RSS
poniedziałek, 18 lipca 2016

Trzeba popracować nad tą stronką. Jeszcze nic nie produkujemy, ale bedziemy, teraz tylko niech ludzie wiedzą że coś się dzieje. Kiedyś w SEO byłem dobry, zorganizowałem sprzedaż kanap poprzez Internet i mieliśmy po 200 tysięcy dolców sprzedaży miesięcznie. 

Oczywiście sam tego nie zrobię, szukam ludzi do pomocy. Na polskim Allegro to najczęsciej dzeciarnia, jeśli nie wiekowo to na pewno pod względem znajomości przedmiotu. Ładne obrazki, dobra propaganda, ale jak sprawdzi się co oni zrobili ze swoją stronką, to w większosci po prostu nie istnieją, mój amsil juz jest lepszy, a tam od lat nikt nad nią nie pracował. Trzeba szukać inaczej.

Kilkanaście lat temu jak startowalem z meblami, znalazłem jedną amerykańską stronke która za 39 dolców ogłosila mnie - mówię teraz że była to najlepiej zainwestowana forsa w moim życiu, póżniej przyniosła miliony. Niestety, była za dobra, ktoś ja wykupil i teraz pewnie wolają tysiące za miesiąc. Sam też płaciłem podobnie. Na początku miałem studenta z Politechniki Wrocławskiej, płaciłem mu 1500-1800 złociszy na miesiąc a dolar wtedy był po 2,20 zeta. Dużo zrobił, znał się na SEO, ale pózniej zaczął mnie olewać, a forsę dalej brał.  Zrobił duży błąd, bo chciałem zaoferować mu udziały w firmie czy jakiś procent z mojej sprzedaży, nigdzie tego gdzieś indziej nie zarobi. Pózniej był młody polski zydek, ten to narobił mi bałaganu. Miał stałą pensję aby tylko dbać aby wszystkie moje stronki meblowe chodziły bez zarzutu, a ten wcisnął swoje niewidoczne dla oka linki aby zarobić na boku. Google to znalazł i wykosił mnie, przez rok nie było mnie na Internecie, przestałem być indeksowany, straciłem PR, sprzedaż kanap starsznie spadła, ale wygrzebałem się. Pózniej byl Filipinczyk, znalazłem go poprzez wspólzawodnictwo SEO, są często takie. Był dobry, szybko dodał mi 1700 linków, byłem w Googlu wysoko na np. leather sofa. Płaciłem mu miesięcznie 700 dolców - tylko pierwszy miesiąc był warty, póżniej już się obijał, więc też pogoniłem.  Oczywiście, sam też cały czas pracowałem. Kiedyś odwiedzilem swój magazyn w Kalifornii a tam stos kanap Le Corbusier leży, czeka, nie ma kupców, ponad 50 000 dolców tego było. Trzeba było posiedzieć nad kompem przez dwa tygodnie po 15 godzin dziennie i wszystkie znalazły chętnych. Można było ciągnąc ten bizz mimo że amerykański rynek w 2008 roku się zawalił, ale miałem dość hameryki. Nie ma młodych chętnych do pracy, a na tym łatwo można zarobić z 20000 dolców miesięcznie. 

A teraz ??, mam czas, sam się uczę też. Poczytajcie na dole kogo nadal szukam, ale za małe pieniążki na początek bo jeszcze nie ma biznesu nie ma cash flow i niech jakis człek pokaże co potrafi. Oczywiście, małe prace daję innym też. Ktoś tam z Mołdawii, inny z San Salwador, jeszcze inny z Indii też pracują. Ale to są małe prace za 5-7 dolców sztuka, trzeba wybierać te które mogą dać jakieś efekty. Możecie mówic że wykorzystuję ludzi, ale daję im pracę a oni w ten sposób potrafią zarobić rocznie kilkaset tysięcy dolców. Jest duzo narzędzi SEO na rynku, większość niestety złych, ale są też dobre, trzeba je wybrać, niektóre kupić i dopracować aby dawały resultaty. Jak się ktoś zna na SEO i potrafi ustawić swój komputer a on stale pracuje, a może być takich komputerów dziesiątki po 5 dolców za jakis tam czas, najczęściej kilka godzin jego pracy. Ci z Mołdawii, nie wiem ilu ich jest, ale w ciągu ostatnich 2-3 lat zarobili ponad 300000 dolców, milion dwieście tysięcy złotówek, w Mołdawii to już jest duża fortuna. Na stronce Fiverr są tez Polacy, ale chyba tylko małe płotki.

Pracujemy nad SEO dopiero tydzień, ale efekty juz są. Przedtem mieliśmy 238 linków, jest już 266, a 2000 innych już zreryfikowanych czeka aby inne programy je znalazły. Inny program lxrmarketplace.com zlicza już 783 backlinki i stale ta liczba rośnie. Rośnie takze liczba odwiedzająych Amsil.com. W Internecie najbardziej ceni się ilu masz odwiedziających Twoją stronkę w ciągu dnia-miesiąca, z tego tylko 0.1% może kupić. Więc jeśli masz setke dziennie, może w ciagu tygodnia ktoś-coś tam kupi, ale jeśli masz 10000 odwiedzin dzienne, możesz już być zajęty. Oczywiście, możesz kupić tanio dziesiatki tysięcy odwiedzin, ale to będzie tylko maszyna, nie kupcy - tak robią cwaniaki kretacze jak chcą sprzedać swoją www. Ale jak chcesz prowadzić jakis bizzz, zależy Ci na odwiedzających z krwi i kości. Ludzie szukają poprzez jakieś hasła, słowa kluczowe, więc takie które są z twojej branży powinny być na pierwszej stronie Googla. Nasze już są, np ziołowy napój energetyczny, Horus elixir of life, Horus eliksir życia i inne, a to dopiero początek, będzie takich słówek kilkadzesiąt i to na pierwszej stronie Googla. Potrzebujemy trochę czasu i nim zaczniemy produkcję, juz ludzie powinni nas szukać z forsą gotowi do kupna.

O'le Amigos.

ta grafika poniżej jest z http://checkpagerank.net/index.php

 


domain analysis for:
amsil.com

Google PageRank: 0/10
 
  cPR Score:
coming
soon
 
  Domain Authority: 5
  Page Authority: 5
  Domain Validity:
Checking...
 
       
Global Rank: 0 Alexa USA Rank: 0
Alexa Reach Rank: 0 Alexa Site Links: 0
       
External Backlinks: 266
Referring Domains: 64
Moje ogłoszenie, poszło już w świat:
============================
description: Making You Rich
working on SEO

initial budget: 30.00 $ per month

keywords: Horus, napoj, ziolowy, dlugowiecznosc, naturalny, zdrowotny, zdrowie, Li Qing Yun, energia, energetyczny, ziola, Elixir of Life

Dear reader,

Yes, I know, it is a low price, but in India this is still 2000 Rupees. At present time we don't need full time SEO.
At the beginning, if you have the proper SEO tools, it will only take a few hours per month of your time, but with progress, it will mean more money and more work.
Let me introduce myself.
I'm an Electronic Engineer, an entrepreneur, for the past 15 years I was living in China where i set up a large company selling furniture mostly by Internet. My webpages: www.shangrilafurnish.com, shangrilasofa.com, are now closed because the US market collapsed in 2008. At the peak we had plenty of visitors, our www had a PR6, I understand  how SEO works and with external help from Philippines I made it happen.
Now I'm working on a new business, producing and marketing a Herbal Natural Energy Drink - the factory will be located in Czech Republic and at the beginning marketed to Polish people - I'm Polish and I'm in Poland now. In a few years our business will be bigger than Red Bull and we will be multimillionaires. Now we are not producing anything, that's the reason our SEO initial budget is very low, since there is no cash flow. I know, positioning is time consuming and you can't expect any results overnight, but check "Horus napoj" - we are already positioned as "1" and "3" on Google.

'm looking for men or women with a vision - I know, you can't survive on 20 bucks, you need to have other job, for now it is your job on the side, but this is only the beginning. If you check alexa.com, you'll notice most SEO are coming from India, and that's the reason I only answer to Indian e-mails.
My idea at the beginning is making some "noise" about our activities, from the SEO point of view we have to be more visible on the Internet by only using a few key words, even if we are not selling anything yet. People should talk about new products which should be shortly on the market. Our Healthy Herbal Natural Drink won't be expensive and it will positioned on the market between bottled water and Red Bull - and finally may even replace Red Bull and Coca Cola. I can do it, I just need time.

