RSS
czwartek, 28 kwietnia 2011
Hameryka sie wali, a ze tam sprzedawalismy, wiec sie takze nam dostalo. Nie bylo sensu trzymac fabryki pustej, wiec wynajelismy. Jedna firma wziela budynek dwupietrowy, druga caly magazyn 48x72 m. Myslelismy ze zostawimy sobie mala czesc, ale bylo im potrzebna calosc, wiec zostalismy pod chmurka, trzeba bylo cos sobie wybudowac, bo miejsce na dzialce jeszcze bylo.
Wiec postawilismy tani magazyn 700 m2, wystarczy na nasza mala produkcje. Nie znosze bezczynnosci, wiec trzeba zaczac produkowac cos nowego na lokalny rynek, ale na to potrzeba min 200 m2. Szukalismy aby cos wynajac, ale same rudery, koszt adaptacji zezre nas i kiedys trzeba bedzie to zostawic za darmo. Kacy wiec zasugerowala abysmy ta adaptacje zrobili w tym naszym nowym magazynie, na razie na czesci.

Trzeba wiec bylo zbudowac stalowa mezzanine, aby czesc gratow wyniesc na gore. Pod nia budujemy.

Niektorzy chca budowac w Chinach, wiec przytaczam ponizej swoj notatnik-kosztorys. ceny materialow i robocizny sa juz lokalne, bezposrednio od producentow czy z duzych magazynow. Wiekszosc firm nie zgadza sie na umowe tylko o prace, gdyz dobrze zarabia uzywajac jak najtanszych materialow - gonilem takich. Czyli krok po kroku, "gospodarskim" sposobem mozna tez tanio wybudowac czy zadaptowac pomieszczenie, bez wzgledu czy w Polsce czy w Chinach.

===========



kupilismy materialy na sciany, Young Fellow zaplacil za plyty gipsowe 4700 RMB, prawie 2000 zl
100 plyt 1.22x2.44 6 mm grubosci, 24 RMB sztuka, 10 zl
15 plyt 1.22x 2.44, 8 mm grubosci, 30 RMB sztuka

kupil takze stos aluminiowych ram do ktorych przybija sie te plyty, gwozdzie, sruby, tasmy, ma to wystarczyc na budowe scian 180 m2 piekarnii

Kacy wydala 5000 RMB na okolo 350 m2 plytek ceramicznych na podlogi i sciany, wystarczy takze na cala lazienke. Aby bylo taniej, kupujemy koncowki serii, jakies odrzuty, ale od producentow najwyzszej jakosci, wszystkie porzadnie zapakowane. I tak dostajemy lepsze niz pierwszy gatunek innych, zobacz zdjecia
 
Materialy na sufit beda nasz kosztowaly 14 RMB/m2 juz z instalacja, razem mamy 226 m2, 3164 RMB czyli okolo 1320 zl
najdrozsza jest posadzka i sciany z plytkami ceramicznymi - aby oszczedzic w piekarni plytki beda tylko do 1.20 m wysokosci, wyzej sama plyta gibsowa.
Postawienie scian dwustronnych kaza sobie placic 25 RMB/m2, scian jest 180 m2 x 25 = 4500 RMB
 
posadzka  bylaby najdrozsza gdybysmy chcieli kupowac w normalnej cenie 3.50 RMB za plytke 30x30. Kupujemy koncowke linii, moze trzeba bedzie dobierac kolory, bo trudno dostac powyzej 40 m2 jednego rodzaju, Potrzeba nam 226 m2, plytki 30x30 sa najtansze, koncowka produkcji bedzie nasz kosztowac 1 RMB sztuka, czyli 226x11 plytek/m2 x 1 RMB, czyli razem 2486 RMB podziel przez 2.40, bedzie 1036 zl, polozenie drozsze bo 15 RMB/m2,  czyli 1412 zl, trzeba dodac cene pasku i cementu pod plytki.
 
czesc, szczegolnie w biurze bedziemy klasc wieksze plytki 60x 60, lepiej wygladaja, ale takze sa drozsze, 15 RMB/m2, ale to tylko z 40 m2
 
sciany ceramiczne okolo 120 m2 (do 1.20 wysokosci) cena plytek jest 2.50 RMB za plytke 30x60, czyli 666 plytek x 2.50 okolo 1700 RMB x:2.40 = 710 zl, polozenie 120 m2 x 15RMB/m2 - 1800 RMB = 750 zl
 
czyli wykonanie scian, sufitu i posadzki bedzie kosztowac:

Kupno rur i zalozenie kanalizacji - 1100 RMB
Materialy na sciany -  4700
postawienie scian - 4500
sufit  - 3164
plytki na posadzke  - 2486
polozenie posadzki  - 226 m2  = 3390
sciany w piekarni, plytki -  1700 RMB
polozenie plytek na sciany -  1800
drzwi, 9 sztuk zakupione -  2300 RMB
 
czyli razem 25140 RMB, tj 10475 zl, zakup i adaptacja pomieszczenia 226 m2.

