RSS
poniedziałek, 28 lutego 2011

Kuzynka Kacy wydawala sie. Mieszkala i pracowala u nas kilka lat temu, ponadto mamy dluga 9-metrowa limuzyne, wiec obiecalismy ze bedziemy ja wozic za friko. Jej wies to 800 km od nas, co za problem. Zabralismy wszystkie dzieci, tesciowa i tescia i w droge. Szoferowal Kacy brat, mialem spokoj, moglem spac w drodze, bylo duzo miejsca.

Bylismy na miejscu 2 dni przed slubem, wiec przygotowania w toku. Juz na naczelnym miejscu w domowej kapliczce przed obrazem Mao i jakiegos ichniejszego swietego lezalo pol swini przykrytej czerwonym papierem, aby jakies zle duchy nie wlazly w nia.

Znikalo jej codziennie jakas czesc, wszystko od ryja do ogona bylo ciete na drobne kawalki; wlazlem takze to kuchni, chociaz drzwi od przodu byly zamkniete. Kilku ekstra ludzi ze wsi przygotowywalo zarcie. Dzien pozniej brat panny mlodej przywiozl inna czesc rodziny - widac bylo jak matka panny mlodej zbierala czerwone koperty, a swini bylo juz mniej, bo codzienne 2 razy z 20 osob do korytka, jak ja to nazywam.

Dzien przed weselem uprzedzono nas, ze mamy obudzic sie przed 8-ma rano. Panna mloda juz byla ubrana w dluga czerwona suknie, a ze nadal bylo zimno, musiala take nosic czerwony kubraczek, a pan mlody w garniturze, ale takze w bialych trampkach, czarne buty dostal od ojca, ale o tym pozniej. 

Wesele mialo sie zaczac o 9-tej, ale byl maly poslizg. Jak duze wesele?? bylo z 15 stolow - w Chinach liczy sie ile bylo stolow, przy kazdym 8-10 miejsc, tj lawek na dwie osoby po kazdej stronie stolu. Juz staly na stolach miseczki z pestkami slonecznika i dyni, a swini juz nie bylo. Ludzie powoli zaczeli sie zbierac. Co chwila huk rac, ogni sztucznych. Chinczycy maja takie zwoje petard chyba z 1000 sztuk na jednej rolce  - i to strzela jedna po drugiej. Jak mowia na odgonienie zlych duchow. A co sie dzieje z tymi dobrymi duchami?? Pewnie juz ogluchly.

 

Okolo 9.30 ojciec panny mlodej czy ktos najwazniejszy z rodziny ustawil mloda pare przed portretem Mao i swietego i wszyscy skladali podziekowania zmarlym przodkom, bogom nieba i ziemi.

Senior rodziny zyczyl im swietlanej przyszlosci, szybkiego  doczekania sie wnukow i oczywiscie wszystkich zaprosil do stolow.

