RSS
środa, 26 lutego 2014

Kilka miesiecy temu sprzedawalismy, wiec jeszcze swieza informacja. Bylo rejestrowane na zone Chinke, gdyz w tem sposob temu mogla uzyskac prawo pobytu w tej prowincji, ale musielismy wplacic 100% wartosci. 

Jak jest teraz. Jak sie jest rezydentem danej prowincji co najmniej rok, wplaca sie 30% wartosci mieszkania, reszta moze byc finansowana przez banki. Aby uzyskac pozyczke z bankow, nalezy miec zarobki 5 razy przewyzszajace miesieczna rate mieszkania. Wiec powiedzmy jak rata pozyczki ma byc 3 000, kupiec wraz z zona powinni zarabiac minimum 15000 RMB miesiecznie.

Co z obcokrajowcami. Najczesciej musza zaplacic 100% wartosci. Prowdopodobnie legalnie zatrudnieni i posiadajacy specjalna licencje experta, bede mogli zakwalifikowac sie do pozyczki do 70% - w tym celu istnieje ta licencja aby obcokrajowcow zrownac z prawami z lokalnymi.

Zakup drugiego czy dalszych mieszkan czy domow - musi byc prawie caly swoj wlasny wklad (80%, w przypadku 3-go domu to najpewniej 100%).

Prosze nie pytac o linki czy dokladne prawa, wymagania, przepisy. Nie bede za nikogo wykonywal jego pracy domowej, Sa agencje czy biura adwokackie ktore za oplata zrobia to. Syn Walesy kiedys posiadal mieszkanie w Pekinie, pytajcie jego. 

05:58, bialychinczyk
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 24 lutego 2014

Nowy chinski prezydent, nowa miotla, czy wszystko pozamiata?

Chinczycy nie trzymaja forsy w banku, za niski procent i z tego trzeba placic podatki. A ceny nieruchomosci rosna, wiec wszystko laduje sie w domy, mieszkania. U mnie na wsi stawiaja nowe 18-pietrowe mieszkaniowce. Mieli 200 mieszkan, w pierwszym dniu sprzedazy jak jeszce byla tylko dziura w ziemi, w kolejce ustawila sie 1000 chetnych. Sredna cena za m2 to 8500 RMB, ale w pobliskim Kantonie, 50 km stad, ceny zaczynaja sie od 20000 za m2, w Pekinie juz dobijaja do 100 000 RMB za m2. Coraz blizej nieba.

Rzad chce cos zrobic, gdyz sredni robotnik nie ma nawet co myslec o swoim wlasnym kacie. Dotychczas nie bylo podatkow od nieruchomosci, ale juz mamy

Wprowadzono od 1-go stycznia tego roku. Kazda rodzina jak ma dom, nie placi zadnych podatkow od nieruchomosci, ale tylko do 80 m2 na osobe. Wiec rodzina typowa w Chinach 2+1, ma  prawo miec dom do 240 m2 i nie bedzie z tego powodu opodatkowana. Jesli jednak ma wiekszy dom, to powyzej 240 m2 podatki roczne juz sa 1-3% wartosci domu czy mieszkania, tak samo za drugi dom.  Oczywiscie mozna dzadkow doliczyc takze, tj 80m2 na kazda osobe. Za 3-ci dom podatki juz sa 4-6%, natomiast 4-ty i nastepne juz trzeba bedzie wykladac rocznie 10% wartosci domu czy mieszkania. 

zobaczymy za kilka miesiecy jak to pracuje, czy ceny spadna? Na pewno, pula kupujacych bardzo sie zmniejszy.

12:42, bialychinczyk
Link Komentarze (8) »
czwartek, 20 lutego 2014

dotychczas byl to kierunek bogatych Chinczykow: Kanada, Australia, Nowa Zelandia, USA. Te 3 pierwsze kraje juz nie chca Chinczykow, dolaczyla takze Rosja. A dlaczego?? Okazuje sie ze Chinczycy wykupuja domy, winduja ceny, ale nic ponadto nie daja lokalnej ekonomii. Prawo stalego pobytu za 250 000 $, jak w przypadlu Kanady, mialo tworzyc minimum 10 nowych miejsce do pracy. Okazuje sie, ze nowi obywatele placa mniej podatkow niz rodowici, a jak zatrudniaja, to tylko swoich a tego nigdzie nie ma w dokumentach.

