RSS
niedziela, 29 czerwca 2014

Dzewczynki bawily sie lalkami, ubieraly, rozbieraly, maszerowaly, itd

Dolaczyl chlopak, posprzeczali sie i chlopak dal im nauczke

 

A jak nadal beda niegrzeczne, to je przytrzasnie.

One natomiast rozebraly Kena i wrzucily go do klopa, albo Ken byl tak piany.

Czy sa nadal chetni na moje corki?? Swietlana przyszlosc was czeka.

06:04, bialychinczyk
Link Komentarze (12) »
środa, 25 czerwca 2014

i to juz od miesiaca, bylo gorzej i gorzej. Mialem internet 4MB, podwyzszylem dzisiaj do 20MB, tak samo. Gmailu po prostu nie znajduje, jest blokowany. 

nawet artykul z yahoo zablokowali, bo dotyczyl chin

http://www.businessinsider.com/chinese-men-buying-brides-from-vietnam-is-getting-out-of-control-2014-6

Google laduje  z Hong Kongu, strasznie wolny, musze uzywac yahoo lub duckduckgo

hotmail jeszcze dziala, ale juz zaden rzadowy komputer nie ma prawa uzywac windows 8.1

Chinczycy preferuja swoj baidu, ale nie ma tam wersji angielskiej.

swiat sie zmienia. Rosjanie takze nie chca jankiesow, nie tylko google, kart kredytowych, ale maja juz dosc Intela, AMD i chca produkowac swoje komputery. Chinczycy pewnie tez nad tym pracuja.

Swiat odchodzi od dolara, amerykanskie zostana tylko McDonaldy, rakiety i wspomnienia.

16:58, bialychinczyk
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 23 czerwca 2014

Jak mieszkalem w Hameryce, to jak mialem czas to lubialem wyskoczyc do Centalnej Ameryki. Ladne biale albo i czarne wulkaniczne plaze, proste jedzienie, mieszkanie pod palma w zieleni, calkiem inny zapach w powietrzu, relaks zupelny. Tam sie nauczylem, ze jak jakis bol w krzyzu, korzonki, miesni czy po prostu w dooooopie, nalezy sie zakopac jak zolw w goracym piasku na plazy - jak ostygnie troche, przeniesc sie metr dalej. Dzien takiej kuracji wystarczy na 3 miesiece i jest sie znowu mlodym jak bog. Male kraiki rzadzone przez tuzin czy mniej lokalnych rodzin ktore pewnie przy kartach wygrywaja kto bedzie nastepnym prezydentem. Mowia tym samym jezykiem, taka sama kultura, ale nigdy nie zlacza sie, byloby mniej cieplych stolkow dla kuzynow. Wiec trzeba sie takze tak urzadzic aby jak sie nie bedzie przy korycie, ten czas bez wladzy wygodnie przezyc.

W tym czasie rozwiodlem sie z Polka a ze sam nie potrafie funkjonowac wiec przeszmuglowalem przez zielona granice mloda Latynoske. Podobno Murzynki sa najlepsze na seks, Latynoski najlepsze na kochanki, Chinki natomiast na zony. Przy okazji urodzily sie dwie corki i aby zalatwic im polskie i amerykanskie paszporty, ozenilem sie . No i wtedy zaczelo sie jezdzenie na mnie jak na starej szkapie, alez dostalem ciegi. Latynoski sa dobre na kochanki, ale jak jest zle to masz pewny noz w plecach - moje ciuchy byly kilka razy pociete w paski. Bylem szczesliwy jak zostawialem wszystko, zabieralem jedne dziurawe spodnie na sznurku, wszystkie dlugi, ale odzyskiwalem wolnosc. Pozniej jak nie mialem forsy moglem spac w samochodzie w Kalifornii, ale corki uczeszczaly prywatne szkoly, zreszta jak skonczyly po 18 lat, dobily do mnie. 

