RSS
środa, 30 kwietnia 2014

Jak co roku, polski konsulat zrobil wystrzalowa impreze dla korpusu dyplomatycznego w hotelu Shangri-La. My to raczej duplomaci, ale tez sie zalapalismy. 

Troche gadania, pozniej wyzerka. Ktos tam widzial polska kielbase, ale sam sie nie zalapalem. Kto chcial, mogl sie zapic Zobrowka, dosc popularna wsrod obcych, sam wolalem czerwone winko.

Staje sie popularne nauczanie Chinczykow jezyka polskiego, byla nawet cala klasa Chinczykow ktorzy ucza sie polskiego, chca pojechac do Polski. A moze tak caly polski budget zbrojeniowy przeznaczyc na nauke polskiego Chinczykow? Niepotrzebna bylaby armia, F-16 i czolgi, mielibysmy duzego brata, Ruskie i Niemcy juz by nam nie podskakiwali. Ponadto iluz Polakow znalazloby zatrudnienie? Zrobmy haslo " Czy Ty juz nauczyles polskiego swoich Chinczykow?" Statystycznie na kazdego Polaka przypada 35 Chinczykow, od cholery pracy. Rozmawialem z kilkoma Polakami ktorzy ucza tutaj polskiego czy angielskiego. Jedyny niemily zgrzyt ze czulem sie jakby oni nadal gniotli czapki w rekach jak za dawnych czasow w czasie odwiedzin pana na dworze. 

Moje dzieciaki poganialy, pobawily sie. Na koniec mialy okazje przejechania sie Lamborghini - ten niestety to juz nie polski.

08:27, bialychinczyk
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Dzecka mialo w niedziele rano pojechachac na dodatkowe zajecia w szkole, mialem ja odebrac okolo poludnia. Pojechalem wiec, znalazlem ta szkole, dzeci maja byc w auli. Wszedlem, a tam na scianie wielki sierp i mlot. O boy, indoktrynacja na calego, dzieci mi robia na czerwono. Mielismy troche czasu do zakonczenia, wiec usiadlem i partyjnym zwyczajem zaczalem co dwa slowa klaskac, ale mnie szybko uciszono. 

Dopiero pozniej powiedzeli mi, ze jest to szkolenie najlepszego w Chinach sepcjalisty jak pisac i komponowac opowiadania, a sala byla tylko wynajeta. Trzeba przyznac, ze ladna aula, dobrze naglosniona i dwa ogromne ekrany

No trudno, znowu sie wychylilem.

 

13:35, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 kwietnia 2014
Czas sie zatrzymal - kiedy??  kilkanascie, kilkadzesiat lat temu. Zabrano 
portrety przodkow, starzy wymarli, zostal skansen. Kubki na stole, wywrocone 
krzesla, nikt o to nie  dba, wysli i juz nie powrocili. Dziwne, nie ma portretow Mao, 
w takich domach sa najczesciej. Kilka obrazow-luster, byly takie w Polsce z 50 
lat temu, kicz wspanialy, sztuka ktora trudno juz znalezc. Sa jeszcze po wsiach 
chinskich takie domki, coraz ich mniej, w niektorych starzy ludzie jeszcze mieszkaja
 - ale to juz ostatki. Za kilka lat znikna bezpowrotnie, zburzy sie je i na ich miejscu 
powstanie forteca jak w moim poprzednim poscie -znajduje sie zaraz obok swiatyni.
Chinczycy swoje bogate domy dekoruja kafelkami - moze praktyczniej i latwiej czyscic
ale bedac w Chinach 13 lat jeszcze nigdy nie widzalem aby ktos myl sciany domu z zewnatrz.

Czy mozna tam mieszkac? Oczywiscie po wysprzataniu, remoncie dachu, niezbednej kosmetyce, itd, itp, do polmilionowego miasta jest tylko 5-7 km, ale po co? Na wakacje, przygode, zobaczyc cos innego, to sie nadaje. Wokol mieszkaja tylko starzy ludzie, mlodzi wyjechali do miasta. Starzy graja cale dnie w karty. Kolo domu jest ladny stary park, ale od lat nikt tam nie zachodzi, zarosniety. Myslalem ze ten park nalezy do domu, ale wejscie do parku jest obok, czyli cala wies mogla korzystac. Bylo to kiedys centrum wioski, przed domem jest gleboka studnia z ktorej nadal ludzie  biora wode do mycia i gotowania. Nowe domy maja pewnikiem bierzaco wode, studnia sluzy tym nielicznym z poprzedniego pokolenia. 
Przyjemnie jest zobaczyc, a moze takze pomieszkac tak jak mieszkali nasi dziadkowie. Za kilka 
lat juz nie bedzie mozna tak latwo powrocic w przeszlosc, zniknie to na zawsze.

