RSS
środa, 22 czerwca 2016

Nie powracajacy, nie czuję się tak. Ostatnio nie było mnie 3 lata a co się zmieniło w Polsce? Na pewno zmiany są, drzewa są wyższe, gdzieś tam budują szybką drogę, pociągi są nowe, są jakieś tam nowe drogi czy nowe budynki ale tylko w większych miastach, na prowincji nic się nie dzieje. Jakoś mnie dziwią tramwaje, hałaśliwy stos żelastwa, jakby z poprzedniej epoki. A ponadto co?? Wielkie NIC, dalej ludzie jakby w amoku, bez energii, bez uśmiechu, aby przeżyć. Dalej niesolidność, słowa rzucone na wiatr, jakoś to będzie. Więcej samochodów na drogach, ale dużo złomów, aż dziwota że to jeszcze się porusza. Nadal narzekanie na rząd, na ustrój, gospodarke, położenie w Europie, ale brak krytycznego spojrzenia na siebie czy szukanie błędów w swoim zachowaniu i braku chęci do zmian, nikomu nie chce się dupy ruszyć. Dziwi mnie to, w porównaniu z Chinami nawet bardzo, tam wszyscy chcą pracowac, bogacić się, coś mieć z tego życia. W Polsce to aby tylko zjeść, napić się piwa, oglądnąć mecz i spać, w żadnym wypadku aby myśleć. Oczywiście jest w tym dużo "zasług" klechów - po co pracować, wystarczy się tylko modlić, życie dopiero bedziemy mieli po śmierci, na tej ziemi jesteśmy tymczasowo. 

Poszedłem do lokalnego urzędu cos tam załatwić, Panienka twierdzi że to sie nie da załatwic chociaż w przepisach jest całkowicie inaczej. Woła na pomoc koleżanki, cały ich stos, wszystkie niedouczone. Wyciągaja stosy papierów, opłat, a zadnej działalności jeszcze nawet nie zacząłem. Jak wiec mam zaczynać od stresów, czy to jest mi potrzebne? Produkcja i marketing będzie więc w Czechach. Rozmawialem z ludzmi ktorzy się znaja na sprzedaży w Polsce. Facet twierdzi ze rynek w Polsce kontroluje wąska grupa związania z małymi sklepami typu Biedronka, Lidl czy Tesco i aby wejść na rynek, trzeba wydać conajmniej 15 milionów a z tego duża część pojdzie na łapówki, póżniej nadal trzeba płacić pólkowe, wózkowe i od cholery innych oplat. 

Inna sprawa, lepkie łapki polaczków. Kiedys pzrygotowalewm artykół dla lokalnej prasy że urzadzam Muzeum śztuki Chińskiej, miałem ładną kolekcję. Facet w gazecie przestrzegał mnie gdyż jak dotychczas wszelkie ogłoszenia ze coś-gdześ jest kończyły się włamaniem i kradzieżą. Nie potrzeba było ogłaszac, nie było mnie 3 lata, kolega zaglądal do magazynu ale nie mieszkał tam, było kilka wlamań i całą kolekcje diabli wzieli. Nie tylko to, wynieśli mi dużo narzedzi i innych rzeczy. Złapali raz złodzeji, poszli siedzieć, ale nic nie odzyskałem.

Czy się nadal nadaję na Polskę, czy mam sie nauczyć minimalizacji życia, marzeń, czy mam się wyrzec planowania swojej i moich dzieci przyszłości? 

Nie sądzie, Polska to tylko przystanek, nie przystań. Zresztą jak będę kiedyś szukał miejsca na końcowke, wolę już swoją Bama długowieczności w Chinach, bliżej to Malta jest lepsza, czy Tajlandia, nawet średniego Polaka może być stać na to. 