Jak bedzie potrzeba wiecej miejsca, mamy jeszcze prawie 500 m2 do adaptacji, ale jak bedziemy mieli sprzedaz i zyski.

to nie wszystko, trzeba jeszcze dorzucic okna, zrobienie lazienki, licze razem 30000 rmb, a firmy chcialy to zrobic za 50000 RMB. Oszczedza sie duzo, takze bedziemy mieli zrobione z lepszych materialow, bo firmy uzywaja najtajszych materialow -widzalem, zamiast wkrecic srube, wbijaja drewniane kolki, drzwi w fabryce zrobili gorsze niz do chlewika, bo mieli placone za calosc.
 
W Polsce to by wyszlo takze 50000, ale zl. Robilismy podobna adaptacje w Polsce 50 m2, nasze materialy, ale robocizna "po znajomosci" kosztowala 12000 zl. Nigdy wiecej.




























 

16:15, bialychinczyk
Link Komentarze (3) »
niedziela, 24 kwietnia 2011
Spacerowe "zdobycze"
















15:31, bialychinczyk
Link Komentarze (2) »
wtorek, 19 kwietnia 2011

Trzeba wyjechac na jakis czas, do Hameryki. Wyslalismy tam kontener, a ze zwolnilem wszystkich amerykanskich obibokow, wiec teraz sam musze wyslac z Kalifornii wszystkie zamowienia.
Nuda w tej Ameryce, rodzina w Chinach, a nie lubie byc sam. Lokalni Gringo ida do klubu pograc w pula i wypic kilkanascie Budwaiserow, albo ida do GOGO klubow poogladac cipki, tam juz nawet piwa nie dadza, purytanska Ameryka. Jedna znajoma Polka nawet lubiala wysylac tam swojego meza - naogladal sie jak glupi i z wywalonym jeziorem napalony wracal do domu - twardszy, jej zysk. Teraz nawet to juz na niego nie dziala. Jak mu przywiozlem chinska viagre, to dostal tylko sraczki, starzeje sie.
 
Ja naczelny dzieciorob Rzeczypospolitej, ale w tych amerykanskich salonach rozkoszy musze grac pedala, aby panienki nie kazaly zagladac sobie w zeby przez duza dziure z dolu w zamian oczekiwac dolara do pyska, dla mnie to mentalny samogwalt.  Wolalem juz jezdzic na poludnie do Mexico na ichniejsze pokazy, duzo ciekawsze, wesolo az do samego rana.

ale juz tam sie nie jezdzi, to sie skonczylo,
  tam teraz kastruja
 
Byly tam tez takie jadlodajnie ze specjalnym lunchem, przytocze czesc jadlospisu

combo ordinario, - tres tacos, dos margaritas i dos senioritas,
combo pequenos dla niskopiennych - tres tacos, dos margaritas i una seniorita
 
Chipsy, nachios, rzodkiewka, ostra salsa, bez ograniczen
 
jak bylo sie nadal glodnym, za drobna oplate mozna bylo dostac dokladke

Zreszta przez te lunche kilku Polakow w San Diego rozwiodlo sie, inni nigdy nie znalazli swojej bialoglowy.

Zreszta sam gustuje tylko w brzydkich senioritas - oczywiscie wg standardaw meksykanskich. Dla typowego guero pieknosc to duze cyce i duza dupa, ja wole te brzydkie, duze cyce maja byc, ale dupa musi byc mala

ale juz tam sie nie jezdzi, to sie skonczylo,
bo tam teraz kastruja
 
Jak mieszkalem w Teksasie, to raz w miesiecu jechalem samochodem do San Francisco i na noc zamiast w El Paso, zatrzymywalem sie po meksykanskiej stronie w Juarez. Tam bylo taniej i lepsze hotele. Po amerykanskiej stronie przy granicy i to tylko 3 leciwe & leniwe prostytutki i siedem policyjnych suk a przejdziesz tylko most - a tam zycie na calego, fiesta, spiewy i tance na ulicach cala noc.

ale juz tam sie nie jezdzi, to sie skonczylo,
Bo tam teraz kastruja

Kiedys jezdzilo sie do TJ, to tylko 30 minut od San Diego. Samochod zostawialo sie po amerykanskiej stronie, autobusik za dolara na Aleje Revolution i tam juz blisko to klubow Adelajda, czy do Chicago. Z powrotem kupowalo sie Azteca de Oro (Zloto Aztekow), najlepsze brandy na swiecie, czy Mescal w czarnej butelce z guzano, smakuje jak wedzonka, albo tez Tequila Anejo, bo wszedzie w knajpach robia margaritas z najpodlejszej tequilii.
 
ale juz tam sie nie jezdzi, to sie skonczylo,
bo tam teraz kastruja

czy nie umieja mierzyc, czy uwazaja ze czlonek zaczyna sie przy samej gorze, czy tez maja prikas bossa? Najpewniej jednak ze wzgledu na gwarancje, nie chca miec zadnych zazalen gdyby trabajo byla zle wykonana, wiec kastruja przy samej glowie.
 