To bedzie dla potomnych, ku pamieci. Corki maja po 12.5 procent krwi indianskiej, dumny jestem z tego. Mowia im niekiedy ze sa HU-HU-HU, one odpowiadaja ze nie sa hu-hu-hu. Ich dziadek to pol Indianin, pol Amerykanin. Pradziadek byl inzynierem amerykanskim budujacym lokalne linie kolejowa, a ze pradu nie bylo, zona zostala w USA, chetnych Indianek mnogo, wiec....noc szybko zapada, po zmroku .. Widzalem zdjecie prababki, brzydka jak noc, ale podobno byla dobra kobita. Byl na tyle odpowiedzalny ze synowi dal swoje nazwisko, ale nigdy nie zabral go do USA, mial tam zreszta amerykanska zone. Jechalem ta koleja kiedys jak dzialala, 100 km przez gory pokonywala w 12 godzin. Indianki z gor najmuja sie do zbierania kawy - male kobietki, wszedzie dobrze zaokraglone, duze cyce, wygodne i bezpieczne, nie spadnie sie z nich. Klimat goracy, wilgotno, zamiast ketchupu uzywa sie tabasco - tylko pozniej w ciemnosci lokalne muchache narzekaja ze jest za mocno, za ostro, takie zycie. Jedno plemie tam w gorach nazywa sie Bri-Bri, jest ich tylko z 10000 ludzi w plemieniu. Ich bog, Sibu, najczystrza na swiecie kwintesencja pojecia boga - nie ma zadnych obrazow, rzezb, swiatyn, oltarzy, nie potrzebuje ksiezy, pastorow, rabinow, ofiar, modlow, padanie na twarz przed nim. Wystarczy tylko wspomniec jego czy jej imie, aby pomogl. Czytalem takze o tym w lokalnej bibliotece narodowej w ksiedze wydanej w Seville w w 1888 roku. Wlasnie na czesc tego boga jedna z corek dostala imie Sibu.

Historia babki corek takze jest nie mniej ciekawa. Dawno temu nalezeli do tych rodzin rzadzacych krajem, stara wlosko-hiszpanska rodzina De Benedictis con Videchi. Ale zdarzylo sie kilka pokolen wstecz ze jeden z nich zbyt oficjalnie zaczal afiszowac i paradowac z kolejna kochanka. Zona tego nie scierpiala i Pani zabila Pana, afera na caly kraj. Posiadanie kochanki czy kochanka (czy tez kilku) w Centralnej Ameryce to normalka, ale aby nie chodzic z tym do kosciola. 30% dzieci tam nigdy nie znalo swojego ojca. Zabity to kumpel od kart, hektolitrow rumu i nocnych ballad prezydenta, wiec naszej Pani powiedzano ze bedzie scieta. Pani zabrala wiec dzieci i wyjechala do kuzynow w Ekwadorze czy /? w Poludniowej Ameryce i tam strzelila sobie w leb. Rodzina ekwadorska nie chciala utrzymywac nowych kuzykow i zamienila ich w peonow, w chlopow, natomiast prezydent zabral wszystkie folwarki, domy, budynki, co tam zostalo, zostali goli. Jeden pradziadek wrocil aby cos odzyskac, poznalem jego, ale nic nie wskoral. Ponadto nad rodzina za ten mord wisi klatwa ktora ma trwac ilez tam pokolen, moja Latynoska miala byc ostatnim lancuchem tego, moje corki sa juz wolne. Alez sie wkopalem. Trudno, nie zaluje, mojej Latynoski opakowanie czy powloka byla calkiem-calkiem, zachecajaca i dostepna, w srodku nie bardzo i mam wspaniale corki. 

