RSS
czwartek, 22 stycznia 2009
Znowu mnie nosilo po Chinach

Nie wiem dlaczego jak gdzies chce pojechac pociagiem, milion Chinczykow wybiera ta sama trase

Musialem pojechac do Jizdezden, tj 1300+ kilometrow od Kantonu, a chinskie swieta za pasem, wiec biletow nimo. Szukalismy kilka dni, w koncu dostalismy na dzienny pospieszny K528 do Yingtan, miasta 150 km od celu; dwa razy drozszy i 12 godzin zamiast 15-tu, bez siedzenia, ale jest. Dobra, jedziemy, zalatwimy cos lepszego w pociagu. Okres Nowego Roku w Chinach (ksiezycowego, w tym roku to 26-go stycznia, 2 tygodnie przed i po) to najwiekszy sezon, robotnicy jada do swoich wiosek, czesto widza sie z rodzina raz do roku, wlasnie teraz.



Na dworcu, nim cie wpuszca na peron, jak zawsze w Chinach bramki, plotki, brameczki. I oczywiscie milion Chinczykow wokol z jedyna zasada ruchu - byle do przodu, na drogach z samochodami jest podobnie. Mielismy na bilecie wagon nr 5, ale nie ma sie tam co wpychac, idziemy przed nr 10 -restauracyjny i szukamy kierownika pociagu aby nam znalazl cos lepszego - tutaj sie oplaca byc bialym, zawsze cos znajda. Kierownik wpisal troche krzaczkow na odwrocie biletu i na tej postawie wpuszczono nas do restauracyjnego - mamy czekac na miejsce. Ok, jestesmy w srodku i siedzimy, lepiej niz chybotac sie 12 godzin na jednej nodze.
Niestety nie ma miejsc lezacych 2-giej klasy (2 razy drozszych), ale sa wolne pierwszej klasy, tym razem 3 razy drozej niz miejsca siedzace. Czyli miejsce siedzace za okolo 1100 km kosztuje normalnie okolo 80 RMB, nasz bilet pospieszny kosztowal 150 i doplata do lezacej 1-wszej klasy 319 i 300 RMB, lezace  wyzej sa troche tansze.



Troche jak wygladaja chinskie pociagi dalekobiezne.
Najczesciej 17-18 wagonow; 9-10 siedzacych typu Pulman, kazdy wagon ma 128 miejsc siedzacych ponumerowanych, ale upchaja  2 razy wiecej, wagon restauracyjny Nr 10 lub 11, nastepny 1-wszej kasy sypialny, 7 wagonow sypialnych typu kuszetka, tj 11 otwartych przedzialikow jak na zdjeciu ponizej po 6 osob w kazdym i wagon sypialny nr 17-18 dla obslugi - tam czesto jest 4-5 przedzialikow ktore sprzedaje sie w pociagu i mozna czesto sie zalapac - niekiedy tylko spisuja numer pasportu. Razem kazdy taki pociag wiezie z 3000 ludzi, moze i wiecej. Nic wiec dziwnego, ze chinska kolej chwali sie ze w ktoryms tam dniu pobila rekord - mieli w pociagach 5.1 miliona ludzi - pewnie 2x wiecej czekalo na stacjach. A to przeciez tylko 1700 pociagow, a Chiny sa ogromne. Dlatego wole jezdzic w nocy, bo aby jakos jechac, trzeba brac sypialne, druga klasa siedzaca to jak puszka sardynek, nie ma 1-wszej klasy siedzacej. Zreszta co kilka minut rozpycha sie przejezdzajacy wozek z chinskimi zalewajkami czy innym zarciem-piciem. Takze Chinczycy normalnie odpadki rzucaja na podloge i jak konduktor dopcha sie, to zamiecie, czesto jednak nawet nie probuje, wiec pobojowisko. Nie psioczymy nawet o chinskim zwyczaju nie zmieniania bielizny tygodniami.  Dodatkowo Chinole strasznie kopca, wiec w sume smaczek przewielebny, a jak cieplej w wagonie, to uhuhu, mozna fruwac. Jedyny plus 2-giej klasy, ze nie ma tam kwiczacych swin, owiec czy koz, tylko niekiedy kury lub kaczki. Natomiast dzieciarnia z golym dupskiem, nawet na mrozie, czesty widok.

Tak to wyglada, dalej nie mozna bylo sie wcisnac.



