RSS
niedziela, 08 lipca 2018

Co można robić w tym kraju?

Dość zacofany i brudny ten kraj, jak Chiny 20 lat temu. Otwierają się na świat, jak Chiny, ale będą mieli większe problemy - sałatę i pomarańcze może każdy sprzedawać na ulicy (są tam jakieś opłaty za to bo widzałem oficjeli z bloczkami), ale warzywniaki nie ruszą kraju do przodu. Kto pamięta polski handel uliczny z metalowych łóżek? Chiny na początek miały ogromną armię expats z Hong Kongu, z Tajwanu i z całego świata i to z forsą którą przywieżli do Chin, nie slyszalem aby Myanmar miał takie zaplecze. Ponadto, nadal mnóstwo przepisów, zakazów. Obcokrajowcy mogą już kupować mieszkania, mogą też budować na spółkę z jakąś lokalną firmą, ale posiadanie ziemi jest ograniczone tylko dla lokalnych, obcokrajowcy mogą ją tylko wynająć na 50-70 lat. Chińczycy z Mandalay znależli już na to sposób i jakoś załatwiają sobie birmańskie obywatelstwa i wtedy mogą kupować co tylko chcą co też doprowadziło do dużego wzrostu cen gruntów w Mandalay, co się oczywiście nie podoba lokalnym. 

Widac brak forsy i większych inwestycji w tym kraju. Drogi nawet w stolicy dość kiepskie, dużo domów zaniedbanych, ruder, ale także dużo się buduje - nie jak w Chinach gdzie buduje się nowe miasta czy dzielnice, ale tylko jak grzyby w rosole - i tu i tam budowane metodami chałupniczymi, na oszczędność. Odwiedziłem dom mojego tłumacza na obrzeżach miasta - mieszka z żoną, z synem, z bratem i z rodzicami jakby w XIX wieku w chlewiku, ale za płotem sąsiad wybudował 7-piętrowy blok z mieszkaniami na wynajem albo na sprzedaż. Cena wynajmu mieszkania w bloku poza centrum to około 200-250$ miesiecznie, kupna około 200$ za m2, ale blisko centrum to już conajmniej 700$ za m2, nadal dużo taniej niz w Chinach czy w Tajlandii. Zresztą w ciągu kilku dni można zobaczyć wszystkie atrakcje stolicy i co dalej robić? - najlepiej wynieść się gdzieś poza - do Bagan czy nad morze, ale to ostatnie nadal pozostaje niezbyt rozbudowane turystycznie. Myanmar jeszcze nie oferuje atrakcji jak z Kambodzy czy z Tajlandii, Bangkoku czy z Patajii, dlatego też jest dużo tańszy, to z czasem zmieni się.

Lud jakoś próbuje wiązać koniec z końcem, co krok to jakaś garkuchnia czy stragan aby coś tam zarobić. Serdeczny, uczciwy, usłużny i pracowity naród, oczywiście oprócz części taksówkarzy którzy wołają TYLKO 2X więcej za kurs, być może gdyż taxi nie jest droga bo za 2-3 dolary to jedziesz z pół godziny. Dojazd z lotniska do centrum, chyba 18 km ale trzeba liczyć godzinę bo dużo samochodów i bardzo nierówne szosy, kosztuje 10 000 Kyat, około 7$. Autobus czy pociąg chyba tylko 200 Kyat, tj 50 groszy, komunikacja miejska jest też za 200 kyat za kurs, mnisi jeżdzą autobusami za darmo, a jest ich dużo, łażą stadami po mieście i zbierają jedzenie i datki.

Jest problem poruszania się po tym kraju. W stolicy Yangon wzorem chińskich miast wyrzucono wszystkie riksze, tuk-tuki i motocykle, pewnie powodowały za dużo wypadków. Można się przemieszczać tanimi autobusami - jest ich dużo, rowerami albo taxi. Poza miastem to autobus albo pociag. Bilet na pociag sypialny do Bagan, 700 km i 17 godzin, raz dziennie o 16.00-tej kosztuje 80 dolców, bilet trzeba rezerwować kilka dni wcześniej i w porze deszczowej poza sezonem jak teraz, pada codziennie i to kilka razy ostro, tylko są miejsca siedzące.  Są samoloty, ale sam chcę poznać kraj a nie ichniejsze niebo. Mozna wynając samochód, 40$ dziennie, ale musisz mieć przewodnika i za niego też płacić. Oczywiście, to nie jest przestrzegane, ale jednak. Aby coś poznać muszę mieć własny samochód, najlepiej 4x4, i to nie starszy niż 2015, takie przepisy, starszego nie zarejestrują.  W stolicy, w Yangon są limity rejestracji i tablica kosztuje 7000$, nie jest mi to potrzebne, trzeba rejestrować auto na prowincji. Po powrocie do Chin mam takiego znaleść, kupić i zawieść na granicę Chiny-Myanmar, stamtąd zabierze mój tłumacz i zarejestruje na swoje nazwisko - jak zarejestuję firmę w MM to wtedy przerejestruję na siebie. Obcokrajowiec nie może przekraczać granicy w Ruili-Muse, będę musiał wracać do Kunming i brać samolot do Mandalay, stamtąd zabierze mnie tłumacz i zawiezie do Yangon. Rejestracja firmy w Myanmar to pestka, poniżej 1000 dolców jak sam robisz, adwokaci z angielskim wołaja prawie 20 000$. Już odrobiłem część swojej pracy domowej i mam dużą tekę co-z czym -jak-gdzie? Dużo większe problemy niż w Wietnamie, Kambodzy czy w Tajlandii.

To tylko góra problemów aby zacząć działać w tym kraju. Inaczej, nie ma problemów, rozwiązywanie ich to moja pasja i specjalność, nie święci garki lepią. hahaha.

Jedzenie w MM jest tanie. W restauracji mojego 3* hotelu w centrum miasta cena obiadu oscyluje w okolicy 3 dolarów, czyli 10 złotówek, na ulicy główne danie to poniżej dolara. Pokój ze śniadaniem, klima i internet bez ograniczeń to 15 dolców za dobę, można znależć tańsze, a łózko w hostelu to już od 4$. Sam na obiad z ulicy wziołem kilka przystawek więc było 3100 kyat, i tak wszystkiego nie zjadłem. (Cholera, było za ostre, muszę się czegoś napić. Na całe szczęście przywiozłem kilka butelek swojej 50% whisky to się podleczę).  Na prowincji jeszcze taniej. Jechałem lokalną ciuchcią gdzie roznoszą żarło - dziewcze się uśmiechało zalotnie więc kupiłem jej, sobie i jej matce lokalne danie, do wyboru z wózka - 3 posiłki kosztowały mnie 900 Kyat, trochę więcej niż 2 zlote za wszyskie 3. Przekąski, które sprzedają na ulicy to 200-1000 Kyat, 0.50-2.50 zlotych. Niestety zarobki też są dużo niższe - minimalna pensja to 68 dolarów miesięcznie, w stolicy profesjonaliści z angielskim zarabiają 300-500$ miesiecznie. Mój tłumacz uczy angielskiego poza normalną pracą za poniżej dolara za dziecko na godzine. 

Co mnie tutaj przywiało?

Chiny jakoś pracuja, ale urzędasy ścigaja moich podnajemców że brudzą i w każdej chwili mogą zamknąć ich produkcje. Więc nim znajdę nowych sam mogę na kilka miesięcy zostać na lodzie z 5 milionami długów w niewykończonym domie, więc dzieci i żonka na bruk, muszę myśleć na przyszłość i nie trzymać wszystkich jajek w jednym chińskim koszyku. W Polsce dupa nie business, Chiny stają się coraz bardziej urzędnicze, "cywilizowane k.mać", w Birmie czy jak brzmi nowa nazwa kraju Myanmar jeszcze istnieje namiastka wolności, jak w Chinach 20 lat temu.

Także, bez względu na wiek nadal trzyma mnie pasja włóczykija, chęć poznania czegoś nowego, a także stworzenia czegoś nowego, nie tylko stadka potomków. O tym ostatnim także nie zapominam.

Ludze z YT pytają się jakie w MM cena qrfów i Czy tamtejsze kobitki lecą na milionerów? 

Na pierwsze pytanie szybka odpowiedz - nie wiem, nie korzystam z ich usług, nie łażę po barach, z 10 metrów rozpoznam te panienki, nie interesuja mnie, wolę takie, które jeszcze nimi nie są, a chciałyby być, ale nad takimi trzeba trochę popracować. Mam nadzieję że uda mi się znależć i uchronić kilka aby nie wpadły do kurwidołka, bo z rury jest bardzo trudno zejść na ziemię.

Szukaj więc sam swoich qrfów.

Drugie pytanie.