Meksykanie kastruja najczesciej swoich, ale co to bedzie jak wiekszy jefe zleci na 1-go Maja czy z okazji swieta lokalnej Najswietszej Panienki ze ma byc wykastrowanych 35, a na stanie maja tylko 20-u? Pewnie dobiora z ulicznej lapanki, a ja tam moge sie trafic. Wole nie musiec sie tlumaczyc ze ja innostraniec, dla nich statystyka musi sie zgadzac, zreszta umieja  liczyc tylko 35, nie mniej ani wiecej. Zreszta poczytaj w gazetach jak czesto teraz w Meksyku to robia.

Kiedys mialem zone latynoske z Kostaryki. Latynoski kochaja bardzo dobrze, ale takze bardzo krotko, szybko to im przemija. Mieszkala ona w San Jose, w Kostaryce. Dawno machnal bym reka na nia, ale nigdy nie na dzieci, byly z nia. Odwiedzalem je, ale nie mialem tam samochodu, wiec postanowilem zawiesc swoj z San Diego. Jazda przez cala Centralna Ameryke, 5 krajow, z 6 tysiecy kilometrow, zrobi sie to w 10-14 dni bo drogi sa kiepskie.
W Meksyku w tym czasie nie bylo problemow, bylo bezpiecznie. Nie jechalem droga quote, czyli platnymi autostradami, bo sa drogie, trzeba bylo zaplacic okolo 300$ do granicy z Gwatemala. Jechalem trasami libre, darmowymi, przez wsie i miasteczka, zreszta duzo ciekawiej. Przed niektorymi miasteczkami w poprzeg drogi sa wybrzuszenia, "lezacy policjant", albo Topa aby zwolnic szybkosc - frajda dla locales obserwowac tych ktorzy nie zdarza wyhamowac i nabijaja sobie guzy.
Podobala mi sie prowincja Chiapas, najbardziej wysunieta na poludnie juz na granicy z Gwatemala. Meksyk wyglada jak male Chiny, czyli wszedzie brudno. A tutaj o dziwo, czyste miasteczka i drogi, chociaz bardzo biednie. Wokol gory, w oddali w gorach widac czerwone spodnice Indianek uprawiajacych swoje poletka. Noc sie zblizala wiec przed granica chcialem jeszcze zjesc i przenocowac nad sama granica i wczesnie rano przekroczyc granice. Stanalem w malej restauracyjce i poszedlem sie umyc. Zamowilem pozniej danie - przyniesiono mi watrowke. Cudzych ani wlasnych wnetrznosci nie jadam, wymieniono na cos bardziej strawnego. Wypilem jeszcze 4 duze kufle jakiegos naturalnego napoju, zaplacilem i pojechalem dalej. Dopiero po godzinie zorientowalem sie, ze nie mam swojego paska w ktorym mialem schowane 2100 dolarow, pewnie zostawilem go myjac sie. Szybko zawrocilem, bylem tam o 3-ciej nad ranem, wszystko bylo zamkniete, otwarli o 8-mej. Niestety, mojego paska nigdzie nie bylo, byla to najdrozsza watrobka w moim zyciu, zreszta jedyna.
Na cale szczescie czesc pieniedzy, okolo 300 dolarow trzymalem w portfelu. Ale przede mna sa jeszcze 4 granice, czyli 8 bramek, kazde istnieje tylko po to aby wyciagnac 50-100$ za kazdy samochod. Ponadto jest to jeszcze okolo 1500 km, trzeba miec forse na benzyne.
Mialem dla dzieci czekolade Hershey w plynie, czyli wyzyje, musze tylko kupic duzo wody pitnej. Od tego tez czasu staralem sie po drodze sprzedac wszystko co sie dalo. Wiec na granicy z Hondurasem armia nikaraguanka wzbogacila sie o lornetke Polskiej Armii Ludowej (wspaniale miejsce w gorach, trawa pokryte gory, widok od oceanu to oceanu, cisza, tylko wiatr opowiada swoje dzieje - bylem w polskiej armii, ale tylko rok, nie mialem ambicji na szlify generalskie ), ktos inny nosi moje addidasy, inny spodnie i koszule, jakies dzieci bawia sie teraz zabawkami z WalMartu. Jedna granice udalo mi sie przejechac na friko - samochod przede mna juz odjezdzal do nastepnego kraju, wiec ja bliziutko za nim. Na cale szczescie oba te narody byly sklocone i nie cofneli mnie, wrecz zostalem tam bohaterem.
 
