RSS
niedziela, 29 grudnia 2013

Swieta, swieta i po swietach. Tutaj to zycie jak w kazdy inny tydzen - dzeciaki jak zawsze dostaly tyle zadan domowych, ze siedza nad tym cala sobote i niedzele. Dopiero na Nowy rok beda mialy dzien wolnego, a wakacje zaczynaja sie 15-go stycznia.

Wigilaia tez jakas byla. Nawiozlem serow z ameryki, zaprosilem nauczyciela angielskiego, zrobilismy sobie wyzerke. Kawa tez byla z USA, chlopak do 4-tej nad ranem nie mogl pozniej zasnac. Byl Giantem, olbrzymen i spisal sie na wystepach, pewnie bo ogolil nogi.

W szkolach chinskich tez sie spotyka nowy rok, tym razem konski jak widac na obrazkach. Dzieci i nauczycielka od tanca i choreografka przygotowuja wystepy, lud sie zejdzie i oglada, jest wesolo. Dzieciaki ganialy, wiec przed snem mialy wyparzyc nogi z goraca woda z ziolami i wsadzilem je do bani, jak u babci dawno dawno temu mnie moczono.

12:20, bialychinczyk
Link Komentarze (5) »
czwartek, 26 grudnia 2013

Ludzie jezdza po swiecie i chca przywiezc jakis prezent dla siebie czy znajomych, ale nie chca byc oszukani. Kraza legendy o tanich Rolexach, torebkach Guchi czy LV za kilkaset zl, garniturach Bossa za male pieniadze. Wlozcie to jednak wszystko w kartoteke legend, opowiem wam kilka wlasnych przykladow. 

Wina

Moje chinskie dzewcze chcialo mi zrobic prezent i kupilo butelke francuskiego wina z 2009 roku. Sprzedawca twierdzil, ze kupuja w beczkach, w Chinach rozlewaja, moze sie zdarzyc. Watpliwosci zaczely rosnac juz przy otwarciu butelki, korek sie rozpadl, oczywiscie z napisem "EN FRANCE", ale dobrze, ze nie byl kapcel plastykowy. Wino kolor ma ladny, rubinowy, ale ze smaku to Kwas Przedni. Nadal moze byc francuski, w koncu sa tez kiepskie francuskie wina takze. Moglo tez byc ze do 100000 litrow paskudnego chinskiego wina dodalo sie butelke oryginalnego dobrego francuza i juz mamy kilka beczek wina francuskiego, ale po co az tyle zachodu.

Sprawdzmy naklejke. Wyglada ok, ale jakas blada, czyzby kopia? Ale mamy. Tylna naklejka, juz z chiskimi literkami i francuskie ...en sauce,viandes... czy .... et soyeux,et fera..., juz jest zle spacing, juz jest pisane przez Chinczyka. Wiec najpewniej nawet ta jedyna butelka francuza poszla do gardla a byla kupiona tylko aby miec naklejke.

Co mozna zrobic z takim winem? Mozna je pic jak to robia Chinczycy, czyli pol na pol z 7up czy z jakas soda z dodatkiem plastrow cytryny. Sam niekiedy dodaje trocheczke miodu, ale nie za duzo aby nie zrobic likieru. Najlepszym chyba wyjsciem jest zachowac do bigosu. Zawsze jak dusze wolowine, dodaje brandy czy whisky, nawet chinskiego, nie zaszkodzi.

Zatrudnialismy kiedys Chinczyka, ktory obecnie jak odwiedzi mnie przynosi butelke francuskiego koniaku. Ma do mnie szacun, bo zrobilem z niego czlowieka, dziala teraz dobrze. Schowalem butelke do torby, zawsze sie w domu przyda, ale na nieszczescie na lezaco i prawie wszystko wycieklo na papiery. Sprawdzilem wiec naklejki, oczywiscie z bledami i ze zlymi znakami interpunkcyjnymi, kopia calym pyskiem. Nawet te originalne chinskie trunki njaczesciej maja zle nakretki i jak wysylam dalej, zawsze musze pamietac o obklejeniu tasma aby nie wyciekly. A i tak na lotnisku poznaje ze moje bagaze sa juz blisko, bo zajezdza chinskim alcoholem.