Kobitki, czy jaki przedział wiekowy, takie 25-30? Czy też baby, po 30-tce - Azjatki w tym wieku już sie szybko starzeją mentalnie i fizycznie, zostawmy je rolnikom i inżynierom z Ameryki. Jestem w tym wieku, ze interesują mnie tylko dzierlatki, dziewuszki, kwiatuszki, słoneczka i aniołki, ale w legalnym wieku. Dlaczego by nie? Wzorem starych polskich zwyczajów, biedny szlachciura przyjeżdzał po latach wojen i bitew strasznie poobijany i pokiereszowany, kupował kilka wsi, żenił się z 16-letnią córką sąsiada, zostawał hreczkosiejem, płodził siedmiu męskich potomków a razem z córkami to miał tuzin pociech i zył długo i szczęśliwie. Czasy się zmieniły, nowe warunki, ale zwyczaje i tradycje pozostają. 

Zaczepiany byłem kilka razy przez małolatki, takie 17-20, nie wyglądają na panienki na czasowy godzinny wynajem, takie drugi sort. Pytam swojego tłumacza co zaś? Otóż szukają kontaktów z białasami, gdyż jeśli on przyjechał do tego kraju, to pewnie jest bogaty, bo one nigdy nie będą mogły pojechać do twojego kraju. Podobnie było w Polsce za komuny. Byle bezrobotny Włoch czy Arab, ale bez kopyt, zabierał najładniejsze Polki, polscy kawalerowie i narzeczeni byli odstawiani, czyli jesteś w pozycji biednego Włocha czy innego innostrańca.

Niekiedy widać na ulicy starszego białasa z lokalną panienką, jednak o wiele rzadziej niż w Tajlandii czy w Kambodzy. Ale te panienki to już nie drugi sort, ale pewnie 4-5-ty, chociaż młode. Po jej postawie i gębie już z daleka widać, ze facio ściągnął panienkę z rury z baru, przecież ona z charakteru zawsze pozostanie rurą. Widziałem Polaków Na Filipinach, w Wietnamie czy w Tajlandzie, którzy mają za żony takie panienki, ich wybór i być może będzie zgrzytanie bezzębnych dziąsek, może nie teraz, może nigdy, ale może kiedyś. Czyż nie mądrzej byłoby znależć jakiegoś młokosa, ktora jest na tyle mądra że wie że ten świat nie jest pokryty różami?. Znawcy tematu twierdzą że młody narybek w Tajlandii czy w Kambodzy najpierw chce tylko młodego który zakocha się w niej i zabierze do hametyki. Po roku pracy na rurze KAŻDA wybiera starszego, pewnego, opiekuńczego, bo młodzi to tylko pobawić się, pociupkać i następna pod nóż. Oczywiście, na znalezienie takiej potrzeba czasu, pieniędzy i Twoich chęci aby młokosowi wytlumaczyć że rura to nie jest sposób na życie. Po kilku latach życia z taką nauczysz ją życia, angielskiego i jak będzie chciała, znajdziesz jej odpowiedniego męża, Zresztą jak jesteś porządny gość nie będzie chciala cię zostawic. Nie masz forsy na to? Co więc do k. nędzy robiłeś w swoim życiu że nadal nie jesteś panem swojego losu?

Piszę z pozycji faceta, oszołoma, wariata, ale świat idzie do przodu tylko dzięki takim. To samo może dotyczyć kobitek czy bab, jeśli doprowadziły swój żywot do tego stanu, że są paniami swojego życia. Młodych, chętnych, pracowitych i ładnych chłopaczków jest na tym świecie dużo więcej niż aniołków świecie i łatwiej ich znależć niż znalezienie naszego serduszka.  

W Azji coś się dzieje, tutaj jest zycie, widzę przyszłość bo w Hameryce, w Europie czy nawet w Chinach to już tylko czekanie na smierć, a bezczynność katrupi mnie.

Już jest na YT 8 filmów z MM

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=gpXsW1vFMug&t=103s

 


 

 

sobota, 28 kwietnia 2018

"Janek?

nie wiem czy godzinę z tego wszystkiego spałem, a ona jeszcze chce. Uważam ze powinieneś napisac blog na temat syndromu słabosci białych mężczyzn do Azjatek. Po pierwsze nikt tak dobrze nie poznał tego tematu jak Ty a po drugie trzeba w końcu te sprawę poruszyć. Ja się zaraziłem tym syndromem w wieku 22 lat i w zasadzie od tamtego czasu Europejki mnie już nie bardzo ruszały i myślę że na odwrót działa to też. Azjatka która popróbuje Europejczyka to Chińczyk już ją nie będzie w stanie zadowolić. Tak jak Niemka, którą wydymał Murzyn, moją sąsiadkę z Berlina."

Ma czlek problemy bo chce sie ustatkować i mieć ładne dzieci, jak moje, ale zawsze trafia na jakiś odrzut życiowy, cwaniaczki zyjące z bialasów czy baby z odzysku które nie mają żadnego wzięcia czy wartości dla Chinczyków - rozwódki czy te w leciach. Ma tych przygód bez liku, chcą się żenić już na lotnisku. Ostatnia, 47-latka, ale wygląda na 27, mysli i postępuje jak 20-latka, czyli razem tez 47, Mąż z Hong Kongu zrezygnował z niej, złapala chorowitego męża z Niemiec  i jak już był na odchodnym katafalku, nie czekała na jego śmierć tylko szybko pojechała do Niemiec aby spieniężyć wszystko co tam miał aby jego niemieckim dzieciom nic nie wpadło. Przed przyjazdem naszego puchacza bo korespondowali kilka miesięcy sprzedała za 2 miliony swoje mieszkanie które kupił Niemiec i forsę wysłała dla córki w Hong Kongu a teraz kup mi nowe, bo nie mam.  Puchacz nie daje się, wiec daj chociaż 300000 na zaliczke, ona dołoży swoje, pewnie od innych puchaczy. Nadal facio nie daje sie, więc daj mi prezent, pierscionek z brylantem.  Nasz puchacz się wykręca że nie ma forsy, ma dł€gi. KObitka uparta, nadal zdesperowana, chce się żenić, będziemy żyli z twojej niemieckiej emerytury, to też ponad 10000 RMB miesiecznie, a jak puchacz padnie, bedzie tylko jej, tylko troche mniej. A co sobą reprezentuje?, Fakt, umie dobrze angielski, ale ponadto to służebna dziewka w leciach.

Nie rozumiem facia, co on oczekuje od Chin, chce mieć chińskie dzieci, ale to już nie z takimi, za póżno bo to dziewice z czasów rewolucji Mao Tsetunga. Chinki młodo wyglądają, ale mentalnie starzeją sie bardzo szybko i póżniej wszystko na nie. Jest ich brak w Chinach, więc są rozpuszczone, leniwe, licza tylko na chłopów. Kwoli ścisłości jest kilka przedsięborczych pań, ambitnych, coś tam się wybierze z tych 1.5 miliarda Chińczyków, ale to rodzynki w cieście.

Inny znajomy - zerwał z Chińską dziewką, po jakimś czasie ta się przyczepia, że jest z nim w ciąży. Człek porzadny, ożenił sie z nia, ale dziecko jak się urodziło nie było wcale jego, całkiem żółte. 

Co mnie dziwi, nie tylko w Chinach, ale takęe to sie dzieje w Tajtandii, Kambodzy, w Wietnamie czy na Filipinach, nie tylko wśród Polaków, biali żenią sie często z dziewczynami z rur, które tańczyły na rurze. Przecież ona mentalnie zawsze zostanie rurą i jak będzie miała okazje na 5 dolarów więcej, będzie jego. Coś jak alkoholic po odwyku, niepijący alkoholic, mentalnie na zawsze zostanie takim na którym nie można polegać. Oczywiście młody burdelowy narybek liczy na młodego, pięknego obcokrajowca, on jednak na wakacjach chce być tylko puczaczem i dobrze się bawić, który w marzeniach zabierze ją do EU czy do USa, ale po roku pracy na rurze już woli starego, odpowiedzalnego aby tylko zabezpieczył życie i daj boże, jak najszybciej umarł. 

 Jakie wyjście jak główka rządzi głową? Robić business który łatwo bedziesz mógł wywieżć, bo inaczej, nawet adwokaci nie pomogą, wszystko zostawisz, solidarność plemienna, zresztą obcokrajowiec w Azji nie ma żadnych praw. Inne wyjscie, to lokaskę jak najszybciej wpędzisz w ciążę i zostawisz to swoim dzieciom. To już Twoja sprawa jak być pewnym że to naprawdę będą Twoje dzieci.


Mała uwaga, literki mi sie pogubiły i zamieniły, p z puchacza zamień na r i już będzie grało.

 

05:25, bialychinczyk
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 12 marca 2018

Kilka(naście) lat temu, na polskiej prowincji do lokalnego szpitala przybłąkał się bezdomny kot - był miły, więc został lokalną maskotką. Wyrósł z niego duży kocur, nadal miłe stworzenie, ale miał dziwne zwyczaje - Lubiał spać w nogach łóżka pacjenta, ktory za każdym razem szybko po kilku dniach umierał. Kie licho, czy to jasnowidz, czy też Anioł Śmierci?, nikt nigdy nie znalażł wytlumaczenia na to.