linki:

1. Wall Street Journal

http://online.wsj.com/news/articles/SB10001424052702303874504579377782536917724

2. CNN money 

http://money.cnn.com/2014/02/12/news/canada-chinese-immigration/

3. Rosjanie od dawna boja sie naplywu Chinczykow na Daleki Wschod

http://newsinfo.inquirer.net/246995/russia-fears-chinese-immigration-threatens-its-far-east

Kiedys mialem business w Kalifornii, skladalismy i sprzedawalismy komputery.  Sam placilem wszelkie podatki, zatrudnialem ksiegowych, urzad podatkowy mial wstep do moich danych i do banku i potrafil sam sciagac podatki, a jak zabraklo, sciagali z mojego prywatnego konta. Oczywiscie nielegalnie, ale jak protestowalem, to radzili mi sadzic ich, ale zaplacic musze, a czy bym wygral?, co wygral?. Chinczycy, moja najwieksza konkurencja zatrudniali tylko swoich. Sprzedajac, ludzie musieli placic VAT, wtedy w Kalifornii 8%, klienci tego nie kwiestionowali. Chinczycy, nie wplacajac tych 8%, mogli sprzedawac swoje komputery po kosztach i tak zarabiali 5-7% gdyz odprowadzali dla rzadu tylko maly procent VATu, wiec wyeliminowali mnie oferujac nizsze ceny.

Z drugiej strony. Kiedys produkowalismy skorzane kanapy na rynek amerykanski i chcialem miec swoj magazyn w USA aby moc sprzedawac bezposrednio. Pierwsze podejscie to byl Las Vegas i sprzedaz poprzez wystawy. Ale wniesienie fotela na wystawe kosztuje 500$, a kanapa to juz wiekszy problem. Potrzeba trebacza ktory bedzie szedl z przodu aby wszyscy rozeszli sie, 2 do noszenia, albo i pieciu, kierownik i z tylu ksiegowy ktory wystawial szybko rachunek za to - 2000 dolcow, kanapa kosztuje 1000. Oczywiscie wszystko dla mojej wygody. Sam nie moge wniesc, lokalne zwiazki zawodowe tego zabraniaja. Wiec szukalem w Newadzie kolo Las Vegas ziemi gdzie bede budowal swoj magazyn. Jechalem na polnoc i bylo ogloszenie. Maja, cena nizsza niz w Chinach, tylko male uwagi. Musze przerzucic milion metrow szesciennych ziemi aby cos tam budowac - maly problem, kosztuje to tylko 1$ za m3 i pozniej musze zatrudnic kilku ludzi placac srednio nie mniej niz 18$ na godzine. Wiec - wyleczylem sie z tego aby pracowac dla kogos, nie ma znaczenia czy to bedzie rzad, kosciol, partia,  czy lokalne obiboki. A bylo to juz blisko Utah, gdzie diabel mowi dobranoc.

Wyjechalem do Chin. 

przy okazji, mala ciekawostka z Las Vegas. Byl tam, moze nadal jest, najwiekszy burdel swiata Chicken Ranch a jego wlascicielem byl rzad amerykanski. Moge sie mylic, jak do tego doszlo. Pierwotni wlasciciele wypuscili akcje na gieldzie czy wykupili obligacje rzadowe i podpisali bankrupcje, wiec rzad amerykanski ich przejal i stal sie wlascicielem. Czy nadal jest?, nie wiem.

a w Chinach?. Wszyscy obcokrajowcy, z Tajwanu, z Hong Kongu czy z Macao, po przyjezdzie do Chin powinni sie zarejestrowac w lokalnej policji. Dotychczas nie bylo to przestrzegane, policja nie naciskala i nie karala jak ktos tego nie zrobil. Juz nie. Wlasnie dostalem telefon z lokalnej policji ze mam ich odwiedzic. Wiec bylem. Kazdy obcy ma zalozona kartoteke, byla juz przygotowana kartka gdzie mialem sie podpisac, firma podstemplowala. Normalnie mam to robic co miesiac, ale ze mnie znaja, wiec podpisalem 11 papierkow do konca roku.