Najwiekszy pokoj jest przeznaczony dla przodkow. Tutaj na centralnej scianie wiesza sie portrety przodkow
 i pali sie kadzidla. Bardzo czesto wisza tez portrety Mao Tse Tunga.


domek niezbyt maly, 2 pietra, 6 pokoi, kuchnia, korytarze, moze uzywali publicznej ubikacji
Dziwne zwyczaje, maja ladny park z duzymi drzewami ale nikt tam nie wchodzi, dawno nieuzywany.
 Moze jakies przesady?  Bede sie musial popytac chlopow. 
Wieza obronna-widokowa, prawdopodobnie z konca XIX, poczatek XX wieku. 
W tym czasie wladza byla bardzo slaba, rzadzily bandy zlodzieji. Prawdopodobnie 
wies wybudowala wieze aby oberwowac i uprzedzac o niebezpieczenstwie. 
Chcialem na nia wejsc, ale odradzono mi
musialem poczekac z przejazdem - droga byla waska, nie chcialem ryzykowac
i znalezc sie w rowie, poczekalem chwile as zapakuja
08:29, bialychinczyk
Link Komentarze (5) »
piątek, 25 kwietnia 2014

Nasze miasto (duze, pol miliona, ale z charakteru to wies) jest otoczone mniejszymi wsiami i jak mam czas, jezdze po zaulkach. W dwoch znalazlem rozpadajaca sie swiatynie - moze uda mi sie ja kupic, rozebrac i postawic w moim grajdolku? bylby fajny domek. Chlopi mowia, ze zostala wzbudowana przez 19-te pokolenie  (obecne to 26-te), jak przyjechali z polnocy. Maja swoje ksiegi-dokument, zapisuja urodziny, sluby i zgony, zreszta wszyscy we wsi nazywaja sie Chen. Niestety, odnowili swiatynie i niekiedy tam sie zbieraja.

Dalsza wioska, wieksza swiatynia. Wybudowali inna nowa, moze chca pozbyc sie tej starej i beda mieli miejsce na dom. Stala przez dlugi czas zaniedbana, w srodku trzymali siano. Jak byl u mnie pan blogier, pokazalem jemu tez. Niestey, siana juz nie ma, dach podparty dragami, beda ja naprawiac. Ale przy okazji polazilismy po wsi. 

Jak w wiekszosci chinskich wsi, mieszkaja tam tylko starzy i wychowuja nastepne pokolenia, mlodsi wyjechali do miast to pracy. Nuda straszna, wiec zawsze ktos za nami podazal. A my chcemy tylko zobaczyc stare domy.

jak ktos tam mieszkal, nie zachodzilismy, szukalismy tylko opuszczonych, bylo ich kilka.  

Jeden byl ciekawy z bardzo duzym starym parkiem - jak na chiskie warunki. Na rozpadajacej sie bramie bylo napisane ze wlasciciel umarl, ale nas to nie zatrzymalo, chcemy zobaczyc jak zyl, opisze ten dom w osobnym poscie, moze sie uda miec go dla naszych gosci.

Rozpadajace sie krzesla, prymitywne szafki, resztki lozka. Moze znajdziemy cos innego, powiedzmy recznie rzezbione elementy. Nic, biednie. Dach sie zapadl, przekrzywione obrazki, duzo luster. W kuchni jedynie znalezlismy strasznie pokryte sadza dwa czajniczki. Przez drzwi i okna zagladaja wiesniacy - pytamy za ile mozna to kupic. Nie sprzedadza, to nie ich, ale mozemy sobie zabrac za darmo. Dlaczego nie. Ale sie ubrudzilem czyszczac moj czajniczek - gliniana podstawa juz w samochodzie sie rozsypala. Bedzie pamiatka. Mozna jeszcze podobny czajniczek kupic, ale to nie to, ten byl uzywany przez dluzszy czas, to ma wieksza wartosc.

Czajniczek zabralem do domu, wyszorowalem, postawilem na zewnatrz aby glina nabrala wody i ....znikl. Nie moglem go znalezc. Byl w kuchni, tesciowa go przyniosla i ma zamiar uzywac. Pewnie nostalgia.

10:45, bialychinczyk
Link Komentarze (2) »
wtorek, 22 kwietnia 2014

Byla tam kiedys gorka i jeziorko, wiec na tej gorce byly takze groby, stare groby. Miasto chcialo miec dzialki pod fabryki, wiec zrownali gorki i zepchneli groby do jeziorka i sprzedawali chetnym, jednym wlasnie bylem. Lokalni chlopi dopiero pozniej powiedzeli mi, ze miasto zrobilo nieladnie, bo powinni przeniesc groby. odprawic ceremonie z mnichami buddyjskimi, a robotnicy tylko spychem i lopata i po ptokach. Przestrzegali, ze trzeba byc bardzo uwaznym, bo duchy pochowanych moga sie mscic.