If you have a vision and patience and want to be rich in the future, you are welcome to respond to jan@amsil.com with descriptions and samples of your previous work on your clients' web pages. If you are not interested or happen to be busy, but think you know somebody who could do this, please pass this info on to your SEO friends. 
Having strong SEO tools is essential to save time - my former SEO with a single click of the mouse could do 1700 links to my web page.
Otherwise, just ignore this message.

Keep smiling and be happy

Jan 
PS
check this link to see how proper marketing should be done
I'm checking our www performance by http://checkpagerank.net/index.php
suggested strategy:
don't build links too fast, we don't want to be burn by Google SE
True statement:
"The fact is that most of those agencies charge clients $1000+ monthly for SEO work actually just resell services that they get on places like Fiverr, BHWAnything500  and other SEO forums for a very cheap price.
piątek, 01 lipca 2016

Wczoraj wieczorem, wrzaski, krzyki, adrenaliza w góre, a ja poszedłem spać. Zresztą wcześniej zrobilem za kólkiem ponad 600 km, musiałem kupić jakiś mały samochodzik swoim polskim babom.

Co to na dzisiaj jest wielki sport, nie tylko piłka. Jest to walka koncernów, kto da więcej forsy na reklamy. Wszystkie grupy są już na podobnym poziomie możliwości mięśni swoich zawodników, są prawie równo, a o wyniku kto jest najlepszy decyduje tylko szczęście - raz Polacy mieli szczęście ze Szwajcarią, wczoraj inni mieli więcej szcześcia. Czy nie lepiej byłoby z samego początku kopać po 5 razy piłkę do bramek??  - ale wtedy nie byłoby tych milionów od piwowarów. Zresztą jak mam wypić Tyskie, to już wolę wodę i każdemu tak radze, wpychanie się wszędzie z Tyskim wywołuje odwrotny skutek. Piwowarzy odbiją sobie te miliony, podniosą ceny piwa, kibice zapłacą, koło się zamyka. Zresztą co to za sport, to jest wielki business. Jedynie Islandia jest ludzka, to są normalni ludzie, ktorzy coś robią innego w życiu. Jaki zawód ma jak on się nazywa, moment, moment.. aha, Lewandowski, zawód Kopacz Piłki - zresztą nic dziwnego, dają mu tyle forsy ze nie opłaca się robić cokolwiek innego. Zresztą brawo Lewandowski, jak już coś robisz w życiu, rób to jak najlepiej. Za komuny robiono z zawodów kopaczy jakiś dym, teraz to już nikt nie dba o to, tylko forsa na stół panowie.

Ponadto, szowinizm plemmieny, kraj przeciwko krajowi, ale to nie są rdzenni krajanie urodzeni w tym kraju, tylko zbieranina kupiona za dużą forsę skąds tam. Na tej samej zasadzie można by zrobić mecz tych którym wycięto jedną nerkę przeciwko tym, którym wycięto jedno jądro, "tyż" byłoby ciekawie a dużo większa selekcja zawodników.

Rozumiem, lud potrzebuje chleba i igrzysk i trzeba to im dać, ale obecnie to są zawody tych co mogą i chcą więcej zapłacić przeciwko tym, którzy już ją mają, w każdej dziedzinie sportu. Oczywiście, jeśli by wrócić do korzeni Igrzysk, poziom sportu spadł by, ale nie zawsze, islandzki dentysta i stolarz także pokazali klasę. 

Widzę jednak nastepnych klientów mojego Horusa, mojego napoju ziołowego. Wszyscy już kopią w 100% swoich możliwości fizycznych, mała szansa aby coś tutaj zrobic nowego, może tylko więcej i więcej ganiania za piłką na treningach. Ale są inne możliwości, powinni lepiej myśleć nawet ganiając za piłką, a u sportowców z myśleniem to już jest różnie, więc będą następni klienci mojego ziołopoju. 

09:02, bialychinczyk
Link Komentarze (6) »
środa, 22 czerwca 2016

Nie powracajacy, nie czuję się tak. Ostatnio nie było mnie 3 lata a co się zmieniło w Polsce? Na pewno zmiany są, drzewa są wyższe, gdzieś tam budują szybką drogę, pociągi są nowe, są jakieś tam nowe drogi czy nowe budynki ale tylko w większych miastach, na prowincji nic się nie dzieje. Jakoś mnie dziwią tramwaje, hałaśliwy stos żelastwa, jakby z poprzedniej epoki. A ponadto co?? Wielkie NIC, dalej ludzie jakby w amoku, bez energii, bez uśmiechu, aby przeżyć. Dalej niesolidność, słowa rzucone na wiatr, jakoś to będzie. Więcej samochodów na drogach, ale dużo złomów, aż dziwota że to jeszcze się porusza. Nadal narzekanie na rząd, na ustrój, gospodarke, położenie w Europie, ale brak krytycznego spojrzenia na siebie czy szukanie błędów w swoim zachowaniu i braku chęci do zmian, nikomu nie chce się dupy ruszyć. Dziwi mnie to, w porównaniu z Chinami nawet bardzo, tam wszyscy chcą pracowac, bogacić się, coś mieć z tego życia. W Polsce to aby tylko zjeść, napić się piwa, oglądnąć mecz i spać, w żadnym wypadku aby myśleć. Oczywiście jest w tym dużo "zasług" klechów - po co pracować, wystarczy się tylko modlić, życie dopiero bedziemy mieli po śmierci, na tej ziemi jesteśmy tymczasowo. 

Poszedłem do lokalnego urzędu cos tam załatwić, Panienka twierdzi że to sie nie da załatwic chociaż w przepisach jest całkowicie inaczej. Woła na pomoc koleżanki, cały ich stos, wszystkie niedouczone. Wyciągaja stosy papierów, opłat, a zadnej działalności jeszcze nawet nie zacząłem. Jak wiec mam zaczynać od stresów, czy to jest mi potrzebne? Produkcja i marketing będzie więc w Czechach. Rozmawialem z ludzmi ktorzy się znaja na sprzedaży w Polsce. Facet twierdzi ze rynek w Polsce kontroluje wąska grupa związania z małymi sklepami typu Biedronka, Lidl czy Tesco i aby wejść na rynek, trzeba wydać conajmniej 15 milionów a z tego duża część pojdzie na łapówki, póżniej nadal trzeba płacić pólkowe, wózkowe i od cholery innych oplat. 

Inna sprawa, lepkie łapki polaczków. Kiedys pzrygotowalewm artykół dla lokalnej prasy że urzadzam Muzeum śztuki Chińskiej, miałem ładną kolekcję. Facet w gazecie przestrzegał mnie gdyż jak dotychczas wszelkie ogłoszenia ze coś-gdześ jest kończyły się włamaniem i kradzieżą. Nie potrzeba było ogłaszac, nie było mnie 3 lata, kolega zaglądal do magazynu ale nie mieszkał tam, było kilka wlamań i całą kolekcje diabli wzieli. Nie tylko to, wynieśli mi dużo narzedzi i innych rzeczy. Złapali raz złodzeji, poszli siedzieć, ale nic nie odzyskałem.

Czy się nadal nadaję na Polskę, czy mam sie nauczyć minimalizacji życia, marzeń, czy mam się wyrzec planowania swojej i moich dzieci przyszłości? 

Nie sądzie, Polska to tylko przystanek, nie przystań. Zresztą jak będę kiedyś szukał miejsca na końcowke, wolę już swoją Bama długowieczności w Chinach, bliżej to Malta jest lepsza, czy Tajlandia, nawet średniego Polaka może być stać na to. 

środa, 08 czerwca 2016

A przeżyłem tam (z przerwami) ponad 15 lat, na początku planowane było, jak zawsze, tylko 10. Jeszcze kilka miesięcy temu szukałem swojego miejsca na wyspie Hainan, także w Yunnan na granicy Laosu, Myanmar-Burma. Kilka miesięcy temu kupiłem łazika by poszwędać się po Chinach, chciałem tam mieszkać na stale, wszystko jednak diabli wzieli. Narastało to powoli, w końcu trzeba było podjąc decyzję o wyjeżdzie. I tak ostatnie 5 lat już nie musiałem być w Chinach, firma pracuje już beze mnie, sam mogę zajmować się czym tylko chcę i gdzie tylko mi się wymarzy. Ciągle myslałem o rozkręceniu w Chinach jakiegoś innego bizz, w końcu jednak minusy przeważyły,  trzeba było wyjechać. A dlaczego?, pokaże krok po kroku, od tych najważniejszych do mniej istotnych, ale także ważnych. Wcale to nie znaczy że Chiny już kompletnie nie nadają się do życia dla białego, są ludzie którzy sobie Chiny chwalą - sam jednak dorosłem do wyjazdu.