Ubrania, torebki

Znajomy po kilku latach pracy w Chinach juz wyjezdzal na stale do Polski, wiec kupil kilkanascie firmowych koszul po 200 RMB sztuka. Ladne, dobrze zrobione, material wyglada tez solidnie, ale czy sa originalne? Sprzedawca twierdzil ze  sa, a ktory powie ze sprzedaje podrobki. Dopiero etykietki, opakowania, pudelka pokazaly prawde, jakos tego nie potrafia opanowac, a diabel tkwi w szczegolach. Mialem tez taki przypadek, tez chcial 200. Ale jak mu udowodnilem, ze jestem pewny ze to podrobka, zaplacilem tylko 50, Chinczyk zaplacilby pewnie z 30. Kazdy sprzedawca bedzie sie upieral ze to sa oryginaly, trzeba tylko udowodnic ze sie wie prawde, cena leci w dol. Z torebkami to samo. Originalna torebka Luis Vuton kosztuje 3000 dolcow, W Kantonie sa po 1000 RMB. Niekiedy tak dobre, ze nawet jesli sie znasz, nie odroznisz od originalu, bardzo dobre kopie. Ale mozna je kupic taniej. Trzymaj ja w reku i powiedz ze chcesz ich 5 sztuk, przyniosa. Wtedy zaoferuj im 1000, ale za wszystkie - oczywiscie pokaz im bledy w naklejkach, ze ty takze wiesz ze to sa nielegalne podrobki. Jak sie dalej upiera baba-sprzedawca, powiedz ze dzwonisz po policje, ale musisz mocno trzymac te torebki, bo wyrwa i schowaja. Nie chce nic za darmo, ale nie lubie byc oszukiwany, ta torebka kosztuje ja 50, wiec moze sprzedac za 200. Raczej nie dojdzie do policji, bo wtedy mogliby zamknac jej sklepik, albo musialaby zaplacic pod stolem policjantowi, baba bedzie za wszelka cene starala sie tego uniknac. Musisz miec jednak czas, chec kupna kilku torebek tanio i checi szarpania sie, mi by sie juz nie chcialo. Duzo zalezy takze od twojego tlumacza czy tlumaczki, bo 80% twojego zakupu moze takze isc do jego kieszeni, mimo ze placisz mu za jego czas. Stardartowy zwyczaj w Chinach, tlumasz wraca pozniej po swoja prowizje, czesto bardzo tlusta - sprzedawcy placa, bo sa przyprowadzani nastepni klienci do golenia,  baby w sklepikach najczesciej nie znaja angielskiego. 

Zegarki, Rolexy.

Na mojej wsi idzesz do kazdego sklepu z zegarkami i na polce lezy kilkanascie modeli, wszystkie podrobki, tutaj nie znajdziesz oryginalu. Cena od 30 do 300 RMB za sztuke, wolaja i 500. Tych tanich nie polecam, najczesciej elektroniczne cacka, za rogiem moga juz przeslac pokazywac czas. Ale mozna wybrac porzadna kopie z dobrym mechanizmem mechanicznym. Trzeba dobrze wybierac aby nie byly za kanciaste, zreszta znawca spojrzeniem wyczuje ze to sa podrobki. Kupilem kiedys znajomemu, chodzil bez zarzutu kilku lat. Raz sie zepsul, to przywiozlem do naprawy, kosztowala 40 RMB, na nastepne kilka lat wystarczy, nadal budzi zachwyt u gawedzi. Trzeba takze uwazac. Dalem takiego Rolexa mojemu ex tesciowi z Ameryki Centralnej. Ktos mu zaoferowal dobra cene wiec sprzedal. Wszystko bylo OK dopoki nowy wlasciciel nie poszedl plywac z tym zegarkiem.  W Hong Kongu jest troche inaczej, w turystycznym getcie co chwila czarni i hindusi zaczepiaja cie "copy watch". Wolaja 600 HKD, pewnie te ze sredniej polki ktore w Chinach kupisz za 100-150.