Inny przykład, już z mojej dalszej rodziny. Daleki kuzyn od dawna nie utrzymujący żadnych kontaktów z rodziną, nagle odwiedził po kolei całą rodzinę, nawiązal z powrotem przyjacielskie stosunki. Po tygodniu umarł.

Czyżby kot i mój kuzyn wiedzieli o zbliżającym sie końcu życia na tym padole? Kuzyn być może przewidywał, ale  co wiedzial czy co czuł kot? 

Coś z pogranicy nauki i ??? innej nauki?? nie zaakceptowanej przez współczesnych naukowców".

W 1992 r. Bruce Tainio z Tainio Technology, niezależnego oddziału Eastern State University w Cheny w stanie Waszyngton, zbudował pierwszy na świecie monitor częstotliwości ciała czlowieka. Tainio ustalił, że średnia częstotliwość ludzkiego ciała w ciągu dnia wynosi 62-68 Hz. Zdrowa częstotliwość ciała wynosi 62-72 Hz. Kiedy częstotliwość spada, układ odpornościowy jest zagrożony, jak to jest z niższymi częstotliwościami:

Ludzkie ciało:

Genius Brain Frequency 80-82 MHz

Zakres częstotliwości mózgu 72-90MHz

Normalna częstotliwość mózgu 72 MHz

Ludzkie ciało 62-78 MHz

.....

Wątroba to 55-60 MHz

Trzustka ma 60-80 MHz


Przeziębienia i grypy zaczynają się od: 57-60 MHz

Choroba zaczyna się od: 58 MHz

Przerost Candida zaczyna się od: 55 MHz

Receptywny dla Epsteina Barra przy: 52 MHz

Receptive to Cancer at: 42 MHz

Śmierć zaczyna się o: 25 MHz

żrodło: http://justalist.blogspot.com/2008/03/vibrational-frequency-list.html

Czyżby kot, którego częstotliwość ciała jest około 30-35 MHz wyczuwał "bratnią duszę" i czuł się lepiej blisko niej?

pisalem juz o tym, prawie rok temu, dalej chodzi mi to po glowie

http://bialychinczyk.blox.pl/2017/05/body-frequency.html

Proces śmierci w normalnych warunkach, nie z powodu wypadku, jest procesem powolnym, być może zaczynającym się już w trakcie narodzin. Dopiero póżniej już blisko śmierci być może bardzo przyspiesza. Czy jest możliwe zbudowania takiego miernika i noszenie go jak np ?? wielkości zegarka (nie ściennego), na przegubie?

 Aromatorapia opiera sie na tej teorii. Olejki eteryczne zaczynają się od 52 MHz i sięgają nawet 320 MHz, co jest częstośliwością oleju różanego. Wydaje mi się jednak, ze mają one wpływ na podwyższenie częstotliwości ciala tylko dorażny, tymczasowy. 

http://onedropatatimeessentialoils.com/wp-content/uploads/Frequencies.jpg

Mnóstwo żródeł podaje - kopiuje te dane, ale jak były mierzone? Originalny instrument Tanio BT3 Frequency Monitoring System został zniszczony, informacvje o nim można nadal znależć w Wayback Machine

https://web.archive.org/web/20170512170518/http://coherentresources.com:80/bt3_monitor

Wibracje czlowieka mierzono także  używając Tektronix spectrum analyzer model RSA 61 14A  - może Ty wiesz wiecej??.

Teorie pomiaru można znależć w patentach:

https://patents.google.com/patent/US2478023

https://patents.google.com/patent/WO2010039465A2/en

W publikacji "The Body Electric" dr. Robert O. Becker twierdzi że ludzkie ciało ma częstotliwość wibracji a to mówi  dużo o zdrowiu człowieka i może być mierzalne.  Częstotliwość to szybkośc przepływu energii elektrycznej, która jest stała między dowolnymi dwoma punktami. Wszystko ma częstotliwość. 

http://viscambio.net/what-is-bio-frequency-and-its-role-in-human-life/

Kiedyś na bazarze w Jiangmen widziałem fajne małe elektroniczne urządzenie na łapanie szczurów. Jak właczyli, szczur w klatce wariował, tracił całkowicie panowanie nad sobą. Pewnie podobne urządzenie można zbudować na innych częstotliwościach na złego sąsiada czy na złodzeji, a z tym są problemy w Polsce. Wychodząc z domu, włączasz je, ale trzeba być ostrożnym gdyż zamiast oszołoma-złodzieja w oknie znajdziesz na progu domu biednego ogłupiałego listonosza.

Inne:
Dr Royal R. Rife stwierdził, że każda choroba ma częstotliwość. Odkrył, że niektóre częstotliwości mogą zapobiegać rozwojowi choroby, a inne mogą niszczyć choroby. Substancje o wyższej częstotliwości niszczą choroby o niższej częstotliwości. na podstawie jego prac powstało mnóstwo "dzikich", pseudonaukowych teorii i urządzeń, analiza jednego z nich jest poniżej

https://www.devicewatch.org/reports/spooky2/overview.shtml

Człowiek, jego umysł jest urządzeniem elektomagnetycznym, co do tego to nie ma wątpliwości, ale czy te inne teorie to czysty absurd czy też mają jakąś wartość poznawczą, zdecyduj sam.

Reasumując, można by stwierdzić, ze robiąc pomiary zmniejszającej się częstotliwości wibracji czlowieka można by znależć nazwijmy to "punktem kota", czyli szybko zbliżajacą sie śmierć i zapobieć lub opóżnić umieranie.

Ale po co?

Czy przedłużamy życie czy tylko czas umierania. Czy to jest potrzebne dla Nowaka i Kowalskiego? Łamiemy prawo natury, inni nazywaja to prawami boskimi. Jesteśmy na tym świecie tylko czasowo, śmierć jest pzrypisana dla każdego z nas. Oczywiście, jeśli Kowalski ma taką fantazję i posiada dużo pieniędzy i chce długo żyć, jego prawo, istnieją już na to sposoby, bogacze już je wykupują. Może pan Nowak ma zajęcie i bez względu na PESEL ma cel w życiu, chce coś tworzyć nowego - chwalebne i popieram to, ale jeśli chce wygrać zawody kto zrobi w tym życiu większą kupę czy aby tylko wkurwiać ZUS? Ostatnio prasa rozpisuje się że Beniek XVI powoli odchodzi - pewnie faszerują go lekami zamiast dać spokojnie umrzeć, człek miał swój czas na tej ziemi, zrobił swoje, powinien już odejść do papieskiego raju, za kilka lat zrobią go świetym. Moja ex przez pół roku faszerowała swojego kota antybiotykami, a on już chciał tylko do swojego kociego raju - i tak po wydaniu 5000$ na weterynarza zdechł. Są i żyli ludzie których za wszelką cenę powinno sie zatrzymać na tym świecie - jednym z nich był Nikola Tesla -  za póżno aby powrócił w swoim ciele, ale jego spirits istnieje w zaświatach i jak człowiek posiądzie tą technikę, ktoś w przyszłości tego dokona. Będzie trudno, gdyż nasz spirits po śmierci to jak szklanka wody w oceanie - istniejemy, ale podzieleni na miliardy części.  Uczono nasz w szkołach, ze energia jest niezniszczalna, tylko zamienia sie w inną formę, a życie to przecież energia, jesteśmy nieśmiertelni, nie ma co bać się śmierci.

W precolumbijskiej Ameryce istniały inne zwyczaje - Aztekowie zabijali swoich starców i wszystkich pojmanych wojowników - według ich mitologii odebranie życia było także tworzeniem nowego życia, poczytaj o tym w Popol Vuh: A Sacred Book of the Maya. 

Natomiast Tybetańska Księga Umarłych opisuje ze nasz spririts krąży w pobliżu ciała przez następne 49 dni po śmierci - ma prawo wyboru - wcielić się w nowonarodzone dziecko albo też udać się w dalsze światy. Czy to przypadek, że także w 49 dniu po zapłodnieniu można już rozpoznać czy to bedzie dziewczynka czy chłopczyk a także zaczyna rozwijać się szyszynka, która już przez Kartesjusza z XVII wieku była uznawana za łącznik tego i innego świata.

To co nas księża uczyli w młodości wydaje się ubogie, prymitywne, wręcz 2000-letnie oszustwo, a jak mówił Goebbels każde kłamstwo powtórzone 100 razy staje się prawdą. Jest to największa tragedia jaka mogła dotknąć ludzkość że wymyślono sobie boga, zresztą ten kto to wymyślił powinien dostać Nobla z marketingu. Friedrich Nietzsche twierdził że religia, ktora najpierw wpędza człowieka w poczucie winy a póżniej chce pomóc wygrzebać się z tej winy, jest religią fałszywą i powinna upaść. Religia ta opóżniła rozwój człowieczeństwa conajmniej o 500 lat, a nawet obecnie szacuje się, ze katolicka Polska jest 150 lat za Finlandią, a w końcu jesteśmy takimi samymi ludzmi. Nie będziemy się rozwodzić nad kościelnymi "naukach" o śmierci i życiu, stos bzdur i legend zebranych z poprzednich starszych religii, oszustwa i fałsz, kij-piekło i raj-marchewka oraz płać daniny, jak najwięcej, w każdą "wolną od handlu" niedzielę. Zresztą piekło jest zarezerwowane tylko dla kaholi, oni w instnieje jego wierzą.