Teraz dlaczego:

Nauka Angielskiego dla Dzieci

Dzieci uczą się w prywatnej szkole bilingual, koszt roczny to okolo 100 000 RMB za wszystkie 3. Jest tam 1-2 nauczycieli angielskiego obcokrajowców na 1000 uczniów, czyli około minuty-dwie na każde dziecko tygodniowo. Po ukończeniu szkoły będą potrafiły powiedzieć "whats you name", albo nie dużo więcej. Porządna szkoła angielska ale już powiedzmy w Kantonie kosztuje 200 000 - 300 000 RMB za dziecko, czyli powinienem na samą naukę anglelskiego wydawać rocznie powiedzmy milion. Gdzie sens, gdzie logika, zupełna durnato aby brać pod uwagę takie rozwiązanie, ponadto dalej dzieci będą się truły w jeszcze gorszym powietrzu, bo w większym mieście. W Anglii, w USA czy na Malcie dzieci mogą chodzić do lepszych państwowych szkół i wraz z życiem, wydatki będą dużo niższe i lepiej będą znały angielski, nawet po roku. Nie musze juz byc w Chinach, wiec po co to kontynuowac. Szkoły angielskie w Polsce to także wydatek rzędu 2000-4000 złotych na dziecko miesięcznie.

Pogoda

Południe Chin, okolice Kantonu to bardzo często temperatura 35-40C, może być i 45C i wilgotnoscść 80-90%. Trzeba ciągle przebywać w klimatyzowanych pomieszczeniach a jak tylko wyjdzie się na zewnątrz, to po minucie jest się mokrym więc ucieczka do domu czy do biura i często prysznic 5-7 razy dziennie, więc jeszcze gorzej. Wytrzymywałem, bo musiałem, ale do czasu. Brak apetytu, ale człek puchnie jak gąbka, nasiąka powoli wodą. Jeszcze kilka lat w Chinach i musieliby mnie upychać kolanami w trumnie. Także nasza biała skóra już też odmawia posłuszeństwa i zaczynają się swędzenia, wypryski. To dotyczy nie tylko nas białych, bo moja Chineczka też narzeka na wilgotność, być może gdyż pochodzi z prowincji bardziej na północ. Aby przeżyć tam Chińczycy piją gorącą wodę albo ziołową herbatkę Won Lo Kat obniżającą temperaturę ciała - W południowych Chinach sprzedaje się jej dużo więcej niż Coca Coli. 

https://www.google.pl/?ion=1&espv=2#newwindow=1&q=Wong+Lo+Kat

Szkolnictwo Chińskie

Mnie to nie dotyczy, ale dzieci nie uczą się przedmiotu, uczą się przede wszystkim zapamiętywania, nie myślenia. Młodzi Chinczycy znają dużo słówek angielskich, ale już nie potrafią składać je w zdania, także inne przedmioty to wykuwanie, nawet na studiach. Starsza córka studiowała na chińskiej uczelni w Kantonie, to zaliczała jakiś tam przedmiot, ale miernie gdyż odpowiadała własnymi zdaniami a nie formułką z książki, czyli według Chinoli była kiepska, niedouczona. 

Zanieczyszczenia powietrza, wody

W Chinach codziennie umiera 4000 ludzi z powodu złego powietrza. Kolo mnie nie jest tak żle jak w Pekinie, ale dlaczego mam żyć w smrodzie. W mojej chińskiej wsi niebo jest szare, najczęściej słońca nie widać a żeby zobaczyć niebieskie niebo, to muszę wznieść się na wysokość 2000 metrów. Ostatnie dwa lata nie wyjeżdzałem z Chin, więc przez te dwa lata nie widzałem błekitu, dopiero zdałem sobie z tego sprawę w samolocie. Porównajcie sami jakie jest zanieczyszczenie powietrza w Chinach i powiedzmy we Wrocławiu, chociaż w miastach na całym świecie też nie jest najlepiej.

http://aqicn.org/city/jiangmen/

http://aqicn.org/city/poland/dolnoslaskie/wroclaw-korzeniowskiego/

Woda, to następny chiński problem. Niekiedy zdarza się, ze wypłyną zdechle ryby bo ktoś tam spuścił chemiczny ściek, lokalny problem. Dużo większym problemem o ktorym się jeszcze w Chinach nie pisze jest to, że woda ze studni głębinowych już jest tak zanieczyszczona że nie nadaję się do picia. Skażenie wody fluorem wschodnich uprzemysłowionych dzielnic Chin graniczących z oceanem przekracza normy kilkakrotnie. Taki sam problem mają Indie i dużo Hindusów umiera z powodu picia wody ze studni, a jaką mają pić jak innej wody nie ma. Fluor odkłada się w szyszynce, powoduje jej skrystalizowanie, skamienienie i w sumie ogłupianie człeka i narodu. W Polsce jest podobny problem, wodę w kanalizacji fluoruje się, nigdzie nie mogę znależć pasty do zębów bez fluoru (w Chinach jest), trzeba więc zrobić paste samemu i używać sody oczyszczonej z olejem kokosowym.

 Chinska Kuchnia na południu

Nie lubię łazić po restauracjach, wolę jedzenie przygotowane w domu. Sam z moją Chinką czym tam się zajmujemy, tylko niekiedy ugotuję coś po polsku, sprzątanie i gotowanie zostawia się lokalnej gosposi. Innych nie ma, a one na poludniu Chin gotują bez przypraw, bez smaku. Jedyne ich przyprawy to sól, pieprz, cukier i MSG (monosodium glutamine), te dwa ostatnie wyrzuciłem z domu. Zmuszam się więc do jadła naszej gosposi, inne były jeszcze gorsze albo jedziemy do fabryki gdzie gotuje teściowa, jej potrawy są już zjadliwe bo pochodzi z prowincji Hunan, bardziej na północ. Moja ulubiona potrawa w Chinach to bagietka z masłem i z czosnkiem zapijana mlekiem, na wieczór potrafię zjeżć całą główkę czosnku i to 1-2 razy w tygodniu.

Oszukaństwo chińskie, podrabianie wszystkiego

Naczelnym motorem życia Chińczyka jest zarobek, zysk za wszelką cene. Społeczeństwo jeszcze biedne moralnie, ale już z forsą, niekiedy bardzo duzą. Cóż się dziwić, jest to najczęściej pierwsze pokolenie, dzieci biednych chłopów które przesiadło się z rowerów do drogich samochodów. Bez zasad moralnych trzeba się więc spodziewać "nieprzewidywalnego" na każdym kroku. Jakiś czas temu było to mleko dla dzieci z chemikaliami czy malowane mieso, sztuczne jajka, mozna znależć dziesiątki różnych przykładów prawie każdego dnia.

Kilka tygodni temu nasza gosposia miała zrobić pierogi z miesem - z reguły kupujemy w dużym supermarkecie (maja tam podrabianą polską wódkę), tym razem kupiła mięso wraz z warzywami na bazarze. Zjadłem i padłem, wysypka wszędzie, alergia, uczulenie na coś, musiałem wypić z litr wapnia aby mi przeszło - na szczęscie mam w domu witaminy D3 i K2, więc pewnie wapno nie zostało w żyłach. Co to było, nie wiem. Może podrasowane mięso, może warzywa podlewane wodą ze ścieków - dlatego też swieżych warzyw w Chinach nie jada się. Lubię wino, ale w Chinach kompletnie odzwyczaiłem się od picia wina. Lokalne to może być tylko chemia, importowane są albo podrabiane, albo dużo za drogie - Francuskie Bordeaux, nawet jeśli oryginalne, to importuje się te z najniższej pólki a w Chinach to już kosztują dziesiatki czy setki Yuanów. Czytałem na  http://www.wine-searcher.com/ o Bordeaux za 8400 RMB (5000 złotych za butelkę), które we Francji kosztuje 5 Euro. Czereśnie w Chinach są bardzo drogie, pojawiły się takze w naszym supermarkecie RT-Mart - sama chemia w smaku. Pomidory czy ogórki rosną bez ziemi, w rurkach z wodą z chemią (mówie że rosną na ścianie), ładnie wyglądają, ale bez żadnego smaku, Moja Chinka twierdzi że na taobao (odpowiednik polskiego allegro) 60-70 procent to podróbki, sławna Alibaba czy Aliexpress to najczęściej pośrednicy znający dobrze angielski oferujący produkty kogoś innego z 50-300% prowizją. Warto tam szukać co nas interesuje, ale nie kupować, trzeba to robić bezpośrednio, zaoszczędzisz dużo. Pewnie kazdy kto mieszkał w Chinach czy handlował z Chinami ma takich przykładów dziesiatki, jesli nie setki. Męczy mieszkanie pomiędzy krętaczami, ileż w końcu mam być za jelenia.

