RSS
środa, 20 kwietnia 2016

Z reguły w Chinach mam 3-letnią wizę inwestycyjną, ważność kończyła się w marcach. Ale ważność paszportu mi się kończyła, zrobiłem tymczasowy gdyż pojadę do Polski i zapomniałem ze wiza tym razem jest tylko do lutego. Dopiero w Yunnan zobaczyłem że wiza już się skończyła. Poszedłem do lokalnych policmajstrów w Jiangmen aby przedłużyć, znają mnie od lat, a ci wytaczają na mnie działa. Wielkie przestępstwo, pewny kryminał bo byłem bez wizy 22 dni. Dali nową wize, ale musiałem pochylić kark, ukajać się, ale dali tylko na mięsiąc i karę 6000 RMB, za 12 dni po 500, 10 dni mam za friko. Podpisałem mnóstwo papirków, odciski palców, że już jestem w Chinach kryminalistą, że nie będę żądał zwrotu pięniędzy, mam wpłacić gotówką na specjalne konto w jakimś tam banku, już jestem Bad Boy w Chinach. Co miałem robić, podpisałem i po miesiącu jak już miałem normalny 10-letni paszport poszedłem po normalną 3-letnią wizę, w końcu biznes się toczy. A moje wiejskie policjery sztorcem, muszę wyjechać z Chin i to już jutro, wiza kończy sie za dwa dni. Zresztą nie mogę dostać nowej wizy biznesowej pobytowej, bo są nowe przepisy, muszę mieć pozwolenie na pracę w Chinach. Potrzebne mi to jak umarłemu kadzidło, nie mam ochoty pracować w Chinach, chociaż kiedyś miałem kartę pracusia jak sciągałem limo z Kalifornii, była też wymagana. Należy mi sie już ichniejsza zielona karta stałego pobytu ale nie mogą mi ją wydać bo nie płacę podatków osobistych w Chinach, tylko biznesowe. Nie płace, bo nie pracuje za pensje, zresztą nie mogę, nie mam karty pracy, którą z jeszcze innych powodów nie mogą mi ją wydać, nawet gdybym się starał. Po  angielsku nazywa się to Catch 22, paragraf 22, po polsku chyba kwadratowe jaja. No trudno, trzeba jechać do Hong Kongu czy do Macao po nową wizę. No granicy znowu krzyk, przedłużyłem pobyt w Chinach nielegalnie. Zapłaciłem już wam karę, wypuszczcie mnie - po 15 minutach sprawdzania w komputerze, z bosem, w koncu wyjechalem z Chin.

W Hong Kongu poprosiłem o wizę 3-letnią, w końcu mam taką od dłuższego czasu. Zaoferowali mi 10-letnią, wielokrotne przekraczanie granicy, ale z maksymalnym 120-dniowym każdorazowym pobytem. No trudno, może nawet lepiej bo ruszę się ze swojej wioski. Miałem przygotowane papiery, większość odrzucili nie były potrzebne, nie są potrzebne certyfikaty zdrowia czy świstek z lokalnej policji, tylko opłata 1100 RMB plus 300 za ekspress - niestety, był piątek po południu, odbiór wizy w poniedzałek, muszę siedzieć w HK 3 dni. Nowa wiza jest do 2026, nawet pół roku dłużej niż ważność paszportu. Ale przy wjeżdzie do Chin znowu problemy, nie chcą mnie wpuścić, znowu polecieli do bosa, a po drugiej stronie młoda miła Chinka czekaLa na mnie bo ją zagadałem w autobusie. W końcu mnie wpuścili do tych Chin.

W końcu wylądowałem na 3 dni w Hongu Kongu. Nie lubię dużych miast, tloku. Trzeba poruszać sie jak mrówki, rzędem bo na więcej nie ma miejsca. A gdzieś dalej gdzie mniej mrówek i tloku, to zalatuje ciepłym moczem z jednej strony, z drugiej zatkanym wychodkiem, trochę dalej przypalonym i starym tłuszczem, trzeba przyspieszać kroku aby nie paśc ze smrodu. Nie ciągnie mnie do miast, nie chcę być miastowym szczurkiem, wolę być wioskowym orłem. Zresztą co za życie w mieście, słońca nawet nie widzisz, zapomnij o pobieganiu na boso po piasku. Dużo ludzi to lubi,  zostawiam im ten kopiec, nie ma sensu tracić tyle energii aby tylko przeżyć, aby nie być zadeptanym. Jednak co nowego w Hong Kongu, dawno tam nie byłem, bo i po co, chociaż blisko.

Nadal, denerwujące w centrum co chwila zaczepianie "copy watch" czy "tailor", krawiec, albo "cheap room", panienki do wynajęcia na godzinę też zaczepiają. Już poznaję kilka twarzy, żyją z tego od lat, z małych prowizji. Kiedyś poszedlem z takim do krawca, za "garnitur", koszulę i dwa krawaty wołał 1800 HK$, około 900 złotych. Chciałem wybrać lepszy materiał, to cena już była 5000, taniej kupię oryginalną Zeldę czy Armani. Oferują takie ubranka dla Józka do kościoła w niedzielę, z garniturem to jeszcze nie ma nic wspólnego.