Kliknijcie na poniższy link aby zobaczyć co inni myślą o tym. 

https://www.facebook.com/RPAwaryjnie/photos/a.901931673265290.1073741828.901926543265803/902007003257757/?type=3&theater


Mam to szczęście ze już nie palą stosów bo już dawno byłbym pieczony na rożnie.

Po śmierci, czyli po odejściu energii życia, ulotnieniu się naszego spirits (nie używam pojęcia duszy gdyż to słowo zostało sprofanowane przez czarnych, ponadto zwierzęta i rośliny mają także dusze, tylko człowiek ma wyższą energię, nazywam ją spirits), co zostaje z naszym odwłokiem? - dużo wody, troche minerałów i mnóstwo robactwa, pasożytów, bakterii i wirusów które nie umierają wraz ze śmiercią ciała. I co z tym zrobić?. Zakopać, może zanieczyścić glebę i zatruć innych ludzi, zostaje tylko spalić i na prochach posadzić drzewo co zresztą przekazałem zrobić z moim ciałem jak mój spirits przeniesie się w inny świat. W moich podróżach miałem już propozycję przejścia na tą drugą stronę życia, oddzielenia się od ciała, ale bez żadnych warunków, bez odpowiedzi czy i kiedy mogę powrócić. Odmówiłem, nie mogę jeszcze tego zrobić, moje dzieci potrzebują mnie jeszcze na tym świecie. Może też stchórzyłem, jeszcze nie jestem gotowy ani nie znam metod jak podróżować po obu światach. Niektórzy buddyjscy jogowie nie wracaja nawet po dziesiątkach lat, zobacz zdjęcie poniżej mnicha którego spirits odszedł już 200 lat temu a jego ciało nigdy nie zmarło.


https://www.ibtimes.co.uk/mummified-buddhist-monk-still-alive-after-200-years-nearly-buddha-1486570

https://www.youtube.com/watch?v=Tca8dR0_MF8

https://www.youtube.com/watch?v=gtA7BVLD5l8

A z  prochami trzeba być ostrożnym - za głebokiej komuny wójek z Francji przysyłał polskiej rodzinie paczki z żarciem. Otrzymali kiedys paczkę z jakimś proszkiem i z listem po francusku. Nie umieli czytać po francusku, a proszek zjedli jako przyprawa. Kiedyś ktoś im przetłumaczył ten list - były to prochy wójka, zmarło mu się nagle.

Wdzięczny temat - śmierć, ale wróćmy do życia. Jest mnóstwo metods jak je przedłużyć, pisałem o tym poprzednio. Ale najkrócej można to opisać w kilku słowach - żyj zdrowo, uczciwie i bez stresów.  W Polsce najbardzej popularna jest balkalina na to - naiwni twierdzą że trzeba tylko jeść tabletki i już bedzie się żyło 500 lat. Podobno jest to rada Li Qingyun który żyl podobno 256 lat i który podobno zalecal jeść to ziele jakoby na opóżnienie skracania sie telemerów.  Li umarł w 1933 roku, o teorii telemerów zaczęto pisać  w 1980, nagrodę Nobla za prace nad tym otrzymali w 2009 roku Carol W. Graider, Elizabeth Blackburn i Jack Szostak, Mr Li nie mógł znać tej teorii. Też swój napój długowieczności Horusa opieram częsciowo na receptach Mr Li. Od kilku lat przegłądam wszystko co było napisane o Mr Li, w prasie angielskiej i chińskiej - pewnie wzmiankę o tym zielu przeoczyłem. Ktoś zwrócil mi na to uwagę na tym blogu, więc jadąc do Polski chciałem kupic to ziele - okazuje się że miałem je w domu, każda chińska gosposia ma je w swojej kuchni i dodaje do zup i dziwne, Chińczycy nie żyją dłużej niz reszta świata. Najlepszy polski znawca ziół, dr Różanski, opisal je na swoim blogu. 

http://rozanski.li/315/tarczyca-bajkalska-scutellaria-baicalensis-georgi-panaceum-na-wszystko-czy-przecietne-ziolo/

Według teorii telemetrycznej ciało ludzkie może być sprawne przez 120-150, czyli będę sie o to martwił jak ukończe te 120 lat, nie wcześniej. Najczęszczą przyczyną śmierci ludzi są choroby serca i tam należy w pierwszym rzędzie szukać wąskich gardeł.

Co nam zostaje zwykłym śmiertelnikom. Utrzymywać swój umysł na pełnych obrotach, starać się zachować energię życia i pozytywne spojrzenie na świat. Niestety, móJ napój Horusa jeszcze długo nie będzie dostępny w Polsce, a tam jest kilka składników których zadaniem jest właśnie to, ale można w Polsce też od czegoś zacząć. Najważniejsze to będzie od-fluorowanie swojej śzyszynki, która jest łącznikiem tego świata z tym innym lepszym światem. Czyli, w żadnym wypadku nie używać pasty z fluorem, (Tesco sprzedaje pastę do żębów bez fluoru), a także pić wodę (nigdy kranówki) dodając kilka kryształków boraxu - można go kupić na Allegro - ma być bardzo czysty, nie substytut. Poczytaj także na Googlu szukając "borax w medycynie".

A życie się toczy, nadal interesują mnie bardziej mumie innego typu, zdjęcia poniżej, czego tego też Wam życzę. Dla mnie to oznaka życia, jak przestanę tym sie interesować, to znaczy już umieram. Nie chcę marudzić, ale według moich gustów ta dolna część ciała kobiety powinna być trochę mniejsza.


Do poczytania:

https://www.researchgate.net/post/Influence_of_pulsed_electromagnetic_fields_on_microcirculation

A Rationale for Biologically-based Public Exposure Standards for Electromagnetic Fields (ELF and RF)

http://www.bioinitiative.org/

PEMF Therapy Devices Review: The big Lie when it comes to Power

https://www.youtube.com/watch?v=SUUtyJ-Oobg

PEMF Therapy - 10 minutes of PEMF Therapy Education

https://www.youtube.com/watch?v=Yv2EDBkg6E4

Porównania urządzeń PEMF

https://www.pemfsupply.com/pages/pemf-mat-comparison

Li Qingyun

 
poniedziałek, 05 marca 2018

Dostałem pytanie: 

Co Pan proponuje dla tych co w Polsce dostali biznesowo po dupie i chcieliby się odkuc od zera a nawet od dużego minusa? Odpuścić Chiny? Uderzać do mniej rozwiniętej Kambodży czy Birmy? Czy poza nauka angielskiego są jakieś inne możliwości dla białego na start zanim się trochę człowiek na miejscu zapozna z możliwościami?

a takze inne, już z pamięci

Prosze o radę. Mam trochę oszczędności i chciałabym zainwestować w jakiś łatwy zyskowny bizness jak import kurzych łapek do Chin, ale musi mi przynosić zysk rzędu 20% za każdą tranzakcję, czyli co 2-3 miesiące.

Aby schłodzić umysły - konkurencja w Chinach jest straszna, oglądnij ponizej.

https://www.youtube.com/watch?v=A6-OjpXidp8 - nie działa, nowy link poniżej

www.youtube.com/watch?v=FHiUC1hpkOs 

Najwazniejsze, czy Twój angielski jest na tyle dobry aby wyrazić swoje myśli czy aby przeżyć na świecie. Chiński byłby bardzo pomocny jeśli planujesz tam się zaczepić, ale nie jest bezwzględnie konieczny - znajdziesz tlumacza czy "parnerkę??, która/który  pomoże, ale musisz jej/jemu płacić pensje, a i tak może cię oszukiwać i zdzierać 10-30% prowizji dla siebie od sprzedawcy tego co kupujesz, takie są chińskie realia. 

Ponadto, zadaj sobie pytanie, kim jesteś. Jeśli szczęściem dla ciebie jest mały domek z ogródkiem, daj sobie spokój z Chinami czy z Azją. Jeśli natomiast męczy cię polska rzeczywistość czy chcesz znależć miłość, pieniądze, przygodę, niewygody, niepewność, radość życia, freedom i duzo innych, pakuj sie, swiat stoi otworem i czy to będą Chiny, czy inna Azja, nie ma znaczenia, pakuj się.