Brud, brud

Czesto widać także w dużych miastach jak obniżaja się szyby w drogim eleganckim samochodzie i cały śmietnik ląduje na ulicy. W dużych miastach armia sprzątaczy to koryguje, ale na prowincji to już stosy śmieci w każdym zakątku. Chińczycy sprzątaja, ale po łebkach, tylko środek, kąty są zawsze brudne. Plucie, charkanie, smarkanie na ulicy to codzienny obrazek, dzieci robiący siku czy coś innego gdzie stoją to standard, nie szuka się toalety. Po jakimś czasie przyzwyczaisz się do brudu wokół, ale jak długo można tego nie widzieć. Plusem natomiast jest że pijaczków, meneli wyciągających łapę po Yuana jak w Polsce po złotówkę w Chinach nie ma.

Brak Zieleni, brak przestrzeni, wszędzie tłumy, komercjalizacja na każdym kroku

Chciałem zostać w Chinach, ale nie w okolicach Kantonu, gdzieś gdzie będzie więcej zieleni i dobrego powietrza. Pojechaliśmy do Sanya, tj na chińskie Hawaje. szukaliśmy jakiegos małego hoteliku blisko morza. Nie ma, wszędzie kolosy na 5000 gości. Rząd chiński tak wywindował ceny ziemi że tylko Howard Johnson czy Hiltona stać na kupno i nic dziwnego że póżniej  budują ogromne resorty. Więc siedzisz na plaży czy na basenie, wokół 5000 wrzeszczących Chińczyków, szczególnie kobiety, inaczej nie potrafią rozmawiać. Aby jeszcze można było zawiesić oko na jakiejś ładnej Chince - nie ma, są chude, stroje kapielowe z XiX wieku, szlak trafił wakacje. Na nastepne wakacje pojechaliśmy do prowincji Yunnan. Dalej, może mniej ludzi. O nie, za mną oraz przede mną łazi zawsze 5 milionów Chińczyków. Byle atrakcja, to dwie godziny aby dojechać do parkingu, następne godziny stania w kolejce po bilet i się chodzi rzędem, jak mrówki. Pojechaliśmy do tropikalnej dżungli, są w Chinach jeszcze resztki. Dzieci chciały pojeżdzić na linie w koronach drzew, wydatek 480 RMB od głowy (300 zlotych), mały Horus też chciał, nie bał się, niech mają dzieci frajdę. W następnym dniu pojechaliśmy do innego kawałka dżungli gdzie zyją dzikie słonie - nie było już biletów, ale 3 godziny staliśmy w kolejce w samochodzie. Nawet jeden biedny słoń się zdenerwował i przestawił 15 samochodów - dopiero póżniej przeczytalismy że nie tylko smród spalin, tlok, a ponadto jego partnerka porzuciła go i znalazła innego słonia-kochanka. Samo życie, wśród słoni także. Jak jest jakieś wolne miejsce, gdziekolwiek, to budują mieszkalne wieżowce dla przyszłych chętnych, niedługo naturę bedziesz mógł oglądac w Chinach tylko na folderach.

Więc co z Chinami. Aby mieszkać gdzie jest jeszcze czyste powietrze, to zostają tylko Tybet (wysoko w górach, zimno) oraz okolice Urumuqi (pustynia). Mamy jeszcze pól willi z dużym tarasem w prowincji Guangxi w Bama Dolinie Długowiecznych, ale tam nudno, jeszcze jestem za młody aby czekać tam na swoją śmierc, może kiedyś. To jest dobre miejsce raczej dla teściów na starość, zresztą lubię je także.

Wiec wyjazd z Chin. Zresztą moja Chinka też mnie na to namawia - dla jej i dla zdrowia dzieci. Ponadto, dzieci są obywatelami Świata, nie tylko Chin czy Polski, mają myśleć szerzej, nie zaściankowo, życie i nauka w kilku różnych krajach na pewno im w tym pomoże. Może za rok będzie to Polska? Pożyjemy-zobaczymy. Nigdzie nie pisze, że Chiny sa kompletnie Bee, Beee, Beee. Kiedyś je znowu odwiedzę, w końcu nadal żyjemy z Chin, fabryka zostaje, nadal kupujemy tam różne towary i importujemy. Zadowolony jestem z tego co tam osiągnąłem chociaż nie wszystko co planowałem udało się zrealizować. Mamy troje wspaniałych dzieci jak je na wesoło przezywam Numer 5, Numer 6 i Numer 7. Z drugiej strony mój 15-letni pobyt w złym powietrzu na pewno odbije się to na moim zdrowiu, zobaczymy to za kilka lat. Nadal namawiam każdego, że jeśli nie możesz znależć swojego miejsca w Polsce czy gdzieś tam, jedz do Chin, tracisz tylko czas a możesz dużo nauczyć się. Może tam czekają na Ciebie Twoje miliony i druga połowa. Znajomy z Kantonu, młody czlowiek, po 3 latach pobytu w Chinach kupił juz drugie mieszkanie, tym razem na 55-tym piętrze za 1.4 miliona RMB. Oczywiście część forsy ma z banku, ale ma, będzie wynajmował dla turystów którzy chcą pomieszkać w chmurach. Ale on uczy rano, uczy wieczorem, handluje polskim mlekiem dla dzieci i bursztynami, nie ma nawet czasu aby pobawic się swoim dzieckiem, tylko praca i praca. Jego wybór, nikt do tego nie zmusza.

Sam swoją chińska ścieżkę już przeszedłem, czas na coś nowego, świat jest duży. Kto następny, miejsce dla ciebie w Chinach też się znajdzie.

środa, 25 maja 2016

Wyjeżdzam teraz z Chin, fabryka zostaje, limo zostaje, ktoś w końcu musi pracować na mnie. Fabryka jest zapisana w 100% na mnie, zostawmy ją tak, na teraz, pożniej zmienimy status na incorporated i zmienimy tak, aby nie trzeba było płacic żadnych podatkow. Nie ma co się urzędasów pytać bo oni by chcieli tylko wyciągnąc 40% wartości fabryki za zmianę, nie dam sie. Ale z limo trzeba coś zrobić, własność przepisuję na zonke, Chinkę.

Wydawaloby sie, ze prosta formalność, niestety, niestety. W papierach jest wpis urzędu celnego z importu, dawno nieważny, ale trzeba to wymazać. Tam gdzie załatwialiśmy papiery importowe, już ich nie ma, wysyłaja nas na 8-me piętro nowego pałacu. Jedziemy, czekamy z pól godziny. To nie tutaj, inne biuro celne 20 km dalej, jedziemy. Tam nie chcą nas wpuścic, bo to "granica" wodna na rzece, port ferry do Hong Kongu, w koncu jakaś mądrzejsza osoba wysłała nas na 5-te piętro aby się zapytac. Łazimy po brudnych korytarzach, wołamy, hukamy, nikogo. W końcu ktoś się znalazł i wysłał nas na odpowiednie piętro. Miłe dziewcze mówi ze to ona robi, ale jeszcze nigdy takiego papiórka nie wystawiała, mamy więc poczekać. Przewraca szuflady, gabloty, chociaż na każdym biurku mają komputer. W koncu znalazła zeszyt z ręcznymi tabelkami, my też tam jestesmy jak wwoziliśmy limo, 22-go grudnia 2010. Hurrra, tylko wypełnić stos papierków, podanie, z 12 kopiii czegoś tam i mamy przyjść za kilka dni. Czy może się pospieszyć, ma to być na środę. Może, może, ale było, odebrałem świstek dzisiaj i biegiem do urzędu rejestracji samochodów.