Jak jade samochodem i to sam, czesto zabieram autostopowiczow, preferuje autostopowiczki. Wiec zabralem jedna pielegniarke, juz w Nikaragui, jechala z 200-300 km na niedziele do domu. Byla wdzieczna, wiec zaprosila mnie do domu na kawe. 
Mama seniora wokol ma z tuzin muchacios i muchacias, kazde inny tata, ale z duma twierdzi ze ona soltera - nie mylic sie, to sie tlumaczy panna, nie dziewica. Chyba wzialem tam zimny prysznic, bo juz 5 dni bez spania i mycia sie, a ze jechalem szybko wiec muchy mnie wczesniej nie mogly dogonic. Bieda straszna w tej budzie z chrustu, a ze do San Joze w Kostaryce byla juz tylko jedna granica i z 300 km, wiec zostawilem dzeciakom reszte swojej czekolady, podzielilem sie z nimi co mialem, zostawilem jakies drobiazgi, talerze, koce i szybko w dalsza droge bo moglbym latwo tam zasnac, dzieciska zreszta juz mi zaczeli wolac papa.
 
Ale kawa byla przednia, sami ja sadza w ogrodku, juz nigdy w swiecie tak dobrej nie pilem, dostalem ja z glebi serca. 
 
I tak dotarlem do San Jose. Z 5-cioma dolarami w kieszeni, na prawie pustym baku i 5 kg lzejszy. Jak by byla potrzeba, jeszcze raz bym tam pojechal, zreszta ta trase zrobilem juz dwa razy.

Dwa miesiece pozniej czytam ze w prowincji Chiapas na poludniu Mexico ludzie zlapali sie za bron i zaczeli rewolucje. Mozna o tym znalezc googlujac. Czyli moj pasek z 2100 dolarami na cos sie przydal. Na cale szczescie juz bylem poza Meksykiem gdyz gdyby zoldaki Federales wiedzieli o tym i mnie zlapali, oni tym razem by mnie wykastrowali meksykanskim sposobem, czyli przy samej glowie.

O'le Amigos
 

Tagi: rewolucja
15:46, bialychinczyk
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 18 kwietnia 2011

W co sie wierzy w Chinach?
 
Tak jestesmy zbudowani ze w cos tam wierzyc musimy, Chinczyk ma takie same potrzeby. Rzad chinski, jakoby laicki, komunistyczny, nie miesza sie w to, kazdy ma prawo wierzyc w co mu sie podoba, aby tylko nie bylo to skierowane przeciwko "status quo". Zreszta nie chce sie dzielic wladza dusz z jakimis czarnosukiennymi samozwanczymi agentami boga przez siebie wymyslonego. Kilka lat temu zniszczyli organizacje Falun Gong poniewaz ta organizacja miala juz 100 milionow sympatykow gdy cala chinska partia komunistyczna ma tylko 70 milionow, tamci zreszta zaczeli organizowac wiece i miec ambicje polityczne, wiec musieli zniknac.
 
Chiny sa duze i kazda prowincja ma swoje pojecie wiary i duchow, ale jak to wyglada na poludniu Chin?
Tutaj najczesciej sie wierzy w istnienie duchow swoich przodkow i do nich najczesciej sklada sie modly o pomyslnosc. Mam tez takie odczucie, ze nie ma katolickiej bojazni, paniki, strachu przed smiercia, smierc traktuje sie jako cos normalnego.
 
Wsrod prostych ludzi jest bardzo popularne pojecie wrozbity, jasnowidza. Czesto wsie maja taka osobe do ktorej ciagna kolejki po porady. We wsi mojej tesciowej "pracuje" jedna pani, ktora moze pozmawiac z duchami ktorzy odeszli. Podobno nie zadaje zadnych pytan, tylko nalezy sie przed spotkaniem przygotowac i przywolywac ducha osoby z ktorym chce sie porozmawiac, ona bedzie tylko medium - posrednikiem. Mieszam w mojej wsi juz prawie 10 lat i dopiero nowa kucharka powiedzala nam, ze blisko nas jest takze wrozbita, a ze zawsze interesuje sie parapsychologia to odwiedzilem go.

Czlowiek ten to okolo 35-latek, slepy ( jakas wada genetyczna, jego brat jest takze slepy). Najpierw sie pyta o date urodzenia i pozniej przez chwile porusza wargami, czyli cos tam liczy w pamieci. Pozniej "nawija" to co mozna znalezc w kazdej ksiazce dotyczacej charakteru czleka wedlug chinskiego zodiaku i roku urodzenia;  2011 ( rok ksiezycowy) jest rokiem krolika.

    Czy to szarlatan? nie nazwalbym to tak, spelnia pozyteczna spoleczna role doradcy, kaplana, rabina, ksiedza, soltysa, psychologa i to wszystko w jednej osobie. Ludzie chca przed kims wyzalic sie czy poradzic, on jest uchem. To co powie i tak jest warte losowo, moze sie sprawdzic, ale nie musi. Lud w to wierzy.

    Ale jednak w jednym przypadku taki wrozbita sie przydal sie. Jak moja corka jak miala 2 latka wzialem ja na rece i weszlismy do oceanu. Niestety, duza fala nas przewrocila i znalezlismy sie pod woda. Od tego czasu bala sie wody, nawet nie chciala sie myc czy kapac. Pol roku to trwala, az w koncu tesciowa zaprowadzila ja do takiego maga. Od razu powiedzal ze dziecko ma fobie - zrobil swoje mary-czary i od tego czasu wszystko jest w porzadku.