Dojechalismy wygodnie okolo 20-tej, tylko bylo za goraco, a na zewnatrz okolo zera. W pierwszej klasie tylko 2 przedzialy byly zajete; przez nas 2+1 (dziecko do 130 cm ma przejazd za darmo) i przez inna pare na caly wagon, cale 12 godzin. Kazdy wagon am swojego konduktora i nie wpuszcza nikogo oprocz majacych bilet w danym wagonie - w sypialnych wymieniaja je na bloczek plastykowy i oddaja originalny bilet pol godziny przed stacja docelowa podrozy.  Nie mozna go zgubic, bo bedzie sprawdzany przy wyjsciu z dworca, tak lapia gapowiczow.

Aby nie tracic czasu, szukamy nastepnego pociagu do Jindezden i jest o 22.38, tez pospieszny K222, jedzie duzo dalej takze z Kantonu, ale tam biletow nie bylo. W Yingtao sprzedali nam na nastepne 2.5 godziny drogi, nadal bez miejsc siedzacych. Czekamy wiec w poczekalni przed bramka z napisem K222, nadal wokol nas z 300 ludzi. Okolo 22.20 oglaszaja ze pociag jest opozniony, ale ani slowa ile, godzine czy caly dzien??, ich to nie martwi. Dziwne, najczesciej pociagi w Chinach sa punktualne. Amy zasnela na rekach. Godzine pozniej oglaszaja ze pociag bedzie za 10 minut, otwarcie bramki jak na wyscigach konnych i hhurra, tupot 300 nog, biora nas z manki i z wanki, taki nasz los. Mielismy bilet do wagonu nr 3, ale tam szpilki nie wetkniesz, w innych wagonach podobnie wiec ganiamy od wagonu do wagonu. Tutaj juz nie widac konduktorow, studenci pracuja w czasie wakacji. Jakos sie nam udalo wcisnac do innego wagonu i zatrzasnieto drzwi na naszych plecach. Dobre miejsce, bo mielismy troche miejsca na postawienie plastykowych taboretow ktore zabralismy na wszelki wypadek, mielismy wiec siedzace, Amy mogla spac dalej. Pociag mial stac 8 minut, stal 25, bo sie upychal, wiec dlatego opoznienia bo podobnie na poprzednich stacjach. Ale dojechalismy.

Powrot 8 dni pozniej juz byl duzo lepszy. Dostalismy miesca siedzace do stacji Yingtan pociagiem podmiejskim  i stad do Kantonu pociagiem nocnym 2029, juz z miejscami siedzacymi. W ta strone wiekszy tlok bedzie po Nowym Roku jak ludzie beda wracali do pracy, wiec byl tylko normalny tlok, tak okolo 150%. Oczywiscie od razu poszlismy do kierownika i znalazl nam spanie w wagonie nr 17, sluzbowym. Nastepne 15 godzin bylo znosnie.



Rano Amy chciala cos jesc, wiec poszlismy do restauracyjnego. Typowe w podrozy za 10 RMB, to zupka wodna z ryzu z jakims kiszonym zielskiem z ostra papryka, jajko gotowane w wodzie solnej i a-la polska pyza, wytrzymac mozna. Typowe chinskie sniadanie to dip sui, lubie to, ale nie ma co oczekiwac w pociagu. Przy naszym stoliku usiadl Chinczyk, zamowil to samo plus jakis makaron. I zaczela sie polka kolomyjka. Wsadzil pyzio w miske i zaczal klipac, mlaskac, rzezic, chleptac, siorbac, cmokac, chrzastac, charkac, popierdywal chyba tez, ale ryjnymi odglosami zagluszal, polskie swinki zra z wyzsza klasa. Caly moj apetyt diabli wzieli. Rozumiem, nowa mloda inteligencja czy klasa posiadajaca, ale nie wytrzymalem. Zaczalem go nasladowac 3 razy glosniej, az jakis mundurowy kazal mu sie przesiasc do innego stolika. Ale zly spirits juz zostal przy naszym, bbrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr.


01:17, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 stycznia 2009
Dranie, uparli sie. Ale nie dam sie.