Teraz juz na prostej. Jedna corka skonczyla studia, druga konczy. Mowia plynnie po angielsku, hiszpansku, chinsku, polski nadal troche lamany. Zaczela starsza robic magisterke na Jagielonskim, ale niestety jej polski jest jeszcze za slaby, moze za rok. Majac skonczone studia ekonomiczne w Kantonie, kilka jezykow, ale w Polsce oferuja jej tylko 2000 zl na miesiac, smiech na sali.  W Polsce oplaca sie studiowac, a nie pracowac, wiec jak zostanie w Polsce, ma dokonczyc mgr, pozniej moze doktorat.  Ich decyzje, najwazniejsze aby byly zdrowe i szczesliwe. Jesli chodzi o ta druga polowe, to sa ich decyzje, ich zycie, sa dorosle, sam moge tylko doradzic i pomoc. Jak ktoras znajdzie takiego odpowiedzialnego osobnika z ktorym bedzie szczesliwa, zycze jej tego, tata musial probowac 3 razy. Jesli sie nie uda, niech wezmie taty nauke do serca i zrobi ogrodek z dwoch bialych, trzech zoltkow, dorzuci jakiegos latynosa aby bylo do pary i pogoni ich do pracy dla siebie. One wybieraja, nie beda wybierane. Wszyscy podobno sa rowni, ale niektorzy rowniejsi od innych, cale zycie wlasnie pracujemy nad tym.

Amen

PS.

Przykro mi, ale cwierc-inteligentom nie odpowiadam na ich zaczepki, moga byc takze wymazani.

11:26, bialychinczyk
Link Komentarze (13) »
piątek, 20 czerwca 2014

Lychee obrodzily, wlasnie jest sezon zbiorow. Sam mam male drzewko, juz je zerwalem, nie chcialem sie dzielic z ptakami. Mamy jeszcze jedno drzewko na granicy z sasiadem, ale sasiad tutaj nie mieszka, wiec tez zebralem, nie dam ptastwu. Kupujemy takze, ale nie teraz jak wisza na wyciagnieciu reki. Po drugiej stronie drogi jest duza rezydencja, nigdy nie wykonczona, kilka drzewek liczi tam roznie, wiec tez poszedlem z koszyczkiem. Jakies dziewcze przyszlo, zrobilo zdjecie i pokazalo mi gdzie lezy drabina abym mogl zerwac te rosnace wyzej. Tesciowa tez przyszla z pelnym koszyczkiem, znalazla innego sasiada. Dobrze sie sklada bo w niedzele przyjezdza do mnie kilku Polakow - mam im zrobic zurek i placki ziemniaczane z gularzem wegierskim - tesciowa pitrasi swoje chinskie takze, bedzie wybor - ale ich spase i dopcham ich tak liczami, ze nie beda mogli sie ruszac. Blisko jest park, basen, mozna pobiegac i zrzucic to, jak kto woli i beda checi. Takze smiling face z Polski, przyjechal na zakupy na 2 tygodnie, bedzie mial co opowiadac w Polsce.

Kilka lat temu wynajmowalem magazyn w Riverside, na wschod od Los Angeles. Kiedys tam byly duze sady pomaranczowe, ale jak zrobili drogi, magazyny, to zostalo tylko kilkanascie drzew, niczyich. Sezon na pomarancze jest tam w grudniu - zbieralem co tydzien po 50 kg i wozilem znajomym. W pracy juz sie niczego nie pilo, tylko sok pomaranczowy, w tym celu kupilem elektryczna wyciskarka. Powiedzalem koledzie, to jego glina pogonila, mnie nigdy to sie nie zdarzylo. Pomarancze maja zgnic, nikt tego nie ma prawa zbierac. Zobaczymy tak to bedzie w Chinach.

11:36, bialychinczyk
Link Komentarze (1) »
środa, 18 czerwca 2014

A teraz nasze Panie milusinskie.

Nie tylko my chlopy to takie brzydale, lajdaki, qrviarze i wszystko co najgorsze. Mamy duzo wspolnych cech, tylko nasze panie lepiej sie z tym kryja.

Lat temu wiele bylem na polskim pikniku w San Diego. Po kilku drinkach towarzystwo sie rozkrecilo. Wiec jedna sasiadka w leciach zaczyna swoje marzenia ze chcialaby jeszcze przed koncem zycia byc tak dobrze zgwalcona, zerznieta. Alez Zosienko, jak tam mozesz mowic w towarzystwie - wtraca maz pierdola. Stare to, glupie i slepie, nie widzi ze ma dziwke w domu. Inna chcialaby pojechac na poludnie na fieste na cala noc i znalezc tam duzego, owlosionego, wasatego Meksykanina. Jeszcze inna, meza juz pogrzebala, nie dal rady dobry czlowiek, wolal umrzec, szuka wszedzie bojfrenda, a najlepiej aby mial Ogier na imie. 