środa, 08 czerwca 2016

A przeżyłem tam (z przerwami) ponad 15 lat, na początku planowane było, jak zawsze, tylko 10. Jeszcze kilka miesięcy temu szukałem swojego miejsca na wyspie Hainan, także w Yunnan na granicy Laosu, Myanmar-Burma. Kilka miesięcy temu kupiłem łazika by poszwędać się po Chinach, chciałem tam mieszkać na stale, wszystko jednak diabli wzieli. Narastało to powoli, w końcu trzeba było podjąc decyzję o wyjeżdzie. I tak ostatnie 5 lat już nie musiałem być w Chinach, firma pracuje już beze mnie, sam mogę zajmować się czym tylko chcę i gdzie tylko mi się wymarzy. Ciągle myslałem o rozkręceniu w Chinach jakiegoś innego bizz, w końcu jednak minusy przeważyły,  trzeba było wyjechać. A dlaczego?, pokaże krok po kroku, od tych najważniejszych do mniej istotnych, ale także ważnych. Wcale to nie znaczy że Chiny już kompletnie nie nadają się do życia dla białego, są ludzie którzy sobie Chiny chwalą - sam jednak dorosłem do wyjazdu.

Teraz dlaczego:

Nauka Angielskiego dla Dzieci

Dzieci uczą się w prywatnej szkole bilingual, koszt roczny to okolo 100 000 RMB za wszystkie 3. Jest tam 1-2 nauczycieli angielskiego obcokrajowców na 1000 uczniów, czyli około minuty-dwie na każde dziecko tygodniowo. Po ukończeniu szkoły będą potrafiły powiedzieć "whats you name", albo nie dużo więcej. Porządna szkoła angielska ale już powiedzmy w Kantonie kosztuje 200 000 - 300 000 RMB za dziecko, czyli powinienem na samą naukę anglelskiego wydawać rocznie powiedzmy milion. Gdzie sens, gdzie logika, zupełna durnato aby brać pod uwagę takie rozwiązanie, ponadto dalej dzieci będą się truły w jeszcze gorszym powietrzu, bo w większym mieście. W Anglii, w USA czy na Malcie dzieci mogą chodzić do lepszych państwowych szkół i wraz z życiem, wydatki będą dużo niższe i lepiej będą znały angielski, nawet po roku. Nie musze juz byc w Chinach, wiec po co to kontynuowac. Szkoły angielskie w Polsce to także wydatek rzędu 2000-4000 złotych na dziecko miesięcznie.

Pogoda

Południe Chin, okolice Kantonu to bardzo często temperatura 35-40C, może być i 45C i wilgotnoscść 80-90%. Trzeba ciągle przebywać w klimatyzowanych pomieszczeniach a jak tylko wyjdzie się na zewnątrz, to po minucie jest się mokrym więc ucieczka do domu czy do biura i często prysznic 5-7 razy dziennie, więc jeszcze gorzej. Wytrzymywałem, bo musiałem, ale do czasu. Brak apetytu, ale człek puchnie jak gąbka, nasiąka powoli wodą. Jeszcze kilka lat w Chinach i musieliby mnie upychać kolanami w trumnie. Także nasza biała skóra już też odmawia posłuszeństwa i zaczynają się swędzenia, wypryski. To dotyczy nie tylko nas białych, bo moja Chineczka też narzeka na wilgotność, być może gdyż pochodzi z prowincji bardziej na północ. Aby przeżyć tam Chińczycy piją gorącą wodę albo ziołową herbatkę Won Lo Kat obniżającą temperaturę ciała - W południowych Chinach sprzedaje się jej dużo więcej niż Coca Coli. 

https://www.google.pl/?ion=1&espv=2#newwindow=1&q=Wong+Lo+Kat

Szkolnictwo Chińskie

Mnie to nie dotyczy, ale dzieci nie uczą się przedmiotu, uczą się przede wszystkim zapamiętywania, nie myślenia. Młodzi Chinczycy znają dużo słówek angielskich, ale już nie potrafią składać je w zdania, także inne przedmioty to wykuwanie, nawet na studiach. Starsza córka studiowała na chińskiej uczelni w Kantonie, to zaliczała jakiś tam przedmiot, ale miernie gdyż odpowiadała własnymi zdaniami a nie formułką z książki, czyli według Chinoli była kiepska, niedouczona. 