Cholera, trzeba uwazac. Pierwszy problem - miasto nie powiedzalo, ze tam bylo jeziorka i nie mozna budowac, a po to wlasnie kupilo sie ta ziemie. Wiec trzeba wbijac pale 6-metrowe, jeden na drugim i tyle, az dojdzie sie do twardego gruntu. Trzeba bylo - jeden budynek stoi na 3 palach tj 18 metrow w dol, a budynek 48x72 metry, wiec bylo tego mnogo. Budynek solidny, ale po czsie podlogi sie zapadly, trzeba bylo wylewac nowy beton. Drugi i trzeci budynek, mialem szczescie, byla tam kiedys gorka, budowano bez pali.

Pierwszy sie poddal sasiad z prawej, juz nie pamietam co produkowal, ale duchy go wykonczyly w dwa lata. Wybudowal fabryczke na hektarze ale musial ja sprzedac - pewnie cisnelo go mocno bo poszla tanio, 10 milionow. Nowy wlasciciel, lokalny potentat, wlasciciel ilus tam innych fabryk, producent rur kanalizacyjnych zrobil tam produkcje plastyku z odpadkow toreb plastykowych, butelek, itd, smrod jak cholera. Poszedlem sie poskarzyc - dzien pozniej byl u mnie z duzym koszem alkoholi, owocow, roznosci i pysznosci i z przeprosinami. Zamowil filtry, ale jeszcze nie dotarly, smrod bedzie jeszcze miesiac. Co mialem robic, uscisnelismy graby. Na cale szczescie ktos inny tez narzekal, wiec miasto wygonilo go i zmienil produkcje, teraz produkuja plastykowe ramy okienne i nie smierdzi. Ma tyle kasiory, salaty i kapuchy ze nawet duchy go szanuja i daly mu spokoj.

Sasiad z lewej, 3 razy wiekszy od nas. Za milion postawil swiatynie buddyjska i najal dwoch mnichow - codziennie o 7-mej dzwonili i spiewali. Takze wybudowal na tej dzialce duza rezydencje. Moze tam mieszkal, ale krotko. Jak budowali, to poszedlem poogladac - bogato, colorowao, cygansko, nowobogacko. Zona wlasciciela wpadla w histerie jak mnie zobaczyla - bialy diabel, wygonili mnie. Ale duchy byly lepsze, biznes im padl, ale udalo sie im sprzedac a fabryke wynajac jakiejs duzej firmie. Tej nowej duchy sie nie imaja, pewnie maja jakis uklad, moze sie odplacaja.  

Przy okazji porownajcie. W Polsce in wieksza bieda, tam wyzsze koscioly, a w Chinach?

Dalsi sasiedzi za droga. Pobudowali fabryki, bo byla forsa. Jeden z nich nic tam nie robi, nic sie nie produkuje, zaparkowal w ten sposob luzna forse, ma inne fabryki gdzies indziej. Nawet nie przyjezdza, wiec duchy go nie znaja i ma spokoj. Innemu jakos sie mniej powiodlo bo czesc dzialki sprzedal i postawiono tam duze 6-pietrowe budynki - starsze fabryki to tylko 1-2 pietra. 

Sasiad z naprzeciwka, Kanadyjczyk, tj Chinczyk z Kanady, w koncu poddal sie tez, duchy go wykonczyly. Budowal walcownie stali na zimno. Kupil jedna strone calej ulicy, 6.5 hektara. Szybko zaczal miec problemy z forsa bo nawet nie ogrodzil dzialki - w koncu miasto go zmusilo. Wedlug prawa jak sie nie wybuduje fabryki w ciagu dwoch lat, miasto ma prawo odebrac ziemie - jakos sie dogadali, sprzedal polowke firmie poligraficznej. Chcial robic bizness po amerykansku - porzadnie, zielen, dobry social, ale duchy nie pozwolily.  Reszte ziemi wynajal firmie produkujacej parasolki. Dalej bylo slabo, wiec firma parasolkowa wykupila go calkowicie. Jest to juz 7-ma fabryka parasolnika, duchow sie nie boi i cala powiechrznie pokryl niebieska blacha, czesto bardzo stara, wrecz rdza, aby nie cieklo. Zatrudnia duzo ludzi, ale jadalni nie ma, wiec ludzie jedza na ulicy na kucki. Wybudowal takze "hotelik", ale polskie swinki chyba mieszkaja lepiej, zobacz zdjecia. Ten to trzepie forse, zawsze kilka kontenerow stoi na ulicy albo na moim parkingu. Ma tyle forsy ze pewnie duchy boja sie jego i ma spokoj.

