RSS
niedziela, 21 kwietnia 2013

Jest to jedno z 5-ciu miesc na swiecie ktore uwaza sie ze tam ludzie zyja najdluzej. W tej wsi na 540 mieszkancow jest 7-miu stulatkow, najstarszy jest urodzony w 1898 roku, 115 lat temu, rzeski staruszek. Nic dziwnego, ze w poblizu powstaje 5-cio gwiazdkowy resort. Na razie nic nie buduja, tylko zbieraja pieniadze od przyszlych stulatkow, tanio nie bedzie. Jedynie uporzadkowali i przygotowali teren rekreacyjny wokol makiet jak to ma wygladac, pisalem o tym kilka miesiecy temu. Natomiast wioska buduje duzo, brzydko i wysoko, aby zdarzyc nim lokalny rzad zabroni dalszej rozbudowy. Nasz budynek stoi pomiedzy resortem i ta wioska, mamy ladne widoki i przestrzen wokol. Mamy 80-metrowy taras na dachu, tam bedzie nasz basenik, ogrod, tego nikt wokol nie ma, inny buduja tylko miejsca do spania. Jaskolki juz lubia nasz nowy dom i zbudowaly sobie gniazdko. Biedne ptaszki, bedziemy musieli je wyprosic. Jednak duzo lepiej niz z moja byla ex - nad wejsciem do naszego domu osy sie zagniezdzily, ciagnelo do swoich. Musialem je traktowac sikawka - to sie pewnie nauczyly plywac bo szybko wrocily. Musialem im kilka razy zrobic tajfun, to sie wyniosly, zreszta razem ze mna, mialem dobra wymowke.

Nasz dobry znajomy, taki zapalony rybak ze z Polski lata do Norwegi powedkowac, bedzie mial tutaj pole do popisu, duzo ladnych rzeczek wokol. Tylko musze przygotowac kajak dla niego, bedziemy wozili na dachu wojskowego jeepa, taki tez bedzie. Musze go tutaj sciagnac, chciaz narzeka na bole w krzyzu. Pomieszka tutaj z 3 miesiace i wszystko mu przejdzie, coraz wiecej chinczykow przyjezdza do BAMY Longevity Valley aby polepszyc zdrowko.

Innego znajomego, ktory z ryb lubi tylko rypanie zawieziemy do Wietnamu - to tylko 200 km stad, tam jest wieksze pole do popisu niz w Chinach. Chiny gonia za swiatem, w tej dziedzinie takze. Byle hotelik w jakiejs wsi czy malym miasteczku, wzorem Hong Kongu, Macao czy Shenzhen, oferuje escord, masaze, towarzyszke, co chcesz, 24 godzin na dobe, przedzial wiekowy 17-20, wystarczy tylko zadzwonic, wybor jest ogromny. Malutkie chinskie miasteczko to juz tysiace czy kilkadzesiat tysiecy dusz.

 

Musielismy pojechac do naszej nowej wsi w gorach zawiezc materialy na wykonczenie domu. Tysiac kilometrow autostrada, tylko nawijanie kilometrow. Ale ostatnie 70 km juz bylo ciekawsze. Przez gory, waska droga, co zakret to nowy widok. Ciezarowka byla tak obciazona, ze nie dojechalismy w jeden dzien. Ale rano dowiedzalem sie ze wjechalismy w zaglebie pomidorowe, wszyscy chlopi zbieraja teraz pomidory i sprzedaja na rynku ktory przy okazji znalazlem. Nie wiem czy to teraz sezon, bo ostatnim razen wszyscy zwozili trzcine cukrowa. Teraz to ona jest mala lub ja sadza, rosnie kolo kukurydzy, ryzu czy innego ziela. Poprobowalem te pomidory - wygladaja i pachna bardzo ladnie, ale juz w smaku? - nie czuc pomidora, sciagneli plage z hameryki - rosnie duze i ladne, ale to nie pomidor z ogrodka mojej mamy, takich pewnie na swiecie juz nie ma. 

W nastepnym dniu dojechalismy - wspaniale czyste powietrze, czysta zrodlana woda bo wies ma wlasne zrodla i nie "uzdatnia" chlorem czy innym swinstwem. Jedynie rano koguty budzily mnie juz o 4-tej nad ranem. Tutaj w kurniku tez katolicka plaga sie zawieruszyla bo sa trzy kury i trzy koguty, jeden na jedna, a ja przyjechalem wprowadac wielozenstwo, konkubinat i zwyczaje haremowe. Biedne kury, juz uciekaja na sam widok koguta. Nie dosc ze musza znosic zaloty kazdego, to jeszce kogut sasiada tez sie zakrada do kurnika i wtedy jest walka i piora leca. Mamy duzy taras na dachu na 6-tym pietrze, widok wokol, wiec podgladam lokalne zycie.  Musze urzadzic ten taras, przywiezc maly basenik i jacuzzi, posadzic drzewka, postawic kilka kanap i foteli, bedzie mozna pomieszkac, internet juz jest.