Zacznijmy jednak od Chin. Młodzi, 16-35 mają najłatwiej, mogą załapać się na rok na stypendium Konfusjusza, poczytajcie doświadczenia Polaka.

http://nomoremaps.com/3321/chiny-sponsorem-moich-wakacji-czyli-jak-wyjechac-ze-stypendium-konfucjusza/

Inne pomysły, niektóre już mniej aktualne, zbyt optymistyczne

 http://nomoremaps.com/3110/praca-w-chinach-dobrze-platne-zajecia-bez-jezyka/

Inne wyjście, ale już wymaga znajomość trochę chińskiego - szukać chińskiej narzeczonej czy narzeczonego. W każdym większym chińskim mieście są rynki narzeczonych, a także programy telewizyjne typu Rolnik szuka żony, Greg szuka Greczynki czy I need a women Felliniego. Tutaj kobitki mają łatwiej bo w Chinach jest brak bab i można znależć darmowe agencje, które "skupują" amatorów żeniaczki, ale takich którzy są warci powiedzmy minimum 10 milionów.

Dwie dziewczyny zalozyły w Shanghaju Pierogi Ladies.

https://www.youtube.com/watch?v=JI_XEFvq9go

Najpierw sprzedawały na bazarze, rozwinęły sie i teraz mają stałe miejsce spotkań Chińczyków i Polonii. Wiecej takich pomysłów by się przydało, po całych Chinach. Przydałyby sie wózki z polskim żurkiem, z zupą gularzową czy z plackami w sosie wegierskim, także dla Chińczyków. Nie musi to być tylko polskie żarło - z chęcia od czasu do czasu pojechałbym 100 km jeśli gdzieś w okolicy byłyby żeberka takie jak to robia w Arozonie, filmik poniżej. 

https://www.youtube.com/watch?v=C5U3dMkYbog&t=316s

Jeden wózek obwożny to mały biznesik (chociaż uliczny mongolski sprzedawca BBQ chwalił się ze zarabia miesięcznie 50000), ale jakby się zorganizowało kilka-kilkanaście takich wózków i umieścić je tam, gdzie są tłumy? Oczywiście, jeśli w Chinach, rób jak to robią Chińczycy.  Ebay i Uber mimo wpompowania w Chiny milionów, wycofali się z Chin. Kilka miesięcy istniała w Foshan polska restauracja Sarmatia - chłopcy wydali milion Euro, ładnie ją urządzili. Ale istnieli tylko tak długo jak nie musieli płacić za wynajem miejsca - Umowa najmu była załatwiana na słowo a pożniej chiński właściciel budynku chciał mieć płacone 60000 RMB miesiecznie więc chłopcy szybko zwinęli bizznes. To samo stało sie z polską masarnią Husaria, byli za drodzy. 

Chiny ostatnie kilka lat strasznie podrożały i gdybym miał zaczynać jakiś nowy biz - na pewno nie bylyby to Chiny. Jakość życia w Chinach jest bardzo kiepska, dla tej mamony można trochę czasu poświecić, ale trzeba z tym skończyć, sam mam już dość Chin, dzieciaki są zabezpieczone. Życie w Chinach to pieniąchy, pieniądze, dzieciaki, żreć, spać i srać - można wytrzymać jakis czas, ale cały swój żywot poświęcać na to?? Kraje jak Myanmar, Kambodzia, Laos, Wietnam, nie są jeszcze tak rozwinięte i drogie jak Chiny, istnieje tam więcej możliwości małych biznesików, a także zrobienie podwalin pod coś dużego. Potrzeba na to trochę forsy, dużo pracy, cierpliwości, nie świeci garki lepią. 

Zobaczcie co radzi Polak z Filipin, Jaki business można otworzyć w Azji?

https://www.youtube.com/watch?v=IKB2Hp-xRpk

 

Można też rąbnąc to wszystko i wyjechać w Bieszczady, albo azjatyckim sposobem kupić małą łodkę, zainstalować solar, wozić turystów i łowić rybki, completnie free life

https://www.youtube.com/watch?v=V7flR0O-coU

http://bialychinczyk.blox.pl/resource/res01_20130824070741.JPG

07:08, bialychinczyk
Link Komentarze (12) »
czwartek, 22 lutego 2018
piątek, 09 lutego 2018

Najczęstrzym zajęciem białasów w Chinach jest nauka angielskiego, także dla Polaków którzy coś tam potrafią wydukać. Nadal z tego można się utrzymać (niekiedy nawet bardzo dobrze), ale widać już zmierzch tego. Z jednej strony wymagania w Chinach i akceptacja tylko takich których językiem podstawowym jest angielski, bez żadnego obcego akcentu (spotkałem Chinkę która umiała po angielsku, ale z rosyjskim akcentem, nauczycielka była Rosjanką), oraz coraz bardziej dostepny Internet, nawet pod chińskimi strzechami. 

W Chinach z tego robią duży business, kilka telefonów dziennie z ofertami jacy to oni są wspaniali. Cena za 25-minutową lekcje, one-to-one, student-teacher może być  150 RMB, ale może być także 20 RMB, czyli około 11 złotych. Te droższe są często-gęsto ogłaszane, w radio i TV, a takze mnóstwo dzwonienia do rodziców, już nas złowili. Te tańsze to często z Filipin, tam znajomość angielskiego jest dużo lepsza niż w Chinach. Trzeba jednak im przyznać, ze jak dotąd wszyscy nauczyciele są "native speakers", nie mają polskiego czy humba-bumba-lu akcentu i często są to młodzi ludzie, pewnie studenci, a spodziewałem sie emerytów. 

Program i godzina lekcji jest do wyboru, nauczyciel jest także do wyboru jak ktoś ma preferencje, gdyż szkoła ma powiedzmy 5000 nauczycieli z całego świata, wszyscy mają akcent amerykański, nie słyszałem jeszcze brytyjskiego czy australijskiego. Więc najczęściej każda następna lekcja to inny nauczyciel. Oczywiście, na ekranie komputera widzisz nauczyciela, także tekt, czy pytania odpowiedzi i nauczyciel poprawia wymowę czy twoja składnię - dla mnie pewnie też to by się przydało. Lekcje pewnie można zapisać na swoim komputerze i pouczyć się jeszcze raz, nie sprawdzałem jeszcze tego. Można wykupić pakiet powiedzmy 100 lekcji z dużą zniżką, można kupować indywidualne lekcje. Wpłaca się pieniążki poprzez internet, pewnie poprzez wechat czy bezposrednio z telefonu, już w większości warzywniaków w Chinach można tak płacić. W Chinach toalety publiczne sa bepłatne, ale gdyby były, babcie klozetowe pewnie by też akceptowały platność przez komórkę, Polska w tej dziedzinie to nadal za Murzynami. Większość chinskich automatów sprzedających cokolwiek akceptują tylko płatność poprzez komórki, więc sam nie mogę nawet umyć samochodu, bo nie noszę z sobą telefonu. Ale wróćmy do szkółki, właśnie Horus ma teraz lekcje, Amy i Mia miały wcześniej.

Dwa linki tych chińskich szkół.

https://www.vipjr.com/

http://www.vipkid.com.cn/

 

Jest także dużo lekcji angielskiego za darmo, ale już pewnie nie jeden-do-jeden

https://www.fluentu.com/blog/english/online-english-courses/

https://englishlive.ef.com/en-us/


 

 

 


wtorek, 30 stycznia 2018

Dobra kobita, pracowita, ale ma feler - lubi grać w karty, niekiedy całymi nocami, na drobne pieniądze. Prowadzą z tesciem mały sklepik więc ochotników na gry z pobliskich fabryk jest sporo. Podobnie jak ona, Chińczycy są patologicznymi gamblerami, kasyna w Macao zbieraja dobre żniwo. Ale tylko w Macao, w Chinach hazard jest nielegalny. Ktoś kobitę jednak namówil aby pomogła zorganizować w sklepiku większą imprezę, już stawką miały być setki RMB.  Nie doszło jednak do tego, wpadła policja i wszystkich aresztowali, z 20 osób, postronnych gapiów także. Policja była przygotowana, od razu przyjechali małym autobusikiem i wszystkich do ciupy.

Po kilku dniach gapiów i graczy wypuścili, ale każdy dostał kare, musiał zaplacić 3000 RMB. Sześciu prowodyrów-organizatorów plus teściową zatrzymali, mają zrobic im sąd. Okazuje się ze ta 6-tka ma już długi rekord w policji. Podobno organizują takie "zawody" w kilku miejscach równocześnie, na każdym zarobek to z 10000 RMB dziennie i zarabiaja z milion w miesiącu, czyli już sprawa dość poważna. Pazerni na forsę robotnicy z fabryk - chlopi ze wsi zbieraja forse cały rok i przed swiętami marzą o pomnożeniu poprzez gambling - lokalni cwaniacy wykorzystują to.

Trzymają wiec teścową jako jedną z prowodyrek, może w końcu oduczy się.  Policja może zatrzymać takiego petenta do dwóch miesięcy, póżniej przekazuje się sprawę prokuratorowi, ten ma miesiąc aby wysłać do rozpatrzenia przed sądem, sąd ma także miesiąc aby rozpocząc proces, czyli 3-4 miesiące teściowa będzie w pudle, akurat na chiński nowy rok, a miała jechać odwiedzić swoją matke we wsi.