Poligrafa jednak duchy dopadly, niezbyt dobrze przedzie. Wybudowal ladna fabryczke, chyba najladniejsza na ulicy, ale duchy nie spia. Marnie dziala. Najpierw wynajal czesc dzialki na 10 lat i inny wybudowal tam duza hale - po 10-tu latach wroci do poligrafa. Przez dlugi czas nic sie na jego posesji nie dzialo - miasto tego nie lubi, chce miec podatki. Wiec okolo 1.5 hektara niedawno sprzedal nastepnemu i widze ze przygotowuja pod zabudowe. Wbijaja wiec pale w ziemie ze az ziemia sie trzesie - bedzie nastepny 6-ciopietrowiec. Podgladam ich bo niedlugo mnie ten sam bol czeka. 

A jak sam dzialam z duchami?. Podlizuje sie im, zapraszalem ich, chcialbym z nimi pogawedzic, ale nie chca. Moze dlatego ze tylko wtedy jak strzele sobie drinka i wyciagam swoj stary rosyjski miecz i laze tak z golym ostrzem po fabryce, a duchy boja sie bialej ostrej broni. Nie chca mnie pewnie znac, a moze nie umieja angielskiego czy polskiego? Nie ma problemow, dogadamy sie na migi. Miecz dziala tez na zyjacych, bo wlamania w nocy sie zdarzaja, a ja ostrzegam ze bede jaja obcinal przy samej glowie jak ktoregos zlapie czy podpadnie jakis w produkcji i bedzie robil buble - moze cos pomoglo i statystyka sie poprawila. Aby przypodobac sie duchom i zyjacym, wybudowalem ladny hotel pracowniczy, jadalnie, wszedzie w pokojach lazienki, kafelki, mieli jak w Hiltonie, pokoj TV, bilard, pinpong, sklepik, zielen-ogrodek, koszykowka, worek do boksowania - moga duchy uzywac w nocy ile chca. Nic z tych rzeczy, nie daly sie przekupic. Plany w biznesie byly duze, ale padly i udalo sie tylko w 10 procentach. Co mialem robic, reszte zwalilem na duchy. 

16:24, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 kwietnia 2014

"U nas tradycyjnie, szynki, sałatki, mazurek, baba, sernik, jaja na wiele sposobow i mnostwo innych specjalow - moja Fuka jak zwykle przygotowala zestaw na 40 osob choc jest nas tylko czworka."

Tak jest w Polsce, a jak w Chinach?

 

Az mi bylo glupio. Przyjechaly blogiery, blagiery i inni normalni ludzie, a u mnie dzien powszedni. Niestety, w domy Chinki, nie znaja tradycji, nie bede je gonil. A ze niektorzy miesa nie jadaja, wiec zrobilem gar czarnej fasoli po brazylijsku, na nastepny dzien fasolka szparagowa z maselkiem i bulka i ziemniaczki po polsku, grzanki z serem, podlewane wielka iloscia wina i piwa i jakos przezylismy. Jeden Pan Blogier to wlewa w siebie wielkie ilosci tych napoi. W Chinach taniocha, nie da rady przepuscic przez siebie wszystkiego za swoja dniowke  a byloby tego mnogo - 400 litrow piwa albo 100 litrow pospolitej wodki. Raj dla ochlapusow i pijaczkow - tylko zyc i pic.

Inny nasz gosc, mlody czlowiek. W Chinach jest tylko 3 lata, juz mowi dobrze po chinsku, zalozyl bez urzedasow i rejestracji szkolke angielskiego, pracuje, oszczedza. Juz kupil mieszkanie w Kantonie, teraz kupuje samochodzik. POLAK (w Chinach takze) POTRAFI. Impressive i moje gratulacje.

A dzisiaj, poniedzalek, normalny dzien. Byl lany poniedzalek, ale nie z tej strony, po tylu piwach, nie dziwota. Odwiozlem dzieci do szkoly, to znaczy probowalem, bo bylo tyle samochodow ze odpuscilem i na szagaj. Maly spacerek sie przyda dla zdrowia, a ze chcielismy skracac drogi, wiec przez chaszcze i ploty - zobaczcie na zdjeciu, nie tylko to moja sciezka, ktos tam wygial juz prety.

W Chinach czlek tylko siedzi na stolku przed kompem i przybylo 20 kg, trzeba to zrzucic i powrocic do dietki. Juz spadlo 6 kg, teraz czas na dietke tybetanska, znajdziecie w necie co to jest. Nie mam tutaj rycyny na poczatek, ale sa specjalne herbatki - niestety gorsze i drozsze, ale pracuja. Wiec juz jestem czysty. Teraz tylko pic zupke tybetanska, wiec pojechalem na lokalny bazar. Niestety, nie maja wszystkiego, wiec dodalem wszelkiej innej zieleniny.

