobno jest to rada Li Qingyun który żyl podobno 256 lat i który podobno zalecal jeść to ziele jakoby na opóżnienie skracania sie telemerów.  Li umarł w 1933 roku, o teorii telemerów zaczęto pisać  w 1980, nagrodę Nobla za prace nad tym otrzymali w 2009 roku Carol W. Graider, Elizabeth Blackburn i Jack Szostak, Mr Li nie mógł znać tej teorii. Też swój napój długowieczności Horusa opieram częsciowo na receptach Mr Li. Od kilku lat przegłądam wszystko co było napisane o Mr Li, w prasie angielskiej i chińskiej - pewnie wzmiankę o tym zielu przeoczyłem. Ktoś zwrócil mi na to uwagę na tym blogu, więc jadąc do Polski chciałem kupic to ziele - okazuje się że miałem je w domu, każda chińska gosposia ma je w swojej kuchni i dodaje do zup i dziwne, Chińczycy nie żyją dłużej niz reszta świata. Najlepszy polski znawca ziół, dr Różanski, opisal je na swoim blogu. 

http://rozanski.li/315/tarczyca-bajkalska-scutellaria-baicalensis-georgi-panaceum-na-wszystko-czy-przecietne-ziolo/

Według teorii telemetrycznej ciało ludzkie może być sprawne przez 120-150, czyli będę sie o to martwił jak ukończe te 120 lat, nie wcześniej. Najczęszczą przyczyną śmierci ludzi są choroby serca i tam należy w pierwszym rzędzie szukać wąskich gardeł.

Co nam zostaje zwykłym śmiertelnikom. Utrzymywać swój umysł na pełnych obrotach, starać się zachować energię życia i pozytywne spojrzenie na świat. Niestety, móJ napój Horusa jeszcze długo nie będzie dostępny w Polsce, a tam jest kilka składników których zadaniem jest właśnie to, ale można w Polsce też od czegoś zacząć. Najważniejsze to będzie od-fluorowanie swojej śzyszynki, która jest łącznikiem tego świata z tym innym lepszym światem. Czyli, w żadnym wypadku nie używać pasty z fluorem, (Tesco sprzedaje pastę do żębów bez fluoru), a także pić wodę (nigdy kranówki) dodając kilka kryształków boraxu - można go kupić na Allegro - ma być bardzo czysty, nie substytut. Poczytaj także na Googlu szukając "borax w medycynie".

A życie się toczy, nadal interesują mnie bardziej mumie innego typu, zdjęcia poniżej, czego tego też Wam życzę. Dla mnie to oznaka życia, jak przestanę tym sie interesować, to znaczy już umieram. Nie chcę marudzić, ale według moich gustów ta dolna część ciała kobiety powinna być trochę mniejsza.


Do poczytania:

https://www.researchgate.net/post/Influence_of_pulsed_electromagnetic_fields_on_microcirculation

A Rationale for Biologically-based Public Exposure Standards for Electromagnetic Fields (ELF and RF)

http://www.bioinitiative.org/

PEMF Therapy Devices Review: The big Lie when it comes to Power

https://www.youtube.com/watch?v=SUUtyJ-Oobg

PEMF Therapy - 10 minutes of PEMF Therapy Education

https://www.youtube.com/watch?v=Yv2EDBkg6E4

Porównania urządzeń PEMF

https://www.pemfsupply.com/pages/pemf-mat-comparison

Li Qingyun

 
poniedziałek, 05 marca 2018

Dostałem pytanie: 

Co Pan proponuje dla tych co w Polsce dostali biznesowo po dupie i chcieliby się odkuc od zera a nawet od dużego minusa? Odpuścić Chiny? Uderzać do mniej rozwiniętej Kambodży czy Birmy? Czy poza nauka angielskiego są jakieś inne możliwości dla białego na start zanim się trochę człowiek na miejscu zapozna z możliwościami?

a takze inne, już z pamięci

Prosze o radę. Mam trochę oszczędności i chciałabym zainwestować w jakiś łatwy zyskowny bizness jak import kurzych łapek do Chin, ale musi mi przynosić zysk rzędu 20% za każdą tranzakcję, czyli co 2-3 miesiące.

