RSS
czwartek, 29 sierpnia 2013

Mieszkamy 50km od Kantonu, czyli jest to III liga. Nastawiali tego tysiacami z tendencja ze im nowszy, tym gorzej wykonczony i z gorszych materialow. Te domy z okolicy na zdjeciach sa budowane okolo 2006, dobrze zadrzewione, niektore nigdy nie zamieszkane, kupione na inwestycje a w naszej wsi-miescie rynek wynajmu prawie ze nie istnieje wiec niektore stoja puste od lat. Dopiero te ostatnie nazywam willami, one sa od 800-1500 m na dzialce do pol hektara. Najwiekszy, 1500 m2 nigdy nie zostal wykonczony, nie ma drzwi, mozna zwiedzac przez plot. Pewnie je wybudowali aby windowac ceny innych domow w okolicy. Moj ulubiony to ten 800 m2, tez bez drzwi, dwa domy dalej stoi taki sam. Ten byl wykonczony i sluzyl jako model, jego cena w 2006 roku byla 10 milionow - teraz wolaja 25 milionow, ale nikt nigdy tam nie mieszkal  i powoli niszczeje. Mam nadzieje ze ten niewykonczony 800 m2 cena nadal spadnie albo wlasciciela zamkna za korupcje i bedzie musial szybko i tanio sprzedac.  Ten najwiekszy nazywaja Bialym Domem i jest na rynku za 50 milionow, niedawno bylo 40, wariactwo. Ceny ostatnio spadly, ale nadal jak ktos kupil w 2006 roku, sprzedajac teraz nadal zarobi 2-3 razy.

Developer, Garden Parks, ma takich parkow prawie w kazdym wiekszym miescie na poludniu Chin, jest jednym z najbogatrzych Chinczykow. Styl pseudo-Europejski, mozna mieszkac. W naszej wsi jest kilku innych, tez buduja tysiacami.

Ceny:

I-sza Pekin, Shanghai blisko centrum, 50000 - 70000 RMB/m2. Ceny mieszkan, za dmyile kto chce wolac

II- liga. Pekin, Shanghai dalej, Kanton, 20000 RMB/m2, wille w miliony

III-liga, dalej od duzych miast, mniejsze miasta, mieszkania 5000- 7000RMB/m2, domy i wille 12000-16000 RMB/m2.

IV-ta liga, inne "nowe" miasta, mieszkania od 2300RMB/m2, ale jak jest SOHO, to moze byc i 5000. Miasta jak Ordos, Hohhot, Xilinhot gdzie niedawno bylismy, Chinczycy kupuja na wyscigi liczac na podniesinie sie ligii. Nasza wies kiedys byla tez IV-ta liga, juz jest 3-cia. Buduja szybka kolej do Kantonu, wiec ma szansze na 2-ga lige.

Nasze domy - 250 m2 maja male dzialki, ich ceny od 3 milionow.  Te od 300 m2 maja juz wieksze dzialki. Sa tak zbudowane ze z przodu wygladaja nieciekawie, zycie sie toczy z tylu. Jest jeden na rynku kolo nas, 480 m2 wolaja 6.5 miliona. Ta "moja" willa ma duzo miejsca z przodu i z tylu, ale tez nie jest perfekt - brak piwnicy na wina i gdzie bedzie mieszkala sluzba? Na taki dom juz jest potrzebne min 2-3 osoby plus ogrodnik.

 

 

Tagi: wczasy
11:31, bialychinczyk
Link Komentarze (3) »
środa, 28 sierpnia 2013

Coraz gorzej podrozuje sie po Chinach. Ludzie sie bogaca i wszedzie jest tlok, duzo dobrych samochodow z calych Chin. Zreszta podrozujac tranportem publicznym, jest sie skazanym na ich "atrakcje". Bylismy wiec nad brudnym jeziorem w Mongolii, gdzie bylo duzo tabliczek z roznymi ptaszkami, ale ptaszkow brak. Nawet zchinszczyli polskiego bociana, wygladal wspaniale, ale na zdjeciu. Ta atrakcja kosztowala 70 RMB od glowy, tylko wejscie na brudne kamienne molo, bo poplywac stateczkiem, pewnie takze brudnym, kosztowalo nastepne 80, juz sie nie skusilem. Kilkakrotnie wyzsze ceny hoteli czy jedzenia to inna sprawa. Mongolia Wewnetrza  w porownaniu z Guandong jest duzo drozsza, a co tam jest oprocz trawy?.