"Do przygotowania 3,5 litra rosołu potrzebne są 3 cebule, 2  pory (z liśćmi), bulwa czarnej rzepy, 3 korzenie pietruszki, bulwa selera i kilogram ziemniaków. Dla smaku można też stosować zioła - np. cząber, tymianek, majeranek czy kminek. "

Pochwalilem sie Panu Blogierowi z moich planow, opisal to i mnie zrugano jak psa. Ze ja to wyzyskiwacz, krwiopijca, ciemiezyciel biednego luda, bogacz, chce zatrudnić rodaków za frajer i traktować ich jak bydło, ludzie mają zasuwać i żreć ochłapy i jeszcze inne duperele. Czlowiek cos tam zebral w tym zyciu, dzieci sa juz zabezpieczone, mury stoja, ale zawsze brak gotowki. Nie naleze do ludu wybranego, wiec nie ma co kombinowac, trzeba pracowac samemu a takze dac mozliwosc poznania Chin innym w zamian za jakas tam pomoc. Tak sie dzieje na calym swiecie (z wyjatkiem Polski). Nie tylko to, szukamy takze jakiejs dziewczyny, ktora chcialaby porozmawiac z dwie godziny dzienne z moimi dziecmi. Po polsku czy po angielsku, to nie ma znaczenia, bylaby jedna z nas, az by sie zdziwila jak prosto zyje polski bogacz w Chinach. Musze to oglosic w Work&Travel - Proste normalne zycie - nie pamietam kiedy mialem na sobie garnitur czy krawat (teraz nie mam zadnego). A uniform?, to krotkie spodenki, podkoszulka i sandaly z bazaru z Trzebnicy - sa lepsze i tansze niz te kupione w Chinach. Tez sie Chinczycy dziwia ze jezdze najmniejszym chinskim samochodzikiem, nie lubie duzej Toyoty czy limo. Bede ten samochodzik zmienial na prostego wojskowego chinskiego jeepa wrangler, najlepszy bylby aby mial nawet przednia szybe opuszczana  - to jest klasa jezdzic takim topless, limuzyna jest dla Chinczykow, ma pracowac dla obszarnika, tj na mnie. Kazdy moze byc takim obszarnikiem, bez wzgledu na wiek. Daj sobie 10 lat, planuj w tym zakresie czasu, pozniej bedziesz mial tylko mnostwo nieprzespanych nocy i poobryzanych paznokci do krwi z myslami "Co zrobic?", ale sie uda dla wytrwalych. To nie jest loteria, sam trzymasz swoje zycie w swoich garsciach.

06:36, bialychinczyk
Link Komentarze (10) »
sobota, 12 kwietnia 2014
czwartek, 10 kwietnia 2014

Impreza byla, zjechala cala rodzina. Najwiecej to palili papierosow, ale takze bylo duzo gadania. No i jeden zali sie drugiemu, ze cale zycie ciezko pracuje, zwyczajem chlopow bardzo malo wydaje, boi sie bankow i jakichkolwiek inwestycji ze moze stracic, wiec chcialby na starosc kupic sobie jakis samochod, on chcialby kupic sobie Rolls Royce.

O wciornosci????

Ostatnio w Chinach sprzedaja najwiecej RR z calego swiata. Chlop widzal w telewizji filmy a takze program ze rosyjscy wiesniacy trzymaja swoje Rolls Royce w stodolach, on chcialby miec takze. Mowia mu, ze to gora pieniedzy, on ma oszczednosci, chce miec Rolls Royce i basta. A moze inny, tanszy?. Juz wybral, nie chce innego. Ma kuzyna, ktory jezdzi duzym Audi (sprawdzilem, rzeczywiscie), duzego Porshe tez nie chce bo juz jest jeden we wsi, ten co zbiera zlom, makulature i odpadki, juz jezdzi takim. Tez nie chce BMW czy Merc, bo takimi jezdza w miescie i sa to male pany, nowobogaccy. Moze jakis sportowy, mniejszy?, jest za stary na to, woli cos normalnego . Moze juz Lamborghini, jest ich duzo w Chinach, tez nie, to dla mlodych. Petal sie maly chlopczyk, jak uslyszal Lamborghini, to on tez takiego chce miec, tato kup mi. Gdzie to uslyszal?, ledwo sepleni, ale potrafi wymowic. Jak mu mowia ze Lambo nie zabierze mamy i taty i rodzenstwa, to mowia juz wszyscy razem ze chca miec Lamborghini limo, taka przedluzana, widzeli na internecie. Jedyny problem i tutaj nie bylo zgody jaki kolor? Taki samochod jeszcze nie istnieje, sa to tylko propozycje, ale zdjecia sa, sciagnalem je z googla.

