RSS
czwartek, 29 września 2016

Nawet rodzinka mi się dziwi jak tak można, w ciągu miesiąca z rodziną zmienić kontynent. A dlaczegoż by nie, nie pierwszy i nie ostatni to raz.

Oczywiście, były kłopoty, sam nazywam to tymczasowe niedogodności. Byłem w czerwcu na Malcie na rekonesans, wiedzałem gdzie dzieci mogą chodzić do szkoły. Jednak 170 kg bagażu i trójka wrzaskliwych niekiedy daje się we znaki.

Hotele nas nie chciały albo wołali tysiąc Euro za 6 dni, w końcu znależliśmy apartment Johna z airbnb.com - 2-pokojowe mieszkanie, ale tylko na 6 dni, miał rezerwacje szybko po nas. John załatwił odbior nas z lotniska busikiem, bo w małym samochodzie to byśmy z bagażami nie zmieścili się. Rano szybko załatwiłem samochod do jeżdzenia, oczywiście trochę przepłacając, ale tylko na 8 dni. Nie bierzcie samochodu z Economycarrentals, to są złodzeje, oni sami nie wypożyczaja, tylko szukają chętnych, w czerwcu na lotnisku chcieli 800 Eu depositu i 100 euro za pełny bak więc odmówiłem ale 36 Euro nie oddali, pełny bak paliwa kosztował mnie tylko 32 Eu. Golden car wypożycza już od 12 Eu za dzień, ale ma kiepskie opinie i chce 200 Euros depositu, znajdziesz auta po 12 w prawie każdym hotelu. Zreszta w nocy trudno byloby znalezc apartment Johna. Prawie wszyscy na Malcie jeżdzą małymi autkami, drogi są bardzo wąskie

Jedziemy do Siggiewi gdzie dzieci miały chodzić do szkoły, rozmawiamy z pryncipal. Miła dyskusja, ale że moje skraby słabo mówia po angielsku, tylko po chińsku, radzą nam abyśmy szukali mieszkania i szkoły bliżej centrum, wokół Qormi. Wyslałem więc wici do różnych agencji, niech szukają. Pierwsza odpowiedzała Sue z Frank Salt RE, umówiliśmy się na spotkanie w jej biurze. Nie szukałem wcześniej mieszkania gdyż jest dużo ogloszeń, dopiero póżniej znalazłem że  te najlepsze i tańsze są powiedzmy od Marca 2017, a my musimy mieć mieszkanie w ciągu 5 dni. Marzył mi sie house of character, ale trzeba brać co jest. Sue pokazała nam zdjęcia 3 możliwych od już - w następnym dniu mamy je zobaczyć. W następnym niestety tylko jedno jest do wzięcia, inne nie chcą dzieci albo min jeden rok, nam potrzeba tylko do końca czerwca, do końca szkoly. Pojechaliśmy, zobaczylismy, film jest na YT. Nie mamy wyboru, bierzemy, zresztą jest bardzo blisko szkoły.

Mamy juz kontrakt i adres mieszkania, możemy rejestrować dzieci w szkole, raczej w dwóch szkołach. Amy ma juz 11 lat, więc musi chodzić do Middle School, już do 7-mej klasy - zyskuje rok bo szkoły ma Malcie dzieci zaczynają pomiędzy 5-6, w Chinach rok póżniej.

Żyjemy, Ami juz w szkole, middle schood, 15 minut piechotą ale będą zabierali autobusem. Mia i Horus startują w poniedzałek, w lokalnej szkole, 5 minut drogi piechotą. Dzieci mają już rowery, na samochód nie zdecydowałem sie, Kacy nie chce go jak mnie tutaj nie będzie. Kłopot z parkowaniem (albo 100 Eu mandatu), jeżdzi się po lewej stronie jak w Anglii. Ceny aut także głupie, za grata z 1998, chyba Subaru krzyknęli 3500 Eu, w Niemczech podobny kosztuje 300. Jest jeden VW za 1600, ale jeszcze nie wiem z którego wieku i pewnie Ziemię objeczał wokół kilkadziesiąt razy. Na każdej ulicy jest zresztą kilku dilerów i sprzedawców aut importowanych z Anglii. Na razie nic nie kupuję, zresztą szykuje  się niedługo kilkumilionowy wydatek, trzeba oszczędzac. Można zyć bez auta, duży sklep Lidl i Auchat jest 2 km piechotką, do stolicy co 25 minut autobus za 2 euro, sklep Convenience z mlekiem za rogiem, chleb po drugiej stronie ulicy. Do plaży 10 km, można dojechac autobusami albo rowerem, można żyć.

 

Ktoś sie pytał o imigrantach. Nie widac ich, ale widać Czarnych z Afryki, właśnie to oni wykonywują najgorsze i najbrudniejsze prace, sprzątaja ulice, codziennie zabierają smieci spod domu, ale w szkole na 1000 uczniów było ich tylko kilku.

 

Mieszkamy w dzielnicy wsród lokasów, życzliwi ludzie. Dzieci pomagają w piekarni i niekiedy przynoszą darmowy chleb. Nie wszyscy znaja angielski, chociaż oprócz maltańskiego jest to język urzędowy. Mogą być jakieś problemy bo Ami zwrócila uwagę w szkole że na ktorejś tam lekcji  tylko kilka razy słyszała po angielku OK. Jak to ma być WF czyli PE, to może być, byle aby to nie było na lekcji angielskiego czy na matematyce.

 

Życie płynie tutaj wolno, leniwie, ciepło. Uniform mężczyzn to krótkie spodenki i klapki, goły brzuch na wierzchu do kolan, jak popada deszczyk czy się ochłodzi to tylko wtedy lokale wkładaja T-shirts. Kobiety siedzą na progach, jakieś takie inne - duze, w kształcie dużej dorodnej wyrośniętej gruszki z małymi nóżkami, zresztą niektóre młode wyglądają podobnie, ale sa też ładne sarenki - tak pól-na- pól Arabki i Białe. Widać niekiedy kobiety ze szmatami na glowie, tylko niekiedy i to szare, nie czarne.

12:29, bialychinczyk
Link Komentarze (2) »
piątek, 02 września 2016

Wyrzucam, kasuję takich od razu, ale od czasu do czasu jakiś sie prześlizgnie. A odnosi sie to do mojego napoju Horusa, już go robię i rozdzielam. I od razu można zauwazyć wyrażną granicę pomiędzy tymi którzy go chcą spróbować, a tymi którzy bez zastanowienia odrzucają go. Nie ma róznicy wyksztalcenie, wiek, coś innego ich rozgranicza. Ci co coś osiągneli w tym życiu, czy też chcą osiągnąc są otwarci na nowe wyzwania, smaki, chcą go spróbowaći. Ci drudzy, mamroci i kołduny, od razy mówią NIE, z byle powodu. I to nie ma znaczenia czy ten-ten jest honoris causa szkoły podstawowej, inżynierem z Kalifornii czy robolem w korpo. Są juz zamknięci, kiedyś mówilo się o takich zakute łby, a sam określam ich że są już na swojej scieżce śmierci. Z czasem tylko będzie gorzej z nimi, będą się bardzej zamykać w swoim świecie, no i po jakimś tam czasie kaput.  Już nie rozumieją że WŁAŚNIE IM MÓJ NAPÓJ POBUDZAJĄCY SZYSZYNKĘ JEST NAJBARDZIEJ POTRZEBNY. Są już jak dzieci które nie chcą jeść szpinaku a już nie ma mamusi która powie twardo - Jedz to smarkaczu bo to jest dobre dla twojego zdrowia.

