RSS
sobota, 31 grudnia 2011

Niestety, trafilismy pod ich skrzydelka takze. Urodzilo sie dziecie a szpital nie chce wydac aktu urodzenia bo nie bylo z tego urzedu - jak ja to brzydko nazywam "Copulation Permit" - dziecie sie urodzilo, i to juz trzecie - wielkie przestepstwo jak dla Chinczykow.
Pierwsze dwa akty urodzenia szpital wydal ze jestem innostraniec, ale z jakiegos powodu tym razem jest problem i szpital wlasnie wyslal nas do tego urzedu. Nie trafialo do nich, ze dziecie, jak i poprzednie dwoje nie bedzie Chinczykami, juz maja wydane paszporty polskie i amerykanskie, ze temu malemu tez to chcemy zalatwic a bez aktu urodzenia nic w konsulatach nie zdzialamy. Urzednik znalazl na komputerze ze Kacy urodzila wlasnie bez tego pozwolenia, a ona jest Chinka i podlega ichniejszemu prawo, ze musimy zaplacic kare, czyli okolo 100000 RMB (okolo 54000 zl kary - nie wiem, za to dziecko czy za kazde tyle samo?).

Niestety, nienawidze tego, ale znowu musialem grac Paskudnego Wstretnego Bialasa Ktory Drze Morde jak Dziesiec Milionow Starych Rozhisteryzowanych Bezplodnych Chinek w Walce o Ostatniego Yuana. Nienawidze tego, ale co mam zrobic??, placic frycowe??
Spokojny maly Chinczyk z awansu spolecznego a ja na niego pelna husaria, Kacy tlumaczyla. Biedak co chwile powtarzal ze sorry, nie umie angielskiego, ze dzwoni do swego jefe - ten podobno odpowiedzal to samo. No to ich na widelec i calym ogniem z mojej haubicy. Nazwiska, telefony, zrobilem mu zdjecie, ze bede ich podawal do Pekinu, ze przekraczaja swoje uprawnienia, gdyz dziecie nigdy nie bedzie rejestrowane jako Chinczyk. Od razu zreszta polazalem duze O, ze tyle wyciagna pieniedzy ode mnie, juz dobry palac-urzad sobie wybudowali, wszystko za pieniadze od prawa posiadania wiecej malych Chinczykow. W miedzyczasie ktos z wspolpracownikow przyszedl o jakas pomoc, to go wycisnalem za drzwi, taki ze mnie brzydal. Mial na biurku kawalek skaly-stalaktytu z jakiejs pieczary, juz zaczalem bic tym o biurko, ale szybko przestalem - moglo zniszczyc blat, nie bede im przeciez naprawial, tylko wygladalem na furiata.  W koncu dostalem nazwisko i telefon wiekszego bosa, temu bede trul dupe.

 
Ten mial swoje biuro w centrum naszej polmilionowej wsi - stary brudny budynek, typowy chinski, tutaj juz pewnie nie biora tyle pieniedzy. Juz bylo bez krzyku, przyniesli nam herbatke. Boss, mily grzeczny starszy facio, wysluchal nas jeszcze raz, polaskotal dziecie i kazal udac sie spowrotem do tego samego urzedu i wypelnic aplikacje o wydanie aktu urodzenia - nie dopelnilismy tego, zreszta nikt o to nie pytal. Uscisnelismy sobie grabe i paszli.
Kacy wypelnila ta aplikacje, zaakceptowali, w szpitalu wydano akt bez problemow. Doszli do wniosku ze aby dalej nie smierdzialo, nalezy urwac leb tej hydrze jak jeszcze jest mala, na co zreszta liczylem. Ale bez mojej awantury musielibysmy pewnie placic. Kacy probowala zalatwic to sama, zawsze byla odmowa. Ustalili sobie glupie prawo aby wyciagnac forse - czy kazdy musi je respektowac?

Jednak nadal potega bialej twarzy.
Aby nie mysleli, ze kazdy Duzy Nos to awanturnik, warhol, krzykacz, paskuda, pyskacz, rozrabiak, asshole, swolocz i lachudra, za kilka dni zaniose im koszyk paczkow.
Nie bede im placil ani grosza, byloby to jak prostytucja ze musze placic komus za cipkanie wlasnej zony. Juz raz wyciagneli Chinczycy ode mnie 150 000 RMB na podatki za limuzyne, ale na poczatku chcieli prawie pol miliona - wtedy sie zgodzilem na czesc, teraz nie dostana ani centa, to jest ambitralne dla mnie.