    Wiara w duchy jest dosc mocno zakorzeniona, mialem kilka tego przykladow. Nasze budynki stoja na gorce gdzie kiedys byl cmentarz, jest to maly park przemyslowy, 12 fabryk roznej wielkosci. Zadnemu z wlascicieli nie powiodlo sie, musieli sprzedac swoja fabryke albo wynajac innym, ci nastepni juz maja sukcesy. Lokalni twierdza ze to zemsta duchow ze zaklocilo sie ich spokoj.

Inny przypadek.

Mam znajomego w Polsce ktory zbiera figurki generala Kwan Gong. Znalezlismy nawet dwumetrowa drewniana jego rzezbe, jego kolekcja jest teraz najwieksza w Europie. Na jednym wzgorzu “pod plotem” zobaczylem mala ceramiczna statuetke tego generala – prawdopodobnie byl tam kiedys cmentarz, teraz jest mausoleum zasluzonych dla tego miasta. Wiec zapytalem tego znajomego, czy chce miec (oczywiscie za darmo) ta statuetke, nazwalem go Generalem z Duchem.  Moj tesciu oraz ten znajomy sugerowali aby jego nie ruszac, gdyz nalezy do kogos, ktos ja tam postawil w jakims celu, wiec ja zostawilismy. Ale jednak silna sugestia czy autosugestia – kilka nocy z rzedu mialem jednak makabryczne sny – pogonilem tego drania, chcial mi dokuczyc i gryzc. Zreszta jak dziwnie latwo mozna rzadzic myslami czy marzeniami drugiej osoby. A kontrolowanie mysli?? to dream kazdego rzadu– juz podobno Amerykanie zaklucaja niskie czestotliwosci na ktorych operuje telepatia.

 W wiekszosci domow I w fabrykach w okolicy mozna znalezc oltarzyki najczesciej z tym generalem. Sklada sie przed nim ofiary z owocow, pali kadzidelka (ale po 3 sztuki na raz, nigdy pojedynczo), modli o pomyslnosc.

 Czas ktorzy niektorzy w Polsce spedzaja na coniedzielne odwiedziny roznych boznic Chinczycy spedzaja z rodzina.

Diablow, szatanow, czartow i innych lucyferow w Chinach nie ma







sobota, 16 kwietnia 2011

Kiedys rozmawialem z jakas chinska firma o ich produktach i nie moge sie odczepic, zawsze mi wysylaja gdzie sie oglaszaja. Tym razem wyslali zaproszenie na Canton Fair, odbywa sie dwa razy do roku w Guangzhou, w tym roku pomiedzy 15-19 kwietnia

http://www.cantonfair.org.cn/en/index.asp

wiec przy sobocie pojechalismy, nietrudno znalezc, blisko jednej z autostrad.

Ale blizej juz bylo gorzej, tlumy. Okazuje sie ze wejscie maja tylko obcokrajowcy z paszportami i z zaproszeniami, w innym przypadku trzeba zaplacic za wejscie. Chinczycy nie maja wstepu, lub placa 180 RMB, zawsze ktos tam "sprzedaje" wejsciowki. Kolejka do rejestracji obcokrajowcow chyba ze 100 metrow i to przewaznie Bliski Wschod i Afryka, patrz zdjecia ponizej. O nie, nie bede sie dawal obijac w kolejce, zreszta ta firme czy kazda inna moge odwiedzic bezposrednio. Wiadomo, ze na takich fair ceny sa takze duzo wyzsze, w tym czasie wszystko w Kantonie jest duzo drozsze - od taksowek poprzez restauracje i hotele, i to conajmniej 2-3 razy drozej. Wiec odpuscilismy, zobaczylismy tylko co jest wokol.

Mozna wiec bylo kupic podrobki Rolexow za 30 RMB, zebrac z tone roznych katalogow od tych ktorych nie stac bylo na oplacenie wystawy. Byly takze dwa tybetanskie psy Mastiffs, bardzo drogie, cena ich w Europie moze byc ponad million funtow. Wlasciciel twierdzil, ze przywiozl z Tybetu 7, 5 panienek szybko sprzedal, zostaly mu tylko 2 chlopcy, cena kazdego to 28000 RMB. Wg jego to jest bardzo dobra cena, gdyz chlopcy dobrze zarabiaja, zaplodnienie suki kosztuje 5000 RMB za kazdy raz. Nie wytrzymalem I zazartowalem ze jak bedzie odpowiednia panienka czy mama, to za podobna usluge nic nie kaze sobie placic, a mam wprawe, zobacz moje corki – cena wiec spadla do 15000 za Mastiffa. Zajmuje sie tym od dawna i wszelkie papiery eksportowe zalatwi – niestety, nie mam duzego domu aby trzymac takie zwierze, zreszta bardzo mile zwierze.   