Tutaj brat Kacy czekal na nas i na ten papierek i już problemy. Musimy zrobić odbitkę numeru VIN podwozia który jest pod szybą. Nie można tam palca wcisnąc, a co dopiero taśme, czyżby trzeba tłuc szybę? Mamy się pytać szefa zmiany. Jest jeden, oddziału pierwszego, ma sie zapytać w oddziale drugim, ten z kolei w XIII-tym, itd. Ma tak być, tak jest w przepisach, nikt nie chce podjąć decyzji. Jest wyjście, dadzą nam adres gdzie będziemy mogli odbić te numery na wąskim pasku blachy i wtedy zrobić odcisk.  Czy to legalne?, kto to wie, ale będą odciski, dzisiaj już za póżno, zrobimy jutro, dzisiaj tylko załatwiamy papiery, czyli paszporty, zdjęcia, stos innych papierów. Nie zgadza sie, w papierach auta wpisali moje nazwisko po chińsku, w paszporcie jest alfabet łaciński, ich komputer tego nie chce przyjąc, W końcu zgodził się bo mamy notarialne tlumaczenie paszportu, ale znowu NIE, jest nowy paszport, starego ważność się skończyła i tego nowego jeszcze nie mam notarialnego tlumaczenia, jest u notariusza, będzie gotowy za kilka dni. Wywalam mu na biurko stos papierów, ze to jestem ja, ta sama osoba. W końcu go przekonałem, widzę że facio chce pomóc ale przepisy, przepisy. W końcu ze stosu papierów wybrał akt ślubu ze zdjeciem nas obu, to przekonało go, więc nastepna kopia, już wpisuje dane w komputerze. Znowu mur, nie ma chińskiej wizy w polskim paszporcie, on jest w Chinach nieważny, wiza jest w amerykańskim, dlaczego? znowu chce odrzucic. Mówię urzędasowi że wjechałem do Hong Kongu na paszporcie amerykańskim i tylko w tym pasporcie wystawiają chińska wizę. Nie będę dziadowi się tlumaczył że nie chciałem wjeżdzam na polskim gdyż przedłużyłem pobyt bez wizy, zapłacilem 6000 kary, ale dodatkowo być może nie wpuszczą mnie do Chin za karę powiedzmy nastepne 6 miesięcy, wolałem nie ryzykować, zresztą na US pass dostałem 10-letnia wize, na polskim daliby powiedzmy na 3-6 mięsiące. OK, dotarło, tylko muszę napisać oświadczenie że zmieniłem obywatelstwo. Niech ci będzie, masz nastepny świstek, Następne zdjęcie, już razem z żonka jak do ślubu, 25 podpisów i 25 odcisków palca w czerwonym tuszu. Nie musiałem malować dupska na czerwono i robic odcisku, już nie było potrzebne.  Limo już nie jest moje, to tylko połowa roboty, jutro trzeba rejestrować na Kacy nazwisko, drugie tyle papierow, ale bedzie to robil agent za "tylko" 700 RMB. Podziękowałem urzędasowi i przyrzekłem, ze następnym razem to przyprowadzę z sobą także trójke dzieci i teściową, będzie bardzej przekonywująco.

To robiłem na wesoło, wpadl facio na mój dobry humor. Ale innym razem to juz nie wytrzymałem i dobrze i głośno wydarłem ryja na głupią niedouczoną babę. Wziołem dzieci na basen, a ona nie chce nas wpuścic bo wedlug jej na każde dziecko ma byc jeden dorosły opiekun, babsko nie doczytało instrukcji. Nawet maly Horus zacząl sie pytać, skąd weżmiemy trzech dorosłych. Takie chińskie zycie, im mniejsze g... tym bardzej śmierdzi i chce być ważne.

18:23, bialychinczyk
Link Komentarze (14) »
wtorek, 17 maja 2016

Jest ich mnóstwo, ale za to mało energetyków. Oczywiście dużo rodem z Coca Coli czy od Pepsi, ale także mnogo niezależnych, małych firm. Pewnie zaslugą jest to, że można dość szybko wdepnąc w taki bizz, urządzenia nie są zbyt drogie. Oczywiście to nie grosze, bo trzeba zacząc od 100000 dolców, ale w tej cenie już można produkować swoje własne butelki plastykowe, kształt możesz sam sobie wymyslić i produkować za około 0.50 RMB za póllitrową butelkę. Na alibabie są cwaniaki, którzy za podobne maszyny wołają nawet 400000, tym to nawet nie odpowiadam, strata czasu.

Znazłem kilka nopoji ziółowych, zdrowotnych, są bardzo popularne w Chinach, dzieci je lubią, ostatnie zdjęcie. Na mój gust są za słodkie i mają tylko 4 ziola, mój napój ma ich 17-ście. Oczywiście, jak będzie rynek zbytu, jak będą kupcy, można i takie też produkować. Nie znam jednak rynku europejskiego czy polskiego, nie ma sensu wydawac miliony i czekac na spzedaż, na poczatek trzeba będzie zlecić rozlewanie innej firmie. Sam powinienem skoncentrować się na sprzedazy, produkcji syropu i może butelek - trudno będzie w Polsce znależć moje kształty albo krzykną straszne pieniądze za wyprodukowanie samej formy butelek - w Chinach to 1000 dolców, ale potrafia wołać i 8000. Może bedzie to najłatwiejszy i najszybszy sposób aby wdepnąć w ten bizzz, innym też będzie można produkować ich butelki. Czytałem niedawno że jacyś młodzi ludzie produkują napój babuni i już sprzedają, ale po 10 zlotych za butelkę - w tej cenie raczej dużej sprzedaży nie będą mieli. Pewnie jest dużo młodych ludzi którzy mają babcie i inne babcine recepty i chcieliby sprzedawać swoje nalewki, ale nie dobijajcie się do mnie z oferta ich sprzedaży, mam swoich kilka. Oczywiscie, jak masz jakiś grosz, mogę pomóc w produkcji, ale to będzie Twój bizz, nie mój, żadnej swojej forsy nie będę topił w czyjeś pomysły.


07:20, bialychinczyk
Link Komentarze (34) »
środa, 20 kwietnia 2016

Z reguły w Chinach mam 3-letnią wizę inwestycyjną, ważność kończyła się w marcach. Ale ważność paszportu mi się kończyła, zrobiłem tymczasowy gdyż pojadę do Polski i zapomniałem ze wiza tym razem jest tylko do lutego. Dopiero w Yunnan zobaczyłem że wiza już się skończyła. Poszedłem do lokalnych policmajstrów w Jiangmen aby przedłużyć, znają mnie od lat, a ci wytaczają na mnie działa. Wielkie przestępstwo, pewny kryminał bo byłem bez wizy 22 dni. Dali nową wize, ale musiałem pochylić kark, ukajać się, ale dali tylko na mięsiąc i karę 6000 RMB, za 12 dni po 500, 10 dni mam za friko. Podpisałem mnóstwo papirków, odciski palców, że już jestem w Chinach kryminalistą, że nie będę żądał zwrotu pięniędzy, mam wpłacić gotówką na specjalne konto w jakimś tam banku, już jestem Bad Boy w Chinach. Co miałem robić, podpisałem i po miesiącu jak już miałem normalny 10-letni paszport poszedłem po normalną 3-letnią wizę, w końcu biznes się toczy. A moje wiejskie policjery sztorcem, muszę wyjechać z Chin i to już jutro, wiza kończy sie za dwa dni. Zresztą nie mogę dostać nowej wizy biznesowej pobytowej, bo są nowe przepisy, muszę mieć pozwolenie na pracę w Chinach. Potrzebne mi to jak umarłemu kadzidło, nie mam ochoty pracować w Chinach, chociaż kiedyś miałem kartę pracusia jak sciągałem limo z Kalifornii, była też wymagana. Należy mi sie już ichniejsza zielona karta stałego pobytu ale nie mogą mi ją wydać bo nie płacę podatków osobistych w Chinach, tylko biznesowe. Nie płace, bo nie pracuje za pensje, zresztą nie mogę, nie mam karty pracy, którą z jeszcze innych powodów nie mogą mi ją wydać, nawet gdybym się starał. Po  angielsku nazywa się to Catch 22, paragraf 22, po polsku chyba kwadratowe jaja. No trudno, trzeba jechać do Hong Kongu czy do Macao po nową wizę. No granicy znowu krzyk, przedłużyłem pobyt w Chinach nielegalnie. Zapłaciłem już wam karę, wypuszczcie mnie - po 15 minutach sprawdzania w komputerze, z bosem, w koncu wyjechalem z Chin.

W Hong Kongu poprosiłem o wizę 3-letnią, w końcu mam taką od dłuższego czasu. Zaoferowali mi 10-letnią, wielokrotne przekraczanie granicy, ale z maksymalnym 120-dniowym każdorazowym pobytem. No trudno, może nawet lepiej bo ruszę się ze swojej wioski. Miałem przygotowane papiery, większość odrzucili nie były potrzebne, nie są potrzebne certyfikaty zdrowia czy świstek z lokalnej policji, tylko opłata 1100 RMB plus 300 za ekspress - niestety, był piątek po południu, odbiór wizy w poniedzałek, muszę siedzieć w HK 3 dni. Nowa wiza jest do 2026, nawet pół roku dłużej niż ważność paszportu. Ale przy wjeżdzie do Chin znowu problemy, nie chcą mnie wpuścić, znowu polecieli do bosa, a po drugiej stronie młoda miła Chinka czekaLa na mnie bo ją zagadałem w autobusie. W końcu mnie wpuścili do tych Chin.