Aby schłodzić umysły - konkurencja w Chinach jest straszna, oglądnij ponizej.

https://www.youtube.com/watch?v=A6-OjpXidp8 - nie działa, nowy link poniżej

www.youtube.com/watch?v=FHiUC1hpkOs 

Najwazniejsze, czy Twój angielski jest na tyle dobry aby wyrazić swoje myśli czy aby przeżyć na świecie. Chiński byłby bardzo pomocny jeśli planujesz tam się zaczepić, ale nie jest bezwzględnie konieczny - znajdziesz tlumacza czy "parnerkę??, która/który  pomoże, ale musisz jej/jemu płacić pensje, a i tak może cię oszukiwać i zdzierać 10-30% prowizji dla siebie od sprzedawcy tego co kupujesz, takie są chińskie realia. 

Ponadto, zadaj sobie pytanie, kim jesteś. Jeśli szczęściem dla ciebie jest mały domek z ogródkiem, daj sobie spokój z Chinami czy z Azją. Jeśli natomiast męczy cię polska rzeczywistość czy chcesz znależć miłość, pieniądze, przygodę, niewygody, niepewność, radość życia, freedom i duzo innych, pakuj sie, swiat stoi otworem i czy to będą Chiny, czy inna Azja, nie ma znaczenia, pakuj się.

Zacznijmy jednak od Chin. Młodzi, 16-35 mają najłatwiej, mogą załapać się na rok na stypendium Konfusjusza, poczytajcie doświadczenia Polaka.

http://nomoremaps.com/3321/chiny-sponsorem-moich-wakacji-czyli-jak-wyjechac-ze-stypendium-konfucjusza/

Inne pomysły, niektóre już mniej aktualne, zbyt optymistyczne

 http://nomoremaps.com/3110/praca-w-chinach-dobrze-platne-zajecia-bez-jezyka/

Inne wyjście, ale już wymaga znajomość trochę chińskiego - szukać chińskiej narzeczonej czy narzeczonego. W każdym większym chińskim mieście są rynki narzeczonych, a także programy telewizyjne typu Rolnik szuka żony, Greg szuka Greczynki czy I need a women Felliniego. Tutaj kobitki mają łatwiej bo w Chinach jest brak bab i można znależć darmowe agencje, które "skupują" amatorów żeniaczki, ale takich którzy są warci powiedzmy minimum 10 milionów.

Dwie dziewczyny zalozyły w Shanghaju Pierogi Ladies.

https://www.youtube.com/watch?v=JI_XEFvq9go

Najpierw sprzedawały na bazarze, rozwinęły sie i teraz mają stałe miejsce spotkań Chińczyków i Polonii. Wiecej takich pomysłów by się przydało, po całych Chinach. Przydałyby sie wózki z polskim żurkiem, z zupą gularzową czy z plackami w sosie wegierskim, także dla Chińczyków. Nie musi to być tylko polskie żarło - z chęcia od czasu do czasu pojechałbym 100 km jeśli gdzieś w okolicy byłyby żeberka takie jak to robia w Arozonie, filmik poniżej. 

https://www.youtube.com/watch?v=C5U3dMkYbog&t=316s

Jeden wózek obwożny to mały biznesik (chociaż uliczny mongolski sprzedawca BBQ chwalił się ze zarabia miesięcznie 50000), ale jakby się zorganizowało kilka-kilkanaście takich wózków i umieścić je tam, gdzie są tłumy? Oczywiście, jeśli w Chinach, rób jak to robią Chińczycy.  Ebay i Uber mimo wpompowania w Chiny milionów, wycofali się z Chin. Kilka miesięcy istniała w Foshan polska restauracja Sarmatia - chłopcy wydali milion Euro, ładnie ją urządzili. Ale istnieli tylko tak długo jak nie musieli płacić za wynajem miejsca - Umowa najmu była załatwiana na słowo a pożniej chiński właściciel budynku chciał mieć płacone 60000 RMB miesiecznie więc chłopcy szybko zwinęli bizznes. To samo stało sie z polską masarnią Husaria, byli za drodzy. 

Chiny ostatnie kilka lat strasznie podrożały i gdybym miał zaczynać jakiś nowy biz - na pewno nie bylyby to Chiny. Jakość życia w Chinach jest bardzo kiepska, dla tej mamony można trochę czasu poświecić, ale trzeba z tym skończyć, sam mam już dość Chin, dzieciaki są zabezpieczone. Życie w Chinach to pieniąchy, pieniądze, dzieciaki, żreć, spać i srać - można wytrzymać jakis czas, ale cały swój żywot poświęcać na to?? Kraje jak Myanmar, Kambodzia, Laos, Wietnam, nie są jeszcze tak rozwinięte i drogie jak Chiny, istnieje tam więcej możliwości małych biznesików, a także zrobienie podwalin pod coś dużego. Potrzeba na to trochę forsy, dużo pracy, cierpliwości, nie świeci garki lepią. 