Organizm ludzki to bardzo złożona maszyna i nie wiadomo co może nam pomóc, lekarze też w wiekszosci to tylko eksperymentują - jak pomoże to im chwała, a jak nie to do piachu i zrzuca się winę na chorobę a nie na złego lekarza. Na wschodzie jest inne podejście - zapobiegać chorobom, utrzymywać organizm w dobrej formie. Z tego powodu dużo chińskich czy tybetańskich ziół najczęściej sprzedaje się w formie kompozycji ziołowych. Najbardziej znana na zachodzie to PADMA28, ma 22 składniki ziołowe plus minerały.  Tybetańczycy pracowali nad nią wieki, ale brukselski biurokrata jednym pociągnieciem piórka wyrzucił któreś tam i powstała mało skuteczna Padma Basic. Palmę 28 już nie można kupić w Polsce, tylko w Szwajcarii gdzie ją produkują, albo w Tybecie pod originalną nazwą Cong zhi 6. 

Nasz napój zawiera 17 skladniki, kompletna lista ziół i minerałów jest poniżej. Są to najlepsze zioła utrzymujące nasz organizm w dobrej forme umyslowej i fizycznej, często nazywane ziołami długowieczności, ale wiecej uwagi zwróciliśmy na odkrystalizowanie szyszynki. Już Kartesjusz w XVII wieku zwrócił na nią uwagę i uważał ją za łącznik pomiedzy tym światem i innymi światami, on jest autorem powiedzenia Cogito ego sum - Mysle, więc jestem. Mamy nadzeję że nasz napój Horusa chociaż trochę przybliży nas do tego, gdyż z myśleniem w narodzie polskim nie jest najlepiej.

O postępach naszej pracy czytaj na http://amsil.com/

Z etykiety:

Został opracowany po wieloletnich poszukiwaniach przepisu legendarnego napoju długowieczności o nazwa SOMA. Jest przygotowany z najlepszych i najzdrowszych ziół, owoców i minerałów importowanych z wielu zakątków świata a badania nad nim ma początek w czasach egipskiego faraona Horusa, poprzez Kartesjusza po współczesne najnowsze osiągnięcia nauki o genach człowieka i teorii telemetrycznej DNA z połączeniem osiągnięć Naturalnej Medycyny Chińskiej i Medycyny Ajurweda Indii.

 

Napój Horusa ma szerokie zastosowanie:

- odkrystalizowanie szyszynki i dzięki temu pomaga zrozumieć ten świat i widzieć go w wielu wymiarach

- poprawia pracę mózgu i zwiększa koncentrację

- zwiększa porost włosów a także libido.

- poprawia metabolizm i pomaga nasz organizm w równowadze biologicznej i energetycznej.

- spowalnia proces starzenia, zabezpiecza przed chorobami

- eliminuje z naszego organizmu szkodliwe wolne rodniki tlenu

- wiele innych działań zdrowotnych, zobacz dzałania poszczególnych ziół

 

Składniki:

Ozonowana woda, owoce tamarindo, japoński rdest, cytryniec chiński, astrogalus, owoce Buddhy, jagody goji, zioła Gotu kola, Zen-szen, Milorząb dwuklapowy, Witamina B3 Nicotynamide, Co Q-10, DMAE, Mumijo, Tauryna, L-Lysine oraz dla poprawienia smaku mała ilość naturalnej czarnej melasy oraz miodu. W przyszłości bedzie słabo gazowany wodorem.

Nie zawiera kofeiny, sztucznych barwników czy konserwantów. Pasteryzowany.

Wyprodukowano w Czechach dla http://AMSIL.com/

 

środa, 31 sierpnia 2016

Odgrażałem sie od dawna, ze opiszę swoje perypetie budowlane w Chinach - w końcu dostałem zdjecia gotowego magazynu i mogę zakończyć ten temat. Rząd chiński stara się zmniejszyć zanieczyszczenie i wszelkimi sposobami ogarnicza wzrost biznesu na wybrzeżach - jednak w głębi Chin buduj co chcesz, ale w Heshan koło Kantonu mnie to też dotkneło.

Mieliśmy wolną 1500 mkw działkę, więc trzeba coś tam wybudowac, bedzie łatwa forsa z wynajmu i zamarzyło mi się ze postawię tam najpierw 6-cio, ale pozniej 4-piętrowy budynek. Ale moge poświęcić na to własną gotówke powiedzmy milion, resztę trzeba brać z banku. Obcokrajowcom nie dadzą żadnych forsy, ale że już wybudowałem jedną fabrykę, można wziąć hipoteke, można było załatwić. Jedyny szkopuł że jak wezmę 4-5 miliony, to zyski z wynajmu mogą nie pokryć rat w banku. Trzeba ograniczyć koszta własne ale i tak ROI (Return Of Investment) będzie około 7 lat - czyli przez następne 7 lat trzeba bedzie zaciskać pasa.

Najpierw trzeba mieć plany. Moja wieś zgadza sie, firma projektowa zrobiła je w 17-u kopiach, każdy plan to duża teczka każda z 20 arkuszy kosztowały 50 000 RMB, dodatkowo 10000 na badanie gruntu, jesteśmy gotowi. Mamy twardy grunt, ale budynek ma mieć 4 piętra, tj powyżej 3, więc musimy stawiać na żelbetonowych palach wbijanych w grunt - 110 pali, kazdy 8 metrow dlugosci, następne 200000 w plecy, nie ma innego wyjścia. Rozdaliśmy plany firmom budowlanym, wszelkim urzędasom, czekamy na rezultaty. Wieś dobija się najbardziej abyśmy wpłacili ćwierć miliona za pozwolenie, chcą miec forse jak najszybciej. Niech czekają, najpierw wszyscy maja dac OK. Najtańszy deweloper chce to wybudować za 5 milionów stan zamknięty, bez wykończeniówki i skończą to za 6 miesięcy. Niestety, nie stać mnie na to, będziemy budowali etapami systemem gospodarczym. Jak twierdzi znajomy developer w ten sposób coś zaoszczędzę, ale same papiery będę załatwiał conajmniej 6 miesięcy - póżniej zobaczycie że po 9-ciu miesiącach biurokratycznych przebojów poddałem sie.  

Policzylismy ze muszę kupić 1000 ton stali po 2000 za tone plus 1500 m3 betonu za 750 000 rmb w gruszkach - około km od nas jest duża fabryka, przywioza gratis,  z tym nie będzie problemów. Jest firma która chce budować za 850 000, nasze materiały, trzeba tylko pożyczyć rusztowania i oszalunek. Czyli jakieś oszczędności mogą być, ale musimy sami załatwiać wszelkie papiery.