06:36, bialychinczyk
Link Komentarze (3) »
niedziela, 16 lutego 2014

 Dongguan, miasto pomiedzy Kantonem a Hong Kongiem, 50 km ode mnie, kiedys stolica produkcji ciuchow i zabawek. Nawet o tym nie wiedzalem, ze ostatnio takze chinska stolica prostytucji. Dzialali tak oficjalnie, ze panienki mialy karteczki z cenami, 700-2000 RMB, pewnie przy cichej aprobacji policji, wszyscy na tym zarabiali. Wiec nic dziwnego, ze szef i zastepca juz stracili stolki, ale czy stracili swoje miliony?. Zaczelo sie juz robic nieprzyjemnie, nie mozna bylo spac w hotelu bo co chwile telefon czy nie potrzeba towarzyszki? Rano czlowiek sie budzil i pod drzwami lezalo z 30 karteczek ze telefonami. W tym nalocie bralo udzial 6500 policjantow, a to przeciez martwy sezon wakacyjny, bo wiekszosc ludzi jest na wakacjach czy odwiedzaja rodziny, dopiero w tym tygodniu powracaja do pracy. Nie wszyscy, bo mnostwo panienek skasowalo swoj powrotny bilet kolejowy, nigdy tak sie nie zdarzalo. Jak sie wytlumacza rodzinie dlaczego nie chca wracac do pracy?, wiadomo jakiej pracy.

Biadolenie w Polsce, ze tym panienkom trzeba pomoc, ze to wina systemu?? Nic dziwnego, bo to Chiny, tam trzeba wylewac pomyje. W Chinach pracy jest duzo, ale po co pracowac rekoma, jak mozna miec wiecej pieniedzy pracujac dolna czescia ciala. To nie ma znaczenia, czy to sa Chiny, Las Vegas, czy Vancouver. Kiedys do tego ostatniego w Kanadzie dojechalem pozno w nocy a tam tlok na ulicach. Dac babom prawo decydowania o wlasnym losie, to wyjda na ulice. 

Juz kilka lat temu mowilem ze policja cos z tym zrobi, ale myslalem ze bedzie to w Shanghaju. Ale tam jest iinny business, tam sie naciaga bialych. Jak kochasz, kup mi toreble Lous Vuitton za 3000 dolcow. W Dongguan byl nalot na lokalne businessy, zreszta od takich latwiej wyciagnac kilkutysieczne kary. A co robic ze zlapanymi panienkami, wysylac je do obozow pracy na resosjalizacje? Moze tak kiedys bedzie, nie bede je zalowal.

Kiedys tak nie bylo, Chinczycy nie byli tak nachalni, byly inne metody wyrwania pieniedzy, najczesciej od obcokrajowcow. Bialy kupowal jakis "antyK', miernej wartosci, szybko pozniej byl aresztowany i aby sie wygrzebac z problemow, kosztowalo to milion RMB, a ten antyk wracal spowrotem na rynek, czekal na nastepnego, policja dzielila sie z handlarzami. Jak jakis bialy wzial sobie papienke do pokoju, szybko zjawial sie lewy policjant i zastraszali Johna. Placil wiec 5000.  Nieduzy bizz, lokalny, wiec stworzyli ogromny burdel z duzego miasta.

 

05:27, bialychinczyk
Link Komentarze (3) »
niedziela, 09 lutego 2014

W naszej polskiej wsi-miescie, znajomy burmis, byly komunista, chcial sie przypodobac swojemu przewielebnemu oraz aby mile slowo rzekl z ambony przed zblizajacymi sie wyborami obiecal mu ze postawi przed kosciolem posag Jana Pawla. Najlepiej sie wszystko robi cudzymi rekami a ze wie, ze ja bialychinczyk, a w Chinach to wszystko prawie ze za darmo, wiec naciska mojego znajomego abym to zrobil w Chinach. A ze to moj dobry znajomy chociaz wierzy w te swiete obrazki jak pies w niedzielna kosc, wiec zgodzilem sie ze popracujemy nad tym.

Oczywiscie, od razu wybilem ze nie bedzie to braz, kamien, czy cos innego, taki kosztowalby min 100 tysiecy. Mam troche doswiadczen z chinska porcelana, wiec bedziemy pracowali nad ceramicznym. Na poczatku aby nabrac doswiadczen, zrobimy ze 100 postaci malych okolo 50-55 cm wysokosci, sprzedamy i zarobimy na rzezbe naturalnej wielkosci, wiec do dziela.