Oczywiscie, mozecie narzekac ze jednej nie mozemy odpowiednio zaspokoic, a zachciewa sie nam haremow. Raczej bym powiedzal potrzeba nam  świeżości,  mlodej krwi i energii, to nas trzyma przy zyciu i napedza. 

Wiekszosc ludzi, kobiety i mezczyzni NIE sa monogamistami, mowie o psyche. Njaczesciej jednak nimi jestesmy bo tradycja, dzieci, rodzina, jakas glupia i pusta religia, etc, etc. Znam takie rodziny gdy dzieci juz dorosly, sa na swoim, a ci nadal sa ze soba; nienawidza sie, robia sobie nawzajem najgorsze swinstwa, przez zlosliwosc puszczaja sie z kolegami czy kolezankami zony czy meza, ale dla sasiadow sa nadal malzenstwem. Czy to jest uczciwe?, Kiedys pewnie bylo wspaniale, czy nie lepiej zachowac ta pamiec, nie niszczmy tego. Czy nie lepiej pojsc wlasna droga bez wzgledu na wiek? Na to trzeba odwagi, energii, pracy nad soba, tego najczesciej brak, lepiej tylko narzekac. I mozna pomarzyc przy piwie.

Ale prawda o chlopach jest jedna. Jakie te nasze baby sa, ale bez nich trudno zyc, wiec im ich wiecej, tym lepiej. 

12:26, bialychinczyk
Link Komentarze (1) »
piątek, 13 czerwca 2014

POMOCY, 

 

Mam kawalek slalaktytu, wspaniala rzezba natury, licze na kilka milionow lat.

Ale jest szara, a chcialbym wyciagnac blask, czyli jak to wyczyscic?

Lezalo kilka dni w silnym chlorze, spryskiwalem woda z soda oczyszczona, plynem do okien, nic nie dziala.

Moze nie mozna, moze pieczara z ktorej pochodzi nie byla zbyt szczelna i kusz jest w krysztalkach?

inny maja czysty krysztal, ostatnie zdjecie z googla.

Tks

06:56, bialychinczyk
Link Komentarze (5) »
czwartek, 12 czerwca 2014

Panie, to nie dla Was, a jak juz musicie tutaj byc to zmieniajcie w tekcie z ON na ONA.

Mieszkalem przez jakis czas w Centralnej Ameryce. Mialem czas, wloczylem sie po muzeach, bazarach, kiermaszach, szukalem staroci, historii, rzeczy niepotrzebnych a pieknych i ciekawych wiec jak ktos tam wspomnial ze jego kuzyn organizuje wyprawe aby szukac i kopac zloto przedkolumbijskie w gorach, bylem pierwszy. Troche daleko od stolicy na poludnie, ta miescina nazywala sie chyba Buenos Aires, oczywiscie nie Argentyna. male miasteczko, dwie ulice na krzyz, duzo takich pomiedzy plantacjami ananasow. W gory trzeba bylo jeszcze jechac kilka  godzin silna polciezarowka, taka jest najbardziej popularna wsrod miejscowych Indian. Szef wyprawy, czlek jak dab, lokalny potentat, posiadal grunty wokol, chyba z pol miasta nalezalo do niego, hotelik, restauracja, sklad materialow budowlanych i cos tam jeszcze. 

Pojechalismy, doope wytrzepalo na wertepach. Raz z w dol, najczesciej do gory. Laki, kilka pasacych sie krow i owiec, nieliczne lasy zostaly w dole, niekiedy jakas buda z galezi, kilka drzewek i potoczek, cichutko i przy jednej takiej sie zatrzymalismy u jego znajomego. Pradu oczywiscie nie ma, wiec slonce ustala rytm zycia czyli spac o 7-mej, pobudka wraz ze sloncem o 4-tej, na sniadanie kubek goracej kawy, gajo pinto, czyli czarna fasola z ryzem i z jajkiem (pycha) i jeszcze dalej w gory na piechotke, gdziez tam kiedys byla indianska wioska, szef juz mial w tym doswiadczenia.