Bogate chinki z mojej wsi na drozsze zakupy jezdza do firmowych sklepow w Kong Kongu, tam nie ma obawy ze wcisna ci podrobke. W mojej wsi to nawet duze sklepy sprzedaja kopie, a sklepow firmowych znanych marek jeszcze nie ma. Dopiero buduja duza galerie.

Znajomosc angielskiego na chinskiej prowincji to nadal bida. Zobacz ponizej zdjecie tornistra drogiej prywatnej dwujezycznej szkoly. Dopiero po 3-ch latach dotarlo do mnie, ze jest tam blad. Czlek powoli tez tepieje i juz niekiedy sam nie jestem pewny jak cos sie pisze. 

PS

Ludziska, dajcie sobie spokoj, to nie jest podrecznik przemytnika i nikomu nie wysylam zadnych torebek czy zegarkow i nie radze gdzie to kupic. Jest to tylko moja opinia jak odroznic podrobke i juz jesli ja kupujesz, placic fair ceny a nie z nieba.

Tagi: Chiny
14:44, bialychinczyk
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 23 grudnia 2013

Swiat czy wigilli nie ma w Chinach, wiec myslalem ze zrobie sobie kolacje winna. Nawiozlem roznych serow z hameryki, bedzie pasowalo. Ale teraz jak wybrac wina. Wczoraj niedziela, tlok w lokalnej Biedronce czy po drodze do niej. Sa jakies sklepiki z winami, ale co wziac. Staly takze dziewoje ktore serwowaly probki win - dopadly bialasa -na poczatku niezbyt zachecajaco, bo po prostu brzydkie, czy wino bedzie lepsze? Niestety, bylo gorsze, pewnie scieki z mycia beczek po winie. Po cichu chcialem zaniesc do domu, bede mial darmowy ocet o wdziecznej nazwie Mount Blanc de Jabol.

Namnozylo sie tych winnych sklepikow gdyz w Kantonie powstal duzy magazyn Wine Exchange, jest tam duzo win z Australii, Chile, Argentyny, sprzedaja skrzynkami po 20 RMB za butelke, czyli 10 zl. W tych sklepikach to juz 100-200 RMB, i tak nikt nie wie czy jest to dobre czy zle wino. Wino w Chinach jest dobrym prezentem, ale musi byc niechinkie, bo danie chiskiego jest wielkim afrontem. Cena wina w Chinach to jak wyglada naklejka, nic wiecej. 

No i co kupic? Znajomy kiedys kupowal te wina obczyzniane - jedno bylo dobre, reszta do scieku, a cena taka sama, 100 RMB. Kiedys pamietam tez takie wziolem, strasznie wykrzywialo. Zwrocilem uwage wlascicielowi sklepiku, to mnie zrugal ze powinienem kupowac wina po 400 RMB, te sa dobre. Bo drogie?, taka sama szansa trafienia na lurki. Kiedys odwiedzilem jakiegos Chinczyka w jego domu. Poczestowal mnie Rossi z 3-litrowego plastykowego buklaka, ale malo, bo drogie, kosztowalo go z 300, a takiego wina w Kalifornii to nie tkne.

Wiec albo kupuje chinskie tanie, albo juz pije whisky. Jesli to wino bedzie kiepskie, trudno, bedzie do gotowania, ale nie przeplacilem. A na swieta zjem sery i popije whisky - tez po prostacku bo zmieszana z cola.

Wiadomosc z ostatniej chwili. Powoli zwyczaje sie zmieniaja, Chinczycy kupuja winnice we Francji. Ostatnio jeden Chinczyk mial pecha. Kupil winnice za 300 milionow Euro, wszystko podpisane, byly wlascieciel jeszcze zorganizowal oblot helikopterem po okolicy. Chinka sie bala, nie wsiadla i zyje, Chinczyk z malym synem wyladowali za szybko, pogrzeb juz sie odbyl.

Wot wciornisci, a mialem byc pozytywny chociaz od Swiat, nie udalo sie.

Co mam Wam zyczyc? Pewnie tylko Wesolego Karpia, bo nic innego od lat sie nie spelnia.

Sie ma. Poszukajcie polskiej wodki na polkach, jest wasza.