Prawo kontroli populacji oficjalnie zmniejszylo populacje Chin o 400 milionow, ale zyje w Chinach z 200 milionow Chinczykow ktorzy nigdzie nie byli rejestrowani. Po wsiach nadal maja po 2-3 dzieci, tylko w duzych miastach urzad ten jest dosc twardy - z biednego chlopa nie wycisnie forsy, a miastowe szczury to juz mozna podoic. Prawo to w niektorych prowincjach juz pozwala na 2 dzieci, gdyz juz jest brak rak do pracy. Mlodzi Chinczycy, zwani mali cesarze wychowani jak paczek w masle - bo to przyszlosc rodu - nie chce pracowac - mielismy kilku takich przyprowadzanych do pracy przez mamusie. Ich ambicje to najczesciej byc strozem - malo pracy.

Cyz moglbym sie tak zachowywac w innym kraju?? Pewnie tylko w Rosji, gdzie korupcja tez jest duza, gdzie kazdy zulik moze drzec paszczu, a lud bedzie sluchac bo niewiadomo kto za nim stoi. Pewnie duzo wyzej bym juz nie pyskowal, nie nalezy do przyjemnosci bycia scierwem i sukinsynem. Juz ktos z rodziny sugerowal ze da sie to zalatwic w innej prowincji gdzie maja kogos w rodzinie w podobnym urzedzie, czyli sa jakies furtki.
Zreszta wyglada na to ze chinskie prawa sa takie same jak na calym swiecie, czyli jak plot. Waz sie przeslizgnie, tygrys przeskoczy, a inne bydlo tez sie nie rozlazi.

Aby zla karma nie ciagnela sie za mna, jeszcze w starym roku zanioslem im paczki, przeprosilem za swoje zachowanie, podziekowalem, takze zyczylem Happy New Year

Happy New Year to All

Tagi: prawo
08:31, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Znajomi przyslali mi linki

http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,10827385,W_Chinach_otwiera_sie_pierwsza_polska_restauracja.html

http://biznes.newsweek.pl/sarmatia---pierwsza-polska-restauracja-w-chinach,85917,1,1.html

wspominano o tym w polskim konsulacie kilka dni temu, z mieszanym uczuciem.
Oczywiscie zyczymy im jak najwiecej sukcesow ale jak mowiono w konsulacie, juz bylo kilka podobnych prob. Nie wiadomo, kto bedzie potencjalnym klientem restauracji. Wg proponowanego meniu (bazanty - kuropatwy), nie bedzie to tania restauracja, czyli jest liczona na tych z forsa, tj Chinczyk jak ma latwa forse, to najczesciej za lapowki, a takich jest wielu. Nie mozna liczyc na obcokrajowcow, ci to najczesciej zyja tanio, a turysta nie pojedzie do Chin aby najesc sie polskiego jedzenia. Raczej wszyscy beda szukali lokalnego czy chinskiego jadla z innej prowinci - a wybor jest ogromny. Wlasciciele podobno byli zwiazani z polskim Sphinksem, wiec moga miec doswiadczenie jak rozkrecic siec restauracji i pozniej ja sprzedac np.dla Mc Donalda, moze to byc glowne zrodlo pozniejszych zyskow. 

Dwa miesiece temu wystartowala polska piekarnia w Heshan, tylko 30 km od tej polskiej restauracji. Bez fanfarow i trab jerychonskich, ale dzialamy. Na razie tylko 200 m2 i dwa swoje sklepy, ale jak bedzie potrzeba to mamy nastepne 500 m2, takze cale pietro jednego budynku, a to nastepne 3500 m2, wiec miejsca na rozwoj jest mnogo. Niestety, polski chleb nie znalazl uznania u Chinczykow, ale grahamki, kajzerki kupuja po 10 sztuk - bo to tanio i oferujemy 15 roznych smakow - warzywne, owocowe, nawet robimy z sama ostra papryka. Slodkosci polskie nie sa szeroko oferowane, (a szkoda, nie mamy cukiernika ktory by nas nauczyl) ale hiszpanskie churros, orejos jest popularne i dziatwa szkolna przychodzi po nie regularnie. Juz zglaszaja sie male sklepiki czy europejskie restauracje z drugiego konca Chin, aby im dostarczac - niestety -odleglosc i aby to bylo swieze, bedziemy musieli po upieczeniu mrozic na kamien - tak to robi jedna firma ze Szwajcarii, takze sprzedaje w Polsce. Rynek zbytu jest ogromny, pracy natomiast duzo wiecej.
12:08, bialychinczyk
Link Komentarze (13) »
Tagi