 

Chlopak ma pzrezwisko carboy, przeglada zdjecia i majac 3 latka juz zna wiekszosc marek aut i rozpoznaje na drogach.

Inne podsluchane. Mlodsi, z miasta. Jeden narzeka ze zrobil zla inwestycje bo kupil mieszkanie i w ciagu 5 lat wartosc jego skoczyla 4  razy. To czego narzekasz, dobrze zarobiles, pytaja. Bo kolega kupil ziemie w miescie i jej wartosc poszla w gore 30 razy. (realne, w mojej wsi poszla w gore 10 razy, a jestesmy na uboczu)

Cholera, gdzie my jestesmy? Zawsze mowilem ze urodzilem sie  w zlej rodzinie, bo biednej, ale wydaje mi sie ze takze w zlym kraju, a nawet na zlym kontynencie. 

I to jest wlasnie roznica miedzy Chinani i Zachodem czy Polska. W Chinach bogaca sie wszyscy, nie tylko duze korporacje. Kiedys stalem w banku w kolejce i zerkalem przez ramie na ksiazeczki oszczednosciowe, czesto starszych ludzi. Widze 300000, 250000, pol miliona. Bylem inzynierem w Ameryce, i bardzo rzadko mialem na koncie 50 000 dolarow, a tutaj ma to co drugi. Mialem i wiecej, ale dlugow.

Oczywiscie, sa w Chinach dosc biedni, ale nikt nie gloduje. Kiedys zatrudnialem dosc duzo ludzi i teraz istnieje z 10 dobrze prosperujacych firm, niektorzy dzialaja duzo lepiej niz ja sam. Jeden twierdzi, ze kupienie duzego BMW to dwa lata pracy, albo i mniej. Inny na polnocy na granicy z Rosja, wozi tam wszystko co ludzie chca kupic - twierdzi ze w rok moze zaoszczedzic milion. 

Nie tylko forsa jest wazna, ale ludzie sa szczesliwi, zadowoleni z zycia. Czesto zyja bardzo skromnie, dosc prymitywnie, im to nie przeszkadza. Wywodza sie z biedy, dopiero nastepne pokolenie bedzie wydawac.

Wezcie pod uwage, ze nie jestem slepym, bezkrytycznym chinofilem, widze tutaj duzo rzeczy ktore sa nie do zaakceptowania. Los rzucil mnie tutaj, zobaczymy na jak dlugo.



 W Chinach uwaza sie, ze jesli ktos majac 40 lat nic nie ma, pewnie jest zwyklym nierobem i leniem. A tacy najczesciej sa nowi przybysze do Chin, nie tylko z Polski. Nie rozumieja tego, ze w Ameryce czy w Europie to normalna, zyje sie na kredyt z dnia na dzien. Jedyne oszczednosci to dom splacany ratami przez 30 lat. Ostatnio nawet to nie jest aktualne, bo banki zabraly wszystko. Jakos ten zachodni swiat jest tak urzadzony, ze w sumie, majac na karku kilkadziesiat lat pracy nic nie mamy, tylko nedzna emeryture. Kiedys to byly wymiany pieniedzy (moj pradziadek stracil w ten sposob oszczednosci calego zycia - oszczedzal w zlocie aby kupic ziemie i ktos go namowil aby wymienil na papierowe ruble, juz sie z tego nie wygrzebal, zmarl niedlugo potem), potem byly wojny, teraz sa recesje, krachy, bankructwa a my zostajemy zawsze goli ale weseli, byle do wiosny.

Czy nowoprzybyly obcokrajowiec jest leniem i nierobem ktory przyjezdza do Chin aby latwo zyc, pracowac jak najmniej, pic, miec mloda towarzyszke? Tak czesto widza nas w Chinach.  Przeczytaj o tym artykul w sinoforum.pl

sinoforum.pl/spoleczenstwo/chinskie-kobiety-nie-spijcie-z-obcokrajowcami

KU Pamieci, porownaj sam te swiaty.

13:50, bialychinczyk
Link Komentarze (33) »
wtorek, 08 kwietnia 2014

Bylo juz wesele na 2000 osob i 17 limuzyn, ale nie bylo jeszcze 5-dnowego pogrzebu na 800 osob. Wesele to bogaczy, ale ten pogrzeb to chlopskie ktorym w zyciu bardzej sie poszczescilo. Miala babcia trzech synow i jedna corke, a zona najstarszego uparla sie ze ma to byc najlepszy pogrzeb na wsi, cala wies musi dlugo pamietac. Nie wiem czego spodziewa sie po swoim pogrzebie, kiedys, kiedys. Pewnie rodeo i wyscig samochodow, aby sciagnac jak najwiecej gapiow.