No i droga przez mękę. Wodę mamy swoje studnie, prad mamy trafo 200 KVA, wystarczy. Ścieki trzeba podsteplować plany, oczywiscie wyciagaja łapę po forsę. Piorunochnony zrobi firma która robiła w poprzednich budynkach, tylko trzeba zapłacić za pieczatki albo dać zaliczkę za robotę. Ppoż - mamy mieć zbiornik na wodę 625 m3, nie ma  miejsca gdzie to zrobić, może pod podłogą nowego budynku, wtedy koszta w góre. Firma, która robiła poprzednio ma wyjście - mamy już stary zbiornik na 120 m3 (w starych planach jest 350)  i miejsce na nowy 100 m2, tam sie zacznie kopać i niech przyjadą zrobić inspekcje, i tak nie będą wiedzieli jak głęboko się kopie - tak wszyscy robia. Ale następne dwie duże pompy to musze kupic, razem bedzie ich 4. Wiejski szef osiedla nie chce podpisać planów, ale jak zapłacimy, można będzie to zalatwic, pewnie liczy na 100000. Mamy mieć rządowe oszacowanie nowego budynku - kobita mówi ze to będzie na około 10 milionów i z tego będą chcieli mieć podatki, ale do 8 milionów można będzie zbić, jak coś-tam..///!@&% -  wiemy o co chodzi. Mówię ze mamy wycenę na 5 milionów - nie ma znaczenia, nowy budynek będzie warty 10 milionow i z tego powinniśmy póżniej płacić podatki. Mur zaczął się w urzędzie ochrony środowiska. Złożyliśmy papiery i czekamy. Bez zapowiedzi przyszło kilku urzędasów jak nas nie było w fabryce i połazili gdzie chcieli. A nasz jeden podnajemca produkuje tanie meble z wiurów dla Arabów -  brud i kurz. Zadzwonili do nas że w żadnym wypadku nie dostaniemy pozwolenia na budowe fabryki mebli. Mozemy wyrzucic go a facio jest solidny i placi na czas, wyczyścic fabrykę i jeszcze raz składać o pozwolenie. Ale czy ten wyrzucony podnajemnca będzie chciał wrócić, może budynek stać pusty przez kilka miesięcy.  Zrobienie nowych planów jako na biura może rozwiązać sprawę, ale tylko tymczasowo i nastepne koszta nowych planów - zresztą mogą odwiedzić nas póżniej i wtedy już zamkną fabrykę mebli na amen. Na koniec jakiś inny urząd dobił mnie gdyż zażądał abym podwyższył kapitał zakładowy z 2 do 3 milionow dolarów czyli mam przysłać do Chin milion dolców. To można też obejść gdyż ludzie wywożą walizki chińskiej waluty do Hong Kongu, tam wymieniaja na dolary i robią bankowy transfer do Chin, wybierają w Chinach w RMB i tak robia kilka-kilkanaście razy aż będzie milion, ale czy to warto?

Wiec znowu do stoł z ołówkiem i liczymy co można zrobic, czy warto budować. W ostatnich 10 latach wartość budynków nie tylko że nie wzrosła, wręcz zmalała gdyż cena stali i cementu poszła w dół, tylko robocizna i ceny ziemi poszły dobrze w góre. Więc na budowie dużo się nie zarobi. Czy nie lepiej postawić tani blaszak a jak bedzie jakaś zbędna forsa za to kupić wiecej ziemi i stawiać więcej blaszaków? Ponadto bez stresów czy to będzie wynajęte czy nie, czy będą pieniądze aby zapłacic ratę do banku.

No i powstal następny blaszak, bez papierów, bez pozwoleń, bez pożyczek, bez placenia podatków. Oczywiście jest tymczasowy, ale może taki stać nastepne 40 lat. Urzędasy nie mogą się przyczepić gdyż mamy papiery że załatwiamy wszelkie pozwolenia by postawić cos stalego, ale utknęło to gdzieś tam w urzędach, mamy na to dowody.

Przy okazji tesciu wybudował 3 czy 4ry pokoje gościnne dla kierowców cieżarówek - przyjeżdzaja z/po materiały w okolice i nie mają gdzie odpocząć kilka godzin

Pura Vida jak mówią bracia Moskale.

22:53, bialychinczyk
Link Komentarze (3) »

Przysłali mi więcej zdjęc z Chin. Dzieci rosna, ciągle zapraszają je na różne wystawy, zabawy, rosną mi celebrytki. 

Ale jak to bedzie w Europie?

poniedziałek, 18 lipca 2016

Trzeba popracować nad tą stronką. Jeszcze nic nie produkujemy, ale bedziemy, teraz tylko niech ludzie wiedzą że coś się dzieje. Kiedyś w SEO byłem dobry, zorganizowałem sprzedaż kanap poprzez Internet i mieliśmy po 200 tysięcy dolców sprzedaży miesięcznie. 

Oczywiście sam tego nie zrobię, szukam ludzi do pomocy. Na polskim Allegro to najczęsciej dzeciarnia, jeśli nie wiekowo to na pewno pod względem znajomości przedmiotu. Ładne obrazki, dobra propaganda, ale jak sprawdzi się co oni zrobili ze swoją stronką, to w większosci po prostu nie istnieją, mój amsil juz jest lepszy, a tam od lat nikt nad nią nie pracował. Trzeba szukać inaczej.

Kilkanaście lat temu jak startowalem z meblami, znalazłem jedną amerykańską stronke która za 39 dolców ogłosila mnie - mówię teraz że była to najlepiej zainwestowana forsa w moim życiu, póżniej przyniosła miliony. Niestety, była za dobra, ktoś ja wykupil i teraz pewnie wolają tysiące za miesiąc. Sam też płaciłem podobnie. Na początku miałem studenta z Politechniki Wrocławskiej, płaciłem mu 1500-1800 złociszy na miesiąc a dolar wtedy był po 2,20 zeta. Dużo zrobił, znał się na SEO, ale pózniej zaczął mnie olewać, a forsę dalej brał.  Zrobił duży błąd, bo chciałem zaoferować mu udziały w firmie czy jakiś procent z mojej sprzedaży, nigdzie tego gdzieś indziej nie zarobi. Pózniej był młody polski zydek, ten to narobił mi bałaganu. Miał stałą pensję aby tylko dbać aby wszystkie moje stronki meblowe chodziły bez zarzutu, a ten wcisnął swoje niewidoczne dla oka linki aby zarobić na boku. Google to znalazł i wykosił mnie, przez rok nie było mnie na Internecie, przestałem być indeksowany, straciłem PR, sprzedaż kanap starsznie spadła, ale wygrzebałem się. Pózniej byl Filipinczyk, znalazłem go poprzez wspólzawodnictwo SEO, są często takie. Był dobry, szybko dodał mi 1700 linków, byłem w Googlu wysoko na np. leather sofa. Płaciłem mu miesięcznie 700 dolców - tylko pierwszy miesiąc był warty, póżniej już się obijał, więc też pogoniłem.  Oczywiście, sam też cały czas pracowałem. Kiedyś odwiedzilem swój magazyn w Kalifornii a tam stos kanap Le Corbusier leży, czeka, nie ma kupców, ponad 50 000 dolców tego było. Trzeba było posiedzieć nad kompem przez dwa tygodnie po 15 godzin dziennie i wszystkie znalazły chętnych. Można było ciągnąc ten bizz mimo że amerykański rynek w 2008 roku się zawalił, ale miałem dość hameryki. Nie ma młodych chętnych do pracy, a na tym łatwo można zarobić z 20000 dolców miesięcznie. 