Po szeregu problemach z truciem mleka i jajek, olowiem z zabawkach, ogolnie z chinska jakoscia, Chinczycy zabrali sie za podciagnienie kontroli jakosci i teraz wymagaja od wszyskich eksporterow licencji ISO 9001 i specjalnej licencji eksportowej, czyli nastepne oplaty. Oczywiscie, jak w Chinach, mozna to obejsc, trzeba tylko zaplacic za kazdy kontener od 900 do 2000 RMB ekstra,  bo zawsze sie znajdzie agencja ktora zalatwi export bez kontroli, ale po co krecic i przeplacac?  Zreszta wysylamy czesto kontenery i takie licencje sie przydadza, trzeba bylo je zrobic.

Zaczelismy wiec szukac firmy, ktora to przygotuje. Praktycznie ogranicza sie to do szeregu szkolen pracownikow, organizacji dokumentacji eksportowej i produkcji, itp. I tak nasza produkcja jest o niebo lepsza od podobnej chinskiej, wydaje mi sie ze powinienem dostac medal od Chinczykow za uczenie ich jakosci. Lokalna firma chciala za caly process 40000 RMB (okolo 18000 zl), znalezlismy jednak firme z Shenzhen ktora to moze zrobic za 20000 RMB, dlaczego przeplacac.

ISO 9001:2000 zrobilismy w planowanym czasie. Organizacja nadrzedna wspolpracujaca z angielskim urzedem jakosci  UKAS, ktora jest chyba w Kantonie, nie miala zadnych zastrzezen.  Zaczely sie natomiast problemy z lokalnym urzedem celnym, ktory wspolpracowal z lokalna agencja, odrzucona przez nas gdyz ich koszta byly za wysokie. I zaczely sie pierepalki. My skladamy papiery, oni albo odrzucaja ze nie ma jakiegos drobiazgu w dokumentacji, albo przychodzi z 15 ludzi do fabryki na inspekcje I zawsze znajda jakis drobiazg. Byl np w magazynie zapakowany metalowy stol ze szklanym blatem I aby zabezpieczyc blat przed zniszczeniem, pracownicy zrobili obudowe z kawalkow drzewa -  niedobrze, nie mozna uzywac drzewa do pakowania, albo ma byc fumigowane. Nie przekonywalo ich, ze mamy pomieszczenie odkażajace drzewo, ze kazda partia drzewa z produkcji jest
odkażana i sa na to dokumenty, ale TEN maly kawalek nie ma tej licencji. I tak co miesiac-dwa: nasze odwolanie, nastepna inspekcja, nastepny problem. W koncu sie wkurzylem. Po ostatniej kontroli miesiac temu powiedzalem im, ze jesli tym razem cos bedzie nie tak, skladam oficjalne zazalenie na nich do urzedu nadrzednego, prowincjonalnego, takze do Pekinu, opisze ich w prasie miedzynarodowej a takze odpowiedni list pojdzie do Partii w Pekinie.

Pomoglo.

Wlasnie dzisiaj rano, jeszcze jestem w lozku, dostaje telefon z fabryki ze urzadnicy  celni maja nas odwiedzic. Tym razem przyjechalo tylko dwoch, ale ubrani w czarne mundury jak pulkownicy, gwiadek I belek bez liku I bardzo grzeczni. Kierowca I nastepny nie wszedl nawet do biura. Pokazali czarny dyplom, tj ta nasza licencje eksportowa ze jest juz gotowa, ale brakowalo tylko podpisow czy pieczatek z ich gory, beda gotowe za dwa dni. Grzecznie zwrocili tylko uwage, za jakas tam inna nasza licencja, jedna z tuzina, wlasnie sie skonczyla waznosc i abysmy ja uaktualnili.

Obylo sie bez dodatkowych 20000 RMB, bez wystawnych obiadkow w drogich restauracjach. Gdyby to bylo 1000-2000, poszedl bym na to, ale tym razem bylo za duzo. Ale jest duzo lepiej niz kilka lat temu. Wtedy to
aby miec nastepny dyplom, trzeba bylo tylko cos tam zaplacic. Wtedy ich wygonilem, kto na swiecie dba o chinskie certifikaty jakosci z bledami ortograficznymi?? Teraz juz cos robia.