Moj tesciu jest jednym z tych synow. Nie jest najstarszy, wiec nie ma prawa glosu i teraz przez najblizszy rok bedzie pracowac aby splacic swoja czesc kosztow, a one nie sa male, zobaczycie pozniej.

Babcia ostatnie kilka miesiecy nie czula sie dobrze, nie dziwota, 87, wiec wszystkie dzieci musialy byc blisko i byc na zmianie przy niej kazdej nocy. Przedtem to kazde z nich mieszkalo z babcia po kilka miesiecy i dbalo o babcie. Odwiedzilem babcie takze, chyba rok temu - dosc zwawa, ale nic nie mowila, ale apetyt dopisywal. Niestety, na 5 dni przed Dniem Sprzatania Grobow ktory byl w ostatnia sobote, babcia odeszla. Lokalny magic od feng shou zdecydowal, ze najlepiej bedzie pochowac wlasnie w tym dniu. Bylo ich dwoch, niezaleznych i oni takze wybrali najlepsze miejsce na jej grob na gorce za wsia - niedaleko grobu meza, tam bedzie szczesliwa. Ma to ogromne znaczenie dla Chinczykow, gdyz ma to przyniesc zdrowie i bogactwo dla nastepnych pokolen.

Fajerwerkow, petard, swiec dymnych, ogni sztucznych bylo duzo wiecej niz 800, bylo tego az dwie ciezarowki, czyli wiecej niz pod Grunwaldem, ale mniej niz pod Stalingradem. Im wiecej huku i dymu, tym lepiej, i to cale 5 dni i nocy przed i w czasie pogrzebu.

Babcia jest w domu jednego syna, juz w trumnie na specjalnym statywie "lodowce". Zawsze musi byc ktos wokol, dzien i noc, gra kapela, pali sie duzo papierowych "pieniedzy". W tym czasie przygotowania ida pelna para.

Rodzina sie zjezdza, coraz wiecej ludzi wokol, wiec dwa prosiaki pod noz codziennie

Trzeba przygotowac sie na pogrzeb

babcia ma juz swoj dom ktory zabierze z soba na tamten swiat.

Im wiecej huku i dymu, tym lepiej. 

"pieniadze" do palenia

Na same fajerwerki wydano kilkadziesiat tysiecy.

Przed trumna Babci zawsze ktos sie modli. W bialych nakryciach to najblizsza rodzina.

Ten pan w centrum w czarnej czapie to "ksiadz", szef ceremonii, prawie ze nie widac jego na innych zdjeciach. 

Babcia bedzie juz miala swoj dom na tamtym swiece

a takze duzo pieniedzy

zyjacy tez musza jakos zyc, czestuje sie wszystkich

ale modlic sie trzeba caly czas

a takze trzeba nakarmic nastepnych. Odprawia sie modly takze przy zabiciu, specjalny rytual.

"Dzienna" damska orkiestra takze dojechala.

wszyscy oczywiscie byli glodni, cale 5 dni.

Na nakarmienie wszystkich zabito 10 swin, kilka koz, kilka baranow, kosz zolwi, pol stawu ryb i stado kurczakow. Musialo byc bogato, czyli tlusto. Piwa, wodki i coli, skolko ugodno, ale nikt nie byl pijany.

Wieczorem w pzeddzien pochowku zaczela sie czesc artystyczna. Czyli wystepy, spiewy, skecze, nastepna orkiestra, dlugi smok-dragon i duzo tanca.

Babcia nie moze w nocy zostac sama, wiec zorganizowalo sie 20 stolow graczy w karty. Chinczycy sa hazardzistami, graja na male pieniadze, ale calymi nocami. Dodatkowo dostali od zony najstarszego syna po 100-200 RMB, a takze po paczce dosc drogich papierosow. Kazdy, kto czyms sie zajmowal dostal dziennie paczke papierosow, wszyscy inni byli czestowani z reki po sztuce. Na same papierosy synowie wydali 30 000 RMB (15000 zlotych).

Czas pozegnac sie z Babcia.

Sobota, czas wyprowadzic Babcie na ostatni spacer.

Huku, dymu jak na wojnie, a to tylko pogrzeb. Z przodu idzie orkiestra i dragon, w srodku niosa trumne, pochod zamyka nastepny dragon. Bylo okolo 800 osob. Pomiedzy domen a cmentarzem nie bylo daleko, ale Babcia musiala ostatni raz przejsc sciezki, drozki, kladki, mostki, groble ktorymi chadzala za zycia na tym swiecie.

Babcia juz w grobie, smok dragon musi jeszcze wykonac taniec.

Smoki, orkiestry, kucharki, wszyscy mieli zaplacone, ale pani i paszcza smoka jeszcze zbiera wolne datki.  