========================

Maj 2013. Jestem w Polsce, i tutaj pomidory czy jabkla smakuja jak pomidory czy jablka (nie odwrotnie), nawet te z Tesco czy z Biedronki. Chwala Polsce, ze jeszcze nie poszli na latwizje i nie zaczeli produkowac wieksze i ladniejsze, ale bez smaku, ale jak dlugo tak bedzie? 

06:10, bialychinczyk
Link Komentarze (6) »
sobota, 13 kwietnia 2013

maja 5000 potraw. A ze cierpia na chroniczny urodzaj ostrej papryki, wiec dodaja ja do wszystkiego, a to jest taka papryka przy ktorej pieprz czy tabasko jest wrecz miodem.

Typowe danie to wok czyli zupa z zielenina, ogorkami, ryba pokrajana w pasterki i duzo czerwonej malej suszonej papryki. Wiec nasze jedzenie zaczyna sie od wybierania czerwonosci, aby zaden kawalek nie przedostal sie, bo pozniej beczka piwa moze juz nie pomoc. Ale i tak jest ostre, mozna to juz przezyc. Jedyne ze nasz bialy zoladek nie trafi tych specjalow przetrawic i OUT jest takze na ostro. Trudno, jakos przezyjemy od czasu do czasu, gdyz lubie ostre jedzionko, moj zoladek juz nie.

To ze dodaja ostrosci do glownych potraw to byloby OK, ale oni dodaja papryke do wszystkiego. Grzybki byly z papryka, slodka kapusta takze, ale byla smaczna. Az sie zdziwilem ze ryz dostalismy normalny, bialy, czyzby zapomnieli czy zrobili na specjalne zamowienie dla bialego? Wybralem jednak ze wszyskiego spora miszeczke samej czerwonej papryki.

Jezdzimy w okolicy ogladajac male autobusy, chce jeden przerobic na mobil home i pojezdzic kilka miesiecy po Chinach. Zatrzymalismy sie wiec po drodze, takich restauracji w Chinach jest multum. To miasteczko, dosc czyste i zadbane, pochodzi stad najbogatrzy czlowiek Hong Kongu. Minelismy ladny posag, wiec zawrocilem. I chociaz padalo i bylo slisko, musialem zobaczyc to widowisko. Posag nie zadnego jenerala, papieza, chrystusika czy zimnego lecha ale normalnych ludzi. Intrygujace, okragly ding-lodz i poganiani wioslarze, czyzby chinska wersja regat z Cambridge? Zobaczcie sami

09:56, bialychinczyk
Link Komentarze (5) »
sobota, 06 kwietnia 2013

tym razem w restauracji. 

dzien przed weselem do stolu siadalo 46 osob, sala byla zarezerwowana na 12 stolow czylo 120 osob. Bylo troche wiecej, bo dostawialo sie krzesla.

Trosze wyzsza klasa niz poprzednio, w blizszej rodzinie. 

najpierw upychanie, aby nie bylo wolnych miejsc przy stolach, bo oplaty sa za slol, nie za osobe. Pozniej troche przemow i do korytka.

Najpierw wjechala zupa, mozna zjesc. Pozniej standartowe krewetki, ale jak zawsze chinskim zwyczajem - nie obrane, trzeba bylo ogony i lby wyluskiwac. Pozniej wieprzowina, pieczone kurczaki i kaczki, ostrygi z zielenina, ryz z warzywami, grzyby na dwa sposoby, cala ryba na kazdy stol, makaron, jakies tam chinskie galaretki na polslodko, na koniec na wyrzucenie bractwa czerwone arbuzy, Do tego biala chinska wodka, napoje, duzo piwa byla takze duza butelka wina francuskiego 6 litrow, ale cale bractwo wypilo tylko polowe, reszta stoi na moim biurku. Dzieciarnia dostala po paczce cukierkow, mlodzi nowozency czerwone kopercie z datkami. Ile?, nie wiem. Jest zwyczajem ze goscie tez dostaja czerwona koperte z mala kwota, juz od ogranizatorow wesela.

Cala impreza trwala poltora godziny. Zarejestrowano malzenstwo w urzedzie kiedys tam, teraz tylko impreza dla rodziny i znajomych. To bylo wesele "pana mlodego", gdyz rodzina panny mlodej mieszka gdzes tam na wsi, wiec tam takze bedzie sie robilo nastepne przyjecie. 

Niektorzy szybko pojechali do domow, raczej ci z malymi dziecmi. Mlode chinki z duzym doswiadczeniem narobily sobie zdjec ze mna i z limo jak ta powyzej, mlodzez zaczela grac w kart , na pieniadze, widze lezy na stole kilka tysiecy. Te spokojniejsze chinki i te juz na wylocie, tez zasiadly do stolow i w karty. Takie ich zycie.

Tagi