Ogary zostaly spuszczone (sorry, to nie ta bajka), tj. stoly zostaly zajete. Kazdy z biesiadnikow dostal miseczke, plastikowy kubek i paleczki. Na stol wjechala duzo butla Coca Coli, 7up, kilka duzych butelek piwa, jedna butelka bialej chinskiej wodki na kazdy stol - roznoszono takze w metalowych czajniczkach cieple wino ryzowe jak sake, te juz mozna bylo wypic, bo wodki to nie radze, po naparstku odbija sie przez dwa tygodnie. Powoli stoly sie zapelnialy - na kazdym ustawiono w piramide 14 mich z potrawami - 10 z tego swiniaka na rozne tluste sposoby plus ryba, kurczak, zielona liscie i zaparzana biala kapusta, duzy kociol z ryzem stal obok i kazdy sobie bral, ile chcial. Dolaczylem tez do jednego stolu - wiec kazdy z pozostalych chcial mnie ugoscic i zaczeli nakladac mi swoimi paleczkami na moja miseczke - wg nich najlepsze kaski. Oddalem im to swoimi paleczkami, niech sie sami delektuja, dla mnie to bylo niejadalne, sam tluszcz. Chinczycy lubia jesc tlusto, ja tego nie tkne. Ponadto nie uzywaja lyzek do nabrania z miski, uzywaja swoich paleczek wybierajac ze wspolnych mich najlepsze dla nich kaski i do swojej paszczy - te same paleczki wyladowaly w mojej miseczce. Duzo Chinczykow ma zepsute zeby, dobrze ze je myja, wiec gdyby nie to, juz pewnie padlbym nagla i niespodziewana smiercia, chociaz i tak pod koniec wszyscy sie rozchorowalismy. W koncu cos dla siebie tez znalazlem, ta wlasnie kapuste i noga kurczaka, troche tez wypilem piwa i cieplego winka. Innych darow to raczej nie tknalem z jeszcze jednego powodu - w tej prowincji je sie dosc pikantnie, uzywa sie duzo ostrej papryki. Lubie jedzenie pikantne, ale moj zaladek nie lubi. Takze pikantne jadlo jest ostre w obie strony, in and out, to drugie do przyjemnosci nie nalezy.
Wies sie nazarla tlusto i grubo, byla zadowolona i basta. A ze zwyczajem jest wypluwanie resztek i kosci na stol czy pod stol, wiec okoliczne psy mialy takze biesiade. Na koniec kazdy dostal jeszcze maly prezent - paczke z cukierkami, ciastka i maly reczniczek i dwie godziny po rozpoczeniu wesela bylo po weselu, wszyscy sie rozeszli.

My natomiast zapakowalismy mloda pare i stos prezentow do limo i przy huku petard w konwoju pojechalismy do domu pana mlodego. Jego dom byl okolo 3-4 km od domu panny mlodej po drugiej stronie wsi, ale zajelo nam to ponad godzine. Drogi waskie a my 9-metrowym limo-jamnikiem. A na wsi glowna droga to takze jarmark, wiec tlok. Mielismy takze do pokonania 2 skrzyzowania. Dobrze, ze na jednym znalazl sie policjant, bo musielismy kilka razy cofac sie i zakrecac, drogi sa waskie. Na drugim skrzyzowaniu juz zesmy staneli na dobre. Jechalem w 3-cim aucie, musialem wysiasc i stanac przed innymi samochodami, aby nas nie blokowali. W Chinach na drodze czy w kolejce obowiazuje jedna zasada - aby do przodu, wiec jak tylko kierowca cofnal sie na 15 i pol centymetra, juz ktos sie wpychal. Stanalem wiec przed maska nastepnego i nie puscilem - Chinczyka by pewnie rozjechali, ja sie uchowalem i tak dojechalismy do ostatniej prostej. A tam byla brama zrobiona przez kolegow pana mlodego. Wyciagneli go wraz z jego polowa z limo, wsadzili panne mloda na taczke, panu mlodemu zalozyli chomato i musial tak dowiesc ja do domu. Co kraj to obyczaj, ale smiechu bylo duzo.

Wesele w domu pana mlodego to powtorka poprzedniego. Przy huku petard dotarlismy. Dom byl nowy, wlasnie skonczony, z tylu stal stary z klepiskiem, w oknach zamiast szyb byly worki z przezroczystego plastyku, pewnie dlatego tez pan mlody nie mogl znalezc sobie panny, a mial juz 34 lata. Na poczatku poczestowano nas ciepla herbatka, na zewnatrz bylo kilka stopni w plusie. Bylismy troche spoznieni, ludzi juz bylo duzo ponad setke, juz podlogi byly pokryte resztkami slonecznika i dyni. W bocznym pokoju skrupulatnie notowano kto i ile przyniosl w czerwonej kopercie. Pan mlody dostal takze nowe czarne buty na nowa droge zycia. Senior rodu ustawil pare mlodych tym razem przed obrazem zmarlego przodka, tutaj nie bylo portretu Mao. Troche pomodlili sie, pokazano wszystkie prezenty, pozyczyli im pomyslnosci i znowu do stolow. Jedzienie bylo troche lepsze, ale i tak najwiecej tlustosci, znowu sie zalapalem na noge kurczaka. Przy moim stole siedzeli koledzy pana mlodego i brat panny mlodej, doborowe towarzystwo i czesto donoszono cieple winko, biala flaszka szybko zostala oprozniona, dostarczyli druga. Mialem w limo z pol duzej butelki whisky, okolo 0.7 litra, tez im dalem, szybko tez poszla. w miedzyczasie do kazdego stolu podchodzila mloda para dziekujac za przyjscie i rozdawali z reki po dwa papierosy dla kazdego - aby ich nie obrazic wzialem tez, oddalem tesciowi.
Dwie godziny pozniej i to wesele sie skonczylo, goscie dostali po takim samym prezencie i rozeszli sie. Nie bylo tancow, swawoli i przyspiewek czy podskokow, poprawin. Oprocz siostry panny mlodej i jeszcze jednego, nikt sie nie upil, brata jednak musielismy zawiesc do szpitala na plukanko, chinski organizm nie przyswaja alkoholu. Juz o 5-tej po poludniu w dniu wesela moglismy jechac do nastepnych kuzykow i odwiesc czesc biesiadnikow, to tylko 200 km.