05:07, bialychinczyk
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 05 stycznia 2009
Wyliczylem, ze na zakupionej dzialce 1.6 ha postawie 3 budynki: pietrowy produkcyjny, parterowa hale magazynowa oraz niezbedny w Chinach budynek socjalny dwupietrowy (wiekszosc robotnikow to ludzie naplywowi z calych Chin, bez lokalnego miejsca zamieszkania), tj hotel pracowniczy dla okolo 150 ludzi - okolo 30 pokoi wieloosobowych, kuchnia, jadalnia, pokoj do TV, pong-ponga, billiard, mala czytelnia i sklepik. Razem mialo byc okolo 12000 m2. Przewidywany koszt budowy okolo 6 milionow RMB (600 000 Euro), a na koncie mialem tylko milion RMB, plus trzeba miec dodatkowe kilkaset tysiecy RMB na podlaczenie wody, pradu, wykonczenie drog, instalacje przeciwpozarowa, ogrodzenie calej fabryki bo zlodzieji duzo, etc, etc. Oczywiscie na zadna pozyczke z banku  nie mozna liczyc – moze Chinczyk ma jakies szanse, ale nie obcokrajowiec. Liczylem ze potrafie splacic pozyczke z przyszlej sprzedazy i z zyskow, ale trzeba bylo wybudowac fabryke aby miec gdzie produkowac.

Bylo kilka lokalnych firm budowlanych z odpowiednimi uprawnieniami, ktora wybrac?? Jedna z nich, tansza, bardzo agresywnie chcaca wziac ten project, ale miala opinie ze nie ukonczyla jakiejs budowy. Prawdopodobnie wiec za moj milion wykonczyliby budowac poprzedniego i czekali na nastepnego z forsa aby wziac sie za moja budowe, gdy ja chcialem aby oni ukonczyli budowe za swoje. Wzialem wiec inna firme, dosc duza, prowadzaca wiele budow w okolicy, takze troche drozsza. Negocjowalem z wlascicielem – wygladal jak biedny chinski rolnik, a obracal rocznie miliardem RMB w przeliczeniu 450 milonow polskiej zlotowki. Umowilismy sie na 5 milionow 600 tysiecy Yuanow, platne z gory milion, 3 miesiace pozniej 300 tysiecy, ukonczenie budowy po 8-miu miesiacach, wtedy takze mam zaplacic wiekszosc pozostalych kosztow, cos tam zostawalo na splate 2 lata pozniej, tzw rezerwa gwarancyjna. Dostal czek na million w piatek o 16.45, bank zamykali o 17-tej, ale sprawdzajac na linii o piatej pieniedzy juz na moim koncie nie bylo, szybki Bill.

Ekipa i maszyny wjechaly na dzialke dopiero po 4 miesiacach. Juz wiedzielismy, ze teren jest miekki, trzeba bylo stawiac jedna hale na wbitych zelbetonowych palach, nie bylo innego wyjscia. Testy byly juz zrobione przed podpisaniem umowy.
W szczycie pracowalo tam 180 ludzi. Zreszta mieszkali takze na terenie budowy w szybko skleconych szalasach, taki ich zwyczaj. Trzeba Chinczykom przyznac, ze konstrukcje robia porzadnie, nie oszczedzaja cementu ani stali. Ale juz z wykonczeniem byly problemy – robia aby bylo, niestarannie, staraja sie uzywac jak najtansze materialy.

Budowe ukonczono w lipcu 2005, 6 miesiecy pozniej niz planowano, Niestety, w tym czasie moja sprzedaz juz sie zalamala. Jeszcze zdazylizmy oszczedzic kilkaset tysiecy na podlaczenie mediow. Nikt nie mogl liczy na zadna koperte, wymagano wiec ode mnie aby wszystko bylo zrobione zgodne z prawem. Musialem kupic duzy transformator, wybudowac osobny maly budynek na szafy elektyczne, zalozyc kilkadziesiat szafek przeciwpozarowych z hydrantami, zaistalowac kilka pomp wodnych z automatyczna kontrola a takze wybudowac podziemny 3x4x11 m zbiornik wodny na wypadek pozaru. Zrobilem wszystko, nikt nie dostal ani grosza pod stolem.

Przyszedl czas zaplaty, a ja goly. Wyskrobalem jakies sto czy dwiescie tysiecy, ale co to jest w porownaniu z 3-ma milionami, ktore musze zaplacic?? Aby zyskac na czasie, zazadalem przedluzenia czasu zaplaty o 6 miesiecy, gdyz ukonczenie budowy o tyle sie przedluzylo i staralem sie ich przekonac, ze przez to stracilem duzy kontrakt.  Nie mieli innego wyjsca, zreszta na oslodzenie przez nastepne 3 miesiace kapalem im po 100 tysiecy takze.