A teraz ??, mam czas, sam się uczę też. Poczytajcie na dole kogo nadal szukam, ale za małe pieniążki na początek bo jeszcze nie ma biznesu nie ma cash flow i niech jakis człek pokaże co potrafi. Oczywiście, małe prace daję innym też. Ktoś tam z Mołdawii, inny z San Salwador, jeszcze inny z Indii też pracują. Ale to są małe prace za 5-7 dolców sztuka, trzeba wybierać te które mogą dać jakieś efekty. Możecie mówic że wykorzystuję ludzi, ale daję im pracę a oni w ten sposób potrafią zarobić rocznie kilkaset tysięcy dolców. Jest duzo narzędzi SEO na rynku, większość niestety złych, ale są też dobre, trzeba je wybrać, niektóre kupić i dopracować aby dawały resultaty. Jak się ktoś zna na SEO i potrafi ustawić swój komputer a on stale pracuje, a może być takich komputerów dziesiątki po 5 dolców za jakis tam czas, najczęściej kilka godzin jego pracy. Ci z Mołdawii, nie wiem ilu ich jest, ale w ciągu ostatnich 2-3 lat zarobili ponad 300000 dolców, milion dwieście tysięcy złotówek, w Mołdawii to już jest duża fortuna. Na stronce Fiverr są tez Polacy, ale chyba tylko małe płotki.

Pracujemy nad SEO dopiero tydzień, ale efekty juz są. Przedtem mieliśmy 238 linków, jest już 266, a 2000 innych już zreryfikowanych czeka aby inne programy je znalazły. Inny program lxrmarketplace.com zlicza już 783 backlinki i stale ta liczba rośnie. Rośnie takze liczba odwiedzająych Amsil.com. W Internecie najbardziej ceni się ilu masz odwiedziających Twoją stronkę w ciągu dnia-miesiąca, z tego tylko 0.1% może kupić. Więc jeśli masz setke dziennie, może w ciagu tygodnia ktoś-coś tam kupi, ale jeśli masz 10000 odwiedzin dzienne, możesz już być zajęty. Oczywiście, możesz kupić tanio dziesiatki tysięcy odwiedzin, ale to będzie tylko maszyna, nie kupcy - tak robią cwaniaki kretacze jak chcą sprzedać swoją www. Ale jak chcesz prowadzić jakis bizzz, zależy Ci na odwiedzających z krwi i kości. Ludzie szukają poprzez jakieś hasła, słowa kluczowe, więc takie które są z twojej branży powinny być na pierwszej stronie Googla. Nasze już są, np ziołowy napój energetyczny, Horus elixir of life, Horus eliksir życia i inne, a to dopiero początek, będzie takich słówek kilkadzesiąt i to na pierwszej stronie Googla. Potrzebujemy trochę czasu i nim zaczniemy produkcję, juz ludzie powinni nas szukać z forsą gotowi do kupna.

O'le Amigos.

ta grafika poniżej jest z http://checkpagerank.net/index.php

 


domain analysis for:
amsil.com

Google PageRank: 0/10
 
  cPR Score:
coming
soon
 
  Domain Authority: 5
  Page Authority: 5
  Domain Validity:
Checking...
 
       
Global Rank: 0 Alexa USA Rank: 0
Alexa Reach Rank: 0 Alexa Site Links: 0
       
External Backlinks: 266
Referring Domains: 64
Moje ogłoszenie, poszło już w świat:
============================
description: Making You Rich
working on SEO

initial budget: 30.00 $ per month

keywords: Horus, napoj, ziolowy, dlugowiecznosc, naturalny, zdrowotny, zdrowie, Li Qing Yun, energia, energetyczny, ziola, Elixir of Life

Dear reader,

Yes, I know, it is a low price, but in India this is still 2000 Rupees. At present time we don't need full time SEO.
At the beginning, if you have the proper SEO tools, it will only take a few hours per month of your time, but with progress, it will mean more money and more work.
Let me introduce myself.
I'm an Electronic Engineer, an entrepreneur, for the past 15 years I was living in China where i set up a large company selling furniture mostly by Internet. My webpages: www.shangrilafurnish.com, shangrilasofa.com, are now closed because the US market collapsed in 2008. At the peak we had plenty of visitors, our www had a PR6, I understand  how SEO works and with external help from Philippines I made it happen.
Now I'm working on a new business, producing and marketing a Herbal Natural Energy Drink - the factory will be located in Czech Republic and at the beginning marketed to Polish people - I'm Polish and I'm in Poland now. In a few years our business will be bigger than Red Bull and we will be multimillionaires. Now we are not producing anything, that's the reason our SEO initial budget is very low, since there is no cash flow. I know, positioning is time consuming and you can't expect any results overnight, but check "Horus napoj" - we are already positioned as "1" and "3" on Google.

'm looking for men or women with a vision - I know, you can't survive on 20 bucks, you need to have other job, for now it is your job on the side, but this is only the beginning. If you check alexa.com, you'll notice most SEO are coming from India, and that's the reason I only answer to Indian e-mails.
My idea at the beginning is making some "noise" about our activities, from the SEO point of view we have to be more visible on the Internet by only using a few key words, even if we are not selling anything yet. People should talk about new products which should be shortly on the market. Our Healthy Herbal Natural Drink won't be expensive and it will positioned on the market between bottled water and Red Bull - and finally may even replace Red Bull and Coca Cola. I can do it, I just need time.

If you have a vision and patience and want to be rich in the future, you are welcome to respond to jan@amsil.com with descriptions and samples of your previous work on your clients' web pages. If you are not interested or happen to be busy, but think you know somebody who could do this, please pass this info on to your SEO friends. 
Having strong SEO tools is essential to save time - my former SEO with a single click of the mouse could do 1700 links to my web page.
Otherwise, just ignore this message.

Keep smiling and be happy

Jan 
PS
check this link to see how proper marketing should be done
I'm checking our www performance by http://checkpagerank.net/index.php
suggested strategy:
don't build links too fast, we don't want to be burn by Google SE
True statement:
"The fact is that most of those agencies charge clients $1000+ monthly for SEO work actually just resell services that they get on places like Fiverr, BHWAnything500  and other SEO forums for a very cheap price.
piątek, 01 lipca 2016

Wczoraj wieczorem, wrzaski, krzyki, adrenaliza w góre, a ja poszedłem spać. Zresztą wcześniej zrobilem za kólkiem ponad 600 km, musiałem kupić jakiś mały samochodzik swoim polskim babom.

Co to na dzisiaj jest wielki sport, nie tylko piłka. Jest to walka koncernów, kto da więcej forsy na reklamy. Wszystkie grupy są już na podobnym poziomie możliwości mięśni swoich zawodników, są prawie równo, a o wyniku kto jest najlepszy decyduje tylko szczęście - raz Polacy mieli szczęście ze Szwajcarią, wczoraj inni mieli więcej szcześcia. Czy nie lepiej byłoby z samego początku kopać po 5 razy piłkę do bramek??  - ale wtedy nie byłoby tych milionów od piwowarów. Zresztą jak mam wypić Tyskie, to już wolę wodę i każdemu tak radze, wpychanie się wszędzie z Tyskim wywołuje odwrotny skutek. Piwowarzy odbiją sobie te miliony, podniosą ceny piwa, kibice zapłacą, koło się zamyka. Zresztą co to za sport, to jest wielki business. Jedynie Islandia jest ludzka, to są normalni ludzie, ktorzy coś robią innego w życiu. Jaki zawód ma jak on się nazywa, moment, moment.. aha, Lewandowski, zawód Kopacz Piłki - zresztą nic dziwnego, dają mu tyle forsy ze nie opłaca się robić cokolwiek innego. Zresztą brawo Lewandowski, jak już coś robisz w życiu, rób to jak najlepiej. Za komuny robiono z zawodów kopaczy jakiś dym, teraz to już nikt nie dba o to, tylko forsa na stół panowie.