W końcu wylądowałem na 3 dni w Hongu Kongu. Nie lubię dużych miast, tloku. Trzeba poruszać sie jak mrówki, rzędem bo na więcej nie ma miejsca. A gdzieś dalej gdzie mniej mrówek i tloku, to zalatuje ciepłym moczem z jednej strony, z drugiej zatkanym wychodkiem, trochę dalej przypalonym i starym tłuszczem, trzeba przyspieszać kroku aby nie paśc ze smrodu. Nie ciągnie mnie do miast, nie chcę być miastowym szczurkiem, wolę być wioskowym orłem. Zresztą co za życie w mieście, słońca nawet nie widzisz, zapomnij o pobieganiu na boso po piasku. Dużo ludzi to lubi,  zostawiam im ten kopiec, nie ma sensu tracić tyle energii aby tylko przeżyć, aby nie być zadeptanym. Jednak co nowego w Hong Kongu, dawno tam nie byłem, bo i po co, chociaż blisko.

Nadal, denerwujące w centrum co chwila zaczepianie "copy watch" czy "tailor", krawiec, albo "cheap room", panienki do wynajęcia na godzinę też zaczepiają. Już poznaję kilka twarzy, żyją z tego od lat, z małych prowizji. Kiedyś poszedlem z takim do krawca, za "garnitur", koszulę i dwa krawaty wołał 1800 HK$, około 900 złotych. Chciałem wybrać lepszy materiał, to cena już była 5000, taniej kupię oryginalną Zeldę czy Armani. Oferują takie ubranka dla Józka do kościoła w niedzielę, z garniturem to jeszcze nie ma nic wspólnego.

W porównaniu z Chinami, zastój, prawie nic nowego się nie buduje. Tylko na nabrzeżu, gdzie zabrali wodzie troche ziemi. Kiedyś przystanek promu, ferry, był bardzo blisko bialego budynku poczty na wyspie Hong Kong, teraz to kilkaset metrów dalej - zabrali miejsce wodzie, zasypali i będą kiedyś stały nowe wieżowce. Z drugiej strony terminalu Tsim Sha Tsui na Kowloon także zakopali i juz budują, i to wszystko. W TV narzekają że ceny mieszkań zawsze rosły, ale od 2015 roku już się obniżyły o kilka procent i do końca 2016 mogą spaść następne 8% -ale jakie to ceny? Za 100 m2 w porządnej dzielnicy to wołają 5 milionów US dolców, już dawno przebili Moskwę. Zresztą krakałem o tym około rok temu jak były antychińskie strajki w Hkongu, Pekin nie pozwoli podskoczyć sobie, centrum finansów przenosi się do Shanghaju. 

Moze Hong Kong przestanie byc centrum finansowym Azji, ale nadal zostanie centrum turystycznym. Ogromne statki wycieczkowce stoja w kolejce jak po świeże bułeczki aby dobić do brzegu - tylko na jeden dzień, bo kilka nastepnych czeka.

Dużo więcej drogich sklepów z biżuterią, z zegarkami, ciuchami czy torebkami Luis Vuitton czy Prada. Kiedyż blisko centrum na parterze można bylo zobaczyć jakąś jadlożarnię czy 7-11, juz nie ma ich. Chińczycy często przyjeżdzają do HK na dzień-dwa, tylko na zakupy - wydają po kilkanaście, kilkadzesiąt tysięy i wracają do Chin.

Przedtem tego nie było, ale już widać białych linoskoczków, żonglerów, spiewaków, muzyków czy po prostu bialych żebraków czy bialych robiących za durnia, aby rozweselić publikę i zebrać trochę grosza na życie. Może jeszcze nie z bidy w Europie, gdyż wydaje mi się że to są zielone ptaszki, jak Cyganie, a wiadomo ze Cygan do pracy nie pójdzie, bo stała praca dla niego to gorsze niż więzienie. A że tlok coraz wiekszy, tabuny wycieczek z Chin co chwila a Chińczyk częsciej niż bialy rzuci kilka Yuanów czy HK$ do kapelusza czy pudełka po butach.

Niedzielne ćwierkanie na skwerach. Tak nazywałem tabuny Filipinek w centrum w niedzele pracujacych jako gosposie w HKongu, a jest takich ponad 100 tysiecy, i w większosci mają wolna niedzielę, wiec pikniki co krok. 20+ lat temu jak byłem pierwszy raz w Hong Kongu, były to młode dziewczęta, teraz to najczęsciej smutne 40-tki. Smutne, co im zostało w życiu, może zarabią na 39-metrowy domek na Filipinach, takie też sprzedawali. Od czasu to czasu widać także marzące 30-tki łypiące na przechodzących białych. Wiek białego nie ma znaczenia, pomiędzy 40 a 80 jest OK, biała twarz wystarczy, ale lepiej być troche lepiej ubranych, wiecej dostaniesz Hi i uśmiechów. Nadal biały jest dla nich szansą na lepsze życie - co sie dziwisz, smutne 40-tki już straciły tą nadzieję.

Odwiedziłem także Night Market na Temple Street, często tam kiedyś zachodziłem bo można było znależć jakieś ciekawe stare rzeczy. Już nic nie ma z tego, trochę podróbek, został tylko jeden Tybetańczyk. Chińska opera uliczna też już dogorywa, ale za to jest cala aleja przepowiadaczy przyszłości.  Dziwne ze nie potrafią przepowiedzeć sobie przyszłości, najczesciej wróżbici to biedni i starzy ludzie. Kiedyś jedna przepowiadala przyszłość znajomemu to dostał ją bardzo czarną, już za życia trzeba zacząc spać w trumnie. Poszedł do nastepnej, dostał tą samą przyszlość, to już go zmartwiło. Dopiero póżniej znależlismy że obie wróżki uczyły się z tych samych podręczników. Na bazarach sprzedają od lat podobne durnostojki i kurzołapki, ale teraz jest więcej ulicznych żarlodajni, specjalność okolicy to krab na ostro. A ceny dla turystów, conajmniej dwa razy drożej niż w Chinach. 

Jedno mnie ucieszyło. W jednym drogim sklepie zauważylem kosmetyki prawie takie same jak rok temu produkowałem dla jednej amerykańskiej firmy. Opakowania bardzo podobne a składniki miały takie same jak mój Moisturizer. Mojemu Jankesowi sprzedawałem je po 10 US dolarów za 50 ml złoty pojemnik i ciągle narzekał że za drogo, tutaj cena za 30 ml była 1249 HK$, około 600 zlotych - tak się robi fortuny w Hong Kongu.

Skąd te "polecane" się biora, jak je wyrzucić??

sobota, 09 kwietnia 2016

Chinczycy w Hong Kongu juz wyprzedzili Japonię w długości życia, a kiedy Chiny będą pierwsze? Powoli, powoli się zbliżają. Więc podglądamy stare Chiny i uczymy się jak to osiągnąc. Najlepszym przykładem jest dieta i żywot Mistrza Zielarza Li Ching-Yuan który żyl podobno 256 lat. Nie tylko dieta, ale także za wszelką cenę unikanie stresów, być w ruchu i zapobiegać wyłączaniu sie naszego głównego komputera czyli szyszynki. A świat z GMO, chemia w każdej łyżce straty czy w każdej kropli wody na pewno nam w tym nie pomaga. Nasza szyszynka z każdym dniem schodzi na psy gdyż nawet w 40 roku zycia juz jest w 60% skrystalizowana, wyłączana powoli. Szukamy sposobów z całego świata, więc 3000-letnia hinduska medycyna Ayurveda też coś wnosi, współczesne teorie skracania się telemerów końcówek chromosonów naszego DNA także bierzemy pod uwagę. 

Czy jest to nasz swięty graal?. Pewnie nie, ale jesteśmy bliżej celu, możemy błądzic, ale szukamy, szukamy. Już pozytywne efekty są, testujemy, sprawdzamy, porównujemy, uczymy się. 