Jak to się zakończy? Po tych 3-4 miesiącach dostanie wyrok na 3-6 miesięcy, wiekszość już odsiedzała, bo zaliczają co już siedziała, w Chinach nie dają zawiasów. Ponadto z 10000 RMB kary, ale po wyjściu z pudla odchoruje, prawie nie bedzie mogła chodzić. W chińskim pudle się nie siedzi, trzeba pracować za prawie darmo, ukladając np plastykowe kwiatki, Chiński pierdziel to także business dla państwa, musi przynosić zysk.  

Jak doszlo do tego że policja zrobiła nalot? Może ktoś z graczy zadzwonił, może policja miala swoją wtykę, ale najbardziej prawdopodobne to ktoś z rodziny tych 6-ciu organizatorów sami zadzwonili na policję, z zazdrości albo chcąc mieć spoko z tym. Mnie personalnie szkoda teściowej bo dobra kobita, ale z drugiej strony mogą być pozytywne oddzwieki, może oduczy się hazardu.

Mam już przykre doświadczenia z hazardzistami. Kilka lat temu jeden z moich kierowników w San Diego wpadł w hazard i ukradl mi kilkadziesiąt tysiecy dolców, póżniej zniknął, ani ja ani policja już go nie znalazla.  

05:37, bialychinczyk
Link Komentarze (6) »
czwartek, 25 stycznia 2018

Świat kracze od lat że chińska gospodarka się zawali, że ceny nieruchomości spadną na łeb, a 2017 rok był nastepnym gdzie ceny poszybowały 20% do góry, najwięcej w grupie 4 miast Pekin, Shanghai, Kanton i Szhenzhen, gdzie ceny byly już dobrze wywindowane. U mnie na prowincji, czyli w grupie miast 3-5 kategorii, wzrost byl mniejszy, bo tylko 10-15%, już nie ma mieszkań po 5000 RMB/m2, teraz średnia to 7-10000, a ceny domów są jeszcze wyższe, conajmniej 3 razy drożej niż w Polsce. Jest to wynik spekulacji, ludzie pakuja forsę w nieruchomości bo istnieją wieksze szanse na zarobek niż trzymanie w banku, a chinskie masy żyja tylko aby posiadać więcej i wiecej, nic innego się nie liczy. Rząd próbuje to ukrócic, ale jak dotąd bez skutku, mają więc wprowadzić za kilka miesięcy podatek od nieruchomości, jak w USA. 

Miałem ostatnio okazje zobaczyc jak to wygląda od środka. Facio sprzedawał jeden dom bo twierdzi ze nie zarobił na nim, a okazuje sie, ze jest on zadłużony w 90%. Jak to zrobil, jak banki dają tylko pozyczki do 70%? Otóz mając dobre układy z bankiem, bank dostaje dużo zawyżony rachunek, powiedzmy 5 milionów a rzeczywisty jest tylko 3 miliony, zresztą ogloszenia sprzedaży tak się różnią - ten sam dom jeden agent ogłasza za 3 miliony, inny za 5.6, może trafi sie frajer. Facio póżniej się pochwalił ze ma 10 domów, na niektórych zarobil 10 razy, a on ma tylko mały bisnesik, kawałek ziemi i pewnie z 1-2 stragany warzywne.  Jeśli ma te domy zadłużone w 90%, musi mieć co miesiąc duży kapitał na spłaty rat, chociażby tylko procentów, teraz to 5.5 -6.5% rocznie, banki juz nie dają pożyczek na niższy procent, prykaz z góry.  Takich spekulantów może być w Chinach miliony, więc niezamieszkane miasta czekają na ludzi stojąc puste, ale sprzedane 2-3 razy. Rzad chiński kontroluje ceny ziemi, wiec praktycznie ceny nie mogą spaść więcej niz 10%, bo w Chinach mogłoby dojść do strajków, demonstracji, rząd chiński za wszelką cenę chce tego uniknac, znowu wpakowałby w ekonomię miliardy, zdarzyło się to juz w 2008 roku.

Indywidualne przypadki mogą być różne, mogą sprzedawać się jak gorące bułeczki, ale może też być zakalec. Postawili w okolicy szereg domów nad smierdzącą sztuczną sadzawką, 700 metrów każdy, duża dzałka. Deweloper szybko je sprzedał po 9 miliowów każdy. Teraz proszą się aby je kupić po 6 i pol miliona, nadal stoją puste, za duże na spekulacje. W innym miejsce ten sam deweloper, na górce, postawil z 10 domow po 1000-1800 metrów, ogrom, cena od lat jest 13000 RMB/m2, spzedają sie jeden-dwa na rok, dopiero po latach. Inny deweloper wystawil na rynek "Diamond Series" po 15 000 RMB/m2, oczywiscie niewykończone, teraz mozna je kupic po 10000 za m2, nada stoja puste. Kiedys w takim, juz wykończonym modelu przez pomyłkę zamknięto mnie na noc, sprzedawcy wyśli i zamknęli mnie jak byłem na piętrze, wykończyłem im wtedy butelke wina. 

Inna ciekawa historia.

Za miedzą, dwie ulice ode mnie stała duża 1600 m2 villa na dużej działce, sam szkielet, zaniedbana, niewykończona. Opisywalem ją, są na YT jej zdjecia, właziłem tam przez płot zrywać liczi. Właścicielowi noga się podwinęła i 3 miesiące temu spzedali ją poprzez giełdę za 8.8 miliona, link poniżej.

https://sf.taobao.com/sf_item/557692107122.htm?spm=a213w.7398504.paiList.10.2BA2Xp

Jest znowu na sprzedaż, tym razem za 30 milionów. 

https://m.anjuke.com/jm/sale/A1107889988/?isauction=201&from=singlemessage&isappinstalled=1#mp.weixin.qq.comwxhy&from=a-ajk&pm=wxhy

 

czwartek, 12 października 2017

Wpada do mnie dobry znajomek, prawie że z płaczem i z rozpaczą w głosie – Przyjacielu poratuj!!!

O co biega?

Otóż odwiedził swoją rodzinkę, a to pigularze i ci zauważyli ze on za dużo pije, ciągle ma pragnienie. Poradzili aby zbadał swoją krew na glukozę, może ma cukrzyce. Zresztą przyznał, ze ostatnio pijał dziennie po 5-6 litrów wszelkich płynów, w tym 2-3 litrów soków jakoby naturalnych z Biedronki i z Lidla; marchewkowy z miodem, jabłkowy i pomarańczowy i z Lidla z  czerwonej pomarańczy. Czuł się trochę słabo, ale zrzucał to na wiek.

W końcu poszedł się zbadać. Kilka godzin póżniej telefon z laboratorium że ma natychmiast pójść do lekarza, "Wartość krytyczna. Wskazana pilna konsultacja lekarska i kontrola".

UPSSSS!!! 

Dostał wyniki, a tam glukoza 375, norma to 85-115. Pobiegł do lekarza, a tam dali mu termin wizyty za 4 miesiące. Tłumaczenie że dzwonili z laboratorium że to jest sytuacja krytyczna nic nie pomaga. Dopiero od 450 biorą do szpitala. Przybiegł więc do mnie po radę, może Chińczycy pomogą, bo w polskiej lokalnej wsi Chińczykiem mnie nazywają.

Jest jeszcze inne wyjście. Zjeść kilka tuzinów pączków, zapij dwoma wiadrami Coca Coli, cukier poszybuje powyżej 450 i zabiorą do szpitala, ale to jest kopanie sobie dołka, bo można przy okazji wpaść w spiączka albo zawalik, W szpitalu zresztą będą tylko kłuli brzuch z insuliną i tak będą radzić aż do końca twoich dni. Widzałem takich grupkę na lotnisku w Warszawie – schowali się w kącie i kłuli sobie brzuchy. Sexy to na pewno nie wyglądało.

Zobaczmy więc co Chińczycy radzą, jakie zioła należy brac. Owoce goji są w Polsce, trzeba ich zjadać 3x dziennie po 10 gramów. Co jeszcze. Cynamom, ale ten cejloński, nie chiński, 5 gramow dziennie pomoże. Cynamon mieszaj na śniadanie z serkiem lub z jogurtem czy z maślanka, dodaj także łyżeczkę Fo TI, inaczej "Mr He black hair", Polygonum multiflorum, po polsku Rdestówka, mam te zioła w Polsce to ci sprezentuję.  Mam także astragalus, (traganek), łyżeczka na szklankę gorącej wody i wypijać codziennie, nawet to smaczne  ale to mi się już kończy. Zalej także 20 gramów cytryńca chińskiego (Schisandra chinensis) litrem gorącej wody i jak ostygnie, pij cały dzień małymy łyczkami.  Codziennie rano szklanka czy dwie napoju Horus150 też pomoze, te w/w zioła są tam także, ale w mniejszej ilości. Zacznij biegać, km czy dwa dziennie conajmniej.