Ponadto, szowinizm plemmieny, kraj przeciwko krajowi, ale to nie są rdzenni krajanie urodzeni w tym kraju, tylko zbieranina kupiona za dużą forsę skąds tam. Na tej samej zasadzie można by zrobić mecz tych którym wycięto jedną nerkę przeciwko tym, którym wycięto jedno jądro, "tyż" byłoby ciekawie a dużo większa selekcja zawodników.

Rozumiem, lud potrzebuje chleba i igrzysk i trzeba to im dać, ale obecnie to są zawody tych co mogą i chcą więcej zapłacić przeciwko tym, którzy już ją mają, w każdej dziedzinie sportu. Oczywiście, jeśli by wrócić do korzeni Igrzysk, poziom sportu spadł by, ale nie zawsze, islandzki dentysta i stolarz także pokazali klasę. 

Widzę jednak nastepnych klientów mojego Horusa, mojego napoju ziołowego. Wszyscy już kopią w 100% swoich możliwości fizycznych, mała szansa aby coś tutaj zrobic nowego, może tylko więcej i więcej ganiania za piłką na treningach. Ale są inne możliwości, powinni lepiej myśleć nawet ganiając za piłką, a u sportowców z myśleniem to już jest różnie, więc będą następni klienci mojego ziołopoju. 

09:02, bialychinczyk
Link Komentarze (7) »
środa, 22 czerwca 2016

Nie powracajacy, nie czuję się tak. Ostatnio nie było mnie 3 lata a co się zmieniło w Polsce? Na pewno zmiany są, drzewa są wyższe, gdzieś tam budują szybką drogę, pociągi są nowe, są jakieś tam nowe drogi czy nowe budynki ale tylko w większych miastach, na prowincji nic się nie dzieje. Jakoś mnie dziwią tramwaje, hałaśliwy stos żelastwa, jakby z poprzedniej epoki. A ponadto co?? Wielkie NIC, dalej ludzie jakby w amoku, bez energii, bez uśmiechu, aby przeżyć. Dalej niesolidność, słowa rzucone na wiatr, jakoś to będzie. Więcej samochodów na drogach, ale dużo złomów, aż dziwota że to jeszcze się porusza. Nadal narzekanie na rząd, na ustrój, gospodarke, położenie w Europie, ale brak krytycznego spojrzenia na siebie czy szukanie błędów w swoim zachowaniu i braku chęci do zmian, nikomu nie chce się dupy ruszyć. Dziwi mnie to, w porównaniu z Chinami nawet bardzo, tam wszyscy chcą pracowac, bogacić się, coś mieć z tego życia. W Polsce to aby tylko zjeść, napić się piwa, oglądnąć mecz i spać, w żadnym wypadku aby myśleć. Oczywiście jest w tym dużo "zasług" klechów - po co pracować, wystarczy się tylko modlić, życie dopiero bedziemy mieli po śmierci, na tej ziemi jesteśmy tymczasowo. 

Poszedłem do lokalnego urzędu cos tam załatwić, Panienka twierdzi że to sie nie da załatwic chociaż w przepisach jest całkowicie inaczej. Woła na pomoc koleżanki, cały ich stos, wszystkie niedouczone. Wyciągaja stosy papierów, opłat, a zadnej działalności jeszcze nawet nie zacząłem. Jak wiec mam zaczynać od stresów, czy to jest mi potrzebne? Produkcja i marketing będzie więc w Czechach. Rozmawialem z ludzmi ktorzy się znaja na sprzedaży w Polsce. Facet twierdzi ze rynek w Polsce kontroluje wąska grupa związania z małymi sklepami typu Biedronka, Lidl czy Tesco i aby wejść na rynek, trzeba wydać conajmniej 15 milionów a z tego duża część pojdzie na łapówki, póżniej nadal trzeba płacić pólkowe, wózkowe i od cholery innych oplat. 

Inna sprawa, lepkie łapki polaczków. Kiedys pzrygotowalewm artykół dla lokalnej prasy że urzadzam Muzeum śztuki Chińskiej, miałem ładną kolekcję. Facet w gazecie przestrzegał mnie gdyż jak dotychczas wszelkie ogłoszenia ze coś-gdześ jest kończyły się włamaniem i kradzieżą. Nie potrzeba było ogłaszac, nie było mnie 3 lata, kolega zaglądal do magazynu ale nie mieszkał tam, było kilka wlamań i całą kolekcje diabli wzieli. Nie tylko to, wynieśli mi dużo narzedzi i innych rzeczy. Złapali raz złodzeji, poszli siedzieć, ale nic nie odzyskałem.

Czy się nadal nadaję na Polskę, czy mam sie nauczyć minimalizacji życia, marzeń, czy mam się wyrzec planowania swojej i moich dzieci przyszłości? 

Nie sądzie, Polska to tylko przystanek, nie przystań. Zresztą jak będę kiedyś szukał miejsca na końcowke, wolę już swoją Bama długowieczności w Chinach, bliżej to Malta jest lepsza, czy Tajlandia, nawet średniego Polaka może być stać na to. 

środa, 08 czerwca 2016

A przeżyłem tam (z przerwami) ponad 15 lat, na początku planowane było, jak zawsze, tylko 10. Jeszcze kilka miesięcy temu szukałem swojego miejsca na wyspie Hainan, także w Yunnan na granicy Laosu, Myanmar-Burma. Kilka miesięcy temu kupiłem łazika by poszwędać się po Chinach, chciałem tam mieszkać na stale, wszystko jednak diabli wzieli. Narastało to powoli, w końcu trzeba było podjąc decyzję o wyjeżdzie. I tak ostatnie 5 lat już nie musiałem być w Chinach, firma pracuje już beze mnie, sam mogę zajmować się czym tylko chcę i gdzie tylko mi się wymarzy. Ciągle myslałem o rozkręceniu w Chinach jakiegoś innego bizz, w końcu jednak minusy przeważyły,  trzeba było wyjechać. A dlaczego?, pokaże krok po kroku, od tych najważniejszych do mniej istotnych, ale także ważnych. Wcale to nie znaczy że Chiny już kompletnie nie nadają się do życia dla białego, są ludzie którzy sobie Chiny chwalą - sam jednak dorosłem do wyjazdu.