Zobaczcie co radzi Polak z Filipin, Jaki business można otworzyć w Azji?

https://www.youtube.com/watch?v=IKB2Hp-xRpk

 

Można też rąbnąc to wszystko i wyjechać w Bieszczady, albo azjatyckim sposobem kupić małą łodkę, zainstalować solar, wozić turystów i łowić rybki, completnie free life

https://www.youtube.com/watch?v=V7flR0O-coU

http://bialychinczyk.blox.pl/resource/res01_20130824070741.JPG

07:08, bialychinczyk
Link Komentarze (13) »
czwartek, 22 lutego 2018
piątek, 09 lutego 2018

Najczęstrzym zajęciem białasów w Chinach jest nauka angielskiego, także dla Polaków którzy coś tam potrafią wydukać. Nadal z tego można się utrzymać (niekiedy nawet bardzo dobrze), ale widać już zmierzch tego. Z jednej strony wymagania w Chinach i akceptacja tylko takich których językiem podstawowym jest angielski, bez żadnego obcego akcentu (spotkałem Chinkę która umiała po angielsku, ale z rosyjskim akcentem, nauczycielka była Rosjanką), oraz coraz bardziej dostepny Internet, nawet pod chińskimi strzechami. 

W Chinach z tego robią duży business, kilka telefonów dziennie z ofertami jacy to oni są wspaniali. Cena za 25-minutową lekcje, one-to-one, student-teacher może być  150 RMB, ale może być także 20 RMB, czyli około 11 złotych. Te droższe są często-gęsto ogłaszane, w radio i TV, a takze mnóstwo dzwonienia do rodziców, już nas złowili. Te tańsze to często z Filipin, tam znajomość angielskiego jest dużo lepsza niż w Chinach. Trzeba jednak im przyznać, ze jak dotąd wszyscy nauczyciele są "native speakers", nie mają polskiego czy humba-bumba-lu akcentu i często są to młodzi ludzie, pewnie studenci, a spodziewałem sie emerytów. 

Program i godzina lekcji jest do wyboru, nauczyciel jest także do wyboru jak ktoś ma preferencje, gdyż szkoła ma powiedzmy 5000 nauczycieli z całego świata, wszyscy mają akcent amerykański, nie słyszałem jeszcze brytyjskiego czy australijskiego. Więc najczęściej każda następna lekcja to inny nauczyciel. Oczywiście, na ekranie komputera widzisz nauczyciela, także tekt, czy pytania odpowiedzi i nauczyciel poprawia wymowę czy twoja składnię - dla mnie pewnie też to by się przydało. Lekcje pewnie można zapisać na swoim komputerze i pouczyć się jeszcze raz, nie sprawdzałem jeszcze tego. Można wykupić pakiet powiedzmy 100 lekcji z dużą zniżką, można kupować indywidualne lekcje. Wpłaca się pieniążki poprzez internet, pewnie poprzez wechat czy bezposrednio z telefonu, już w większości warzywniaków w Chinach można tak płacić. W Chinach toalety publiczne sa bepłatne, ale gdyby były, babcie klozetowe pewnie by też akceptowały platność przez komórkę, Polska w tej dziedzinie to nadal za Murzynami. Większość chinskich automatów sprzedających cokolwiek akceptują tylko płatność poprzez komórki, więc sam nie mogę nawet umyć samochodu, bo nie noszę z sobą telefonu. Ale wróćmy do szkółki, właśnie Horus ma teraz lekcje, Amy i Mia miały wcześniej.

Dwa linki tych chińskich szkół.

https://www.vipjr.com/

http://www.vipkid.com.cn/

 

Jest także dużo lekcji angielskiego za darmo, ale już pewnie nie jeden-do-jeden

https://www.fluentu.com/blog/english/online-english-courses/

https://englishlive.ef.com/en-us/


 

 

 


wtorek, 30 stycznia 2018

Dobra kobita, pracowita, ale ma feler - lubi grać w karty, niekiedy całymi nocami, na drobne pieniądze. Prowadzą z tesciem mały sklepik więc ochotników na gry z pobliskich fabryk jest sporo. Podobnie jak ona, Chińczycy są patologicznymi gamblerami, kasyna w Macao zbieraja dobre żniwo. Ale tylko w Macao, w Chinach hazard jest nielegalny. Ktoś kobitę jednak namówil aby pomogła zorganizować w sklepiku większą imprezę, już stawką miały być setki RMB.  Nie doszło jednak do tego, wpadła policja i wszystkich aresztowali, z 20 osób, postronnych gapiów także. Policja była przygotowana, od razu przyjechali małym autobusikiem i wszystkich do ciupy.