14:24, bialychinczyk
Link Komentarze (8) »
piątek, 20 grudnia 2013

A nie bylo mnie tylko 3 miesiace. 

Buduja, nadal buduja w okolicy. Tam gdzie mieszkam stawiaja kilka 18-pietrowcow mieszkalnych i galerie. Chcieli wyzej 30-50 pieter, ale dostali pozwolenie tylko na 18. Gdyby mieli u siebie Golebiowskiego, to dorzuciliby z 10 pieter, pozniej sie zalatwi. Galerianek pewnie nie bedzie, wszystkie chetne maja stale zatrudnienie w hotelach czy w karaoke. Mieszkania sprzedane wszystko jak nawet nie bylo dziury w ziemi bo blisko Kantonu, a tam ceny sa kilkakrotnie wyzsze. Wiekszosc pewnie na inwestycje, wiekszosc bedzie stala puste. Inni tez buduja, jeden z naszych juz zlozyl wymowienie chociaz podpisal kontrakt na kilka lat. Udalo mu sie wynajac troche ziemi od innego sasiada na 10 lat, wiec juz postawil tani magazyn 4000 m2. Budowa i wynajem takich magazynow to nadal ROI 30-40% rocznie, nic dziwnego ze sie wynosi od nas. Jedyny problem to znalezienie odpowiedniej parceli, tez szukamy. 

U nas tez buduja, malenstwo 500 m2. ale jakos kiepsko, juz wymieniamy 3-cia ekipe. Umowia sie na cene, my kupujemy material i zaczynaja, ale nie koncza bo w miedzyczasie znajduja lepszy kontrakt, wiec nawet nie przychodza po to co juz zrobili. Twierdza, ze u nas zarabiaja dniowke 150 RMB, a gdzies indziej moga miec nawet 400, wiec ten tydzien czy dwa pracy?? Prawie ze polskie zwyczaje, tylko ze nie dostaja zaliczki. Nasze straty tez sa, bo te dwa miesiace juz magazyn moglby byc wynajety, a  tutaj konca budowy nie widac. 

Droge tez nam poszerzaja. Scieli gore, zakopali bajorko rybne bo na tym skrzyzowaniu bylo zawsze gesto.

Rzad chinski wprowadza prawo ze rolnicy beda mogli indywidualnie sprzedac swoja ziemie. Dotychczas tylko rzad mial prawo kupowac i sprzedawac kilkakrotnie drozej dla developerow czy indywidualnych. Moze bedzie lepiej i zahamuja wzrost cen. Lubie jak cos sie buduje, moze tez mi to pomoze. Nie biega wcale o forse, nigdy to nie byl cel mego zycia, tylko korzysci z posiadania ich. Zreszta tysiac w ta czy w tamta nie zmieni stylu mojego zycia - dopiero extra 100 000 miesiecznie zmieniloby to, i to w porzadnej walucie, nie zadne jabongi, a na to sie nie zanosi. Wazniejsze to byc aktywnym, cos tworzyc, miec satysfakcje z tego zycia.

I to tylko 3 miesiace, a jak w Polsce? Kilka lat temu przywiozlem stalowa konstrukcje na magazyn 1400 m2 aby postawic na dzialce. Dalej lezy w kawalkach bo nie ma chetnych. Nie ma sensu go stawiac, aby tylko placic podatki z 20 zl/m2 rocznie?. Bryndza jak to mowia. Tusek zapowiada wyzsze podatki dla przedsiebiorstw, kto w koncu zostanie w tej Polsce? Pewnie tylko ci co czekaja na smierc. Trzeba jednak przyznac ze z tym latwiej niz w Chinach. ZUS da na pochowek 4000 zl, w Chinach to straszne problemy, szczegolnie na wsi. Jak mi w chinskiej rodzinie mowia dobry pochowek powinien trwac 3 dni, maja byc race, fajerwerki, orkiestra i zawodowe placzki i 3-dniowe wyzywienie dla calej wsi nie liczac papierosow na prezenty dla gosci i moze to kosztowac 100 tysiecy yuanow mimo ze za cmentarz uzywa sie kawalek wlasnego poletka. 