No i stałem się pigularzem. Mierzę, warze, mielę, wącham, próbuję na sobie. Efekty już są - wystarczy mi 6 godzin snu, żadne korzonki, łamanie czy łupanie w krzyżu, bóle w stawach, w porównaniu z rówieśnikami jestem szybszy i jakby na podwyższonych obrotach, uśmiech na twarzy, łeb też pracuje bez zarzutu i nie zwalnia. Robimy zawody z dziećmi kto szybciej wejdzie po ruchomych schodach pod prąd - one z zeszytem ze szkoły a ja z siatkami z zakupami. Zobaczymy ile lat jeszcze będę wygrywał.  A jak już nie bo one będą szybsze to nie dlatego ze starzeję się, ale dzieci dorastają. Maratonu jednak nie planuję wygrać ale jak mam życ conajmniej 120 lat to trzeba zacząć dbać o swój odwłok. 

No i jest kuchenna manufacturka. Młotkiem do schabowych rozdrabniamy korzenie, mielemy w młynku do kawy, sitkiem do herbaty eliminujemy większe kawałki, kapsułki napełniamy ręcznie jak się robiło za czasów dziadka Mroza, ale postępy są. Nie ma co się śmiać, Apple Corporation też zaczynało od garażu, najważniejsze aby mieć dobry produkt. A w środku w kapsułkach jest 10 ziół i minerałów, wszystko naturalne, żadnej chemii. Jest tam shizandra, zensheń, Gingko Biloba, Astragalus, Gotu Kola, Fo-Ti, Nicotynamide B3, DMAE, CoQ10 i Shijalit z Himalajów.  Co można zmieścić w 500 miligramowej kapsułce. Następna wersja, już jako Elixir of Life bedzie zawierala 17 składników, ale to będzie 350 mililitrowa buteleczka ze smacznym napojem. Ma on szansę wyeliminować wszelkie napoje energetyczne czy coca colę, bo będzie zdrowa, bez kofeiny, w 100% naturalna. Oprócz shilajit wszystkie składniki kiedyś opisywałem, można o każdym znależć mnóstwo informacji googlując. Nasz Shilajit jest z Tybetu zbierany na wysokościach 3000-6000 metrów, zawiera triterpeny, kwas fulwinowych i kwasy humusowe oraz jony 85 minerałów łatwo przyswajalnych przez nasz organizm oraz powodujacy że inne zioła są przyswajalne w dużo większym stopniu niż jako stosowane niezależnie. Shijalit nie jest tani bo detaliści chcą go sprzedać aż za 7 dolarów za gram, gdy w naszym słoiczku z 100-tką kapsułek jest jego 5 gramów. Można też kupić Shijalit w różnych formach, ekstrakty, ale tam jest tego tyle co kot napłakał - producenci suplementów już stosują metody medyków - jest tam tego AŻ tyle, że powinieneś tego zażywać dużo i często kupować nowe.

Nie święci garki lepią. Ideą jest doprowadzić organizm do stanu jak sie miało 40 czy 50 lat i tak utrzymać przez następne 150 lat. Oczywiście, mogą być w naszym odwłoku jakieś większe braki i trzeba bedzie jakiegoś ziela brać w końskich dawkach. Jakie to ziela mają być? Mamy czas aby poduczyć się i znależć odpowiednie. Wujek Google pomoże, ale nie zawsze, trzeba sięgać po mądre książki, a jest ich na rynku miliony. Sam szukam na Amazonie i to najczęściej używane, jak najtaniej, często po 1-99 centów plus 3.99$ za przesyłkę. Jak mam wydać 100 dolarów na książki to wolę mieć więcej różnych tanich ksiażek niż jedną nową i drogą.

środa, 16 marca 2016

Od lat Chiny miały politykę jednego dziecka (już się skończyło, teraz 2), a to doprowadziło do dysproporcji że obecnie na 107 chłopców jest 100 dziewczynek, pomnożone przez 3/4 miliarda, więc ogromny brak kobiet. Od tego trzeba odliczyć te za młode i te za stare, panienki które nie są do wzięcia gdyż pracują w klubach karaoke (czytaj burdel), nieoficjalne 2-gie czy 3-cie żony bogatych Chińczyków. Sa też inne, nazywam urban-dziwki, one nie mają ochoty na żeniaczki, wolą często zmieniać partnerów, poczytaj o takich

http://skosnookiepozdrowienia.blox.pl/2012/05/Shanghajskie-dziewczyny.html

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,6240889,Kochasz__to_kup_mi_torebke_Louis_Vuitton.html

http://www.vjuliett.com/2015/08/chinskie-sluby/

No i co mi zostało do powiedzenia? Napiszę więc jak to jest u mnie, na prowincji.

Młody człowiek, jak już się trochę dorobi, jedzie na swoją wieś aby przywieżć żone. Musi być przygotowany na wydatek powiedzmy 100000 dla rodziców przyszłej które może dostanie spowrotem wraz z żoną ale pod warunkiem że nie ma w domu brata-singla, on też musi mieć pieniążki na kupno swojej żony. Kto tam dba o jakieś miłości, najważniejsze aby młoda urodziła męskiego potomka. Mam własnie taką sąsiadke, już w ciąży. Musi być syn, bo to on będzie przyszłościa rodziny i on będzie dbał o rodziców na starość. Jak dziewcze już starsze, niezbyt ładne czy z jakimiś felerami, to jej cena spada, nawet do zera, aby ją tylko z domu wypchnąć, takie 27-letnie to już są za darmo.  Ślub i wesele też kosztuje, to wszystko na głowie pana młodego i jego rodziny. Tańsze wyjście to znalezienie sobie żony z importu w Hong Kongu - jest tam dużo agencji które oferują panny do żeniaczki najczęściej z Wietnamu czy z Laosu/Burmy za powiedzmy 30000 RMB (20000 złotych) -  Tamze to już bez wesela, typowa tranzakcja handlowa. Jeśli tylko panna przejdze pozytywnie test - badanie dziewictwa, forsa z ręki do ręki i koniec, żadnych gwarancji, zobaczcie o tym filmy na Youtubie. Panna ma wybór i ona podejmuje decyzje czy chce tego Chińczyka - może też póżniej uciec, też to się zdarza. Są też wesołe przygody że mama kupi żonę 35-letniemu synkowi a on jedynak, nie potrafi sam nawet butów zawiązać i nie wie po co to-to ma w spodniach i nie mają się ku sobie. Więc są oboje przez mamuśke obijani jak pinata na urodzinach w Meksyku, synek i nowa synowa, bo mama chce mieć wnuka jak najszybciej.

Jest w okolicy dużo młodych dziewcząt -, takie 20-25, w sklepach, w zakładach kosmetycznych, restauracje, mało ładne i mało ciekawe, żyją bo żyją. Jak mądra i cwana, znajduje dochodzącego tymczasowego towarzysza i go skubie, doi, cycka i ciągnie forsę - na zabiegi kosmetyczne, na nowe żęby bo najczesciej to wygląda jak płot stawiany po dniu kobiet, poprawienie twarzy, operacje plastyczne aby wyglądac jako-tako czy nawet ładnie. Jeszcze nie robią sobie nowych piersi czy pup, nie ma zwyczaju, najlepsza ma być buzia, to przyciąga zwierzynę. I potem obecny partner jest już za biedny, za brzydki, można znależć kogoś bardziej bogatego, forsa się najbardziej liczy w życiu.   

Kiedyś mówiło się że Chinki wolą żenić się z białymi - Sorry my friends, już nie, młode wolą bogatych Chińczyków. Starsze Chinki to jeszcze mają chętke na białych ale z innych powodów - są to rozwódki, wdowy i inne z odzysku. Chcą podróżować i żyć na cudzy koszt - szybko chcą abyś wszystkie swoje oszczędności życia przywiózł do Chin, ona już bedzie tym zarządzała. Są blogi takich którzy na tym wpadli - na początku panna wygladala jak 20-latka, bo dużo tynku i wosku na buzi, za każdym następnym spotkaniem coraz bardziej jej rzeczywisty wiek wyłaził. Jeden się ożenił- miał nawet dziecko ale zawsze miał wątpliwości czy to jego czy nie, żadnych sladów czy rysów bialasa. W biedniejszych krajach jak Wietnam, Laos, Tajlandia biała twarz ma jeszcze wartość, a raczej białasa portfel. Zresztą Polki szukają też, może być brzydki jak noc, aby tylko miał inny paszport, jakiś innostraniec z Zachodu albo arab, aby tylko kopyt nie miał. Jednak nie radziłbym nikomu wiązać się z "pracującą dziewczyną" z Tajlandii, pracującą w Pattaya na rurze czy w jakimś tamtejszym klubie. Są też wyjątki. Jak byłem w Tajlandii sam widziałem blisko dworca bardzo piękne dziewcze z bagażami - dopiero co przyjechała z prowincji i pewnie szukała pracy, sam bym się ją chętnie zaopiekował aby nie trafila do burdelu. To jest tragedia na całym świecie że najładniejsze dziewczyny często lądują w burdelach. Te gorsze są dla białych, najładniejsze Tayowie sobie zatrzymują. 