Zebralismy zdjecia postaci JP2, z zycia i innych posagow. Te drugie raczej odpadaja, wiekszosc to bogomazy, bedziemy sie opierali tylko na jego zdjeciach, albumach i tego zrobiem kilka kopii. Na poczatku trzeba wyrzezbic w glinie jego postac i z tego zrobic forme na odlewy nastepnych. Najlepszym miejscem na to w Chinach jest Jingdenezhen, chiska stolica ceramiki, od tysiecy lat wypalaja ja tam, ich smietnik odpadkow co sie nie udalo ma 15 metrow grubosci, maja wiec doswiadczenie. Wiec pojechalismy, 1700 km od naszej wsi. Nie ma bezposredniego polaczenia, dwa pociagi, ale sypalny w nocy i pozniej 3 godziny lokalnym. Lubie sie wloczyc, a najlepiej jak mam jakis cel, wiec byl.

Pogrzebalismy, popytalismy, gdzie jest lokalny market - jest ich kilka. Znalezlismy "studio" artysty. Wezmie ta prace i zrobi od A do Z, ale mamy zamowic 1000 figurek, cena za wszystko wraz z projektem bedzie 800 tysiecy RMB, tj okolo 400 000 zlotych - takich to my i w Polsce znajdziemy, odpada, trzeba zalatwiac etapami -  wiec szukamy takiego ktory zaprojektuje postac i zrobi odlew formy, inny bedzie robil odciski w formach i wypalal chyba w 1300C, nastepnie trzeba naklejal insignia papieskie i pomalowac papieze, inny znowy wypali ale tym razem krocej i w 800C. Trzeba takze zamowic specjalne pudelka aby jakos je zapakowac, przewiezc i wyslac do Polski. Drobnostki, jak widac.

Znalezlismy nastepnych artystow, ktorzy maja doswiadczenie, pokazali inne figurki zrobione przez nich, dalismy zaliczke. Na wszelki wypadek dalismy dwom niezaleznym, wybierzemy lepszego. Zajmie to im kilka dni, nie ma sensu siedzec w tej miescinie, pojechalismy na kilka dni w Zolte Gory, stamtad bylo blizej.

Przyjezdzamy, ogladamy naszego papieza i szlak mnie trafia. Jeden jest podobny do Mao Tse Tunga, drugi bardziej przypomina Benia 16-go, kompletnie nie rozrozniaja bialych twarzy, nikt nam tego nie kupi. Dla nas tez wszystkie zoltki sa takie same. Oczywiscie, "artysci" twierdza ze postacie sa GOOOOD, ze moga za doplata poprawic, ale nie wierze juz w ich mozliwosci. Zostawiamy ich wypociny, strata kilku tysiecy bo nikt zaliczki nie zwroci, szukamy nastepnego, w innej dzielnicy.

Szukamy, jezdzimy taksowkami, pytamy sie. Bylo kilku ktorzy chcieli podjac sie tego, jakos mi nie pasowali, jednego poprobuje. Posadzilismy corke, niech szybko zrobi jej rzezbe. Wyszla dosc dobrze, podobala mi sie, niech robi papieza. Ale na niego chce miec kilka dni, wiec dajemy zaliczke i mowimy ze wracamy za miesiac. Przy okazji znajdujemy grafikow komputerowych, ktorzy beda projektowali insygnia papieskie, trzeba je pozniej wydrukowac i naklejach na wypalonych figurkach. Bedziemy w kontakcie, wysle nam zdjecia co zrobil, wracamy do domu. 1700 km, oczywiscie pociagiem. Na cale szczescie dostalismy kuszetki.

Dostajemy zdjecia figurki. Troche przypominaja Hi Hitla, trzeba  to poprawic, twarz...? Moze byc, zrobi sie poprawki. Ale insygnia to kompletna klapa, duzo znakow buddyjskich, tj ze swastyka, u nich to normalka. Z googla sciagam kilkanascie zdjec papiezy i biskupow, niech zzynaja wzory czap i ubiorow. 