Szef wyznaczyl miejsce i kopiemy doly. Jeden dol, nic, drugi, nic, nastepny, nic. Zar sie leje z nieba, ale mamy daszek nad dolem, troche pomaga. Na szczescie strumyk byl blisko, z pragnienia nie padlismy. Na obiad mielismy ryz z fasola i jakas zielenine, wystarczy. zachod slonca nas ratowal, wiec do szopki, umyc sie w strumyku, cos tam zjesc i polozyc glowe na deski tj ichniejsze loze. Nikt nie szukal telewizora, zreszta nie bylo nawet radia. Komputery wtedy juz byly, ale skrzynie, o internecie wtedy jeszcze nikt nie marzyl. 

Ktos tam kiedys mieszkal, znalezlismy jakies odpadki skorup, ale nic wartosciowego. Przydalby sie tam dobry wykrywacz metali, ale tego miejsca sam teraz nie znajde. Bylo to dosc dawno temu, pewnie szef juz cos takiego ma, mial znajomych czy rodzine w Nowym Jorku.

Mielismy byc w gorach tydzien, ale po 4-rech dniach szefa zaczelo nosic, wiec 5-go po poludniu juz wynieslismy sie do Buenos Aires, do jego miesciny. Umiescil nas w hoteliku i zniknal na kilka godzin. Dopiero pozno wieczorem zaprosil nas do swojego domu aby pokazac swoja kolekcje i przy Coca Cola con Ron troche pagawedzilismy.

Jego zona nie chciala mieszkac w tej miescinie i lata temu wyprowadzila sie do stolicy. Tez dziura, ale wieksza i lokalna metropolia, nawet nie odwiedza Buenos Aires a chlop ma potrzeby a w okolicy mnostwo panien. Wiec je odwiedza z prezentami i jak ktoras zajdzie w ciaze, buduje jej maly domek i daje poletko na warzywa i mozliwa prace w sklepiku czy w hotelu, albo pomoze zalozyc wlasny stragan. Jak jest zgodna, to odwiedzi ja nadal i bedzie nastepny rebionek, bo jest strasznym przeciwnikiem kondomow czy innych metod, wszystko ma byc naturalnie i zdrowo. I tak przez lata wybudowal cala ulice domkow i pol miasteczka to jego dzieci. W tym czasie jak tam bylem bylo ich 28, dwa nastepne w drodze. Dbal o swoje pociechy, zawsze byla gromada wokol niego. Oczywiscie, nie spodziewajmy sie aby ktores zrobilo doktorat z czegos, ale lepiej je przygotowywal do przyszlego zycia, duzo lepiej niz lokalni wiesniacy a matki takze mialy zabezpieczona przyszlosc. Jak ktoras z jego zon chciala miec nowego meza, dlaczego nie, pomogl jej nawet w tym a jak urodzila mu wczesniej dziecko, domek jest juz jej na zawsze. Kilka lat wczesniej przewielebny strasznie go krytykowal z ambony, to zrobil dla niego takie piekielko z tego miasteczka, ze ksiezulo sam sie wyniosl. Obecny jest juz cywilizowany, razem graja w karty. Zreszta szef jest najlepszym wiernym. Ile chrztow, komuni swietych, biezmowan, przyszlych slubow i pogrzebow - gdyby ksiaz mial takich 2-3 parafian, zywot mialby zabezpieczony. Nowemu juz to nie przeszkadza, ze ktos inny uwaza ze monoteizm, monogamia sa niezgodne z natura, szef takze nie lubi monotonii.

Widzalem niektore jego zony. Wszystkie busciaste, wysokomleczne, szerokodupiaste, taki ma gust i takich najwiecej w okolicy, cos innego niz Chiny. Cos innego niz sam lubie - busciaste sa poszukiwane, sa OK, ale nie wymionowate i panna ma byc waska w pasie, czyli dla mnie wedlug lokalnych gustow zostaja te tylko brzydkie, nie bede narzekal.