Po kilku dniach gapiów i graczy wypuścili, ale każdy dostał kare, musiał zaplacić 3000 RMB. Sześciu prowodyrów-organizatorów plus teściową zatrzymali, mają zrobic im sąd. Okazuje się ze ta 6-tka ma już długi rekord w policji. Podobno organizują takie "zawody" w kilku miejscach równocześnie, na każdym zarobek to z 10000 RMB dziennie i zarabiaja z milion w miesiącu, czyli już sprawa dość poważna. Pazerni na forsę robotnicy z fabryk - chlopi ze wsi zbieraja forse cały rok i przed swiętami marzą o pomnożeniu poprzez gambling - lokalni cwaniacy wykorzystują to.

Trzymają wiec teścową jako jedną z prowodyrek, może w końcu oduczy się.  Policja może zatrzymać takiego petenta do dwóch miesięcy, póżniej przekazuje się sprawę prokuratorowi, ten ma miesiąc aby wysłać do rozpatrzenia przed sądem, sąd ma także miesiąc aby rozpocząc proces, czyli 3-4 miesiące teściowa będzie w pudle, akurat na chiński nowy rok, a miała jechać odwiedzić swoją matke we wsi.

Jak to się zakończy? Po tych 3-4 miesiącach dostanie wyrok na 3-6 miesięcy, wiekszość już odsiedzała, bo zaliczają co już siedziała, w Chinach nie dają zawiasów. Ponadto z 10000 RMB kary, ale po wyjściu z pudla odchoruje, prawie nie bedzie mogła chodzić. W chińskim pudle się nie siedzi, trzeba pracować za prawie darmo, ukladając np plastykowe kwiatki, Chiński pierdziel to także business dla państwa, musi przynosić zysk.  

Jak doszlo do tego że policja zrobiła nalot? Może ktoś z graczy zadzwonił, może policja miala swoją wtykę, ale najbardziej prawdopodobne to ktoś z rodziny tych 6-ciu organizatorów sami zadzwonili na policję, z zazdrości albo chcąc mieć spoko z tym. Mnie personalnie szkoda teściowej bo dobra kobita, ale z drugiej strony mogą być pozytywne oddzwieki, może oduczy się hazardu.

Mam już przykre doświadczenia z hazardzistami. Kilka lat temu jeden z moich kierowników w San Diego wpadł w hazard i ukradl mi kilkadziesiąt tysiecy dolców, póżniej zniknął, ani ja ani policja już go nie znalazla.  

Update:

Wypuszczą kobitę 22-go Sierpnia, 8 miesięcy w pudle, ale bez kary pieniężnej.

05:37, bialychinczyk
Link Komentarze (6) »
czwartek, 25 stycznia 2018

Świat kracze od lat że chińska gospodarka się zawali, że ceny nieruchomości spadną na łeb, a 2017 rok był nastepnym gdzie ceny poszybowały 20% do góry, najwięcej w grupie 4 miast Pekin, Shanghai, Kanton i Szhenzhen, gdzie ceny byly już dobrze wywindowane. U mnie na prowincji, czyli w grupie miast 3-5 kategorii, wzrost byl mniejszy, bo tylko 10-15%, już nie ma mieszkań po 5000 RMB/m2, teraz średnia to 7-10000, a ceny domów są jeszcze wyższe, conajmniej 3 razy drożej niż w Polsce. Jest to wynik spekulacji, ludzie pakuja forsę w nieruchomości bo istnieją wieksze szanse na zarobek niż trzymanie w banku, a chinskie masy żyja tylko aby posiadać więcej i wiecej, nic innego się nie liczy. Rząd próbuje to ukrócic, ale jak dotąd bez skutku, mają więc wprowadzić za kilka miesięcy podatek od nieruchomości, jak w USA. 