A jednak znalezlismy w czym Polska jest lepsza niz Chiny. HURRRRRAAAA. Ruskich pierogow takze nie maja, a smietane znalezc to jak wygrac w loterie. 

Ponaddo, cholera tutaj jest zimno, w nocy 4C. Gdybym przyjechal z Polski, pewnie nie czulbym tego, ale bylem w Kalifornii. Chinskie domy na poludniu nie maja ogrzewania, tylko klimatyzacje. Mam jeden pokoj gdzie jest grzalka, ale nastawiajac na 23C ciagle jest zimno, a grzalka pracuje na okraglo. Te domy sa tez kiepsko zbudowane, ziab ciagnie z okien. Chinole spia takze w swoich kurtkach czy w ubraniu, brak zwyczajow porzadnego i wygodniejszego zycia, sam pytam sie tylko zonki czy moge spac nie zdejmujac cieplych kapci. 

Tagi: wczasy wojaze
06:45, bialychinczyk
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 09 grudnia 2013

Dzieki za zaproszenie, milo z Waszej strony ze znalezliscie ze istniejemy. Frajda dla dzieci, tego nie maja w Chinach. Dzieci pobawily sie, zrobily babki, potanczyly, dostaly prezenty od Mikolaja, pewnie beda pamietaly dlugo, juz podzelily sie z mama wrazeniami. Aby dostac prezent od Mikolaja, musialy zaspiewac, wiec dla lokalnych takze frajda bo moje spiewaly po chinsku.

Ktos to organizowal i placil, bylo friko, a ze nie lubie zerowac i aby nie siedzec o suchym pysku, zrobilem dwie duze brytfanny ryby po grecku. A zem z Chin, dodalem wiec chinskich przypraw. Obawialem sie ze moze byc za ostro, moze nie tak ostro jak dowcip policjanta z Wachocka, ale spicy. Na cale szczescie nie narzekali a chwalili. Chca mnie teraz zapraszac na swoje zjazdy - nie dam sie, juz wyjezdzam. 

Moglo byc gorzej. Jednemu kiedys dalem butelke chinskiej wodki. Pozniej powiedzal, ze byla tak niedobra, ze komisyjnie wylali ja do zlewu. Nie wiem jaka to byla komisja, pewnie Macierewicza. Gorsi niz chinscy wiesciacy, nic innego nie lubia, musi byc tylko chinskie, czyli tylko siwucha. 

Powiem wam prawde o chinskiej kuchni w USA czy w Polsce. To co jecie to jest gorsze niz chinski McDonald. Najgorzej bylo w Polsce, we Wroclawiu. Kolega sie chcial pochwalic i zaprosil mnie i moja Chinke do chinskiej restauracji w Rynku. Zamowilismy kilka potraw, m.in wieprzowine na slodko-kwasno. Mialy byc dwa smaki, byly 3 - slodko, kwasno i mdlo. Zreszta inne byly tez slodko-kwasno, wszystko na jedno kopyta, a raczej trzy smaki - mdlo, mdlo i jeszcze raz mdlo. Po latach mam nadal te koszmary - byla to jak moja mama mawiala, jakas mamalyga. Jakis przejezdny Chinczyk pewnie kiedys ichniejszego kucharza wykajstruje z rozpaczy, jak to mozna nazywac chinska kuchnia. Zreszta w hameryce nie jest duzo lepiej, typowa chinska jadlozernia to takze bez smaku, tylko duzo. Nie wiem dlaczego, oszczedzaja na przyprawach? A mozna robic roznosci. Kuchnia tylko jednej prowincji Sichuan to 5000 popraw, najczesciej ostrych potraw.  Kiedys takze nie moglem jadac ostrych - tj ja lubilem, ale moj zoladek juz nie. Ale teraz po swoich kuracjach ziolowych, juz moge jesc wszystko bez zadnych zaladkowych sensacji.

Czyli Ku Pamieci, jadaj smacznie i pikantnie. Bedziesz sie lepiej czuc , a jak zgasisz swiatlo, zona tez bedzie bardziej zadowolona.

 

 

05:55, bialychinczyk
Link Komentarze (4) »
Tagi