Byla frajda, czegos sie nauczylem. Wyprawa nie byla droga, szef nie mial duzych zyskow z nas. Myslalem ze chcial miec kopaczy za frajer i wszystko jest zmyslone, ale nie. Szef pokazal nam swoja kolekcje zlota przedkolumbijskiego i ceramiki, ale cenowo nie moja liga - zreszta mial znajomych w Nowym Jorku ktorzy uplynniali mu wszystko na amerykanskich gieldach, znal ceny, odpadalem w przedbiegach. Przydalo sie ta wyprawa, w koncu zostalem najlepszym znawca sztuki przedkolumbijskiej w Chinach i najlepszym znawca sztuki chinskiej w Centralnej Ameryce.

 Prawdopodobnie gromada Janow Kowalskich i Izabel Nowak marzyloby aby sie urzadzic jak szef. Czy to jest mozliwe? Wydaje mi sie ze nadal tak, ale nie w Polsce czy w Europie albo ma sie wagony pieniedzy. W Chinach jeszcze jest to mozliwe dla sredniakow takze, ale gdziez daleko na zachod na wsi. Wiekszosc chinskich wiosek jest wyludnionych, zostali tylko starsi i male dzieci, mlodziez wyjechala do miast aby zarabiac. Ekonomia sie tylko liczy. Jesli znajdziesz miejsce gdzie jest duzo wolnych panien i zaoferujesz im cos wiecej niz zycie z lokalnym wiejskich chlopakien, zostaniesz krolem w tej wiosce. Wieksze mozliwosci sa w innych biedniejszych azjatyckich krajach. Takze na to potrzeba duzo czasu i energii. Aby tak sie urzadzic, naszemu szefowi zajelo to ponad 20 lat. 

Ponadto, inny sposob myslenia, Chinki nie sa zazdrosne. Zapewnisz ktorejs lepsze zycie, jest twoja. Mieszkalem kiedys w Shenzhen niedaleko Windows of the World. Las mieszkaniowcow, w wiekszosci mieszkaly tam drugie i dalsze zony sredniej klasy Hongkonczykow. Placili jej za mieszkanie i dostawaly jakas pensje, byla jego. Mialem tam tez swoja Chinke, slodka Liu. Uczylem ja angielskiego, dawalem jej co mialem najlepszego, ona dla mnie takze, ale do czasu. Kiedys przyjezdzam, ona nie moze sie ze mna spotkac, jej numer One jest w Shenzhen, ten co placi za mieszkanie i pokrywa jej wydatki. Sam bylem numer 2, albo i dalszy, kto tam wie. Lubiala mnie, podeslala mi swoja kolezanke, niestety duzo gorsza, nie podtrzymywalem znajomosci. Wtedy tom byl wilk, dzikus i pies na te rzeczy, bralo sie wszystko. Juz nie te czasy, nie lubie teraz miec wspolnikow w tej branzy. Dla innych to nie ma znaczenia. Znajomy Polak oprocz zony ma zawsze 2-3 dochodzace konkubiny. Jemu to nie przeszkadza ze u ktorejs moze miec dalszy numer. Inny Polak, ma sie zenic niedlugo z mloda Chinka, ale ciagle przytacza zwyczaje londynskich Arabow - co kilka lat sprowadzaja sobie nowa nastepna zone, pewnie trzeba bedzie wprowadzic te zwyczaje w Chinach takze.

 Takie jest chinskie zycie dobrodzieju.

 cdn

05:10, bialychinczyk
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 09 czerwca 2014

Ludzie listy pisza aby znalezc im ich polowke. Wiec aby nie gloryfikowali Chinek, napisze coz z okolicy.