Trzeba popracowac nad wlasnym loco, juz ze spaniem. Nie chcielismy brac zadnego samochodu czy limo, przeciez to 3000 km w jedna strone, nie bede tyle szoferowal. Nie ma mozliwosci odczepic sie od tlumow, bo zawsze za nami ciagnie milion Chinczykow, trzeba zmienic sposob podrozowania po Chinach.

W Hohhot zobaczylismy park i grobowiec Wang Zhao Jun, jednej z 4-ech pieknosci Chin - odpowiednik polskiej Wandy, ale ta chciala swojego Niemca tj Chinczyka. Byla Hun (Xiongnu) krolestwa wiekszego niz Chiny w tym czasie - najechali Europe w IV wieku. Piekna kobieta, podobne chodza po ulicach.

www.flickr.com/photos/david_wilmot/252630230/

http://www.asiavtour.com/China_Inner%20Mongolia_culture_a169_s5.html

 Sorki za jakos niektorych zdjec - palucha ktos odcisnal w obiektywie i nim zauwazylem .... pojechalismy dalej

 

 

09:57, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 sierpnia 2013

Juz to jest w Chinach bardzo popularne, mozna spotkac w kazdym parku czy miejscu gdzie jest wiecej ludzi. Wydaje mi sie ze jest to lepsze niz kregle, strzelanie do balonikow, skakanki, wypozyczanie wrotek czy inne pieniadzejadki. U mnie w domu juz stoja dwie takie skarbonki i za kazdym razem jak jestesmy w parku, nie moge odpedzic sie od nastepnego malowania. Business dobry dla mlodego czlowieka na start aby zaoszczedzic troche jak to nazywam zetonow na wiekszy bizness. Czesto widze w parku 10 stolikow i wszystkie sa zajete - zreszta nie sa to zadne stoliki, steropianowe pudelka w ktorych przywoza te figurki nakryte kawalkiem dykty i plastykowy taborecik, caly business.

http://item.taobao.com/item.htm?spm=a230r.1.0.0.QOnVva&id=23631012283

http://item.taobao.com/item.htm?spm=a230r.1.0.0.QOnVva&id=18772728871

http://item.taobao.com/item.htm?spm=2013.1.0.0.Vdtl5x&id=15381477300

W Chinach just te kredowe postacie mozna kupic od 3 zlotych. W parkach sprzedaja 7-15 zl, daja troche farb wodnych, pedzelki i dzieci i starzy maluja. Po malowaniu pokrywa sie lakierem bezbarwnym i zabiera sie do domu, nastepna skarbonka. A w Polsce mozna zaczac to duzo taniej - kupic kilkanascie plastykowych figurek Disneya czy postaci popularnych kreskowek (najwiekszy wydatek), zrobic z tego forme z gliny czy z plasteliny i odlewac figurki z kredy - wyschna na sloncu.

 

07:02, bialychinczyk
Link Komentarze (15) »
sobota, 24 sierpnia 2013

Zostalo mi kilka workow zytniej maki, a ze sam juz tyle nie pieke, chcialem im oddac. Ale ich telefony nie odpowiadaja, ludzie ktorzy tam pracowali, juz nie pracuja, wiec jadac do Kantonu, postanowilem ich odwiedzic, jest to 50 km ode mnie. Niestety, calowalem klamki.

Zamkniete, tylko na dzwiach na zewnatrz zolta kartka z 1-go lipca ze jest zmiana wystroju. Ale wewnatrz jakby szef nie przyszedl rano do pracy, stoly ustawione, sztucce, servetki. Wokol restauracji tlok, nie ma miejsc na samochod, za male parkingi. Nazywaja to Expats Town, ale ze nie mialem lusterka, wiec nie widzalalem zadnego Expats.

Miejsce ma potencjal, ale czy jechalbym 50 km aby zjesc droga kielbaske z grilla? Nie bylo tam ruskich czy kaszy z sosami czy cos bardziej polskiego co mozna tylko zjezc tylko u polskiej babci czy u cioci na wsi. Zyczylem i nadal zycze im duzych sukcesow, miejmy nadzieje ze to tylko czasowe problemy i wroca.