Miałem ostatnio okazje zobaczyc jak to wygląda od środka. Facio sprzedawał jeden dom bo twierdzi ze nie zarobił na nim, a okazuje sie, ze jest on zadłużony w 90%. Jak to zrobil, jak banki dają tylko pozyczki do 70%? Otóz mając dobre układy z bankiem, bank dostaje dużo zawyżony rachunek, powiedzmy 5 milionów a rzeczywisty jest tylko 3 miliony, zresztą ogloszenia sprzedaży tak się różnią - ten sam dom jeden agent ogłasza za 3 miliony, inny za 5.6, może trafi sie frajer. Facio póżniej się pochwalił ze ma 10 domów, na niektórych zarobil 10 razy, a on ma tylko mały bisnesik, kawałek ziemi i pewnie z 1-2 stragany warzywne.  Jeśli ma te domy zadłużone w 90%, musi mieć co miesiąc duży kapitał na spłaty rat, chociażby tylko procentów, teraz to 5.5 -6.5% rocznie, banki juz nie dają pożyczek na niższy procent, prykaz z góry.  Takich spekulantów może być w Chinach miliony, więc niezamieszkane miasta czekają na ludzi stojąc puste, ale sprzedane 2-3 razy. Rzad chiński kontroluje ceny ziemi, wiec praktycznie ceny nie mogą spaść więcej niz 10%, bo w Chinach mogłoby dojść do strajków, demonstracji, rząd chiński za wszelką cenę chce tego uniknac, znowu wpakowałby w ekonomię miliardy, zdarzyło się to juz w 2008 roku.

Indywidualne przypadki mogą być różne, mogą sprzedawać się jak gorące bułeczki, ale może też być zakalec. Postawili w okolicy szereg domów nad smierdzącą sztuczną sadzawką, 700 metrów każdy, duża dzałka. Deweloper szybko je sprzedał po 9 miliowów każdy. Teraz proszą się aby je kupić po 6 i pol miliona, nadal stoją puste, za duże na spekulacje. W innym miejsce ten sam deweloper, na górce, postawil z 10 domow po 1000-1800 metrów, ogrom, cena od lat jest 13000 RMB/m2, spzedają sie jeden-dwa na rok, dopiero po latach. Inny deweloper wystawil na rynek "Diamond Series" po 15 000 RMB/m2, oczywiscie niewykończone, teraz mozna je kupic po 10000 za m2, nada stoja puste. Kiedys w takim, juz wykończonym modelu przez pomyłkę zamknięto mnie na noc, sprzedawcy wyśli i zamknęli mnie jak byłem na piętrze, wykończyłem im wtedy butelke wina. 

Inna ciekawa historia.

Za miedzą, dwie ulice ode mnie stała duża 1600 m2 villa na dużej działce, sam szkielet, zaniedbana, niewykończona. Opisywalem ją, są na YT jej zdjecia, właziłem tam przez płot zrywać liczi. Właścicielowi noga się podwinęła i 3 miesiące temu spzedali ją poprzez giełdę za 8.8 miliona, link poniżej.

https://sf.taobao.com/sf_item/557692107122.htm?spm=a213w.7398504.paiList.10.2BA2Xp

Jest znowu na sprzedaż, tym razem za 30 milionów. 

https://m.anjuke.com/jm/sale/A1107889988/?isauction=201&from=singlemessage&isappinstalled=1#mp.weixin.qq.comwxhy&from=a-ajk&pm=wxhy

 

czwartek, 12 października 2017

Wpada do mnie dobry znajomek, prawie że z płaczem i z rozpaczą w głosie – Przyjacielu poratuj!!!

O co biega?

Otóż odwiedził swoją rodzinkę, a to pigularze i ci zauważyli ze on za dużo pije, ciągle ma pragnienie. Poradzili aby zbadał swoją krew na glukozę, może ma cukrzyce. Zresztą przyznał, ze ostatnio pijał dziennie po 5-6 litrów wszelkich płynów, w tym 2-3 litrów soków jakoby naturalnych z Biedronki i z Lidla; marchewkowy z miodem, jabłkowy i pomarańczowy i z Lidla z  czerwonej pomarańczy. Czuł się trochę słabo, ale zrzucał to na wiek.

W końcu poszedł się zbadać. Kilka godzin póżniej telefon z laboratorium że ma natychmiast pójść do lekarza, "Wartość krytyczna. Wskazana pilna konsultacja lekarska i kontrola".

UPSSSS!!! 

