RSS
czwartek, 22 lutego 2018
piątek, 09 lutego 2018

Najczęstrzym zajęciem białasów w Chinach jest nauka angielskiego, także dla Polaków którzy coś tam potrafią wydukać. Nadal z tego można się utrzymać (niekiedy nawet bardzo dobrze), ale widać już zmierzch tego. Z jednej strony wymagania w Chinach i akceptacja tylko takich których językiem podstawowym jest angielski, bez żadnego obcego akcentu (spotkałem Chinkę która umiała po angielsku, ale z rosyjskim akcentem, nauczycielka była Rosjanką), oraz coraz bardziej dostepny Internet, nawet pod chińskimi strzechami. 

W Chinach z tego robią duży business, kilka telefonów dziennie z ofertami jacy to oni są wspaniali. Cena za 25-minutową lekcje, one-to-one, student-teacher może być  150 RMB, ale może być także 20 RMB, czyli około 11 złotych. Te droższe są często-gęsto ogłaszane, w radio i TV, a takze mnóstwo dzwonienia do rodziców, już nas złowili. Te tańsze to często z Filipin, tam znajomość angielskiego jest dużo lepsza niż w Chinach. Trzeba jednak im przyznać, ze jak dotąd wszyscy nauczyciele są "native speakers", nie mają polskiego czy humba-bumba-lu akcentu i często są to młodzi ludzie, pewnie studenci, a spodziewałem sie emerytów. 

Program i godzina lekcji jest do wyboru, nauczyciel jest także do wyboru jak ktoś ma preferencje, gdyż szkoła ma powiedzmy 5000 nauczycieli z całego świata, wszyscy mają akcent amerykański, nie słyszałem jeszcze brytyjskiego czy australijskiego. Więc najczęściej każda następna lekcja to inny nauczyciel. Oczywiście, na ekranie komputera widzisz nauczyciela, także tekt, czy pytania odpowiedzi i nauczyciel poprawia wymowę czy twoja składnię - dla mnie pewnie też to by się przydało. Lekcje pewnie można zapisać na swoim komputerze i pouczyć się jeszcze raz, nie sprawdzałem jeszcze tego. Można wykupić pakiet powiedzmy 100 lekcji z dużą zniżką, można kupować indywidualne lekcje. Wpłaca się pieniążki poprzez internet, pewnie poprzez wechat czy bezposrednio z telefonu, już w większości warzywniaków w Chinach można tak płacić. W Chinach toalety publiczne sa bepłatne, ale gdyby były, babcie klozetowe pewnie by też akceptowały platność przez komórkę, Polska w tej dziedzinie to nadal za Murzynami. Większość chinskich automatów sprzedających cokolwiek akceptują tylko płatność poprzez komórki, więc sam nie mogę nawet umyć samochodu, bo nie noszę z sobą telefonu. Ale wróćmy do szkółki, właśnie Horus ma teraz lekcje, Amy i Mia miały wcześniej.

Dwa linki tych chińskich szkół.

https://www.vipjr.com/

http://www.vipkid.com.cn/

 

Jest także dużo lekcji angielskiego za darmo, ale już pewnie nie jeden-do-jeden

https://www.fluentu.com/blog/english/online-english-courses/

https://englishlive.ef.com/en-us/


 

 

 


Tagi