6 miesiecy szybko uplynelo, ja nadal bez forsy, a zostalo 2.5 miliona dla budowlancow, a takze miasto zaczyna sie dopominac o swoja czesc 700 tysiecy za dzialke.

Zaproponowalem im rozwiazanie. Fabryka stoi, wartosc na rynku to okolo 15 milionow RMB (gdyby to bylo w USA, byloby 15 milionow $), wiec niech przygotuja wszystkie papiery i szukamy banku ktory udzieli pozyczki hipotecznej. Oni sa lokalni, maja wiecej kontaktow, niech szukaja. W Chinach kazda dzialka czy duzy budynek ma swoja ksiazeczke wlasnosci, gdzies tam jest zarejestrowana. Maja je podpisac ze sa splacone i bez obciazen finansowych, zlozyc do banku a ja na to wezme pozyczke hipoteczna i oddam dlug, dla miasta i dla budowlanca.  Bali sie, ale pokusa byla za silna, nawet to ze nie jestem Chinczykiem, nigdy nie mieli takiego zadania. Ale przeciez jakiez to dla nich ryzyko?? To ich sitwa, lepiej sie znaja miedzy soba niz ja, przeciez budynkow nie wywioze.

Bank of China, gdzie mamy konto, odmowil. Ale maly lokalny bank zgodzil sie na 6.20 promila w skali miesiecznej, tj 7.44% w skali rocznej, platne tylko procenty, bez splat kapitalu. Wzialem pozyczke najpierw na 6 miesiecy (dalej bylem marzycielem, ze potrafie wszysko mi szybko splacic), pozniej przedluzono na nastepne 2 lata.

Niestety, finansowa zawierucha na swiecie, slaba sprzedaz.  Chociaz nie znosze tego, dalej mam ten dlug i place 18000 Yuanow miesiecznie procenty tylko, ale lokalna wartosc fabryki wzrosla do 20 milionow RMB.

Praktycznie, wartosc dlugu liczona w dolarach zwiekszyla sie o 21%, gdyz w tym czasie wartosc  Yuana
w stosunku do dolara wzrosla o 21%. Na cale szczescie, Chinczycy zatrzymali wzrost wartosci Yuana, gdyz przez to wyeliminowali czesc przemyslu nastawionego tylko na export, ktory operowal z 10% zyskiem. Obecnie nawet mowi sie o dewaluacji Yuana, gdyz kilkadziesiac milionow Chinczykow stracilo prace i moga zaczac sie strajki.









10:12, bialychinczyk
Link Komentarze (2) »
niedziela, 04 stycznia 2009
.

A moze to byc silny bol tam gdzie plecy traca swa szlachetna nazwe. Kiedys spotkalem przedstawiciela jednej polskiej firmy telekomunikacyjnej. W poprzednim roku kupili w Chinach czesci za 3 miliony dolarow, ale nie wiedzieli, ze do kieszeni posrednika szlo 30%. Oplacalo sie wiec wyslac wlasnego czlowieka do Hong Hongu, placic za mieszkanie, podroze do Shenzhen i byc w bezposrednim kontakcie z producentem.

Istnieje to wszedzie tam, gdzie nie ma wywieszonych cen; na bazarach, wystawach, niektorych sklepach, w odwiedzanych przedsiebiorstwach. Sprzedawca pierwsze pytanie zadaje tlumaczowi, jaka jest jego prowizja?? I odpowiednio dodaje procenty do swoich cen. Najczesciej jest to 10%, co przy duzych zakupach moze byc juz znaczna kwota. Nawet jak samemu sie zalatwi zakup jakiegos produktu i zleca sie agencji eksportowej zalatwic ostatnie formalnosci, ta agencja takze chce otrzymac od producenta  prowizje rzedu 3-5% zakupionego towaru, chociaz otrzymuje zaplate od nas, a jego praca jest bardzo minimalna. Byl to powod ze musialem wyrzucic Johnniego, pozniej takze Lize i Georgia. Mieli placona dobra pensje od mnie, a jednoczesnie zadali prowizji od sprzedawcow, typowy konflikt interesow. Dla mnie zalezy na jak najnizszej cenie, dla tlumacza na jak najwyzszej.