Dostał wyniki, a tam glukoza 375, norma to 85-115. Pobiegł do lekarza, a tam dali mu termin wizyty za 4 miesiące. Tłumaczenie że dzwonili z laboratorium że to jest sytuacja krytyczna nic nie pomaga. Dopiero od 450 biorą do szpitala. Przybiegł więc do mnie po radę, może Chińczycy pomogą, bo w polskiej lokalnej wsi Chińczykiem mnie nazywają.

Jest jeszcze inne wyjście. Zjeść kilka tuzinów pączków, zapij dwoma wiadrami Coca Coli, cukier poszybuje powyżej 450 i zabiorą do szpitala, ale to jest kopanie sobie dołka, bo można przy okazji wpaść w spiączka albo zawalik, W szpitalu zresztą będą tylko kłuli brzuch z insuliną i tak będą radzić aż do końca twoich dni. Widzałem takich grupkę na lotnisku w Warszawie – schowali się w kącie i kłuli sobie brzuchy. Sexy to na pewno nie wyglądało.

Zobaczmy więc co Chińczycy radzą, jakie zioła należy brac. Owoce goji są w Polsce, trzeba ich zjadać 3x dziennie po 10 gramów. Co jeszcze. Cynamom, ale ten cejloński, nie chiński, 5 gramow dziennie pomoże. Cynamon mieszaj na śniadanie z serkiem lub z jogurtem czy z maślanka, dodaj także łyżeczkę Fo TI, inaczej "Mr He black hair", Polygonum multiflorum, po polsku Rdestówka, mam te zioła w Polsce to ci sprezentuję.  Mam także astragalus, (traganek), łyżeczka na szklankę gorącej wody i wypijać codziennie, nawet to smaczne  ale to mi się już kończy. Zalej także 20 gramów cytryńca chińskiego (Schisandra chinensis) litrem gorącej wody i jak ostygnie, pij cały dzień małymy łyczkami.  Codziennie rano szklanka czy dwie napoju Horus150 też pomoze, te w/w zioła są tam także, ale w mniejszej ilości. Zacznij biegać, km czy dwa dziennie conajmniej.

Znajomek nie może przebiec nawet 100 metrów, już się męczy. Za dzien – dwa próbuj znowu biegać. Już może, powoli najpierw 100, póżniej 200-500 metrów, powoli będzie lepiej. Zrzuć kilka kg ze swoich 98. 

Kilka dni póżniej zbadał cukier znowu, jest już 342, nadal za dużo, ale już nie krytyczna, tylko jedna strzałka w górę na wyniku. Niestety, sam wyjeżdzam do Chin, dam ci zioła które mam, ale na 4 miesiące to ich nie wystarczy. Jak masz forsę i czas, możesz pojechać ze mna do Chin, w Google piszą że z pomocą akupunkury i ziół Rehmannia Eight Formula (Bawei Dihuang Wan; also called Jingui Shenqi Wan) i Ginseng and Gypsum Combination (Baihu Jia Renshen Tang) potrafia zbić cukier do 150.

http://www.itmonline.org/journal/arts/diabetes.htm

Znajomek, mimo swoich lat, chce żyć, jedzie więc do Chin.

Poszliśmy więc w Chinach do mojego znajomego lekarza niech da skierowanie na badanie krwi. Zobaczył polskie wyniki i znalazł tam że z wątrobą także nie jest najlepiej, niech więc dobrze zbadają ją także. Nie są tanie te badania, kosztowały 455 RMB, 250 złotych, dwa razy więcej niż badania w Polsce i to w szpitalu ludowym, nie w prywatniej klinice. W tym samym dniu są już wyniki i zdążyliśmy do mojego lekarza, ten nas zaprowadził do specjalisty, mój specjalizuje się w kościach, w stawach, kiedyś miałem z tym problemy.