Tez zamknalem swoj sklepik, pieczymy tylko dla swoich. Chinczycy chleba nie jedza, a moj piekarz byl tylko piekarzem, a potrzebny byl piekarz-cukiernik. Mieli piec Chinczycy, nie ja. Teraz od czasu do czasu sam pieke. Kilka dni temu zrobilem zakwac, wczoraj od 9-tej wieczorem do 2.30 nad ranem upieklem 18 chlebow i 15 babek drozdzowych. Wydaje mi sie ze dalem za duzo zakwasu i chleb niekiedy jest gorzkawy, ale nikt nie narzeka, bo rozdaje za darmo. Zaden ze mnie piekarz, tylko podpatruje innych i nauczylem sie z Internetu. Z pieczeniem to samo jak z robieniem dzieci, kazdy potrafi jak chce. Tylko aby miec ladne i madre dzieci a takze upiec bardzo dobry chleb czy ciasta, na to juz sa potrzebne lata doswiadczen i trzeba byc fachmanem, to samo z gotowaniem. Takze wlozenie troche serca w to, co sie robi, zawsze pomaga.

 

 

07:11, bialychinczyk
Link Komentarze (8) »
środa, 21 sierpnia 2013

Male zdarzenie, to sie tez zdarza. Tajfun na poludniu i linia Pekin-Kanton byla zamknieta, wiec dantejskie sceny na dworcach, a nam sie udalo przyjechac dzien wczesniej. Jeden Chinczyk mial mniej szczescia bo jadl w wagonie kolo okna i pewnie nie dodal przypraw wiec natura dodala - gora blota spadla na wagon, wybila okna i dorzucila do talerza przy okazji troche go poturbujac, poogladajcie obrazki

 
Jak zawsze, bez planow pojechalismy do Mongolii Wewnetrzenej na polnoc. Liczylem na moc bladej twarzy ze uda nam sie znalezc sypialne czy kuszetke, ale nici tym razem, wszystko zajete. Zreszta ten pociag, jakis handlarski, wszysko bylo na sprzedaz, moze nie dalem w lape? Nieprzyjemny kierownik, moze ktos go pozna i zalezie za skore?. Byl to pociag 3-ciego sierpnia Nr K600 o 14.49, z Guanzghou do HuHeHaoTeDong (czyli Hohhot, stolica Mongolii Wewnetrznej). Burdel w wagonach, niesprzatane, tylko czesto jezdzily wozki z zarciem, ale bez wody, bo za tania. Mozna bylo kupic siedzenie w wagonie restauracyjym, tj cienka herbatke za 20 RMB aby posiedziec z godzine, bo wyganiali aby zrobic miejsce dla nastepnych. Po 10-tej wieczorem cena skoczyla do 35 RMB, aby przekimac noc na stole lub gdzies w kacie na stolku.
 
Mielismy 2 miejsca siedzace, a my z dwogiem dzieci, a pociag zapchany, nie za duzo, tak w 110%. Jak zawsze, nasze dzieciaki to inne, mixi, wiec radosc pasazerow, drobne uprzejmosci bo one wygadane i madrze odpowiadaja na pytania. Wiec miejsca jako tako mielismy, ale do siedzenia, nie do spania. Nie bylo innego wyjscia i jak dziewczynki sie zmeczyly i chcialy spac, wiec zrobilismy im lozka pod siedzeniami - 3 fotele w z rzedzie wiec sie wyciagnely i tak przespaly dwie noce, bo podroz trwala 40 godzin.  Tez sie wyciagnalem pomiedzy fotelami az Chinczycy zaczeli nas nasladowac.
 
Nastepny nocny pociag do XiLinHaoTe, juz tylko 9 godzin, ale tym razem nawet miejsc siedzacych nie ma, nie bedziemy przeciez czekac z 10 dni na jakies. Co to jest 9 godzin, wytrzymalismy 40. Pakujemy sie do srodka wagonu i szukamy miejsca pod siedzeniami dla dziewczynek. Na wszelki wypadek pytamy o sypalne, nic z tych rzeczy.  Mielismy swoje taboreciki, wiec sie przydaly. Trzeba kupowac takie proste, drewniane za 10 RMB, bo plastykowe czy druciane sa tylko dla malych Chinczykow, za ciezki jestem na nie, rozpadaja sie. Przytulilismy sie do grupy 7-miu robotnikow budowlanych ktorzy jezdza od miasta do miasta i wynajmuja sie na jakis maly projekt - pensja w Chinach to okolo 2000-3000 RMB, ale oni na glowe zarabiaja po 6-ciu miesiecznym kontrakcie conajmniej 40000 RMB na glowe, okolo 20000 zl, albo i wiecej. Pracy w Chinach jest duzo dla budowlancow. Jak umiescilismy  nasze dzewczynki pod siedzenie, jeden s nich takze sie polozyl na podlodze, bylo wiecej miejsca  dla nas. Tym razem wagony byly sprzatane bardzo czesto i konduktor latal z workiem na smieci. Moze dlatego ze kierownikiem byla kobieta? Zadnego handelku siedzeniami. Dopiero pozniej dowiedzelismy sie ze jechala z nami delegacja rzadowa na olimpiade szczepow mongolskich ktora zaczynala sie w nastepnym dniu w tym miescie.
 