Zanieczyszczenia powietrza, wody

W Chinach codziennie umiera 4000 ludzi z powodu złego powietrza. Kolo mnie nie jest tak żle jak w Pekinie, ale dlaczego mam żyć w smrodzie. W mojej chińskiej wsi niebo jest szare, najczęściej słońca nie widać a żeby zobaczyć niebieskie niebo, to muszę wznieść się na wysokość 2000 metrów. Ostatnie dwa lata nie wyjeżdzałem z Chin, więc przez te dwa lata nie widzałem błekitu, dopiero zdałem sobie z tego sprawę w samolocie. Porównajcie sami jakie jest zanieczyszczenie powietrza w Chinach i powiedzmy we Wrocławiu, chociaż w miastach na całym świecie też nie jest najlepiej.

http://aqicn.org/city/jiangmen/

http://aqicn.org/city/poland/dolnoslaskie/wroclaw-korzeniowskiego/

Woda, to następny chiński problem. Niekiedy zdarza się, ze wypłyną zdechle ryby bo ktoś tam spuścił chemiczny ściek, lokalny problem. Dużo większym problemem o ktorym się jeszcze w Chinach nie pisze jest to, że woda ze studni głębinowych już jest tak zanieczyszczona że nie nadaję się do picia. Skażenie wody fluorem wschodnich uprzemysłowionych dzielnic Chin graniczących z oceanem przekracza normy kilkakrotnie. Taki sam problem mają Indie i dużo Hindusów umiera z powodu picia wody ze studni, a jaką mają pić jak innej wody nie ma. Fluor odkłada się w szyszynce, powoduje jej skrystalizowanie, skamienienie i w sumie ogłupianie człeka i narodu. W Polsce jest podobny problem, wodę w kanalizacji fluoruje się, nigdzie nie mogę znależć pasty do zębów bez fluoru (w Chinach jest), trzeba więc zrobić paste samemu i używać sody oczyszczonej z olejem kokosowym.

 Chinska Kuchnia na południu

Nie lubię łazić po restauracjach, wolę jedzenie przygotowane w domu. Sam z moją Chinką czym tam się zajmujemy, tylko niekiedy ugotuję coś po polsku, sprzątanie i gotowanie zostawia się lokalnej gosposi. Innych nie ma, a one na poludniu Chin gotują bez przypraw, bez smaku. Jedyne ich przyprawy to sól, pieprz, cukier i MSG (monosodium glutamine), te dwa ostatnie wyrzuciłem z domu. Zmuszam się więc do jadła naszej gosposi, inne były jeszcze gorsze albo jedziemy do fabryki gdzie gotuje teściowa, jej potrawy są już zjadliwe bo pochodzi z prowincji Hunan, bardziej na północ. Moja ulubiona potrawa w Chinach to bagietka z masłem i z czosnkiem zapijana mlekiem, na wieczór potrafię zjeżć całą główkę czosnku i to 1-2 razy w tygodniu.

Oszukaństwo chińskie, podrabianie wszystkiego

Naczelnym motorem życia Chińczyka jest zarobek, zysk za wszelką cene. Społeczeństwo jeszcze biedne moralnie, ale już z forsą, niekiedy bardzo duzą. Cóż się dziwić, jest to najczęściej pierwsze pokolenie, dzieci biednych chłopów które przesiadło się z rowerów do drogich samochodów. Bez zasad moralnych trzeba się więc spodziewać "nieprzewidywalnego" na każdym kroku. Jakiś czas temu było to mleko dla dzieci z chemikaliami czy malowane mieso, sztuczne jajka, mozna znależć dziesiątki różnych przykładów prawie każdego dnia.

