RSS
środa, 16 marca 2016

Od lat Chiny miały politykę jednego dziecka (już się skończyło, teraz 2), a to doprowadziło do dysproporcji że obecnie na 107 chłopców jest 100 dziewczynek, pomnożone przez 3/4 miliarda, więc ogromny brak kobiet. Od tego trzeba odliczyć te za młode i te za stare, panienki które nie są do wzięcia gdyż pracują w klubach karaoke (czytaj burdel), nieoficjalne 2-gie czy 3-cie żony bogatych Chińczyków. Sa też inne, nazywam urban-dziwki, one nie mają ochoty na żeniaczki, wolą często zmieniać partnerów, poczytaj o takich

http://skosnookiepozdrowienia.blox.pl/2012/05/Shanghajskie-dziewczyny.html

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,6240889,Kochasz__to_kup_mi_torebke_Louis_Vuitton.html

http://www.vjuliett.com/2015/08/chinskie-sluby/

No i co mi zostało do powiedzenia? Napiszę więc jak to jest u mnie, na prowincji.

Młody człowiek, jak już się trochę dorobi, jedzie na swoją wieś aby przywieżć żone. Musi być przygotowany na wydatek powiedzmy 100000 dla rodziców przyszłej które może dostanie spowrotem wraz z żoną ale pod warunkiem że nie ma w domu brata-singla, on też musi mieć pieniążki na kupno swojej żony. Kto tam dba o jakieś miłości, najważniejsze aby młoda urodziła męskiego potomka. Mam własnie taką sąsiadke, już w ciąży. Musi być syn, bo to on będzie przyszłościa rodziny i on będzie dbał o rodziców na starość. Jak dziewcze już starsze, niezbyt ładne czy z jakimiś felerami, to jej cena spada, nawet do zera, aby ją tylko z domu wypchnąć, takie 27-letnie to już są za darmo.  Ślub i wesele też kosztuje, to wszystko na głowie pana młodego i jego rodziny. Tańsze wyjście to znalezienie sobie żony z importu w Hong Kongu - jest tam dużo agencji które oferują panny do żeniaczki najczęściej z Wietnamu czy z Laosu/Burmy za powiedzmy 30000 RMB (20000 złotych) -  Tamze to już bez wesela, typowa tranzakcja handlowa. Jeśli tylko panna przejdze pozytywnie test - badanie dziewictwa, forsa z ręki do ręki i koniec, żadnych gwarancji, zobaczcie o tym filmy na Youtubie. Panna ma wybór i ona podejmuje decyzje czy chce tego Chińczyka - może też póżniej uciec, też to się zdarza. Są też wesołe przygody że mama kupi żonę 35-letniemu synkowi a on jedynak, nie potrafi sam nawet butów zawiązać i nie wie po co to-to ma w spodniach i nie mają się ku sobie. Więc są oboje przez mamuśke obijani jak pinata na urodzinach w Meksyku, synek i nowa synowa, bo mama chce mieć wnuka jak najszybciej.

Jest w okolicy dużo młodych dziewcząt -, takie 20-25, w sklepach, w zakładach kosmetycznych, restauracje, mało ładne i mało ciekawe, żyją bo żyją. Jak mądra i cwana, znajduje dochodzącego tymczasowego towarzysza i go skubie, doi, cycka i ciągnie forsę - na zabiegi kosmetyczne, na nowe żęby bo najczesciej to wygląda jak płot stawiany po dniu kobiet, poprawienie twarzy, operacje plastyczne aby wyglądac jako-tako czy nawet ładnie. Jeszcze nie robią sobie nowych piersi czy pup, nie ma zwyczaju, najlepsza ma być buzia, to przyciąga zwierzynę. I potem obecny partner jest już za biedny, za brzydki, można znależć kogoś bardziej bogatego, forsa się najbardziej liczy w życiu.   

Kiedyś mówiło się że Chinki wolą żenić się z białymi - Sorry my friends, już nie, młode wolą bogatych Chińczyków. Starsze Chinki to jeszcze mają chętke na białych ale z innych powodów - są to rozwódki, wdowy i inne z odzysku. Chcą podróżować i żyć na cudzy koszt - szybko chcą abyś wszystkie swoje oszczędności życia przywiózł do Chin, ona już bedzie tym zarządzała. Są blogi takich którzy na tym wpadli - na początku panna wygladala jak 20-latka, bo dużo tynku i wosku na buzi, za każdym następnym spotkaniem coraz bardziej jej rzeczywisty wiek wyłaził. Jeden się ożenił- miał nawet dziecko ale zawsze miał wątpliwości czy to jego czy nie, żadnych sladów czy rysów bialasa. W biedniejszych krajach jak Wietnam, Laos, Tajlandia biała twarz ma jeszcze wartość, a raczej białasa portfel. Zresztą Polki szukają też, może być brzydki jak noc, aby tylko miał inny paszport, jakiś innostraniec z Zachodu albo arab, aby tylko kopyt nie miał. Jednak nie radziłbym nikomu wiązać się z "pracującą dziewczyną" z Tajlandii, pracującą w Pattaya na rurze czy w jakimś tamtejszym klubie. Są też wyjątki. Jak byłem w Tajlandii sam widziałem blisko dworca bardzo piękne dziewcze z bagażami - dopiero co przyjechała z prowincji i pewnie szukała pracy, sam bym się ją chętnie zaopiekował aby nie trafila do burdelu. To jest tragedia na całym świecie że najładniejsze dziewczyny często lądują w burdelach. Te gorsze są dla białych, najładniejsze Tayowie sobie zatrzymują. 