Sympatyczny ten nowy lekarz, gaduła straszna, ale tylko po chińsku. Kolejka do niego długa, ale nasz lekarz ominął wszystkich, już siedzimy w gabinecie. Popatrzył na nasze wyniki z laboratorium. Cukier jest 14 w innej skali, jak będę miał google to przeliczę na mg/dL, norma jest max 6.11 mmol/L, czyli 2+ razy więcej niż powinno, (było 254 mg/dL)w Polsce bylo 3x wiecej, moje zioła dzialaja. Inny wynik z wątroby, r-glutamil transferase ma byc 5-50 IU/L, a jest 871. Mówimy mu że chcemy leczyć cukrzycę, a on na to machnął ręką. Jeśli nie wyleczymy wątroby, leczenie cukrzycy będzie tylko łagodzeniem objawów choroby a nie przyczyn. Pyta się czy pije nasz znajomek – ależ oczywiscie nie, kto tam by się przyznał że wcześniej schlewał mordę systematycznie, zresztą nie znam jego młodości, jego nos nie wygląda na to. Pamięta że od lat miał przetłuszczona wątrobę, każde badanie sondą to wykazywało. Pytamy o akupunkturę, tez macha ręką, jest ona dobra na choroby nerwów, zaburzenia energetyczne w organizmie, a nasza choroba jest chorobą przemiany materii, chorobą krwi, zresztą teraz to nie krew, ale ściek, pomyje, rynsztok, kloaka, wątroba nie pracuje poprawnie, tym mnie przekonal. 

Przepisał torebkę pigulek; 3x dziennie po 4 kapsułki Hu Gan Ning Jiao Nang, 3x dziennie po 2 tabletki yansuan'erjia shuanggua changroug pian, 2x dziennie po jednej tabletce Gliclazide Dispersible Tablets 40 mg, (cholera, co to jest, poszukam w Baidu i w Googlu póżniej),  dał za 152 RMB (83 złotych) zapas na dwa tygodnie. Po tym czasie mamy zrobić nowe badania i zobaczymy. Twierdzi, że za rok-dwa wątroba może być jak nowa i organizm wróci do normy, cukier we krwi też spadnie. Dieta normalna, 3 razy dziennie o tej samej porze, unikać cukru, owoce można, ale mało. Biegać codziennne – biegamy codziennie rano wokół naszego jeziorka około 1.5 km – mamy biegać także wieczorem.

No cóz, znajomek zostanie na te dwa tygodnie, zobaczymy nowe wyniki. Jak będzie poprawa, weżmie do Polski zapas tabletek na miesiąc-dwa. Jak będą nikłe efekty, pójdziemy do szpitala gdzie leczą starą chińska metodą naturalną, czyli tylko ziołami i akupunkturą.

...........

Tabletki się skończyly, lecimy robić nowe badania. Cukier we krwi 140 mg/dL, norma jest 110-115, spadło dużo. R-glutamil transferase ma być 5-50 IU/L, teraz jest 574, spadło dużo, ale nadal jest 11+ razy za wysoko, inne wskażniki także lekko się poprawiły. Biegamy codziennie te dwa kilometry, trochę za mało, bo waga spadła tylko do 93 kg.  Ziomal weżmie tabletek na dwa miesiące i wraca do Polski. Ale chyba stracę ziomka, bo chce w Chinach zostać na dłużej.

jak w piosence, jak to dobrze mieć sąsiada. Widzę że sąsiad zza płotu kuśtyka, więc pytam co za problem. Ma jakieś dziadostwo od lat, skręca go od pasa do prawej stopy, ledwo chodzi, nie może jeżdzić samochodem. Zona zawiozła do lekarza, a tam kolejka, ma zamówioną wizytę dopiero na grudzień, za 3 miesiące.  Mam coś na to. Wożę z sobą na swoje kolana, na wszelki wypadek, tajlandzkie Red Herbs Blam, mieszankę wyciągu z eukaliptusa, ostrej papryki i wosku pszczelego, bardzo dobrze rozgrzewa stawy i mieśnie, dałem aby posmarował się na noc. Pomogło, rano już chodzi, czy może zatrzymać resztę, było tam tego z 1/3 słoiczka. W ciągu kilku dni zużył wszystko. Czy mogę kupic mu wiecej, 6 słoiczków. OK, jadę do Chin to przywioze, Nie, nie, on chce miec to szybko, niech żonka w Chin wysyła lotniczą, oplaca wszelkie koszta. Więc zamówiłem. Może coś zostanie dla mnie, bo kiedyś kupując 3 słoiczki, dostawałeś jeden za darmo – już tego nie ma, trzeba płacić pełną cenę i większość sprzedawców nie mają tego w magazynie, w koncu znależlismy w Shanghaju. Poczta chińska nie zezwala na wysyłanie wszelkich leków, żądają rachunków i zezwolenia jakiegoś urzędu, ale poczciarka zna nas i przepuścila bez tego. Zadzwoniłem z Chin jakie efekty, rozpływa się w podziece, forsę odda jak tylko będę w Polsce.




 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 41
Tagi