Znajomek nie może przebiec nawet 100 metrów, już się męczy. Za dzien – dwa próbuj znowu biegać. Już może, powoli najpierw 100, póżniej 200-500 metrów, powoli będzie lepiej. Zrzuć kilka kg ze swoich 98. 

Kilka dni póżniej zbadał cukier znowu, jest już 342, nadal za dużo, ale już nie krytyczna, tylko jedna strzałka w górę na wyniku. Niestety, sam wyjeżdzam do Chin, dam ci zioła które mam, ale na 4 miesiące to ich nie wystarczy. Jak masz forsę i czas, możesz pojechać ze mna do Chin, w Google piszą że z pomocą akupunkury i ziół Rehmannia Eight Formula (Bawei Dihuang Wan; also called Jingui Shenqi Wan) i Ginseng and Gypsum Combination (Baihu Jia Renshen Tang) potrafia zbić cukier do 150.

http://www.itmonline.org/journal/arts/diabetes.htm

Znajomek, mimo swoich lat, chce żyć, jedzie więc do Chin.

Poszliśmy więc w Chinach do mojego znajomego lekarza niech da skierowanie na badanie krwi. Zobaczył polskie wyniki i znalazł tam że z wątrobą także nie jest najlepiej, niech więc dobrze zbadają ją także. Nie są tanie te badania, kosztowały 455 RMB, 250 złotych, dwa razy więcej niż badania w Polsce i to w szpitalu ludowym, nie w prywatniej klinice. W tym samym dniu są już wyniki i zdążyliśmy do mojego lekarza, ten nas zaprowadził do specjalisty, mój specjalizuje się w kościach, w stawach, kiedyś miałem z tym problemy.

Sympatyczny ten nowy lekarz, gaduła straszna, ale tylko po chińsku. Kolejka do niego długa, ale nasz lekarz ominął wszystkich, już siedzimy w gabinecie. Popatrzył na nasze wyniki z laboratorium. Cukier jest 14 w innej skali, jak będę miał google to przeliczę na mg/dL, norma jest max 6.11 mmol/L, czyli 2+ razy więcej niż powinno, (było 254 mg/dL)w Polsce bylo 3x wiecej, moje zioła dzialaja. Inny wynik z wątroby, r-glutamil transferase ma byc 5-50 IU/L, a jest 871. Mówimy mu że chcemy leczyć cukrzycę, a on na to machnął ręką. Jeśli nie wyleczymy wątroby, leczenie cukrzycy będzie tylko łagodzeniem objawów choroby a nie przyczyn. Pyta się czy pije nasz znajomek – ależ oczywiscie nie, kto tam by się przyznał że wcześniej schlewał mordę systematycznie, zresztą nie znam jego młodości, jego nos nie wygląda na to. Pamięta że od lat miał przetłuszczona wątrobę, każde badanie sondą to wykazywało. Pytamy o akupunkturę, tez macha ręką, jest ona dobra na choroby nerwów, zaburzenia energetyczne w organizmie, a nasza choroba jest chorobą przemiany materii, chorobą krwi, zresztą teraz to nie krew, ale ściek, pomyje, rynsztok, kloaka, wątroba nie pracuje poprawnie, tym mnie przekonal. 

Przepisał torebkę pigulek; 3x dziennie po 4 kapsułki Hu Gan Ning Jiao Nang, 3x dziennie po 2 tabletki yansuan'erjia shuanggua changroug pian, 2x dziennie po jednej tabletce Gliclazide Dispersible Tablets 40 mg, (cholera, co to jest, poszukam w Baidu i w Googlu póżniej),  dał za 152 RMB (83 złotych) zapas na dwa tygodnie. Po tym czasie mamy zrobić nowe badania i zobaczymy. Twierdzi, że za rok-dwa wątroba może być jak nowa i organizm wróci do normy, cukier we krwi też spadnie. Dieta normalna, 3 razy dziennie o tej samej porze, unikać cukru, owoce można, ale mało. Biegać codziennne – biegamy codziennie rano wokół naszego jeziorka około 1.5 km – mamy biegać także wieczorem.

No cóz, znajomek zostanie na te dwa tygodnie, zobaczymy nowe wyniki. Jak będzie poprawa, weżmie do Polski zapas tabletek na miesiąc-dwa. Jak będą nikłe efekty, pójdziemy do szpitala gdzie leczą starą chińska metodą naturalną, czyli tylko ziołami i akupunkturą.

...........

Tabletki się skończyly, lecimy robić nowe badania. Cukier we krwi 140 mg/dL, norma jest 110-115, spadło dużo. R-glutamil transferase ma być 5-50 IU/L, teraz jest 574, spadło dużo, ale nadal jest 11+ razy za wysoko, inne wskażniki także lekko się poprawiły. Biegamy codziennie te dwa kilometry, trochę za mało, bo waga spadła tylko do 93 kg.  Ziomal weżmie tabletek na dwa miesiące i wraca do Polski. Ale chyba stracę ziomka, bo chce w Chinach zostać na dłużej.

jak w piosence, jak to dobrze mieć sąsiada. Widzę że sąsiad zza płotu kuśtyka, więc pytam co za problem. Ma jakieś dziadostwo od lat, skręca go od pasa do prawej stopy, ledwo chodzi, nie może jeżdzić samochodem. Zona zawiozła do lekarza, a tam kolejka, ma zamówioną wizytę dopiero na grudzień, za 3 miesiące.  Mam coś na to. Wożę z sobą na swoje kolana, na wszelki wypadek, tajlandzkie Red Herbs Blam, mieszankę wyciągu z eukaliptusa, ostrej papryki i wosku pszczelego, bardzo dobrze rozgrzewa stawy i mieśnie, dałem aby posmarował się na noc. Pomogło, rano już chodzi, czy może zatrzymać resztę, było tam tego z 1/3 słoiczka. W ciągu kilku dni zużył wszystko. Czy mogę kupic mu wiecej, 6 słoiczków. OK, jadę do Chin to przywioze, Nie, nie, on chce miec to szybko, niech żonka w Chin wysyła lotniczą, oplaca wszelkie koszta. Więc zamówiłem. Może coś zostanie dla mnie, bo kiedyś kupując 3 słoiczki, dostawałeś jeden za darmo – już tego nie ma, trzeba płacić pełną cenę i większość sprzedawców nie mają tego w magazynie, w koncu znależlismy w Shanghaju. Poczta chińska nie zezwala na wysyłanie wszelkich leków, żądają rachunków i zezwolenia jakiegoś urzędu, ale poczciarka zna nas i przepuścila bez tego. Zadzwoniłem z Chin jakie efekty, rozpływa się w podziece, forsę odda jak tylko będę w Polsce.




sobota, 23 września 2017

 

No i trzeba sie przeprosic z Chinami – na rok-dwa, nie wiecej niz na 3 lata. Dzieci mialy bilety powrotne do Polski, ale zdecydowalismy ze lepiej zostac w Chinach – naucza sie dobrze chinskiego. W Polsce to by pewnie po roku dukaly po polsku i angielsku, a tak to sie chociaz naucza jednego jezyka dobrze. To nie jest ze nie mogly sie zaklimatyzowac w Polsce, mogly – ale PO CO? Powrot do Polski to jak powrot do przeszlosci, szarpanie sie z polska glupota, durnymi urzedasami, zawiscia ze ktos jest inny, ciagle smutasy, czy to jest mi potrzebne w zyciu? Bedziemy przyjezdzali do Polski, ale tylko na wakacje, nigdy aby mieszkac na stale. Takze polska mentalnosc, to nadal sredniowiecze, zostawmy ich.

Sam tez sie juz wynioslem. Moj napoj zdrowia Horus150 jest za drogi dla Polakow – sprzedawalem zapas na miesiac za 200 zlociszy, szklaneczka dziennie - malo amatorow, a taniej to juz sie nie oplaca, wiec kiedys z USA bede sprzedawal taki sam zestaw po 150 dolcow – to dziala, i to dosc szybko, poprawilem sklad.  15-30 minut po wypiciu zmeczenie znika, szybciej i lepiej sie mysli, efekty dlugoterminowe tez sa. Na razie sam to pije i kuruje tescia.

W Polsce 10C, mialem na autobus do warszawki czekac 3 godziny w nocy, wiec trzeba bylo wziac jesienny plaszcz, w Chinach natomiast 35C.  Kiepskie polaczenie, cala podroz zajela 40 godzin, ale dojechalem.  Oczywiscie z przygodami, bo moglem wziac 23+10 kg podrecznego bagazu, a ja mam 50 kg, 17 kg za duzo. Jest jednak wyjscie z tego bez placenia 50 € za nadbagaz. Te 17 kg bylo w malej walizce, taka mozna zabrac do samolotu. Trzeba ta mala walizke schowac w przechowalni bagazu na pol godziny i najpierw odebrac karte pokladowa – na tych dlugich polaczeniach przy wejsciu do samolotu juz nie sprawdzaja wagi, zreszta dostalem zielona karte na Carry On na torbe z komputerem, wymienilem ja na ta walizke z 17 kg, bez problemow. 