I tak powoli doszlismy do swojego auta. Wokol duzo sie buduje, wiec  wokol bylo duzo “restauracji” na kolkach i wszedzie wlajace sie odpadki – jak chinczyk czegos nie potrzebuje, rzuca to gdzie stoi.

Przy okazji kupilismy jeszcze w Metro - sklepie typu wholesale - bagietki i maslo, nie znajdziesz tego w mojej polmilionowej wsi








Tagi: Chiny
14:58, bialychinczyk
Link Komentarze (2) »
czwartek, 14 kwietnia 2011

Dzieki jakims niepojetym prawom chyba jeszcze dziadka Mao czy wojka Jozefa (Stalina), chinskie "czerwone" banki wymagaja, aby eksport byl zaplacony poprzez bankowy przelew, nie mozna wplacac gotowki. Bedac ostatnim razem w Kalifornii nie mialem czasu zrobic to i przywiozlem stosik setek zielonych - aby to wplacic do banku przeciez nie polece w tym celu do hameryki, a trzeba bylo wyslac spoza Chin, najblizej jest Hong Kong. Mialem tam stare konto bankowe, ale trzeba tam pojechac. No trudno, jedziemy z naszej polmillionowej wsi do powiatu tj do 6-milionowego Kong Kongu.

Najpierw autobusik do Shenzhen na przejscie graniczne Lo Wu, tam jest kilka krokow do pierwszych bramek. Trzeba tylko ominac stadko alfonsow i zlodzeji - moje typowa reakcja to "paszol won" i charakterystyczny ruch reka, rozumieja jezyki slowiankie, nie mielismy wiecej problemow. Troche trzeba podreptac w innym stadku i krok za kroczkiem, jeszcze tylko dwa razy glebokie zagladniecie w oczeta, dwie pieczatki i po pol godziny bylismy juz na wolnosci, tj na stacji niby-metra do centrum Hong Kongu. Nie cieszy mnie ten czy inny wielki moloch, unikam tlumow, wiec takie sprawki  zalatwiam na pierwszewj stacji metra, tj w Sheng Shui. Wiec jak wszedzie w Chinach, kolejka musi byc. Postawiono nas kolo okienka "Community Service" wiec przy okazji mialem okazje zagladac w ksiazeczki bankowe lokalnych dziadkow i babc. Do cholery, trzymaja tam po 200 000 - 300 000 RMB, a czlowiek musi tracic dzien na glupie -nascie tysiecy.

 Po godzinnej kolejce dowiedzalem sie ze moje stare konto wlasnie rok temu zostalo zamkniete i zeby zrobic przelew musze najpierw zalozyc konto bankowe, poczekac kilka dni i dano mi nowy numerek do innej dwugodzinnej kolejki. Znajomy naciskal mnie ze musi jak najszybciej odwiedzic jedna firme w centrum, zna tam inny lepszy bank, dodatkowo kilka lat temu trzymalem w tym lokalnym banku 20 000 dolarow i po pol roku wyplacono mi o 50 $ mniej, wiec machnalem na nich reka i do kolejki do Kowloon Tong.

 W tym banki na Nathan Road juz wieksza kultura. Dano mi numerek i nawet nie zdazylem usiasc i zlozyc rece na podolku, juz wyswietlano moj numerek. Szukam gdzie sie miga wskazowka, a juz panienka w czerni znalazla mnie i prowadzi do swojego kacika. Wyluszczylem w czym sprawa, trzeba takze otworzyc konto. Jedyne wymagania oprocz paszportu to gdzie mieszkam, polskie prawo jazdy z adresem juz wystarczylo chociaz jestem tam od swieta. Przy okazji zrobia ci darmowy test jakim jestes inwestorem (zawsze balanced, zadne spekulacje, wole umrzec w swoim lozku a nie pod plotem)  i juz prowadzi do innej malej kolejki gdzie ci zabiora wszystka gotowke. Tym razem zajelo im z godzine sprawdzenie kazdego banknotu - trzeba przyznac ze nie nadgryzali ich, juz wierzyli ze sa cacy, ale na wszelki wypadek wsadzili w specjalna plastykowa koperte ze wszyskimi moimi danymi i nowego konta, zaszyli dobrze, dwoch nastepnych to podpisalo i do sejfu - jak bedzie cos nie tak w ciagu tygodnia przyszla mi e-mail - nie bylo maila, wszystko w porzadku.

W miedzyczasie znajomy zalatwil swoje sprawy i o 3-ciej juz jestesmy wolni. Chcial kupic dla znajomej jakies specjalne kapcie - w okolicy Nathan-Agrilla jest duzy uliczny Market. Znalazl je - sprzedawczyni chciala 180, zaoferowal i kupil za 50 HKD. Widzalem zielone czapeczki armii Mao z czerwona gwiazda - kolega szukal takich. W Chinach mozna je znalezc po 10-15, ona chciala 69 za sztuke, niestety, moja oferta 69 za 4 czapeczki nie znalazla zrozumienia.