Znowu tam jedziemy, nastepne 1700 km. Papiez moze byc, insygnia takze, robimy masowke. Robimy kilka forem ze specjalnej twardej gliny, znajdujemy shop ktory wcisnie gline w dwie polowki formy, wysuszy i wypali. Na razie niech zrobia partie 50 sztuk. Znowu zajmie im to tydzien-dwa, niech robia, wracamy do domu, nie bedziemy czekac w hotelu. 

Wracamy za miesiac. Papieze sa, stoja w stadzie, pysk mi sie smieje. Znajdujemy dwa rozne shopy, gdzie beda je malowali i naklejali insygnia i pozniej maja je odeslac do nastepnego pieca, wszystko uzgadniamy. Zamawiamy nastepna 50-tke papiezy. Malowanie i przyklejanie insygnii zajmie wiecej czasu, dajemy miesiac. Krecimy sie w okolicy kilka dni i wracamy sprawdzic jak praca postepuje. Niestety, jedna baba odwala taka chalture i tak maluje niechlujnie, ze nie ma sensu jej zostawiac tej pracy, wszystko bedzie do wyrzucenia. Przed ostatecznym wypaleniem jeszcze cos mozna uratowac i poprawic.

Przy okazji znalazlem ladne popiersie kobiety, ktos pytal sie o takie. Chce je kupic, ale sprzedawca chce za duzo, chyba 2000 i nie chce opuscic. Wysylam wiec swoja Chinke niech ona twierdzi ze przekona mnie do kupna, ale ile dostanie prowizji dla siebie, kazdy tlumacz tak zarabia na boku. Wytargowala dla siebie 800, wiec kupilem. Na wszelki wypadek zrobilem forme na nastepne, moze sie przydac i do domu.

Miesiac minal, wracamy juz 4-ty raz. O wriornosci, prawie nic nie jest zrobione. Zostajemy wiec na dluzej i podganiamy kazdego codzienne. Te zle malowane i te ktore wyszly z pierwszego pieca z dziurami, zaklejamy dziury, pokrywamy cale specjalna zlota i srebrna polewa i wypalamy, moga byc. Inne robimy w 5-6-ciu kolorach.

Ludzie pracuja, my musimy zalatwic odpowiednie pudelka na papieze. Kartonowe, pokryte tkanina jak jedwab, w srodku zolty atlas ze steropianem na podniesiona reke. Zrobilismy jedno pudelko i z nim szukamy rozsadna cene na inne, bo wszyscy krzycza duzo, za duzo. Ganiamy od ajnasza do kajfasa, ale pech. Wsiadajac do jednej taksowki, pudelko sie otwiera, papiez wypada, odpada glowa, potoczyla sie pod kola i bach. O siut, zly omen, pierwszy papiez do wyrzucenia.

W koncu wszystko dograne, mamy 80 papiezy, przy okazji kupujemy inna ceramike, placimy za dostarczenie do naszej fabryki. Z Jingdezhen rozjezdzaja sie ciezarowki w kazda strone Chin, dwa dni po naszym przyjezdzie, mamy wszystko w magazynie, czekamy na pierwszy kontener do Polski. 

Kontener zaladowany i doplywa do Polski. Krzywia sie, ze JP2 jest za bardzo podobny do Hitlera, jego podniesiona reka. Pierwszy gotowy w Polsce, niebieski, daje matce, niech zaniesie do swojej parafii. Ale ksiezulo krzywi sie, wolalby gotowke. Jednak bierze, ale mowi ze postawi na plebanii, bo JP2 jeszcze nie jest swiety, tylko blogoslawiony. Kolega stara sie inne sprzedac, oglasza na allegro, jezdzi po kiermaszach, bazarach. Kilka sztuk poszlo, ale marnie. Babcie moherowki chca wziac, ale chca dac tylko 30 zl, nasz koszt jest duzo, duzo wyzszy. Wiec leza w magazynie. Moze sie ruszy, jak JP2 zrobia swietym.

Burmis przepadl w wyborach, juz nas nie naciska na duzego, 2-metrowego. Taka ceramiczna pojedyncza rzezba moze kosztowac sporo, nie ma co liczyc na inne zamowienia, nie dam sie wrobic w nastepne koszta. Za siedzacego duzego Buddhe ktory jest z tylu na jednym zdjeciu ponizej wolali 23000. 

O'le, zycie jest piekne. Poogladajcie niektore zdjecia. Nie mam zdjec z poszczegolnych etapow, bylo to kilka lat temu.

