RSS
środa, 25 maja 2016

Wyjeżdzam teraz z Chin, fabryka zostaje, limo zostaje, ktoś w końcu musi pracować na mnie. Fabryka jest zapisana w 100% na mnie, zostawmy ją tak, na teraz, pożniej zmienimy status na incorporated i zmienimy tak, aby nie trzeba było płacic żadnych podatkow. Nie ma co się urzędasów pytać bo oni by chcieli tylko wyciągnąc 40% wartości fabryki za zmianę, nie dam sie. Ale z limo trzeba coś zrobić, własność przepisuję na zonke, Chinkę.

Wydawaloby sie, ze prosta formalność, niestety, niestety. W papierach jest wpis urzędu celnego z importu, dawno nieważny, ale trzeba to wymazać. Tam gdzie załatwialiśmy papiery importowe, już ich nie ma, wysyłaja nas na 8-me piętro nowego pałacu. Jedziemy, czekamy z pól godziny. To nie tutaj, inne biuro celne 20 km dalej, jedziemy. Tam nie chcą nas wpuścic, bo to "granica" wodna na rzece, port ferry do Hong Kongu, w koncu jakaś mądrzejsza osoba wysłała nas na 5-te piętro aby się zapytac. Łazimy po brudnych korytarzach, wołamy, hukamy, nikogo. W końcu ktoś się znalazł i wysłał nas na odpowiednie piętro. Miłe dziewcze mówi ze to ona robi, ale jeszcze nigdy takiego papiórka nie wystawiała, mamy więc poczekać. Przewraca szuflady, gabloty, chociaż na każdym biurku mają komputer. W koncu znalazła zeszyt z ręcznymi tabelkami, my też tam jestesmy jak wwoziliśmy limo, 22-go grudnia 2010. Hurrra, tylko wypełnić stos papierków, podanie, z 12 kopiii czegoś tam i mamy przyjść za kilka dni. Czy może się pospieszyć, ma to być na środę. Może, może, ale było, odebrałem świstek dzisiaj i biegiem do urzędu rejestracji samochodów.

Tutaj brat Kacy czekal na nas i na ten papierek i już problemy. Musimy zrobić odbitkę numeru VIN podwozia który jest pod szybą. Nie można tam palca wcisnąc, a co dopiero taśme, czyżby trzeba tłuc szybę? Mamy się pytać szefa zmiany. Jest jeden, oddziału pierwszego, ma sie zapytać w oddziale drugim, ten z kolei w XIII-tym, itd. Ma tak być, tak jest w przepisach, nikt nie chce podjąć decyzji. Jest wyjście, dadzą nam adres gdzie będziemy mogli odbić te numery na wąskim pasku blachy i wtedy zrobić odcisk.  Czy to legalne?, kto to wie, ale będą odciski, dzisiaj już za póżno, zrobimy jutro, dzisiaj tylko załatwiamy papiery, czyli paszporty, zdjęcia, stos innych papierów. Nie zgadza sie, w papierach auta wpisali moje nazwisko po chińsku, w paszporcie jest alfabet łaciński, ich komputer tego nie chce przyjąc, W końcu zgodził się bo mamy notarialne tlumaczenie paszportu, ale znowu NIE, jest nowy paszport, starego ważność się skończyła i tego nowego jeszcze nie mam notarialnego tlumaczenia, jest u notariusza, będzie gotowy za kilka dni. Wywalam mu na biurko stos papierów, ze to jestem ja, ta sama osoba. W końcu go przekonałem, widzę że facio chce pomóc ale przepisy, przepisy. W końcu ze stosu papierów wybrał akt ślubu ze zdjeciem nas obu, to przekonało go, więc nastepna kopia, już wpisuje dane w komputerze. Znowu mur, nie ma chińskiej wizy w polskim paszporcie, on jest w Chinach nieważny, wiza jest w amerykańskim, dlaczego? znowu chce odrzucic. Mówię urzędasowi że wjechałem do Hong Kongu na paszporcie amerykańskim i tylko w tym pasporcie wystawiają chińska wizę. Nie będę dziadowi się tlumaczył że nie chciałem wjeżdzam na polskim gdyż przedłużyłem pobyt bez wizy, zapłacilem 6000 kary, ale dodatkowo być może nie wpuszczą mnie do Chin za karę powiedzmy nastepne 6 miesięcy, wolałem nie ryzykować, zresztą na US pass dostałem 10-letnia wize, na polskim daliby powiedzmy na 3-6 mięsiące. OK, dotarło, tylko muszę napisać oświadczenie że zmieniłem obywatelstwo. Niech ci będzie, masz nastepny świstek, Następne zdjęcie, już razem z żonka jak do ślubu, 25 podpisów i 25 odcisków palca w czerwonym tuszu. Nie musiałem malować dupska na czerwono i robic odcisku, już nie było potrzebne.  Limo już nie jest moje, to tylko połowa roboty, jutro trzeba rejestrować na Kacy nazwisko, drugie tyle papierow, ale bedzie to robil agent za "tylko" 700 RMB. Podziękowałem urzędasowi i przyrzekłem, ze następnym razem to przyprowadzę z sobą także trójke dzieci i teściową, będzie bardzej przekonywująco.