A co ze slubem?? po prostu nie bylo. Mloda para pewnie kilka dni wczesniej odwiedzila odpowiedni urzad ze swoimi dowodami, wypelnili odpowiedni formularz, zaplacic z 20 RMB i sa juz malzenstwem. Nie potrzeba swiadkow, czarnych krukow i zlodzei, kuchnia i lozko to ich osobista sprawa a nie niebios; ?? moze gdyby zjedli chrzescijanina, to bylaby inna sprawa. A katolika??, ?? kojarzy sie ze sledziem, nie ma ich w Chinach. Do zawarcia malzenstwa trzeba wypelnic te druki, miec 2-3 zdjecia razem gdyz kazda strona dostaje mala ksiazeczke z tym zdjeciem jako dowod malzenstwa i po ptokach. Obcokrajowiec musi jeszcze dostarczyc specjalny formularz poswiadczony przez konsulat jego kraju ze sie jest stanu wolnego - amerykanie juz za to wolaja ze 100$, najwiekszy slubny niezbedny wydatek, polski konsulat wyda to pewnie za duzo mniej. Jeden z czytelnikow tego bloga szykuje sie do tego, ta info pewnie przyda mu sie.

Aby sie ozenic, mlody wiejski chlopak powiniec liczyc na wydatki rzedu 50 000 RMB, oczywiscie nie liczac budowy nowego domu, bo to sa koszta 200-300 tysiecy RMB. Oprocz wydatkow na samo wesele, kazdy dostojniejszy ( jak ja, heheheh) biesiadnik otrzymuje od mlodej pary, od jego i jej rodzicow czerwona koperte. Sam dostalem 856 RMB, 637 RMB, kilka mniejszych, razem duzo powyzej 2000RMB, wiecej niz ich miesieczna pensja. Moje male dzieci tez, 4 miesiace, 3 i 5 lat, takze otrzymaly kilka kopert po 200-300 RMB. Kazalem Kacy wszystko to oddac w innej kopercie jako od nas, nie przyjechalismy tutaj aby sie oblowic, ale zobaczyc wiejskie wesele.

Polski akcent??, a jakze, takze byl, miejmy nadzieje ze pan mlody nigdy nie znajdze tego bloga. Panna mloda miala takze kiedys polski wklad. Jak wspominalem, panna mloda przez jakis czas pracowala dla nas i mieszkala w naszym dormitory. W tym samych czasie mieszkal tam 28-letni syn znajomej-znajomego kolegi z Polski, chcial poprobowac jak sie urzadzic w Chinach. Niestety, jeszcze trzymal sie matczynej spodnicy i nie zerwal pepowiny. Jak to dobrze okreslala takich jedno dziewcze z San Diego, nalezal on do podgrupy bezjajcokow - szybko tez z Chin wyjechal. Mieszkali wiec razem i ona pozniej dopytywala sie o niego. Miala panna mloda szczescie ze on przepadl na stale, ten nie wybuduje domu.

07:02, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 lutego 2011

oczywiscie, jak znajdziesz panne, ktora sie chce wydac. Chlopcow duzo, dzewczat duzo mniej. Wiec kazda pokraka, krzywa czy z innymi defektami moze przebierac, aby tylko miala nogi do ziemi i szparke. Jest po wsiach duzo samotnych starzejacych sie mlodych mezczyzn.