W porównaniu z Chinami, zastój, prawie nic nowego się nie buduje. Tylko na nabrzeżu, gdzie zabrali wodzie troche ziemi. Kiedyś przystanek promu, ferry, był bardzo blisko bialego budynku poczty na wyspie Hong Kong, teraz to kilkaset metrów dalej - zabrali miejsce wodzie, zasypali i będą kiedyś stały nowe wieżowce. Z drugiej strony terminalu Tsim Sha Tsui na Kowloon także zakopali i juz budują, i to wszystko. W TV narzekają że ceny mieszkań zawsze rosły, ale od 2015 roku już się obniżyły o kilka procent i do końca 2016 mogą spaść następne 8% -ale jakie to ceny? Za 100 m2 w porządnej dzielnicy to wołają 5 milionów US dolców, już dawno przebili Moskwę. Zresztą krakałem o tym około rok temu jak były antychińskie strajki w Hkongu, Pekin nie pozwoli podskoczyć sobie, centrum finansów przenosi się do Shanghaju. 

Moze Hong Kong przestanie byc centrum finansowym Azji, ale nadal zostanie centrum turystycznym. Ogromne statki wycieczkowce stoja w kolejce jak po świeże bułeczki aby dobić do brzegu - tylko na jeden dzień, bo kilka nastepnych czeka.

Dużo więcej drogich sklepów z biżuterią, z zegarkami, ciuchami czy torebkami Luis Vuitton czy Prada. Kiedyż blisko centrum na parterze można bylo zobaczyć jakąś jadlożarnię czy 7-11, juz nie ma ich. Chińczycy często przyjeżdzają do HK na dzień-dwa, tylko na zakupy - wydają po kilkanaście, kilkadzesiąt tysięy i wracają do Chin.

Przedtem tego nie było, ale już widać białych linoskoczków, żonglerów, spiewaków, muzyków czy po prostu bialych żebraków czy bialych robiących za durnia, aby rozweselić publikę i zebrać trochę grosza na życie. Może jeszcze nie z bidy w Europie, gdyż wydaje mi się że to są zielone ptaszki, jak Cyganie, a wiadomo ze Cygan do pracy nie pójdzie, bo stała praca dla niego to gorsze niż więzienie. A że tlok coraz wiekszy, tabuny wycieczek z Chin co chwila a Chińczyk częsciej niż bialy rzuci kilka Yuanów czy HK$ do kapelusza czy pudełka po butach.

Niedzielne ćwierkanie na skwerach. Tak nazywałem tabuny Filipinek w centrum w niedzele pracujacych jako gosposie w HKongu, a jest takich ponad 100 tysiecy, i w większosci mają wolna niedzielę, wiec pikniki co krok. 20+ lat temu jak byłem pierwszy raz w Hong Kongu, były to młode dziewczęta, teraz to najczęsciej smutne 40-tki. Smutne, co im zostało w życiu, może zarabią na 39-metrowy domek na Filipinach, takie też sprzedawali. Od czasu to czasu widać także marzące 30-tki łypiące na przechodzących białych. Wiek białego nie ma znaczenia, pomiędzy 40 a 80 jest OK, biała twarz wystarczy, ale lepiej być troche lepiej ubranych, wiecej dostaniesz Hi i uśmiechów. Nadal biały jest dla nich szansą na lepsze życie - co sie dziwisz, smutne 40-tki już straciły tą nadzieję.

Odwiedziłem także Night Market na Temple Street, często tam kiedyś zachodziłem bo można było znależć jakieś ciekawe stare rzeczy. Już nic nie ma z tego, trochę podróbek, został tylko jeden Tybetańczyk. Chińska opera uliczna też już dogorywa, ale za to jest cala aleja przepowiadaczy przyszłości.  Dziwne ze nie potrafią przepowiedzeć sobie przyszłości, najczesciej wróżbici to biedni i starzy ludzie. Kiedyś jedna przepowiadala przyszłość znajomemu to dostał ją bardzo czarną, już za życia trzeba zacząc spać w trumnie. Poszedł do nastepnej, dostał tą samą przyszlość, to już go zmartwiło. Dopiero póżniej znależlismy że obie wróżki uczyły się z tych samych podręczników. Na bazarach sprzedają od lat podobne durnostojki i kurzołapki, ale teraz jest więcej ulicznych żarlodajni, specjalność okolicy to krab na ostro. A ceny dla turystów, conajmniej dwa razy drożej niż w Chinach. 

Jedno mnie ucieszyło. W jednym drogim sklepie zauważylem kosmetyki prawie takie same jak rok temu produkowałem dla jednej amerykańskiej firmy. Opakowania bardzo podobne a składniki miały takie same jak mój Moisturizer. Mojemu Jankesowi sprzedawałem je po 10 US dolarów za 50 ml złoty pojemnik i ciągle narzekał że za drogo, tutaj cena za 30 ml była 1249 HK$, około 600 zlotych - tak się robi fortuny w Hong Kongu.