Teraz dlaczego:

Nauka Angielskiego dla Dzieci

Dzieci uczą się w prywatnej szkole bilingual, koszt roczny to okolo 100 000 RMB za wszystkie 3. Jest tam 1-2 nauczycieli angielskiego obcokrajowców na 1000 uczniów, czyli około minuty-dwie na każde dziecko tygodniowo. Po ukończeniu szkoły będą potrafiły powiedzieć "whats you name", albo nie dużo więcej. Porządna szkoła angielska ale już powiedzmy w Kantonie kosztuje 200 000 - 300 000 RMB za dziecko, czyli powinienem na samą naukę anglelskiego wydawać rocznie powiedzmy milion. Gdzie sens, gdzie logika, zupełna durnato aby brać pod uwagę takie rozwiązanie, ponadto dalej dzieci będą się truły w jeszcze gorszym powietrzu, bo w większym mieście. W Anglii, w USA czy na Malcie dzieci mogą chodzić do lepszych państwowych szkół i wraz z życiem, wydatki będą dużo niższe i lepiej będą znały angielski, nawet po roku. Nie musze juz byc w Chinach, wiec po co to kontynuowac. Szkoły angielskie w Polsce to także wydatek rzędu 2000-4000 złotych na dziecko miesięcznie.

Pogoda

Południe Chin, okolice Kantonu to bardzo często temperatura 35-40C, może być i 45C i wilgotnoscść 80-90%. Trzeba ciągle przebywać w klimatyzowanych pomieszczeniach a jak tylko wyjdzie się na zewnątrz, to po minucie jest się mokrym więc ucieczka do domu czy do biura i często prysznic 5-7 razy dziennie, więc jeszcze gorzej. Wytrzymywałem, bo musiałem, ale do czasu. Brak apetytu, ale człek puchnie jak gąbka, nasiąka powoli wodą. Jeszcze kilka lat w Chinach i musieliby mnie upychać kolanami w trumnie. Także nasza biała skóra już też odmawia posłuszeństwa i zaczynają się swędzenia, wypryski. To dotyczy nie tylko nas białych, bo moja Chineczka też narzeka na wilgotność, być może gdyż pochodzi z prowincji bardziej na północ. Aby przeżyć tam Chińczycy piją gorącą wodę albo ziołową herbatkę Won Lo Kat obniżającą temperaturę ciała - W południowych Chinach sprzedaje się jej dużo więcej niż Coca Coli. 

https://www.google.pl/?ion=1&espv=2#newwindow=1&q=Wong+Lo+Kat

Szkolnictwo Chińskie

Mnie to nie dotyczy, ale dzieci nie uczą się przedmiotu, uczą się przede wszystkim zapamiętywania, nie myślenia. Młodzi Chinczycy znają dużo słówek angielskich, ale już nie potrafią składać je w zdania, także inne przedmioty to wykuwanie, nawet na studiach. Starsza córka studiowała na chińskiej uczelni w Kantonie, to zaliczała jakiś tam przedmiot, ale miernie gdyż odpowiadała własnymi zdaniami a nie formułką z książki, czyli według Chinoli była kiepska, niedouczona. 

Zanieczyszczenia powietrza, wody

W Chinach codziennie umiera 4000 ludzi z powodu złego powietrza. Kolo mnie nie jest tak żle jak w Pekinie, ale dlaczego mam żyć w smrodzie. W mojej chińskiej wsi niebo jest szare, najczęściej słońca nie widać a żeby zobaczyć niebieskie niebo, to muszę wznieść się na wysokość 2000 metrów. Ostatnie dwa lata nie wyjeżdzałem z Chin, więc przez te dwa lata nie widzałem błekitu, dopiero zdałem sobie z tego sprawę w samolocie. Porównajcie sami jakie jest zanieczyszczenie powietrza w Chinach i powiedzmy we Wrocławiu, chociaż w miastach na całym świecie też nie jest najlepiej.

http://aqicn.org/city/jiangmen/

http://aqicn.org/city/poland/dolnoslaskie/wroclaw-korzeniowskiego/

Woda, to następny chiński problem. Niekiedy zdarza się, ze wypłyną zdechle ryby bo ktoś tam spuścił chemiczny ściek, lokalny problem. Dużo większym problemem o ktorym się jeszcze w Chinach nie pisze jest to, że woda ze studni głębinowych już jest tak zanieczyszczona że nie nadaję się do picia. Skażenie wody fluorem wschodnich uprzemysłowionych dzielnic Chin graniczących z oceanem przekracza normy kilkakrotnie. Taki sam problem mają Indie i dużo Hindusów umiera z powodu picia wody ze studni, a jaką mają pić jak innej wody nie ma. Fluor odkłada się w szyszynce, powoduje jej skrystalizowanie, skamienienie i w sumie ogłupianie człeka i narodu. W Polsce jest podobny problem, wodę w kanalizacji fluoruje się, nigdzie nie mogę znależć pasty do zębów bez fluoru (w Chinach jest), trzeba więc zrobić paste samemu i używać sody oczyszczonej z olejem kokosowym.

 Chinska Kuchnia na południu

Nie lubię łazić po restauracjach, wolę jedzenie przygotowane w domu. Sam z moją Chinką czym tam się zajmujemy, tylko niekiedy ugotuję coś po polsku, sprzątanie i gotowanie zostawia się lokalnej gosposi. Innych nie ma, a one na poludniu Chin gotują bez przypraw, bez smaku. Jedyne ich przyprawy to sól, pieprz, cukier i MSG (monosodium glutamine), te dwa ostatnie wyrzuciłem z domu. Zmuszam się więc do jadła naszej gosposi, inne były jeszcze gorsze albo jedziemy do fabryki gdzie gotuje teściowa, jej potrawy są już zjadliwe bo pochodzi z prowincji Hunan, bardziej na północ. Moja ulubiona potrawa w Chinach to bagietka z masłem i z czosnkiem zapijana mlekiem, na wieczór potrafię zjeżć całą główkę czosnku i to 1-2 razy w tygodniu.

Oszukaństwo chińskie, podrabianie wszystkiego

Naczelnym motorem życia Chińczyka jest zarobek, zysk za wszelką cene. Społeczeństwo jeszcze biedne moralnie, ale już z forsą, niekiedy bardzo duzą. Cóż się dziwić, jest to najczęściej pierwsze pokolenie, dzieci biednych chłopów które przesiadło się z rowerów do drogich samochodów. Bez zasad moralnych trzeba się więc spodziewać "nieprzewidywalnego" na każdym kroku. Jakiś czas temu było to mleko dla dzieci z chemikaliami czy malowane mieso, sztuczne jajka, mozna znależć dziesiątki różnych przykładów prawie każdego dnia.

Kilka tygodni temu nasza gosposia miała zrobić pierogi z miesem - z reguły kupujemy w dużym supermarkecie (maja tam podrabianą polską wódkę), tym razem kupiła mięso wraz z warzywami na bazarze. Zjadłem i padłem, wysypka wszędzie, alergia, uczulenie na coś, musiałem wypić z litr wapnia aby mi przeszło - na szczęscie mam w domu witaminy D3 i K2, więc pewnie wapno nie zostało w żyłach. Co to było, nie wiem. Może podrasowane mięso, może warzywa podlewane wodą ze ścieków - dlatego też swieżych warzyw w Chinach nie jada się. Lubię wino, ale w Chinach kompletnie odzwyczaiłem się od picia wina. Lokalne to może być tylko chemia, importowane są albo podrabiane, albo dużo za drogie - Francuskie Bordeaux, nawet jeśli oryginalne, to importuje się te z najniższej pólki a w Chinach to już kosztują dziesiatki czy setki Yuanów. Czytałem na  http://www.wine-searcher.com/ o Bordeaux za 8400 RMB (5000 złotych za butelkę), które we Francji kosztuje 5 Euro. Czereśnie w Chinach są bardzo drogie, pojawiły się takze w naszym supermarkecie RT-Mart - sama chemia w smaku. Pomidory czy ogórki rosną bez ziemi, w rurkach z wodą z chemią (mówie że rosną na ścianie), ładnie wyglądają, ale bez żadnego smaku, Moja Chinka twierdzi że na taobao (odpowiednik polskiego allegro) 60-70 procent to podróbki, sławna Alibaba czy Aliexpress to najczęściej pośrednicy znający dobrze angielski oferujący produkty kogoś innego z 50-300% prowizją. Warto tam szukać co nas interesuje, ale nie kupować, trzeba to robić bezpośrednio, zaoszczędzisz dużo. Pewnie kazdy kto mieszkał w Chinach czy handlował z Chinami ma takich przykładów dziesiatki, jesli nie setki. Męczy mieszkanie pomiędzy krętaczami, ileż w końcu mam być za jelenia.