Pierwsze, co masz??. Jak mieszkac w starej chacie z klepiskiem, zapomnij o dziewczynie. Jak nie masz nowego domu, to musisz miec dobry zawod czy swoj wlasny bisnesik, dobre dochody, samochod, albo bogatych rodzicow, itp, itd - one takze chca zyc wygodnie.
Powiedzmy, ze znalazles dziewczyne, zgadzacie sie, bo powiedzmy pracujesz i mieszkasz w miescie i tam ja poznales, mieszkacie razem. Dziewczyna powinna wiec zabrac chlopaka do swojej wsi i przedstawic go rodzicom i rodzine. To samo powinien zrobic chlopak. Zalozmy ze obie strony zakceptowaly sie. Nastepnie matka czy ojciec dziewczyny odwiedzaja rodzicow chlopaka i tutaj zaczyna sie "innosc". Oczekuja od chlopaka prezentu i gwarancji ze kiedys slub nastapi, lepiej szybciej, chca miec wnuki- im szybciej tym lepiej. Prezent nie jest tani, oczekuja wiec od niego od 40 000 RMB, nawet 100 000 (okolo 20 000 -100 000 zl, dziel przez dwa na zlotowki). Jak chlopak biedny, jego rodzice powinni to zalatwic. Pieniadze te rodzice dziewczyny moga oddac mlodej parze po slubie (jak sa bogatsi), moga zatrzymac dla siebie, wybudowac dom dla mlodej pary, moga takze przeznaczyc na "zakup" narzeczonej dla drugiego ich dziecka, syna. Jak do slubu nie dojdze?? prapalo, forsa przepada i chlopak forsy nie dostanie. Oczywiscie, jak jakas trefna dziewczyna, jej "cena" moze byc duzo nizsza, albo nawet zero, "wartosc" chlopaka takze ma wplyw. Bogaty narzeczony funduje tesciom wille, samochod, jego sprawa, hojnosc jest dobrze widziana.
Wiec biedny wiejski chlopak moze sobie tylko pomarzyc o zonie. Nawet jak jego rodzice i on zadluza sie i pozycza od rodziny te pieniadze, to poznej jeszce slub dla znajomych i dla pol wsi, bedzie potrzeba nastepne 50 000 RMB, ale o tym nastepnym razem.

06:54, bialychinczyk
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 lutego 2011

Zona czy siostra, podobne, spotkalismy, siedziala kolo nas

a jak on wygladal??

http://www.google.com/images?hl=en&q=quasimodo&rlz=1B3GGLL_en___CN378&um=1&ie=UTF-8&source=og&sa=N&tab=wi&biw=1024&bih=592

ona byla podobna.

tak sie zdarzylo, ze wczesnie rano musielismy poczekac na pielegniarke, bo jedno male mialo temperature, a w tym powiecie w tym dniu byl cotygodniowy jarmark, wiec lazilem. No i cala plejada twarzy, rodem z obrazow Bruegera, ale on malowal w XVI wieku.

http://www.google.com/images?hl=en&q=Pieter+the+Elder+Bruegel&rlz=1B3GGLL_en___CN378&um=1&ie=UTF-8&source=og&sa=N&tab=wi&biw=1024&bih=592

Wyglada ze czas zatrzymal sie na chinskiej wsi, piec tysiecy lat cywilizacji jeszcze tam nie dotarlo. Albo Mao cala inteligencje wyrznal, albo potwierdza to moja teorie, ze wszedzie cywilizacja i postep byl bardzo elitarny - tylko wierchuszka korzystala z niej i rozwijala sztuke; chlop i masy byl od placenia podatkow, mialy sie modlic do wskazanych bogow lub przodkow i dawac synow - armatnie mieso w czasie wojny.

Nie krytykuje tych ludzi, tylko spostrzegam. Zreszta mam szacunek do nich, sa to prosci ciezko pracujacy ludzie, czesto bardzo uczciwi. Wole spotkac ich, nic polskiego chlopka cwaniaczka, ktory cywilizacje czerpie tylko z telewizji.