Skąd te "polecane" się biora, jak je wyrzucić??

sobota, 09 kwietnia 2016

Chinczycy w Hong Kongu juz wyprzedzili Japonię w długości życia, a kiedy Chiny będą pierwsze? Powoli, powoli się zbliżają. Więc podglądamy stare Chiny i uczymy się jak to osiągnąc. Najlepszym przykładem jest dieta i żywot Mistrza Zielarza Li Ching-Yuan który żyl podobno 256 lat. Nie tylko dieta, ale także za wszelką cenę unikanie stresów, być w ruchu i zapobiegać wyłączaniu sie naszego głównego komputera czyli szyszynki. A świat z GMO, chemia w każdej łyżce straty czy w każdej kropli wody na pewno nam w tym nie pomaga. Nasza szyszynka z każdym dniem schodzi na psy gdyż nawet w 40 roku zycia juz jest w 60% skrystalizowana, wyłączana powoli. Szukamy sposobów z całego świata, więc 3000-letnia hinduska medycyna Ayurveda też coś wnosi, współczesne teorie skracania się telemerów końcówek chromosonów naszego DNA także bierzemy pod uwagę. 

Czy jest to nasz swięty graal?. Pewnie nie, ale jesteśmy bliżej celu, możemy błądzic, ale szukamy, szukamy. Już pozytywne efekty są, testujemy, sprawdzamy, porównujemy, uczymy się. 

No i stałem się pigularzem. Mierzę, warze, mielę, wącham, próbuję na sobie. Efekty już są - wystarczy mi 6 godzin snu, żadne korzonki, łamanie czy łupanie w krzyżu, bóle w stawach, w porównaniu z rówieśnikami jestem szybszy i jakby na podwyższonych obrotach, uśmiech na twarzy, łeb też pracuje bez zarzutu i nie zwalnia. Robimy zawody z dziećmi kto szybciej wejdzie po ruchomych schodach pod prąd - one z zeszytem ze szkoły a ja z siatkami z zakupami. Zobaczymy ile lat jeszcze będę wygrywał.  A jak już nie bo one będą szybsze to nie dlatego ze starzeję się, ale dzieci dorastają. Maratonu jednak nie planuję wygrać ale jak mam życ conajmniej 120 lat to trzeba zacząć dbać o swój odwłok. 

No i jest kuchenna manufacturka. Młotkiem do schabowych rozdrabniamy korzenie, mielemy w młynku do kawy, sitkiem do herbaty eliminujemy większe kawałki, kapsułki napełniamy ręcznie jak się robiło za czasów dziadka Mroza, ale postępy są. Nie ma co się śmiać, Apple Corporation też zaczynało od garażu, najważniejsze aby mieć dobry produkt. A w środku w kapsułkach jest 10 ziół i minerałów, wszystko naturalne, żadnej chemii. Jest tam shizandra, zensheń, Gingko Biloba, Astragalus, Gotu Kola, Fo-Ti, Nicotynamide B3, DMAE, CoQ10 i Shijalit z Himalajów.  Co można zmieścić w 500 miligramowej kapsułce. Następna wersja, już jako Elixir of Life bedzie zawierala 17 składników, ale to będzie 350 mililitrowa buteleczka ze smacznym napojem. Ma on szansę wyeliminować wszelkie napoje energetyczne czy coca colę, bo będzie zdrowa, bez kofeiny, w 100% naturalna. Oprócz shilajit wszystkie składniki kiedyś opisywałem, można o każdym znależć mnóstwo informacji googlując. Nasz Shilajit jest z Tybetu zbierany na wysokościach 3000-6000 metrów, zawiera triterpeny, kwas fulwinowych i kwasy humusowe oraz jony 85 minerałów łatwo przyswajalnych przez nasz organizm oraz powodujacy że inne zioła są przyswajalne w dużo większym stopniu niż jako stosowane niezależnie. Shijalit nie jest tani bo detaliści chcą go sprzedać aż za 7 dolarów za gram, gdy w naszym słoiczku z 100-tką kapsułek jest jego 5 gramów. Można też kupić Shijalit w różnych formach, ekstrakty, ale tam jest tego tyle co kot napłakał - producenci suplementów już stosują metody medyków - jest tam tego AŻ tyle, że powinieneś tego zażywać dużo i często kupować nowe.

Nie święci garki lepią. Ideą jest doprowadzić organizm do stanu jak sie miało 40 czy 50 lat i tak utrzymać przez następne 150 lat. Oczywiście, mogą być w naszym odwłoku jakieś większe braki i trzeba bedzie jakiegoś ziela brać w końskich dawkach. Jakie to ziela mają być? Mamy czas aby poduczyć się i znależć odpowiednie. Wujek Google pomoże, ale nie zawsze, trzeba sięgać po mądre książki, a jest ich na rynku miliony. Sam szukam na Amazonie i to najczęściej używane, jak najtaniej, często po 1-99 centów plus 3.99$ za przesyłkę. Jak mam wydać 100 dolarów na książki to wolę mieć więcej różnych tanich ksiażek niż jedną nową i drogą.

Tagi