Kilka tygodni temu nasza gosposia miała zrobić pierogi z miesem - z reguły kupujemy w dużym supermarkecie (maja tam podrabianą polską wódkę), tym razem kupiła mięso wraz z warzywami na bazarze. Zjadłem i padłem, wysypka wszędzie, alergia, uczulenie na coś, musiałem wypić z litr wapnia aby mi przeszło - na szczęscie mam w domu witaminy D3 i K2, więc pewnie wapno nie zostało w żyłach. Co to było, nie wiem. Może podrasowane mięso, może warzywa podlewane wodą ze ścieków - dlatego też swieżych warzyw w Chinach nie jada się. Lubię wino, ale w Chinach kompletnie odzwyczaiłem się od picia wina. Lokalne to może być tylko chemia, importowane są albo podrabiane, albo dużo za drogie - Francuskie Bordeaux, nawet jeśli oryginalne, to importuje się te z najniższej pólki a w Chinach to już kosztują dziesiatki czy setki Yuanów. Czytałem na  http://www.wine-searcher.com/ o Bordeaux za 8400 RMB (5000 złotych za butelkę), które we Francji kosztuje 5 Euro. Czereśnie w Chinach są bardzo drogie, pojawiły się takze w naszym supermarkecie RT-Mart - sama chemia w smaku. Pomidory czy ogórki rosną bez ziemi, w rurkach z wodą z chemią (mówie że rosną na ścianie), ładnie wyglądają, ale bez żadnego smaku, Moja Chinka twierdzi że na taobao (odpowiednik polskiego allegro) 60-70 procent to podróbki, sławna Alibaba czy Aliexpress to najczęściej pośrednicy znający dobrze angielski oferujący produkty kogoś innego z 50-300% prowizją. Warto tam szukać co nas interesuje, ale nie kupować, trzeba to robić bezpośrednio, zaoszczędzisz dużo. Pewnie kazdy kto mieszkał w Chinach czy handlował z Chinami ma takich przykładów dziesiatki, jesli nie setki. Męczy mieszkanie pomiędzy krętaczami, ileż w końcu mam być za jelenia.

Brud, brud

Czesto widać także w dużych miastach jak obniżaja się szyby w drogim eleganckim samochodzie i cały śmietnik ląduje na ulicy. W dużych miastach armia sprzątaczy to koryguje, ale na prowincji to już stosy śmieci w każdym zakątku. Chińczycy sprzątaja, ale po łebkach, tylko środek, kąty są zawsze brudne. Plucie, charkanie, smarkanie na ulicy to codzienny obrazek, dzieci robiący siku czy coś innego gdzie stoją to standard, nie szuka się toalety. Po jakimś czasie przyzwyczaisz się do brudu wokół, ale jak długo można tego nie widzieć. Plusem natomiast jest że pijaczków, meneli wyciągających łapę po Yuana jak w Polsce po złotówkę w Chinach nie ma.