Brud, brud

Czesto widać także w dużych miastach jak obniżaja się szyby w drogim eleganckim samochodzie i cały śmietnik ląduje na ulicy. W dużych miastach armia sprzątaczy to koryguje, ale na prowincji to już stosy śmieci w każdym zakątku. Chińczycy sprzątaja, ale po łebkach, tylko środek, kąty są zawsze brudne. Plucie, charkanie, smarkanie na ulicy to codzienny obrazek, dzieci robiący siku czy coś innego gdzie stoją to standard, nie szuka się toalety. Po jakimś czasie przyzwyczaisz się do brudu wokół, ale jak długo można tego nie widzieć. Plusem natomiast jest że pijaczków, meneli wyciągających łapę po Yuana jak w Polsce po złotówkę w Chinach nie ma.

Brak Zieleni, brak przestrzeni, wszędzie tłumy, komercjalizacja na każdym kroku

Chciałem zostać w Chinach, ale nie w okolicach Kantonu, gdzieś gdzie będzie więcej zieleni i dobrego powietrza. Pojechaliśmy do Sanya, tj na chińskie Hawaje. szukaliśmy jakiegos małego hoteliku blisko morza. Nie ma, wszędzie kolosy na 5000 gości. Rząd chiński tak wywindował ceny ziemi że tylko Howard Johnson czy Hiltona stać na kupno i nic dziwnego że póżniej  budują ogromne resorty. Więc siedzisz na plaży czy na basenie, wokół 5000 wrzeszczących Chińczyków, szczególnie kobiety, inaczej nie potrafią rozmawiać. Aby jeszcze można było zawiesić oko na jakiejś ładnej Chince - nie ma, są chude, stroje kapielowe z XiX wieku, szlak trafił wakacje. Na nastepne wakacje pojechaliśmy do prowincji Yunnan. Dalej, może mniej ludzi. O nie, za mną oraz przede mną łazi zawsze 5 milionów Chińczyków. Byle atrakcja, to dwie godziny aby dojechać do parkingu, następne godziny stania w kolejce po bilet i się chodzi rzędem, jak mrówki. Pojechaliśmy do tropikalnej dżungli, są w Chinach jeszcze resztki. Dzieci chciały pojeżdzić na linie w koronach drzew, wydatek 480 RMB od głowy (300 zlotych), mały Horus też chciał, nie bał się, niech mają dzieci frajdę. W następnym dniu pojechaliśmy do innego kawałka dżungli gdzie zyją dzikie słonie - nie było już biletów, ale 3 godziny staliśmy w kolejce w samochodzie. Nawet jeden biedny słoń się zdenerwował i przestawił 15 samochodów - dopiero póżniej przeczytalismy że nie tylko smród spalin, tlok, a ponadto jego partnerka porzuciła go i znalazła innego słonia-kochanka. Samo życie, wśród słoni także. Jak jest jakieś wolne miejsce, gdziekolwiek, to budują mieszkalne wieżowce dla przyszłych chętnych, niedługo naturę bedziesz mógł oglądac w Chinach tylko na folderach.

Więc co z Chinami. Aby mieszkać gdzie jest jeszcze czyste powietrze, to zostają tylko Tybet (wysoko w górach, zimno) oraz okolice Urumuqi (pustynia). Mamy jeszcze pól willi z dużym tarasem w prowincji Guangxi w Bama Dolinie Długowiecznych, ale tam nudno, jeszcze jestem za młody aby czekać tam na swoją śmierc, może kiedyś. To jest dobre miejsce raczej dla teściów na starość, zresztą lubię je także.

Wiec wyjazd z Chin. Zresztą moja Chinka też mnie na to namawia - dla jej i dla zdrowia dzieci. Ponadto, dzieci są obywatelami Świata, nie tylko Chin czy Polski, mają myśleć szerzej, nie zaściankowo, życie i nauka w kilku różnych krajach na pewno im w tym pomoże. Może za rok będzie to Polska? Pożyjemy-zobaczymy. Nigdzie nie pisze, że Chiny sa kompletnie Bee, Beee, Beee. Kiedyś je znowu odwiedzę, w końcu nadal żyjemy z Chin, fabryka zostaje, nadal kupujemy tam różne towary i importujemy. Zadowolony jestem z tego co tam osiągnąłem chociaż nie wszystko co planowałem udało się zrealizować. Mamy troje wspaniałych dzieci jak je na wesoło przezywam Numer 5, Numer 6 i Numer 7. Z drugiej strony mój 15-letni pobyt w złym powietrzu na pewno odbije się to na moim zdrowiu, zobaczymy to za kilka lat. Nadal namawiam każdego, że jeśli nie możesz znależć swojego miejsca w Polsce czy gdzieś tam, jedz do Chin, tracisz tylko czas a możesz dużo nauczyć się. Może tam czekają na Ciebie Twoje miliony i druga połowa. Znajomy z Kantonu, młody czlowiek, po 3 latach pobytu w Chinach kupił juz drugie mieszkanie, tym razem na 55-tym piętrze za 1.4 miliona RMB. Oczywiście część forsy ma z banku, ale ma, będzie wynajmował dla turystów którzy chcą pomieszkać w chmurach. Ale on uczy rano, uczy wieczorem, handluje polskim mlekiem dla dzieci i bursztynami, nie ma nawet czasu aby pobawic się swoim dzieckiem, tylko praca i praca. Jego wybór, nikt do tego nie zmusza.

Sam swoją chińska ścieżkę już przeszedłem, czas na coś nowego, świat jest duży. Kto następny, miejsce dla ciebie w Chinach też się znajdzie.

środa, 25 maja 2016

Wyjeżdzam teraz z Chin, fabryka zostaje, limo zostaje, ktoś w końcu musi pracować na mnie. Fabryka jest zapisana w 100% na mnie, zostawmy ją tak, na teraz, pożniej zmienimy status na incorporated i zmienimy tak, aby nie trzeba było płacic żadnych podatkow. Nie ma co się urzędasów pytać bo oni by chcieli tylko wyciągnąc 40% wartości fabryki za zmianę, nie dam sie. Ale z limo trzeba coś zrobić, własność przepisuję na zonke, Chinkę.