Nauczylem wiec Kacy jak ten system pracuje. Chinczyk zawsze dorzuca tlumaczowi jakis kasek, wiec jesli juz chca placic, niech placa jej. Sa tak przyzwyczajeni, ze bez wzgledu na wytargowana cene, zawsze tlumacz cos dostanie, jak sie zapyta na koncu tranzakcji. Przy zakupie kilku tysiecy RMB, moze to byc setka-dwie dla tlumacza, nawet te magiczne 10%, bez wzgledu jaka cene sam wytarguje. Ale sam chce o tym wiedziec, nic poza moimi plecami.

A trzeba sie zawsze targowac, Chinczycy czesto podaja ceny chyba z oblokow, kompletnie nierealne.

Inny przyklad. Niedaleko naszej fabryki niemiecka firma produkujaca poszycia nylonowe do wnetrz VW zakladala swoj chinski oddzial i budowala fabryke, troche wieksza od naszej. Mieli posrednika, ktory wedlug urzednika z urzedu miasta ktory z nami wspolpracowal, zarobil na tym okragly milion dolcow. Bardzo mozliwe, gdyz jak sam szukalem firmy budowlanej, jeden facio, nic nie znajacy sie na budownictwie, za zrobienie planow budynkow chcial po 15 RMB za m2, za budowe chcial po 2000 RMB/m2, gdy bezposrednio zaplacilem odpowiednio 4 i 460 RMB. Pomnoz to przez 12000 m2, roznice  ida w miliony.

Jak rada??. Najlepiej
odrobic swoje zadanie domowe i poznac realna wartosc w Chinach danego produktu, jego koszt produkcji oraz nauczyc sie samemu jezyka chinskiego. Jak ma sie czas i mieszkajac w Chinach mozna to zrobic w 6 miesiecy, oczywiscie tylko w stopniu podstawowym, aby nie byc niemowa, byc komunikatywnym. Niestety, wtedy nie  mialem czasu, musialem pracowac, takze mialem syna na uniwerku w Los Angeles i 2 corki w prywatnej szkole, razem placilem za to 2000 dolcow miesiecznie. Polegalem na Kacy, mlodsza i bardziej zdolna jezykowo, szybko sie uczyla angielskiego. Dziewcze mialo urwanie glowy, ale dala sobie rade.

 

10:06, bialychinczyk
Link Komentarze (5) »
sobota, 03 stycznia 2009

Od czasu reform Deng Xiao Ping, obcokrajowcy maja prawo posiadac w 100% ziemie, fabryki,  przedsiebiorstwa, budynki czy mieszkania. Kiedys czytalem, ze nawet jeden z mlodych Walesow byl wlascicielem mieszkania w Pekinie. 

Zakup ziemi czy zalozenie firmy nie jest klopotliwe, gdyz w kazdym miescie istnieje biuro inwestycyjne i jakis delegowany urzednik przygotuje wszyskie papiery. Jest tego mnostwo, jezdzilismy kilka dni od urzedu do urzedu o podpisywalem setki razy ( nie wiem, dlaczego niektore dokumenty sa wyrabiane chyba w 17 kopiach). Byc moze juz podpisalem cyrograf lub zgode na wlasna ekzekucje, nie wiem, nie kazalem wszystkiego tlumaczyc. Na przyszlosc tez kazalem zrobic pieczatke ze swoim podpisem

Caly ten process trwa okolo miesiaca-dwa, kosztuje 10000 RMB, na dzisiaj 4400 zl. Po tym daja kilka krzaczastych dyplomow z godlem Chin, kilka pieczatek (w Chinach najwazniejsze), mozna juz zalozyc konto w banku, zatrudniac ludzi, dostac wieloletnia wize pobytowa, itd, itp. Trzeba bylo takze wysylac o zgode do Pekinu, bo byla to firma z obcym kapitalem, oczywiscie przyszla pozytywna. Waznym pytanien bylo jaka jest wielkosc inwestycji – wybralem  poltora miliona dolarow, pozniej podniesiona do trzech milionow. I tak zadnych swoich pieniedzy nie wnosilem, bo i skad, a te co byly, byly juz zarobione w Chinach, na reszte liczylem w ten sam sposob sprzedajac chinskie produkty. 