Brak Zieleni, brak przestrzeni, wszędzie tłumy, komercjalizacja na każdym kroku

Chciałem zostać w Chinach, ale nie w okolicach Kantonu, gdzieś gdzie będzie więcej zieleni i dobrego powietrza. Pojechaliśmy do Sanya, tj na chińskie Hawaje. szukaliśmy jakiegos małego hoteliku blisko morza. Nie ma, wszędzie kolosy na 5000 gości. Rząd chiński tak wywindował ceny ziemi że tylko Howard Johnson czy Hiltona stać na kupno i nic dziwnego że póżniej  budują ogromne resorty. Więc siedzisz na plaży czy na basenie, wokół 5000 wrzeszczących Chińczyków, szczególnie kobiety, inaczej nie potrafią rozmawiać. Aby jeszcze można było zawiesić oko na jakiejś ładnej Chince - nie ma, są chude, stroje kapielowe z XiX wieku, szlak trafił wakacje. Na nastepne wakacje pojechaliśmy do prowincji Yunnan. Dalej, może mniej ludzi. O nie, za mną oraz przede mną łazi zawsze 5 milionów Chińczyków. Byle atrakcja, to dwie godziny aby dojechać do parkingu, następne godziny stania w kolejce po bilet i się chodzi rzędem, jak mrówki. Pojechaliśmy do tropikalnej dżungli, są w Chinach jeszcze resztki. Dzieci chciały pojeżdzić na linie w koronach drzew, wydatek 480 RMB od głowy (300 zlotych), mały Horus też chciał, nie bał się, niech mają dzieci frajdę. W następnym dniu pojechaliśmy do innego kawałka dżungli gdzie zyją dzikie słonie - nie było już biletów, ale 3 godziny staliśmy w kolejce w samochodzie. Nawet jeden biedny słoń się zdenerwował i przestawił 15 samochodów - dopiero póżniej przeczytalismy że nie tylko smród spalin, tlok, a ponadto jego partnerka porzuciła go i znalazła innego słonia-kochanka. Samo życie, wśród słoni także. Jak jest jakieś wolne miejsce, gdziekolwiek, to budują mieszkalne wieżowce dla przyszłych chętnych, niedługo naturę bedziesz mógł oglądac w Chinach tylko na folderach.

Więc co z Chinami. Aby mieszkać gdzie jest jeszcze czyste powietrze, to zostają tylko Tybet (wysoko w górach, zimno) oraz okolice Urumuqi (pustynia). Mamy jeszcze pól willi z dużym tarasem w prowincji Guangxi w Bama Dolinie Długowiecznych, ale tam nudno, jeszcze jestem za młody aby czekać tam na swoją śmierc, może kiedyś. To jest dobre miejsce raczej dla teściów na starość, zresztą lubię je także.

Wiec wyjazd z Chin. Zresztą moja Chinka też mnie na to namawia - dla jej i dla zdrowia dzieci. Ponadto, dzieci są obywatelami Świata, nie tylko Chin czy Polski, mają myśleć szerzej, nie zaściankowo, życie i nauka w kilku różnych krajach na pewno im w tym pomoże. Może za rok będzie to Polska? Pożyjemy-zobaczymy. Nigdzie nie pisze, że Chiny sa kompletnie Bee, Beee, Beee. Kiedyś je znowu odwiedzę, w końcu nadal żyjemy z Chin, fabryka zostaje, nadal kupujemy tam różne towary i importujemy. Zadowolony jestem z tego co tam osiągnąłem chociaż nie wszystko co planowałem udało się zrealizować. Mamy troje wspaniałych dzieci jak je na wesoło przezywam Numer 5, Numer 6 i Numer 7. Z drugiej strony mój 15-letni pobyt w złym powietrzu na pewno odbije się to na moim zdrowiu, zobaczymy to za kilka lat. Nadal namawiam każdego, że jeśli nie możesz znależć swojego miejsca w Polsce czy gdzieś tam, jedz do Chin, tracisz tylko czas a możesz dużo nauczyć się. Może tam czekają na Ciebie Twoje miliony i druga połowa. Znajomy z Kantonu, młody czlowiek, po 3 latach pobytu w Chinach kupił juz drugie mieszkanie, tym razem na 55-tym piętrze za 1.4 miliona RMB. Oczywiście część forsy ma z banku, ale ma, będzie wynajmował dla turystów którzy chcą pomieszkać w chmurach. Ale on uczy rano, uczy wieczorem, handluje polskim mlekiem dla dzieci i bursztynami, nie ma nawet czasu aby pobawic się swoim dzieckiem, tylko praca i praca. Jego wybór, nikt do tego nie zmusza.

Sam swoją chińska ścieżkę już przeszedłem, czas na coś nowego, świat jest duży. Kto następny, miejsce dla ciebie w Chinach też się znajdzie.

Tagi