To robiłem na wesoło, wpadl facio na mój dobry humor. Ale innym razem to juz nie wytrzymałem i dobrze i głośno wydarłem ryja na głupią niedouczoną babę. Wziołem dzieci na basen, a ona nie chce nas wpuścic bo wedlug jej na każde dziecko ma byc jeden dorosły opiekun, babsko nie doczytało instrukcji. Nawet maly Horus zacząl sie pytać, skąd weżmiemy trzech dorosłych. Takie chińskie zycie, im mniejsze g... tym bardzej śmierdzi i chce być ważne.

18:23, bialychinczyk
Link Komentarze (14) »
wtorek, 17 maja 2016

Jest ich mnóstwo, ale za to mało energetyków. Oczywiście dużo rodem z Coca Coli czy od Pepsi, ale także mnogo niezależnych, małych firm. Pewnie zaslugą jest to, że można dość szybko wdepnąc w taki bizz, urządzenia nie są zbyt drogie. Oczywiście to nie grosze, bo trzeba zacząc od 100000 dolców, ale w tej cenie już można produkować swoje własne butelki plastykowe, kształt możesz sam sobie wymyslić i produkować za około 0.50 RMB za póllitrową butelkę. Na alibabie są cwaniaki, którzy za podobne maszyny wołają nawet 400000, tym to nawet nie odpowiadam, strata czasu.

Znazłem kilka nopoji ziółowych, zdrowotnych, są bardzo popularne w Chinach, dzieci je lubią, ostatnie zdjęcie. Na mój gust są za słodkie i mają tylko 4 ziola, mój napój ma ich 17-ście. Oczywiście, jak będzie rynek zbytu, jak będą kupcy, można i takie też produkować. Nie znam jednak rynku europejskiego czy polskiego, nie ma sensu wydawac miliony i czekac na spzedaż, na poczatek trzeba będzie zlecić rozlewanie innej firmie. Sam powinienem skoncentrować się na sprzedazy, produkcji syropu i może butelek - trudno będzie w Polsce znależć moje kształty albo krzykną straszne pieniądze za wyprodukowanie samej formy butelek - w Chinach to 1000 dolców, ale potrafia wołać i 8000. Może bedzie to najłatwiejszy i najszybszy sposób aby wdepnąć w ten bizzz, innym też będzie można produkować ich butelki. Czytałem niedawno że jacyś młodzi ludzie produkują napój babuni i już sprzedają, ale po 10 zlotych za butelkę - w tej cenie raczej dużej sprzedaży nie będą mieli. Pewnie jest dużo młodych ludzi którzy mają babcie i inne babcine recepty i chcieliby sprzedawać swoje nalewki, ale nie dobijajcie się do mnie z oferta ich sprzedaży, mam swoich kilka. Oczywiscie, jak masz jakiś grosz, mogę pomóc w produkcji, ale to będzie Twój bizz, nie mój, żadnej swojej forsy nie będę topił w czyjeś pomysły.


07:20, bialychinczyk
Link Komentarze (35) »
Tagi