Wiec mozna juz wracac. Znajomy chcial  szukac promu, jest takowy, ale tylko raz czy dwa razy dziennie, wiec marne szanse ze bedzie teraz, gdy polaczenie ciuchcia/autobus chociaz z przesiadkami jezdza co 40 minut, takze sa 2 razy tansze. Tylko jeszce cos zjesc i wracamy. Jak jestem w Kong Kongu, tj raz na wiele miesiecy odwiedzam mala jadlodajnia z Penjabu z tantoori potrawami.  Najczesciej kurczak na ostro, takze Tandoori Masalas czyli kurczak w gestych sosach z curry zalane kefirem z czosnkiem, do tego Tandoori chleb, zapijamy lokalnym zimnym San Miguel piwem, mozna zyc i odpoczac od chinszczyzny.   Ciekawostwa, aby zabic smak curry, na koniec dostajesz misieczki anyzu i z cukrem.  Wsypiesz na dlon troche tego i tego, przezuc, juz podobno nie czuc.  

Bylo to kilka krokow. Sam zawsze na piechote, nie mam problemow z noszeniem swojego brzucha. Znajomy jednak ma problemy z noszeniem swojego zycia i wzielismy taxi, 5 minut, moze 7 i juz bylismy na miejscu.

Jak jestem w Kong Kongu z kims, prowadze tam lud, wszyscy byli zadowoleni. Tym razem jednak nie widzialem aplauzu.

     Dla chetnych, ten bar- jadlodajnia jest na 36 Nathan Road w Chung King Mansions, pierwszy budynek na mezzanine, po schodach w lewo, znajdziesz latwo jak bedziesz w Kong Kongu.

     Wracamy, trzeba dojsc podziemiem do  najblizszej staci KCR do Lo Wu. To jest 45 minut drogi i aby miec siedzace miejsce, trzeba znalezc stacje jak najblizej poczatku, w innym przypadki zawsze trzeba stac. Pociagi sa co 5 minut, chwile trzeba bylo poczekac. 

Na granicy zadnych problemow, tylko trzeba odslonic szanowne czolo. Jeszcze tylko kupic pomiedzy granicami butelke szkodzkiej whysky aby sie pozniej odkazic, kilka razy "paszol won", poczekac troszke na autobus i juz w domu.

   Zadna praca, ale po takim dniu czlek sie czuje zmeczony, ten hongkongski tlum meczy, a przeciez jeszcze upalow nie ma. 

 

Tagi: ludzie
10:39, bialychinczyk
Link Komentarze (3) »
piątek, 08 kwietnia 2011

Podobno, podobno, na razie tylko poczta pantoflowa, gdyz jakakolwiek informacja w prasie szybko zostaje wycieta, nie podaje nazwisk. Niedlugo w Chinach szykuje sie zmiana wladzy, wiec beda jakies przetasowania, ale juz tony zlota wywozi sie z Chin.

Przyszlosc pokaze

07:02, bialychinczyk
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 kwietnia 2011

Co to za zwierze?? Czy to sztuka czy nauka??

Zagladnij do wikipedii

Polskiej

 http://pl.wikipedia.org/wiki/Feng_shui

 i angielskiej

 http://en.wikipedia.org/wiki/Feng_shui

 Wiec jest to wiec planowanie przestrzeni, konstrukcji budynkow i dekoracje wnetrz zgodne z prawami i silami natury aby otrzymac jak najwiecej energii qi. Wspaniale. Prawa magnetyczne ziemi to Nauka, ale prawa geomancji, czyli pozytywnych energii Zieni i kosmosu to juz Sztuka i moze byc interpretowana w rozny sposob.

 Ta sztuka/nauka byla popularna w starych Chinach, za Mao zabroniona, wspolczesnie zwieksza popularnosc w Chinach a takze na Zachodzie. 

 Jak to obecnie wyglada w Chinach??

Pytalem swojego dewelopera co o tym sadzi??. Buduje setki budynkow – nie konsultuje sie wcale gdyz gdy zapytal pieciu roznych fengshui specjalistow, dostal piec roznych odpowiedzi.

Zaden szanujacy sie bank w Chinach nie zapomni o postawieniu przed budynkiem kamiennej pary chinskich smokow, bez nich ludzie nie przyniosa pieniedzy do banku

http://en.wikipedia.org/wiki/HSBC_Main_Building,_Hong_Kong

 Feng Shiu specjalista sprawdzil nasze budynki. Oczywiscie byly zle, brama nie jest w linii z najblizszymi gorami, trzeba by ja kilka stopni obrocic. Nie pozwolilem, wiec radzil  postawic oltarzyk generalowi KWAN GONG, palic kadzidla i skladac symboliczne ofiary. Kazdy nastepny  znajdzie cos nie tak. Jesli to robi szczesliwych moich ludzi, niech sobie to robia. Inni wierza w diably i anioly. Jak wszyscy sa szczesliwi, niech tam sie modla do swoich bostw i wierza w swoje czary-mary.