Nastawilem sie na inwestycje conajmniej 10-letnia, wiec trzeba bylo kupic ziemie i wybudowac  fabryke. Ziemie w tym czasie kupowalo sie po okolo 40000 RMB za mu (1 mu=666 m2, chinska miara powierzchnii, 15 mu = 1 ha). Byla to juz dzialka w parku przemyslowych, wyrownana z doprowadzonymi mediami. Kupowanie nastepuje na 50 lat, po tym czasie rzad moze ja odebrac jak bedzie mial inne plany lub przedluzyc za jakas symboliczna oplata na nastepne 50 lat. W tym czasie rzad wystawial takze certyfilat wlasnosci i mozna ja bylo obciazyc hipotecznie. W  przyszlosc przydalo sie to. Wplacono 30%, reszta bezprocentowo, ale po 2 latach naciskaja aby wszysko splacic. Obecnie, po szybkim wzroscie wartosci i aby zahamowac spekulacje, juz trzeba wplacic 50% wartosci, reszte w 2 latach, w ciagu roku takze trzeba zaczac budowac. Takze, obecnie rzad juz nie wydaje certifilatow wlasnosci, wiec nici z obciazeniami hipotecznymi. Wartosc ziemi takze bardzo wzrosla i obecnie trzeba liczyc po 100 000 RMB za mu (650 000 zl/ha) jak jest dalej od wiekszych miast. W poblizu portow i duzych miast cena ta moze byc kilkakrotnie wieksza. 

Kupilem 24 mu (1.6 ha) placac 30% z troche powyzej miliona RMB. Namawiano mnie, abym kupowal jak najwiecej, bo sie oplaci, byla zreszta bez wysokich przedplat, ale sie balem ze nie potrafie splacic i kiedys moga zabrac za dlugi. Sasiad z naprzeciwka, Chinczyk z Kanady kupil 6 hektarow wplacajac chyba nawet mniej niz 30%. Jednak nie dal rady. Na cale szczescie rzad mu nie odebral, wiec lwia czesc sprzedal na rynku wtornym z potrojnym zyskiem, 4 lata od czasu kupna.  

Kupuje sie od wladz miasta z dlugoterminowymi planami przestrzennymi, wiec sa jakies szanse ze nawet po 50 latach te plany sie nie zmienia. Przy okazji dranie oszukali mnie, gdyz teren  byl niwelowany i byl zasypanym bylym jeziorkiem, Nie mozna bylo stawiac budynkow bezposrednio, trzeba bylo wbijac dlugie na 8 metrow zelbetonowe pale, i to 3 jeden na drugi, a to podwyzszylo koszty budowy o kilkadziesiat tysiecy dolcow.  

Chinscy rolnicy najczesciej nie maja uregulowanych prawnie wlasnosci, wiec jak rzad ma plany, wykupuje ta ziemie od chlopow po cenie jak sobie sam ustali, najczesciej rzedu 3000 -10000 RMB za mu. Jest z tego powodu duzo strajkow, bo czesto chlopom wydaje sie ze powinni otrzymac za swoja ziemie duzo wiecej. Sa tez glosne przypadki, ze otrzymuja co chca. W Chinach nie ma duzych wlasnosci prywatnych, najwyzej kilkanascie mu. Nawet to, pomnozone przez kilka tysiecy RMB, jest juz duzym majatkiem dla przecietnego chlopa. Czytalem o wielu przypadkach korupcji, wyrzucania z ziemi bez zaplaty, itp. Chinczycy lubia drogie Rolexy, niektorzy urzedasy nosza je majac pensje rzedu 1000 zl, wiec skad???  

Wiekszosc firm zachodnich, czy to z Korei czy z Tajwanu ( takich jest najwiecej) wynajmuja ziemie na 30 lat i splacaja rocznie kilka tysiecy RMB za mu – ma ta dobra strone, ze nie potrzeba zamrazac kapitalu na poczatek. Ostatnio zdarzylo sie i to setki razy, ze taki wlasciciel jak zaczynaja sie problemy, zwija manatki i wynosi sie. Dodatkowo, taki delikwent jak ma kilkaset czy kilka tysiecy pracownikow, wywozi z soba 2-3 miesieczna pensje wszystkich i znika. 

13:47, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
W Chinach od tysiecy lat sie twierdzi, ze wladza tak dlugo utrzymuje sie, jak ma blogoslawienstwo Niebios. Jak straci, musi odejsc, w ten sposob tlumacza koniec i poczatek kazdej nowej dynastii.