Wyjezdzajac z Chin sprzedalismy samochody i mieszkanie (limuzyna jest , ale ja trudno jezdzic, trzeba ja sprzedac takze), wiec gdzie mieszkac. Zona wynajela wiec mieszkanie w bloku, 5 minut drogi piechotka od szkoly. Taka lokalna noclegownia czy przechowalnia proletariatu chinskiego. Z jednego okna to mam widok typowo proletariacko-robotniczy – sciany, mury, bloki, cement, zieleni w jednej doniczce mam wiecej niz z calego widoku. Ale mam kawal nieba – blok nastepny to sasiedzi moga zobaczyc niebo jak z drugiego bloku ktos bedzie mial okno otwarte i rozsuniete zaslony bo postawili pod oknami 2 rzedy 26-pietrowych wiezowcow. Mam wiec teraz caly dzien z jednego okna opere mydlana, z drugiego rzewne melodie kota pilowanego drewniana pila, albo tez placz dzieci, wbijanie gwozdzi, odglosy charkania, plucia, klaksony, przesuwanie mebli, tluczenie garkow, stekanie, stukanie, pukanie, itp. Nie jest zle, bo popierdywania sasiadow czy nocnych odglosow malzenskich to juz nie slychac.

I to mialo byc moja 113 m2 przestrzen zyciowa na nastepne kilka lat – juz w pierwszym dniu sie zbuntowalem. Znalezlismy wiec na taobao, chinskim allegro, ze jest niedaleko maly domek do sprzedania dumnie przezywana willa przez lokalna czeladz. Jest tam troche wiecej miejsca bo 202 metry kwadratowe, ale dzialka mala, porownywalna wielkosc bo ten domek robotniczy ma parter i 2 pietra. Jest nowy, ale okolo 10 lat stal pusty, wiec cos tam trzeba ponaprawiac. Sprzedawana poprzez sad z drugiego miasta, pewnie jakiegos urzedasa ktory siedzi teraz za kratkami  za korupcje – mial takich domkow w okolicy kilka, wszystkie ida pod mlotek, 20-30% ponizej ceny rynkowej, moze sie ja uda kupic, link do tej sprzedazy ponizej, jak dotad jestesmy jedyni ktorzy zlozyli wadium, ale zainteresowanych jest 170-ciu. Nadal ekonomia w Chinach jest dobra, ceny domow i mieszkan ida ciagle w gore, wiec wytworzyla sie grupa handlarzy ktorzy szukaja takich porzuconych domkow, szukaja do kogo nalezy i dprowadzaja do sprzedazy poprzez sady – jak mowi znajomy malarz, trzeba ja tylko troche podrychtowac, podpicowac, zasiac wokol trawke i puscic do zyda za pol miliona wiecej.  Od razu z linku sprzedazy sa linki do bankow ktore sfinansuja zakup do 70% ceny kupna.

https://sf.taobao.com/auction.htm?spm=a230r.1.14.1.6e212206dzo3NW&id=557499412113&ns=1&abbucket=12

Co nowego w Chinach? Nadal wszedzie buduja, nowe wiezowce, nowe drogi, duzo wiecej samochodow i duzo ludzi. Ceny ida w gore i za w normie porzadne mieszkanie czy domek to milion, jakby nie znali mniejszych cen. W sklepach tez tanio nie jest, zycie w Chinach kosztuje wiecej niz w Polsce. Pierwszy zakup to bylo kupienie krotkich spodenek – w galerii ceny zaczynaja od 165 RMB, troche wiecej niz 100 zetow, ale mieli tylko rozmiary do 38, a ja potrzebuje 39. W koncu w 10-tym sklepie znalazlem swoj rozmiar – po 58, a jak wezmiesz dwie pary, 3-cia dorzuca za darmo – to lubie.

Coraz wiecej ogloszen sprzedazy nieruchomosci, ale ceny nadal rosna, ale moze juz sie przegrzalo. Jak fryzjer, taksowkarz i panie w warzywniaku chwala sie jakie oni to zrobily dobre inwestycje kupujac mieszkania czy domy, to sygnal, ze juz trzeba sprzedawac, wszyscy co mieli jakies oszczednosci juz kupily, nie ma nowych pieniedzy na dalsze zakupy. Jesli wiec ktos zacznie oferowac nizsze ceny, moze to byc poczatkiem lawiny. Pozyjemy, zobaczymy.

Jak w szkole. Rano o 7.30 dzieci ida same, to w koncu tylko 5 minut. Ale wieczorem juz musze je odebrac, o 8, 8.30, Amy najstarsza sama wraca o 9.20. Szkola ciagle ma problemy z nauczycielami angielskiego, bo miasteczko nudne a szkola malo placi. Byla wiec gruba Amerykanka ktora podkradala cukierki naszym dzieciom, lady jak sama sie nazywala, ale nawet chinski piec ja by nie tknal. Byl Australijczyk – ten 3 lata obiecywal dobre wino bo co tydzien przychodzili na europejskie zarcie, niekiedy gotuje. W koncu przyniosl butelke podlej whisky -  troche wypilismy, reszte zabral z soba. Teraz jest czarnuszek, mowi ze z ameryki, ale takich czarnych jak smola w USA nie ma, on zreszta po angielsku jak Murzynek Bambo ( ja chciec, ja zrobic), gdzies tam z buszu czarnej afryki zbiera forse aby kupic 25 krow – za nie kupi sobie 5 zon ktore beda na niego pracowaly i rodzily corki, ktore jak dorosna posprzedaje za 5 krow kazda i kiedys bedzie mial wielkie stado i bedzie bogaty. Nie musimy jechac do Afryki, Afryka przyjezdza do nas. Ten tez dlugo nie zostanie.

Jedyny porzadny to byl Glen z Anglii, ale on po 3 miesiacach uciekl.

Google, gmail, FB, YT i wile innych w Chinach nie dziala, nie mam wiec polskich czcionek, pozniej zainstaluje.

Nowy wynalazek w Chinach – papier z bambusa. Bambus rosnie szybko, jest tani. Serwetki, reczniki, papier toaletowy, koloru szaro-zoltego, bez barwnikow, ekologiczny, nie przepuszcza wody, same zalety. Producent ZOFEE czy ZOFEERRX2, nawet nie maja swojej www, ale sprzedaja dobrze.

Na nastepne 2-3 lata trzeba wiec znalesc sobie jakies zajecie. Pojade w gory do BAMA longevity, cale pietro z tarasem tam czeka, moze zostane tam na kilka miesiecy. Moze takze pomieszkac kilka miesiecy w Laosie czy w Birmie, tam mnie jeszcze nie bylo. Gdyby nie dzieci, pewnie juz tam bylbym. Zreszta trzeba pomyslec gdzie beda uczeszczac do szkoly sredniej i gdzie studia. Po tych 2-3 latach mamy jechac do Kalifirnii, ale tam za byle domek szeregowy trzeba placic miesiecznie 3 tysiace $, albo i wiecej. Moze tam wybudowac. Trzeba tam pojechac i poszukac jakiejs dzialeczki, tak z pol hektara czy wiecej. Podobaja mi sie okolice na polnoc od Los Angeles pomiedzy Malibu i Santa Monika, blisko oceany i gory, okolice Topangi. Tam za dzialke budowlana trzeba wylozyc conajmniej 100-200 000$, ale moze sie oplacac, bo domy sa tam po kilka milionow.  W grudniu jedziemy wiec do Kalifornii na 2-3 tygodnie i rozgladnac sie w okolicy. Znalazlem chinska firme ktora sprzeda i postawi gdziekolwiek na swiecie dom z konstrukcji stalowej, duzo szkla i prosty jak na zdjeciach ponizej, tak sie teraz buduje w Japonii i w Australii, ale chca miec conajmniej 1000 m2, koszt to 230-280$/m2. Musze ich odwiedzic i zobaczyc co robia, sprawdzic jakosc i czy wykanczaja w srodku. Bedzie wiec duzo pracy, biegania i zalatwianie papierow, pozwolen, certyfikatow, etc. Wg moich wymagan majac 3 dzieci, dom powinien miec okolo 500 m2, czyli 10 kontenerow. Szukam wiec 1-2 Chinczykow ktorzy chcieliby postawic cos podobnego, duzo Chinoli marzy o Ameryce i czesto wysylaja swoje dzeci na amerykanskie uniwersytety, puszczam juz wici ze buduje w hameryce.

Jak zawsze, marzenia, marzenia. Jak 10% uda sie zrealizowac to juz bedzie dobrze, ale jak dotad, to mam srednia 15%.

08:29, bialychinczyk
Link Komentarze (19) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 41
Tagi