Na początki w Chinach mieszkałem w Shenzhen, jak większość przygranicznych miast, jeden wielki burdel. Hong Kong był wtedy bogaty w porównaniu z Chinami i dużo panów z HKu, średnia klasa, dla swoich "drugich żon" wynajmowała mieszkania w dzielnicy Windows of the World. Trudno było znależć normalne dziewcze. Poznałem ładną i miłą we dnie i w nocy Sweet Lulu, okazało się wkrótce że ma swojego pana który płaci jej jakąś pensję i opłaca mieszkanie - byłem drugi, szybko skończyłem znajomość. On pracuje w tygodniu w HKongu, przyjeżdzał tylko do Shenzhen na soboty, a panienka w tygodniu się zabawiała. Inna, bardzo krótka znajomość, nazywałem ją "old lady" bo była tylko 10 lat młodsza ode mnie - chciała abym kupił jej mieszkanie, naiwna. Wtedy byl dobry czas na kupno tam mieszkań - za 150 000 już można było znależć - teraz bez miliona nie masz co marzyć. Miałem znajomego Chińczyka, pytam ile ma mieszkań?. Odpowiedzal że cztery, o których żona wie. A ile masz drugich żon? obecnie tylko jedną, ale byly i 3. Teraz to on jest multimilionerem, nie musi pracować i żyje tylko z wynajmu. Takie zycie. 

W mojej okolicy jest także kilka takich drugich podwójnych małżenstw, nawet kilka domów ode mnie jest jedno. Ale oni maja już dzieci, więc pani ma już dom kupiony na jej nazwisko. Chińczycy o przyszłość swoich dzieci bardzo dbają, będzie dla nich. 

No i ostatnia grupa, starych gramolów, dziadów jak my. Jak masz ochotę i chęci, a kasa nie jest problemem, mieszka się z jakąś młódką, nigdy nie dochodzącą. Pan dba o swoją młodszą następną połowę, daje jej powiedzmy 3 tysiące miesięcznie na jej wydatki, wyśle ją na naukę angielskiego, nauczy i wprowadzi w to życie, nawet może póżniej znależć jej męża. Obie strony zadowolone, co za radość dla starucha widzieć młode dziewcze powoli zmieniającą sie w rozumną dojrzałą kobietę. Jeśli dziecko się trafi, to mama dostanie dom czy własne mieszkanie, samochód i staruch zorganizuje jej jakieś zajęcie, może to być mała jadlodajnia, sklepik, co ta panna z dzieckiem chce robić w zyciu. W drugą stronę to też pracuje - kiedyś w pociagu w Niemczech siedzała taka para naprzeciw. Ona starsza stateczna pani, on młokos i zachowywali się jak kochankowie, nie jak matka z synem. Pani uczyła młokosa angielskiego i zachowania. Kiedyś to się skończy dla nich czy dla staruchów, ale ileż frajdy z życia w miedzyczasie.  To samo bylo w Polsce za komuny, starsi Polaci z USA jeżdzili do Polski po młode żony. Kiedyś takiego skrytykowano, przecież ona cię szybko porzuci w Ameryce. Wiem o tym, przyjadę po nastepną, odpowiedzał. 