Wydawaloby sie, ze prosta formalność, niestety, niestety. W papierach jest wpis urzędu celnego z importu, dawno nieważny, ale trzeba to wymazać. Tam gdzie załatwialiśmy papiery importowe, już ich nie ma, wysyłaja nas na 8-me piętro nowego pałacu. Jedziemy, czekamy z pól godziny. To nie tutaj, inne biuro celne 20 km dalej, jedziemy. Tam nie chcą nas wpuścic, bo to "granica" wodna na rzece, port ferry do Hong Kongu, w koncu jakaś mądrzejsza osoba wysłała nas na 5-te piętro aby się zapytac. Łazimy po brudnych korytarzach, wołamy, hukamy, nikogo. W końcu ktoś się znalazł i wysłał nas na odpowiednie piętro. Miłe dziewcze mówi ze to ona robi, ale jeszcze nigdy takiego papiórka nie wystawiała, mamy więc poczekać. Przewraca szuflady, gabloty, chociaż na każdym biurku mają komputer. W koncu znalazła zeszyt z ręcznymi tabelkami, my też tam jestesmy jak wwoziliśmy limo, 22-go grudnia 2010. Hurrra, tylko wypełnić stos papierków, podanie, z 12 kopiii czegoś tam i mamy przyjść za kilka dni. Czy może się pospieszyć, ma to być na środę. Może, może, ale było, odebrałem świstek dzisiaj i biegiem do urzędu rejestracji samochodów.

Tutaj brat Kacy czekal na nas i na ten papierek i już problemy. Musimy zrobić odbitkę numeru VIN podwozia który jest pod szybą. Nie można tam palca wcisnąc, a co dopiero taśme, czyżby trzeba tłuc szybę? Mamy się pytać szefa zmiany. Jest jeden, oddziału pierwszego, ma sie zapytać w oddziale drugim, ten z kolei w XIII-tym, itd. Ma tak być, tak jest w przepisach, nikt nie chce podjąć decyzji. Jest wyjście, dadzą nam adres gdzie będziemy mogli odbić te numery na wąskim pasku blachy i wtedy zrobić odcisk.  Czy to legalne?, kto to wie, ale będą odciski, dzisiaj już za póżno, zrobimy jutro, dzisiaj tylko załatwiamy papiery, czyli paszporty, zdjęcia, stos innych papierów. Nie zgadza sie, w papierach auta wpisali moje nazwisko po chińsku, w paszporcie jest alfabet łaciński, ich komputer tego nie chce przyjąc, W końcu zgodził się bo mamy notarialne tlumaczenie paszportu, ale znowu NIE, jest nowy paszport, starego ważność się skończyła i tego nowego jeszcze nie mam notarialnego tlumaczenia, jest u notariusza, będzie gotowy za kilka dni. Wywalam mu na biurko stos papierów, ze to jestem ja, ta sama osoba. W końcu go przekonałem, widzę że facio chce pomóc ale przepisy, przepisy. W końcu ze stosu papierów wybrał akt ślubu ze zdjeciem nas obu, to przekonało go, więc nastepna kopia, już wpisuje dane w komputerze. Znowu mur, nie ma chińskiej wizy w polskim paszporcie, on jest w Chinach nieważny, wiza jest w amerykańskim, dlaczego? znowu chce odrzucic. Mówię urzędasowi że wjechałem do Hong Kongu na paszporcie amerykańskim i tylko w tym pasporcie wystawiają chińska wizę. Nie będę dziadowi się tlumaczył że nie chciałem wjeżdzam na polskim gdyż przedłużyłem pobyt bez wizy, zapłacilem 6000 kary, ale dodatkowo być może nie wpuszczą mnie do Chin za karę powiedzmy nastepne 6 miesięcy, wolałem nie ryzykować, zresztą na US pass dostałem 10-letnia wize, na polskim daliby powiedzmy na 3-6 mięsiące. OK, dotarło, tylko muszę napisać oświadczenie że zmieniłem obywatelstwo. Niech ci będzie, masz nastepny świstek, Następne zdjęcie, już razem z żonka jak do ślubu, 25 podpisów i 25 odcisków palca w czerwonym tuszu. Nie musiałem malować dupska na czerwono i robic odcisku, już nie było potrzebne.  Limo już nie jest moje, to tylko połowa roboty, jutro trzeba rejestrować na Kacy nazwisko, drugie tyle papierow, ale bedzie to robil agent za "tylko" 700 RMB. Podziękowałem urzędasowi i przyrzekłem, ze następnym razem to przyprowadzę z sobą także trójke dzieci i teściową, będzie bardzej przekonywująco.

To robiłem na wesoło, wpadl facio na mój dobry humor. Ale innym razem to juz nie wytrzymałem i dobrze i głośno wydarłem ryja na głupią niedouczoną babę. Wziołem dzieci na basen, a ona nie chce nas wpuścic bo wedlug jej na każde dziecko ma byc jeden dorosły opiekun, babsko nie doczytało instrukcji. Nawet maly Horus zacząl sie pytać, skąd weżmiemy trzech dorosłych. Takie chińskie zycie, im mniejsze g... tym bardzej śmierdzi i chce być ważne.

18:23, bialychinczyk
Link Komentarze (14) »
wtorek, 17 maja 2016

Jest ich mnóstwo, ale za to mało energetyków. Oczywiście dużo rodem z Coca Coli czy od Pepsi, ale także mnogo niezależnych, małych firm. Pewnie zaslugą jest to, że można dość szybko wdepnąc w taki bizz, urządzenia nie są zbyt drogie. Oczywiście to nie grosze, bo trzeba zacząc od 100000 dolców, ale w tej cenie już można produkować swoje własne butelki plastykowe, kształt możesz sam sobie wymyslić i produkować za około 0.50 RMB za póllitrową butelkę. Na alibabie są cwaniaki, którzy za podobne maszyny wołają nawet 400000, tym to nawet nie odpowiadam, strata czasu.

Znazłem kilka nopoji ziółowych, zdrowotnych, są bardzo popularne w Chinach, dzieci je lubią, ostatnie zdjęcie. Na mój gust są za słodkie i mają tylko 4 ziola, mój napój ma ich 17-ście. Oczywiście, jak będzie rynek zbytu, jak będą kupcy, można i takie też produkować. Nie znam jednak rynku europejskiego czy polskiego, nie ma sensu wydawac miliony i czekac na spzedaż, na poczatek trzeba będzie zlecić rozlewanie innej firmie. Sam powinienem skoncentrować się na sprzedazy, produkcji syropu i może butelek - trudno będzie w Polsce znależć moje kształty albo krzykną straszne pieniądze za wyprodukowanie samej formy butelek - w Chinach to 1000 dolców, ale potrafia wołać i 8000. Może bedzie to najłatwiejszy i najszybszy sposób aby wdepnąć w ten bizzz, innym też będzie można produkować ich butelki. Czytałem niedawno że jacyś młodzi ludzie produkują napój babuni i już sprzedają, ale po 10 zlotych za butelkę - w tej cenie raczej dużej sprzedaży nie będą mieli. Pewnie jest dużo młodych ludzi którzy mają babcie i inne babcine recepty i chcieliby sprzedawać swoje nalewki, ale nie dobijajcie się do mnie z oferta ich sprzedaży, mam swoich kilka. Oczywiscie, jak masz jakiś grosz, mogę pomóc w produkcji, ale to będzie Twój bizz, nie mój, żadnej swojej forsy nie będę topił w czyjeś pomysły.


07:20, bialychinczyk
Link Komentarze (35) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39
Tagi