Na początki w Chinach mieszkałem w Shenzhen, jak większość przygranicznych miast, jeden wielki burdel. Hong Kong był wtedy bogaty w porównaniu z Chinami i dużo panów z HKu, średnia klasa, dla swoich "drugich żon" wynajmowała mieszkania w dzielnicy Windows of the World. Trudno było znależć normalne dziewcze. Poznałem ładną i miłą we dnie i w nocy Sweet Lulu, okazało się wkrótce że ma swojego pana który płaci jej jakąś pensję i opłaca mieszkanie - byłem drugi, szybko skończyłem znajomość. On pracuje w tygodniu w HKongu, przyjeżdzał tylko do Shenzhen na soboty, a panienka w tygodniu się zabawiała. Inna, bardzo krótka znajomość, nazywałem ją "old lady" bo była tylko 10 lat młodsza ode mnie - chciała abym kupił jej mieszkanie, naiwna. Wtedy byl dobry czas na kupno tam mieszkań - za 150 000 już można było znależć - teraz bez miliona nie masz co marzyć. Miałem znajomego Chińczyka, pytam ile ma mieszkań?. Odpowiedzal że cztery, o których żona wie. A ile masz drugich żon? obecnie tylko jedną, ale byly i 3. Teraz to on jest multimilionerem, nie musi pracować i żyje tylko z wynajmu. Takie zycie. 

W mojej okolicy jest także kilka takich drugich podwójnych małżenstw, nawet kilka domów ode mnie jest jedno. Ale oni maja już dzieci, więc pani ma już dom kupiony na jej nazwisko. Chińczycy o przyszłość swoich dzieci bardzo dbają, będzie dla nich. 

No i ostatnia grupa, starych gramolów, dziadów jak my. Jak masz ochotę i chęci, a kasa nie jest problemem, mieszka się z jakąś młódką, nigdy nie dochodzącą. Pan dba o swoją młodszą następną połowę, daje jej powiedzmy 3 tysiące miesięcznie na jej wydatki, wyśle ją na naukę angielskiego, nauczy i wprowadzi w to życie, nawet może póżniej znależć jej męża. Obie strony zadowolone, co za radość dla starucha widzieć młode dziewcze powoli zmieniającą sie w rozumną dojrzałą kobietę. Jeśli dziecko się trafi, to mama dostanie dom czy własne mieszkanie, samochód i staruch zorganizuje jej jakieś zajęcie, może to być mała jadlodajnia, sklepik, co ta panna z dzieckiem chce robić w zyciu. W drugą stronę to też pracuje - kiedyś w pociagu w Niemczech siedzała taka para naprzeciw. Ona starsza stateczna pani, on młokos i zachowywali się jak kochankowie, nie jak matka z synem. Pani uczyła młokosa angielskiego i zachowania. Kiedyś to się skończy dla nich czy dla staruchów, ale ileż frajdy z życia w miedzyczasie.  To samo bylo w Polsce za komuny, starsi Polaci z USA jeżdzili do Polski po młode żony. Kiedyś takiego skrytykowano, przecież ona cię szybko porzuci w Ameryce. Wiem o tym, przyjadę po nastepną, odpowiedzał. 

Niech się polskie panie nie krzywią na mnie że piszę z mojego czyli męskiego punktu widzenia. Jak jakaś kobita ma swoją kase, też może wybierać najlepsze kwiatuszki. Chinka która posiada największe kasyno w Macao (tata założyl, umarł już) bez żenady chwali się że ma 17-u kawalerów. Bliżej, z polskiego ogródka - polska pani doktor z Kalifornii, pogoniła jednego męża Polaka, drugi na wylocie i w obecności tego na wylocie otwarcie mówi że ona takich mężów to może mieć i 5 sztuk. Można pytać, a gdzie miłość, rodzina, bóg, naród, ojczyzna, od siebie dorzucę zatwardzenie i rozwolnienie. Gdzie jest ta miłość po 15-20 latach małżenstwa? Dzieci już na swoim, nuda straszna, jeśli nie wojna na codzień. Małżenstwa powinny być zawierane na powiedzmy 20 lat, mieć czas na wychowanie dzieci, bez szarpania się i pyskówek, a póżniej obowiązkowy rozwód. Jak chcecie żyć razem, żeńcie się znowu, ile par na to by się pisalo? Znajomi z San Diego, nie mogli już na siebie patrzeć, żarli się, dzieci już na swoim, więc podzielili co mieli i rozwód. Okazuje się że ona szybciej znalazła partnera i radość życia niż on, a on tak naciskał na rozwód. Więc nie zawsze Ona jest na tej przegranej pozycji. Swojej Chince na początku zaoferowałem że ma być ze mną 10 lat - po tym miała dostać samochód i milion i pójdze w swoją stronę, a sam wtedy byłem goły (prawie). Sytuacja się zmieniła, są dzieci, jeszcze małe i gdybym chciał się kiedyś rozejść, to pewnie wszystko zostanie dla dzieci a sam jak wyrwałbym tym razem dla siebie ten obiecany milion na nowe życie, to byłoby OK. W dawnych Chinach nie było rozwodów, nadal nie ma też zycia rodzinnego, ludzie żyją koło siebie, nie z sobą. Pan zawsze w fabryce albo na delegacji z klientami (tj u swojej drugiej-trzeciej), pani w domu wychowuje dzieci albo jak już dorosłe, gra w karty czy w warcaby z koleżankami, albo tez tańczy w parku, też z koleżankami. Ale obecnie jest już coraz więcej rozwodów , szczególnie jak nie ma dzieci a największy powód - mąż nie potrafi zapewnić żonie odpowiedniego standartu życia. Nie widzę tego co jest nagminne w Polsce - nie zabiera się żonę czy męża znajomemu czy koleżance. Po co wdeptywać w te same ślady? Jeśli chce się mieć nowe życie, bierze się młódkę. 

Idzcie w pokoju, ofiara spełniona.

nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti, Amen - kiedys moja mama chciała zrobić ze mnie księdza, byłem długo ministrantem, coś tam zostało

17:25, bialychinczyk
Link Komentarze (43) »
czwartek, 03 marca 2016

Dzieci uczęszczaja do prywatnej szkoły chińsko-angielskiej (???),  ale mają tyle nauczania angielskiego, ze ani A ani B - nic dziwnego, jest jeden czy dwóch nauczycieli Anglików na 1000 ucznów (jeden z Australii, nowy nauczyciel z Anglii pije, każe się nazywać Sir), czyli 2 minuty ich czasu na tydzień na jednego ucznia, więc nie ma efektów. Chińscy nauczyciele to tylko poprawiają literki i nadal nikt nie umie po angielsku a płaci się za wszystkie dzieci 75000 rocznie. Przenieść dzieci do lepszych szkół do Kantonu, to minimum 100000 rocznie za dziecko i może będzie trochę lepiej, więc czy jest sens wysyłać dzieci do takich szkół? Dzieciaki maja polskie i US paszporty, więc czy nie lepiej wysłać je do szkół w Anglii? US na teraz odpada, Amerykanie nie dali zonie wizę gdyż ja nie mam dochodów w US, biurokracja. Sam też nie muszę już być w Chinach, wręcz nudzę się, trzeba się gdzieś ruszyć. Na samo życie w Chinach wydaję 150000 rocznie (bez jedzenia i innych, tylko koszta stałe), czyli wszystkie te pieniądze mogę wydac w Europie, powiedzmy 2000 Euro na miesiąc. Trochę mało, trzeba dorzucić drugie tyle aby jakoż żyć, ale dzieciska nauczą się angielskiego. 

Trzeba więc jak najszybciej pojechać do Europy i zorientować się w temacie. A może ktoś z Czytelnikow ma już jakieś doświadczenia ze szkołami w Anglii? Trzeba tam przeprowadzic się na powiedzmy rok, wynająć jakiś domek czy mieszkanie, zoopatrzyć się w bibliotekę i jakoś ten czas upłynie, nie muszę pracować, nie szukam przecież pracy. Długi na 7.5 metra Cadillac czeka w Polsce, będzie czym jeżdzic, z nudów mogę sie zatrudnić w Londynie na Uberze, może też być jakaś frajda.

Opinie, uwagi mile witane.

PS. Nasze limo, dobre na zimną Anglię ale jeszcze lepsze dla turystów na słoneczną Maltę. Uciąc tylko dach i zrobić topless z tylu, wtedy zmieści się tam nawet orkiestra.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38
Tagi