Nie probowalem tym ludziom robic zdjec, mogli sie obrazic, zreszta po co kontynuowac negativism. 
Oczywiscie, nie wszyscy byli z obrazow Bruegela. Ale byli jeszcze tacy, ze gdyby zrobic zdjecia ich zabkow i zeby konia i pomieszac zdjecia, bylyby problemy przypisania ktore naleza do kogo. Moze przesadzam, ale nie tak bardzo.
Innych chinskich ras jak plaskotwarzych, w tej prowincji nie widzalem.

A jak jarmark?? Oczywiscie najwiecej tego co mozna zjesc zwozone z kilku(nastu) wsi wokol i wszelkie blyskotki, pierdulki, duperelki, kusz-olapy i co do codziennego zycia potrzebne. Mozna bylo kupic psie mieso kolo fryzjera ulicznego czy szwaczki ktora na poczekaniu zreperuje ubranie czy przyszyje guzik. Takze po raz pierwszy widzalem jak sie sprzedaje wolowine prosto z trojnoga na ktorym wisi pol krowy - zdjecia ponizej.

Jak zawsze w Chinach i jarmark, szukalem takze staroci. Niestety, nic nie bylo, za biedny krajobraz, ludze dbaja tylko aby miec co zjesc i ubrac sie, na sztuke jeszcze za wczesnie










13:25, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 lutego 2011

Bylem zaproszony na wiejskie wesele i mialem okazje zobaczyc kilka domow i pomieszkac na wsi. Byl to okres Nowego chinskiego roku, w tym roku 3-go lutego. Bylismy w prowincji Hunan, w stoliczy Changha przez jakis czas mieszkal tam Mao, kilka lat temu bylem tam tez.

Prawie wszedzie mozna latwo dojechac, maja dobre drogi betonowe, im mniejsza wies tym wezsze, ale dwa samochody moga sie minac. Niekiedy jeszcze buduja odcinkami, wydaje mi sie ze cala wies przy tym pracuje.

Z domami to juz roznie. Sa jeszce niekiedy stare drewniane domy, bardzo ich malo, juz teraz uzywane jako chlewiki czy stodoly. Sa tez jeszcze stare zolte domy, powoli rozpadajace sie gdyz sa zbudowane z gliny wypalanej na sloncu. Wiekszosc jednak to domy murowane z czerwonej cegly bez tynku - te maja okolo 20 lat - duzo domow murowanych cementowych pokrytych biala czy szara ceramika, maja takie zwyczaje. Bardzo duzo domow stoi pustych, gdyz mlodzi uciekaja do miast - zadnych perspektyw pracy na wsi - mieszkaja tutaj tylko starsi i wychowuja wnuczeta tych z miast. Dziadkowie i babcie uprawiaja poletko na warzywa (najczesciej kapusta i duza biala marchew), duzo kur wokol, niekiedy chowaja swinie na corocznie swiniobicie lub tez krowe - tak jak bylo w Polsce 50 lat temu. Duzo stokow ryzowych wokol, gdyz teren jest pagorkowaty lub gorzysty - zdjecia beda ponizej.

Ale wykonczenie tych domow to juz ?? zgroza. Najczesciej tylko cement na podlodze, tylko niekiedy sa gdzieniegdzie kafelki, tak jakby im to nie przeszkadzalo, chociaz niektorzy maja sporo pieniedzy z roznych biznesow. Te nowe domy, sa nawet duze, maja nawet po 20 pokoi, ale coz z tego jak w zadnym z nich nie mozna mieszkac.

Bylo dosc zimno, okolo 0C, w nocy nawet mroz, a zaden z pokoi nie ma ogrzewania, czyli spalo sie w ubraniach pod trzema koldrami. W czasie dnia ich glownym zajeciem w zimie to chyba czekanie na wiosne - czyli siedzenie wokol stolika przykrytego kocem a pod stolikem jest piecyk na specjalny brykiet lub w bogatszych domach piecyk elektryczny - ten ostatni moze nie zawsze spelniac roli, gdyz czesto moga wylaczyc prad bo jest jego brak - w naszym przypadku wylaczono wlasnie w nowy rok.