Przed Chinczykami, Tybet byl krajem sredniowiecznym; bez szkol, bez drog, bez szpitali. Jednoczesnie istnialo 1200 roznych podatkow, cala ziemia nalezala do klasztorow. Klasztory, niekiedy ogromnie, po 5000 mnichow i wiecej. 40 %  meskiej populacji byla w klasztorach a reszta miala ich zywic. Oczywiscie, lepiej bylo chwalic Boga za miske ryzu i jakis dywanik do spania, niz pracowac.

Inaczej - tak gdzie rzad dojdzie do porozumienia z kosciolem, tam tylko ludzie beda mieli gorzej. W Tybecie kosciol i rzad to bylo jedno.

Nie znam szczegolow i oficjalnych powodow chinskiej inwazji, to nie jest praca naukowa, znajdziesz gdzies to na Internecie. Moglo to byc jak pomysly w Polsce za komuny?? – wypowiedzmy wojne USA I w nastepnym dniu podpiszmy kapitulacje.

Nieoficjalny powod?? -Kazdy kraj chce byc wiekszy. Chinczycy sa raczej narodem pokojowym, ale agresje tez im sie zdarzaja, Poprzednia wieksza to GingisHan, teraz bohater narodowy, chociaz byl Mongolem, a byli przeciez podbici przez jego wnuka.

Bylem w Tybecie, chyba dwa razy. Kraj, sie rozwija, Oczywiscie istnieje duzy sentyment antychinski, ale gdzie go nie ma??, odwiedz Los Angeles, Malezje czy Singapur. Chinczycy sa pracowici, przeprowadzaja sie do Tybetu i zakladaja male biznesiki - widza mozliwosc pracy i zarobku, oczywiscie z cichym przyzwoleniem Pekinu. Odwieczna nienawisc biednych do bogatych. Ale Chinczycy nie sa wcale tacy bogaci, sa tylko pracowici.

Przecietnemu Tybetanczykowi zyje sie teraz lepiej, mozesz powiedziec ptaszek w klatce. Maja duzo autonomii i kiedys dorosna i zrozumieja. Polacy od wiekow walczyli z Niemcami, teraz to juz bracia, granice otwarte, nie widac gdzie jest Polska a gdzie Niemcy. Tak sie stanie z Chinami i z Tybetem. To tez zostanie, ze przecietny Polak marzy o pracy u niemieckiego bauera, wstyd mi za was.

 A Dalay Lama?? Maly krolik malego kraju, byl za bardzo atrapa i pyszny wiec stracil, musial odejsc. Robi duzo szumu wokol siebie, to tak lubia to Amerykanie, jedzie na koniku anty-komunizmu chinskiego. Ale nawet w ten sposob sie konczy, zreszta niedlugo umrze. Nie jest wcale przedstawicielem buddyzmu jak papiez zachodnich katolikow. Buddyzm tybetanski nie jest glowna galezia buddyzmu, jest to tzw Lamaism.

Przyjrzyjcie sie takze tym buddyjskim mnichom. Kazdy z nich rumiany i wypasiony jak amerykanski policjant. A przeciez mieli zycie spedzic na astezie i modlach do Boga. Widze duzo takich mnichow w Chinach; laza bandami i staraja sie wyciagnac pieniadze na wszelkie sposoby.  

Jest poprawa – ludzie w Tybecie i w Chinach co rok zyja lepiej. Zajmie im duzo czasu aby dorosnac do poziomu Europy czy USA, sa na dobrej drodze.

07:18, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 stycznia 2009
 
Oczywiscie, biala sala, nie martwi, nie cieszy

Do poludnia spanie, pozniej wzialem dzieciaki i pojechalismy w gory. Kolo naszego miasta jest zielona gora, oczywiscie ogrodzony park, czyli dobrze, nie zetna i nie postawia fabryk. 9cio-pietrowa pagada na gorze, wyglada jak Ming, a ona ma tylko 30 lat. Typowe chinskie jeziorko, ale takze znalezlismy stary grob z Dynastii Qing z dwoma kamiennymi posagami koni, male, chyba Przewalskiego - napisano ze bohater byl najlepszy w rzadowych egzaminach - wymagany od wszystkich urzednikow cesarskich.

Troche zieleni, troche swiezego powietrza, bo smog w Chinach wszedzie.





http://bialychinczyk.blox.pl/resource/newyear2009.4.jpg
http://bialychinczyk.blox.pl/resource/newyear2009.1.jpg
12:45, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
Tagi