Bedac kilka razy w Jingdenezhen, za kazdym razem po kilka dni, spotkalem kilku bialych; plastykow, zawadiakow artystow czy samoukow  - mieszkaja tam po kilka miesiecy czy rok, ucza sie od lokalnych, pracuja nad swoimi projektami czy rzezbami, pozniej wywoza wszystko do swojego kraju. Dlaczego nie spotkalem zadnego Polaka?   Porownujac polska ceramike z Boleslawca z pracami tych ludzi.... nie bede komentowal. 

06:41, bialychinczyk
Link Komentarze (4) »
sobota, 08 lutego 2014

Mozecie narzekac na chinskie badziewie, ale trzeba przyznac ze opakowania opanowali do perfekcji. Male i czesto byle co, ale tak zapakowane, ze zaskakuje i to nie ma znaczenia czy tani czy drogi przedmot. Potrafia zapakowac duzego ziemniaka czy buraka w ladne kartonowe pudelko. Czesto wydaje mi sie, ze samo opakowanie kosztowalo duzo wiecej niz zawartosc, znaja sie jak mozna sprzedac. Teraz jest okres prezentow, wiec nikt nie ma problemow ze znalezieniem czegos, co zaskoczy - uff, to musi byc drogie. W okolicach swiat półki uginaja sie od wszystkiego, a ze kolor czerwony to kolor szczescia, wiec oczoplas. Cukierki, ciastka, herbata, wodki, wina, sama butelka to czesto dzielo sztuki. Niekiedy krystalowy statek czy dragon w srodku, a podelko to juz odlot. Mialem z tym kiedys male problemy, ale zakonczylo sie pomyslnie.

Jadac pierwszy raz do Polski z Chin kilka lat temu zabralem z soba kilka butelek chinskiej wodki. Male prezenty tworza duze przyjaznie, odwiedza sie przeciez znajomych. A ze Polacy to grzybiarze, wiec szukalem tylko takie w metalowych ladnych pudelkach na suszone grzyby. Nie zmiescilo mi sie wszystko w walizkach, wiec jedna-dwie butelki w tych puszkach zabralem jako podreczny bagaz - wtedy jeszcze mozna bylo zabrac plyny do kabiny, juz nie. Jeden scan na lotnisku przeszedlem bez problemow, ale na drugim?? Cos tam pod drugiej stronie skanu szepnal nastepnenu, ten gdzies pobiegl, po chwili przybieglo kilku uzbrojonych i stoja w rzedzie. O boy, czyzby pluton egzekucyjny? Jednak grzecznie pyta sie czy moze otworzyc bagaz i wywleka nieszczesne pudelko i chce otwierac. Zapakowane jak konserwa, chce sie dobrac do srodka. Co mam robic, pies mu ryza morde lizal, pluton czeka, niech robi co chce. Wyciaga ladna butelke i dalej cos szuka. Swolocz sobaka, wodki chocze, jakis Rusek sie zaplatal. Dalej grzebie w pudelku i z dna wyciaga maly scyzoryk - prezent, a ja terrorysta. Zabrali to moje narzedzie zbrodni, zapakowali reszte, oddali, puscili wolno. Dobrze ze to nie bylo w USA - tam bym juz siedzal w pierdlu i mial kartoteke. Kiedys mnie wpisali na taka liste i co lot, to przebieralnia i przysiady, obroty, podskoli, uklony i zagladanie z tylu, ale zadna bomba nie wypadla. Przypomina mi sie ze jak chyba Sloninski opuszczal nasza Ludowa, mial podobnie. Zagladali do kufrow, zagladali do waliz, ale nie zagladneli do dooopy, a tam mial socjalizm. Inne pudelka z wodka rozdalem - do picia to raczej ich wodka sie nie nadaje, ale mieli butelki do kolekcji i pudelka na grzyby, niektorzy nawet znalezli dolara czy zabawke, tacy sa chojni Chinczycy. Nie zmarnowalo sie pewnikiem, Polak potrafi i wypije wszystko, aby mialo tylko procenty.

Zobaczcie ponizej zdjecia, wzrok sie smieje, za ten usmiech na Twojej gebie trzeba docenic Chinczykow.

12:03, bialychinczyk
Link Komentarze (6) »
Tagi