Prysznic???- przez tydzien nie bralem, bo i gdzie. Najczesciej nie maja cieplej wody - a jak jest to wystarcza tylko na umycie 3 zebow, a zeby myja wszyscy, to juz lepiej niz na polskiej wsi. Chinski wiejski prysznic to wycieranie ciala ciepla mokra szmata, codziennie inna czesc ciala wiec po tygodniu cale cialo bylo wymyte. Siusiu?? sa juz ubikacje europejskie, nawet w jednym domu kibel byl najbardzej dekoracyjnym ustrojstwem w calej posesji, jedna ubikacja na caly dom, bogatsi to juz maja jedna na pieterko. Jak w nocy sie zachce, a wszedzie ciemno, wiec stawia sie kibelek kolo lozka, typowy nocniczek pod lozeczkiem.  Dziwne, ze ci ludzie przenoszac sie do miast zachowuja te same zwyczaje - tak sam zimny wychow. Chinczycy maja zwyczaje trzymac okna i drzwi otwarte cale dnie i chodza po domu cieplo ubrani i w kurtkach, grzeja czym sie da, ale drzwi i okien nie zamkna.

Bylismy w kilku miejskich mieszkaniach, wszystkie zimny wychow. Jedno mieszkanie bylo duze i dwupoziomowe, ale bardzo zapuszczone, chociaz  przed wejsciem wymagane bylo wlozenie kapci. Facio oprocz tego mieszkania posiada duza kamienice z mieszkaniami do wynajecia a parter wynajmuje duzej restauracji, czyli powiniec miec forse, ale nie dba o nie i mieszka jak w sredniowieczu. Zreszta nasze mieszkanie, dom zbudowany z 5 lat temu, takze jest zimne, nie ma wcale izolacji, nieszczelne okna, bylo budowane pzrez dewelopera. Znajomy Austraik budowal wlasny dom i starsznie narzekal na jakosc - ladnie to wyglada na obrazkach zobacz na http://www.prusice.info/

Kuchnia to nastepna zgroza. Opala sie brykietem lub chrustem zbieranym caly rok. Piec to otwarte palenisko przykryte duzym wokiem, dym sie unosi do gory i wydostaje sie szparami w dachu. Siedzenie wokol tego pieca to takze atracja, bo cieplo. Jedzienie przygotowuje sie na roznych stolikach, mytych, ale byle jak, wiec nic dziwnego, ze po 3 dniach wszyscy bylismy chorzy - z zimna albo z brudu.

Chinczycy jeszcze nie wynalezli urzadzenia zwanego kominkiem, byc moze przez oszczednosc.

Teren jednej wioski byl bardzo atrakcyjny - dosc duze gory jak w Kudowie lub w Szklarskiej Porebie oddalony okolo godziny jazdy samochodem od polmilionowego miasta - jednak Chinczycy nie maja jeszcze zwyczaju wyjazdu na sobote -niedziele w gory - zreszta tutaj nie ma gdzie glowy polozyc, chociaz domow w okolicy mnostwo. Buduje sie bez zadnych planow przestrzennych, proste bryly, aby blizej jakiejs drogi. Inny problem to smiecie - wyrzuca sie je wszedzie i im wieksza wioska, tym wieksze wysypisko smieci nawet w centrum. Miasta sa juz zamiatane prawie co chwila, jak tylko ktos rzuci odpadek a chinczycy smieca strasznie, ale na wsiach to jeden wielki smietnik, nikt tego nie zbiera.

Chcialem polazic po tych gorach i  poszedlem przed siebie na wprost gdzie byly jakies slady. Gorka tak z kilometr do gory, 3-5 km marszu. Niestety, byl jeszcze snieg i 200-300 metrow od samej gory zjechalem na dupci w dol, bylo za stromo. W lecie dalbym rade, ale ze sniegiem ta gorka pokonala mnie.

Ogolnie, mimo wszystko pozytywne wrazenia. Mozna tam pojechac, ale tylko jak bedzie cieplo.

05:21, bialychinczyk
Link Komentarze (2) »
Tagi