Niech się polskie panie nie krzywią na mnie że piszę z mojego czyli męskiego punktu widzenia. Jak jakaś kobita ma swoją kase, też może wybierać najlepsze kwiatuszki. Chinka która posiada największe kasyno w Macao (tata założyl, umarł już) bez żenady chwali się że ma 17-u kawalerów. Bliżej, z polskiego ogródka - polska pani doktor z Kalifornii, pogoniła jednego męża Polaka, drugi na wylocie i w obecności tego na wylocie otwarcie mówi że ona takich mężów to może mieć i 5 sztuk. Można pytać, a gdzie miłość, rodzina, bóg, naród, ojczyzna, od siebie dorzucę zatwardzenie i rozwolnienie. Gdzie jest ta miłość po 15-20 latach małżenstwa? Dzieci już na swoim, nuda straszna, jeśli nie wojna na codzień. Małżenstwa powinny być zawierane na powiedzmy 20 lat, mieć czas na wychowanie dzieci, bez szarpania się i pyskówek, a póżniej obowiązkowy rozwód. Jak chcecie żyć razem, żeńcie się znowu, ile par na to by się pisalo? Znajomi z San Diego, nie mogli już na siebie patrzeć, żarli się, dzieci już na swoim, więc podzielili co mieli i rozwód. Okazuje się że ona szybciej znalazła partnera i radość życia niż on, a on tak naciskał na rozwód. Więc nie zawsze Ona jest na tej przegranej pozycji. Swojej Chince na początku zaoferowałem że ma być ze mną 10 lat - po tym miała dostać samochód i milion i pójdze w swoją stronę, a sam wtedy byłem goły (prawie). Sytuacja się zmieniła, są dzieci, jeszcze małe i gdybym chciał się kiedyś rozejść, to pewnie wszystko zostanie dla dzieci a sam jak wyrwałbym tym razem dla siebie ten obiecany milion na nowe życie, to byłoby OK. W dawnych Chinach nie było rozwodów, nadal nie ma też zycia rodzinnego, ludzie żyją koło siebie, nie z sobą. Pan zawsze w fabryce albo na delegacji z klientami (tj u swojej drugiej-trzeciej), pani w domu wychowuje dzieci albo jak już dorosłe, gra w karty czy w warcaby z koleżankami, albo tez tańczy w parku, też z koleżankami. Ale obecnie jest już coraz więcej rozwodów , szczególnie jak nie ma dzieci a największy powód - mąż nie potrafi zapewnić żonie odpowiedniego standartu życia. Nie widzę tego co jest nagminne w Polsce - nie zabiera się żonę czy męża znajomemu czy koleżance. Po co wdeptywać w te same ślady? Jeśli chce się mieć nowe życie, bierze się młódkę. 

Idzcie w pokoju, ofiara spełniona.

nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti, Amen - kiedys moja mama chciała zrobić ze mnie księdza, byłem długo ministrantem, coś tam zostało

17:25, bialychinczyk
Link Komentarze (43) »
czwartek, 03 marca 2016

Dzieci uczęszczaja do prywatnej szkoły chińsko-angielskiej (???),  ale mają tyle nauczania angielskiego, ze ani A ani B - nic dziwnego, jest jeden czy dwóch nauczycieli Anglików na 1000 ucznów (jeden z Australii, nowy nauczyciel z Anglii pije, każe się nazywać Sir), czyli 2 minuty ich czasu na tydzień na jednego ucznia, więc nie ma efektów. Chińscy nauczyciele to tylko poprawiają literki i nadal nikt nie umie po angielsku a płaci się za wszystkie dzieci 75000 rocznie. Przenieść dzieci do lepszych szkół do Kantonu, to minimum 100000 rocznie za dziecko i może będzie trochę lepiej, więc czy jest sens wysyłać dzieci do takich szkół? Dzieciaki maja polskie i US paszporty, więc czy nie lepiej wysłać je do szkół w Anglii? US na teraz odpada, Amerykanie nie dali zonie wizę gdyż ja nie mam dochodów w US, biurokracja. Sam też nie muszę już być w Chinach, wręcz nudzę się, trzeba się gdzieś ruszyć. Na samo życie w Chinach wydaję 150000 rocznie (bez jedzenia i innych, tylko koszta stałe), czyli wszystkie te pieniądze mogę wydac w Europie, powiedzmy 2000 Euro na miesiąc. Trochę mało, trzeba dorzucić drugie tyle aby jakoż żyć, ale dzieciska nauczą się angielskiego. 

Trzeba więc jak najszybciej pojechać do Europy i zorientować się w temacie. A może ktoś z Czytelnikow ma już jakieś doświadczenia ze szkołami w Anglii? Trzeba tam przeprowadzic się na powiedzmy rok, wynająć jakiś domek czy mieszkanie, zoopatrzyć się w bibliotekę i jakoś ten czas upłynie, nie muszę pracować, nie szukam przecież pracy. Długi na 7.5 metra Cadillac czeka w Polsce, będzie czym jeżdzic, z nudów mogę sie zatrudnić w Londynie na Uberze, może też być jakaś frajda.

Opinie, uwagi mile witane.

PS. Nasze limo, dobre na zimną Anglię ale jeszcze lepsze dla turystów na słoneczną Maltę. Uciąc tylko dach i zrobić topless z tylu, wtedy zmieści się tam nawet orkiestra.

Tagi