 Wynajelismy jeden magazyn – pierwsza decyzja nowego czleka bylo przeniesienie wejscia do jadalni bo bylo naprzeciw bramy wejsciowej. Takze kazal rozebrac maly basenik dla dzieci , bo wg jego mialo zle feng shui. Chinczycy czesto buduja wokol swoich domow male stawy z kolorowymi rybkami, podobno polepsza to feng shui.

 Pamietam zabawny filmik o feng shui.

Umierala babcia, ale przesuwajac ciezka komode w tym pokoju babcia nabierala sil. Metoda prob i doswiadczen znaleziono, ze babcia byla prawie zdrowa, ale ta komode trzeba bylo trzymac na wysokosci jednego metra. Niestety, babcia umarla, bo czterech silnych osilkow zmeczylo sie i postawili komode na ziemi w sposob bardzo niezdrowy dla babci.

 

Amen.

wtorek, 05 kwietnia 2011
Oficjalnie jest to Dzien Czyszczenia Grobow, duze swieto w Chinach, wszystkie urzedy, szkoly, banki, fabryki sa zamkniete. W tym roku przypadalo we wtorek, wiec wiekszosc ludzi i szkoly byly otwarte w ostatnia sobote aby miec 3 dni wolnego, od niedzieli do wtorku. Jest to dzien podobny do Dnia Zmarlych w Polsce, tylko w Chinach wyglada to calkowicie inaczej.
Wszyscy odwiedzaja swoich zmarlych, calymi rodzinami, przywozi sie jak najwiecej znajomych. Bogatsi przynosza cale pieczone swinie, mnostwo owocow, wodki, napojow, kwiatow i robia ogromna wrzawe, pala papierowe niby-pieniadze. W Chinach kazda okazja, celebra, to mnostwo huku, petard, ognii sztucznych i przy okazji tony czerwonego smiecia - wszystko przeciez jest pakowane w czerwony papier, kolor radosci. Trwa to tylko kilka godzin - okolo piatej wieczorem umarli sa pozostawieni sobie do nastepnego roku, zbieracze smieci wkraczaja po swoje lupy, nie ma zadnych zniczy, lampek, swiatelek. Zreszta zapraszam na spacer po tym cmentarzu.




























Tagi: Chiny
14:49, bialychinczyk
Link Komentarze (2) »
piątek, 01 kwietnia 2011
4 lata temu chcialem od rzadu chinskiego kupic 4 hektary  - dzialke ziemi pod budowe magazynow. Ziemia byla, juz przygotowana z mediami, kupowana na 50 lat w ogromnym 2000-hektarowym parku przemyslowym. Cena byla 90 RMB za m2, okolo 40 zl.  Dalem kilkaset tys ichniejszej waluty i liczylem ze uzyskam gdzies pozyczke do 50% wartosci, tyle bylo wymagane. Wg chinskich przepisow w ciagu miesiaca musze wplacic 50% wartosci tej dzialki, reszte za rok, ale w tym czasie mam zaczac budowe, ktora musze skonczyc w  3 lata, albo ziemia wraca do panstwa.
Niestety, nie udalo mi sie zalatwic pozyczki i miesiac pozniej bez slowa wyjasnienia zaliczka zostawa zwrocona, no trudno. Nie udalo sie, a kilka lat wczesniej rzad namawial aby kupowac jak najwiecej, wymagana byla zaliczka 30% bez zadnych ograniczen czasowych kiedy reszta.

Lata plynely, znajomy poprosil aby rozgladnac sie o miejsce dla jego malej fabryki. Otoz obecnie w okolicach mojego grajdolka zemia kupowana od rzadu ma cene 300 RMB za m2, a najnowsze dane to 330, czyli wzrost wartosci 366%, tylko w 4 lata, mimo swiatowej recesji. Kto te ceny tak winduje?? Pojechalem wiec do tego duzego parku, zdjecia ponizej. Otoz zostalo sprzedane i wybudowane na mniej niz 10% powierzchni, reszta dalej czeka, Czyli sam rzad winduje ceny i nie chcial sprzedac mi na raty, gdyz wiedzal ze ceny beda szalaly, nie chce sie dzielic. Jak dlugo to bedzie tak trwac??
Niektorzy przewiduja na rynku chinskich nieruchomosci krach wiekszy niz w USA, tam ceny spadly nawet 90%. Moze ceny mieszkan i domow nie sa kontrolowane w ten sam sposob, ale ceny ziemi, tam gdzie cos ma byc wybudowane, trzyma zawsze rzad chinski - sprzedaje je na 50-70 lat, zreszta sciaga takze roczne podatki  3RMB za m2.
Pozyjemy, zobaczymy. W okolicach nowego lotniska Guangzhou dzialki przemyslowe juz kosztuja 1500 RMB za m2, a niektorzy twierdza ze trzeba kupowac, ceny pojda nadal w gore. W USA nadal jest drozej (ale tylko w duzych miastach), a Guangzhou to 14 milionow dusz, maja to miasto takze wydzielic jako metropolia, juz nie bedzie stolica prowincji.






Tagi