Pracuje u nas od kilku lat Chinczyk, taka zlota raczka, jest troche wolny w mysleniu, ale solidny, pozytywny. Wszyscy poszli, ale jego zostawilismy, zreszta sam chcial. Ma swoj pokoj, pomaga teraz tesciowi w sklepiku bo nie mamy pracy dla niego, jest pomocny. Okolo 40-tki, kiedys byl zonaty, ma gdzies tam corke, ale ex- kompletnie zerwala z nim kontakty. Oszczedny, nie pije i nie pali, buduje dla siebie i swoich rodzicow duzy murowany dom na swojej wsi. Ostatnio nowina, poznal towarzyszke w podobnym wieku, dwoje dzieci, ale ona pracuje w Kantonie i juz nigdy sobote-niedziele go nie widac. Szybka nastepna wiadomosc, ze ta towarzyszka juz go rzucila bo jest biedny, ona chce miec lepsze zycie. Chinczyk z kolei do nas pretensje, ze zarabia malo, chyba ma 3000 plus mieszkanie i wyzywienie. Nie rozumie, ze nawet podwyzka i 1000 niczego nie zmieni, takie zycie a sam zadnego biznesu nie potrafi prowadzic. No i rozpacz.

Inny przypadek. Mlody Anglik, przed 30-tka, bardzo spokojny, wrecz ciapa. Przyplatala sie do niego gruba wrzaskliwa Chinka o wygladzie, zachowaniu, inteligencji i charakteru pustaka (nie obrazac pustakow) i jezdzi na nim, podobno za byle g... nawet go bije. Ten bidak skuli uszy i goni uczyc wiecej malych Chinczykow. Kupil mieszkanie - drogo, daleko od pracy, w dziadowskiej dzielnicy, oczywiscie na nia, bo tak naciskala, zreszta sam nie moglby wziac pozyczki. No i taki jest tez szczesliwy, jak dlugo, kiedy przejrzy, ten czy inny?

Kto nastepny? Duzo Chinek jest do wziecia.

 

05:30, bialychinczyk
Link Komentarze (10) »
piątek, 06 czerwca 2014

znalazlem taka liste, moze sie komus przyda

http://www.whatsonningbo.com/ningbo-jobs.php?page=1

 

 

14:17, bialychinczyk
Link Komentarze (2) »
czwartek, 05 czerwca 2014

Przyniesli mi do domu ulotki, nowy sprzedawca wszystkiego, jak polski allegro, amerykanski ebay czy stary chinski taobao.com. Nawet logiczne posuniecie, zalozyla ja duza firma chinska dostawcza SF Express, podobna do DHL czy do FeDex. Dostarczaja przesylki innych, moga tez i swoich, maja juz swoja siec, czesto widac ich czarne ciezarowki z logo SF w kolku. Maja zalozyc siec malych sklepow po calych Chinach, na start tylko kilkaset gdzie bedzie mozna szyblo zlozyc zamowienie, z domu pewnie tez. Towar ma byc dostarczony w 48 godzin. Juz oglaszaja 2.5 kg czeresni za 190 RMB (95 zl), ale jakie to czeresnie? - u mnie w lokalnym supermarkecie tez sa ale czerwone i kwasne, dzieciaki nie chcialy ich jesc, chociaz szaleja za polskimi czarnymi. 

http://www.sfbest.com/

https://www.sfbuy.com/account/register/

http://www.sf-express.com/cn/en/

 

Prawdopodobnie mozna samemu kupowac na Taobao i slecac SF express aby dostarczyla do Polski. Do USA juz to robia.

Jedna polska firma kurierska oglasza sie ze dostarczy kazdy produkt z Chin, ale nie wiem jak sa solidni. Kiedys robielem wycene, to wyslanie przez ich czy jakas inna firme, bylo duzo drozej niz wyslanie z Chin normalna poczta, sprawdzcie sami.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Chiński Kurier - tanie przesyłki z Chin.

Chiński Kurier - tanie przesyłki kurierskie z Chin, przesyłki pocztowe z Chin i inne usługi związane z kompletacją i zatowarowaniem w Chinach (Guangzhou, Shenzhen i okolice ).

Wstępna wycena kosztów przesyłki z Chin na http://ChinskiKurier.pl lub info@chinskikurier.pl

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

???? kompletacją i zatowarowaniem ???

Czy to sa polskie slowa?

-----------------------------------------------------------------

Bede przegladal sfbest.com kiedy ktos z Polski zacznie sprzedawac oscypki - jeden kupiec juz czeka. 

hahha

 

06:48, bialychinczyk
Link Komentarze (10) »
Tagi