Biedny tesciu jeszcze nie dojechal. Wykonczony, przez ostatni tydzien spal tylko na stojaco i to kradzione chwile. Teraz tylko musi zapracowac i oddac dlug za ten pogrzeb. Licze ze za rok sie wygrzebie, a juz wydal dosc duzo. Wybudowal sobie w naszej fabryce duzy sklepik, bedzie sprzedawal mydla i powidla bo w okolicy jest kilkuset robotnikow.

Jaki moral z tej opowiastki?

W Chinach smierc traktuje sie jak normalna kolej losu, kazdego kiedys to czeka, nie ma powodu na rozpacz i zamartwianie czy wpadac w stresy. Nasi rodzice odchodza, ale moga byc nam przychylni z tamtego swiata. Juz od czasow Confucjusza istnieje duzy szacunek dla starszych.

02:29, bialychinczyk
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 07 kwietnia 2014

Jak przyjechalismy do naszego miasta w 2003 roku, powietrze bylo czyste, mozna bylo zyc. Ale kurz, smog, smrod, ciagle cos buduja, fabryki dogonily nas, teraz rzadko widac gwiazdy w nocy, oczywiscie jak nie pada. Chcialem cos zrobic, ale trudno, za ciezko wdepnalem. Fabryka, dzieci, szkola, czyzbym mial umierac w smrodzie, a juz chrypie. Ale to zlapalem w zimie w Polsce, odzwyczailem sie od zimna. Mamy sie wyniesc, daleko, 1000 km w doline niesmiertelnych BAMA w gory Guangxi, ale to za daleko. Mamy tam miejsce, ale ciagle brak czasu aby to nawet wykonczyc, ale aby pomieszkac? Kiedy?

No i mieszka sie w kolchozie, wokol milion Chinczykow. Sasiad z prawej, sasiad z lewej, dobrze ze juz nie ma nikogo pod i nad, srednia przyjemnosc, a za taka dziuple trzeba tez zaplacic miliony. Od dawna szukalem gdzies dalej, ale ciagle nici.

Chinczycy jeszcze sa jak mrowki, ciagnie ich w gromade. Nie ma jeszcze zwyczaju ze mozna mieszkac za wsia, daleko od ludzi i zanieczyszczen fabryk. Sa tak przyzwyczajeni, nawet jeden kolo nas wybudowal ogromna wille na terenie swojej fabryki. Teraz nie tylko sam, ale wszyscy wokolo sypia mu sadze do basenu, sam wybral, szybko sie tez "opala", wystarczy tylko wyjsc z domu, nawet przy pochmurnej pogodzie. Moze troche przesadzam, ale niestety, budowa setek fabryk wokol ma tez zle strony dla tych co mieszkaja w poblizu. 

Moze znalezlismy. 17 km od nas sa gorki, zrobili tam duzy zalew. Byla tam wioska, teraz zalana. Polozyli kilku  umarlakow w gorach, teraz oni mocza nogi w zalewie. Nasza gora jest wyzej, jeziorko po drugie stronie drogi. Dwa lata temu byl tam pozar i stoja kikuty sosen - czyli na pierwszy plan bedzie wybudowanie drogi i posadzenie 10000 drzewek. Miejsce jest fajne, gorka, mala dolinka ze strumykiem, pewnie zrodelko dalej ale jeszcze nie zapuszczalem sie w chaszcze. Na razie negocjujemy z soltysem jak wyrwac cala gorke, kilka albo kilkanascie hektarow. Oni chca, potrzebuja pieniedzy na rozbudowe szkoly czy inne drogi, a takich dzikusow jak ja wsrod Chinczykow nie znajdzie. Miejsce ma potencjal, mozna zrobic z tego ladne miejsce do odpoczynku. Pokazalem ta gorke kilku bialym, to nie chcieli stamtad wyjezdzac; swieze powietrze, zywica ladnie pachnie, relaks zupelny. Trzeba zbic tratwy aby wyplywac w jezioro z kijem i wrzucac do wody, jak ktos to lubi, ryb widac ze jest duzo, skacza, Takze wybudowac kilka domkow do mieszkania, zrobic sciezki, basen, itd.  Wiec kto sie pisze aby dobic do mnie? Miejsca do spania sa, ryzu i warzyw w brod, bedzie tez swinia pieczona na roznie czy kurczaki w glinie, wolna lopata czy kilof tez sie znajdzie. Internet jest, prad sie doprowadzi, wode mamy ze zrodel. Polazic po tych gorkach tez mozna, ale trzeba by najpierw przetrzec te dziewicze sciezki bo Chinczycy nie maja zwyczaju lazic po takich gorach, tylko tam gdzie ich jest wiecej.

 

14:12, bialychinczyk
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
Tagi