Chinska Mongolia to wielki plac budowy. Ogromny nowy dworzec w Hohhot, wokol calkiem nowe miasto, nadal w budowie. Stare miasto juz bylo kilkumilionowa metropolia, ale dodali szerokie aleje, ogromne gmachy, wspanialy budynek muzeum. To drugie miasto XiLinHot gdzie jakoby mielismy znalezc typowe zycie mongolskie,  3 lata temu bylo prowincjonalna dziura, teraz ma juz 450 000 ludzi. Maja nowy dworzec na ktory przyjezdza i odjezdza jeden pociag dziennie, nowe lotnisko z dwoma lotami dziennie, ogromny nowoczesny kryty stadion sportowy. Wszystko dzieki ogromnym zlozom wegla w poblizu. Widac szyby kopalniane, duzo wagonow z weglem i haldy pasku, ale jest czysto. 

Do domu jechalismy z przesiadka w Pekinie, ale te same problemy - za duzo Chinczykow i dla nas miejsc nawet siedzacych nie ma, a to 21 godzin drogi. Co za problemy, damy sobie rade, dzieci spaly pod siedzeniami. Myslalem ze to ja taki obrotny, nic z tych rzeczy. Kolo 1-szej w nocy wtoczyla sie z ogromnymi bagazami pani Balzak plus dwa razmiary. Szybko umiescila swoj ogromny bagaz na polkach chociaz wszystko bylo zajete. Ta rezolutna towarzyszka w ciagu nastepnych 15 minut juz spala wzdluz siedzen, bo pod nimi nie mogla sie zmiescic i to tak, ze mogly przejezdac wozki z zarciem. Byl troche problem z manewrowaniem jak nastepna z nastepnymi 2-ma rozmiarami polozyla sie przy nastepnym fotelu naprzeciwko, ale chlopcy kolejarze dali rade. Ja kimalem i polowalem na wolne jak ktos pojdzie zapalic, one spaly wygodnie. Czyzby chinski tluszcz byl inny i tak latwo owijal sie wokol nog siedzen?

A te inne chinskie pociagi ktore jezdza 350 km/godz? Zapomnij, zapchane, bilet rzeba kupic z miesiecznym wyprzedzeniem. One maja inne tory najczesciej na wiaduktach, ich tajfuny nie straszne. 

sobota, 17 sierpnia 2013

Siedzimy juz za dlugo w swojej wsi, ciagnie wiec w stepy czy w swiat. Gdzies tam na poludnie nie warto jechac, bo monsuny, tajfuny  i upaly, wiec wybor padl na Mongolie Wewnetrza. A ze nie planujemy dlugo naprzod, wiec biletow sypialnych brak - dobrze ze mielismy dwa siedzace na 40 godzin pociagiem z Kantonu do Hohhot, tj stolicy chinskiej Mongolii, o tych przygodach bedzie w innych postach, tutaj tylko o zarciu.

W Hohhot nie bylo co dlugo siedziec, jak w Chinach buduja drugie miasto, maja Chinczycy rozmach. Nowoczesny dworzec, jeszcze pusty, wokol nowe miasto, tj kilometrami budowy. Ale chcemy pomieszkac w yurcie, tj w ich namiocie, wiec nastepne 9 godzin pociagiem do Xilinghot, podobno drugie najlepsze grassland w Chinach po Manzhouli na granicy z Rosja.

Myslelismy ze zobaczymy Mongolie od podszewki, ze pomieszkamy z ludem i popasiemy krowy czy barany. Nic z tych rzeczy, wszystko zkomercializowane. Stoja yurty, ale na betonie dla tabunow Chinskich turystow. Jezdza stadami i tam gdzie mozna dojechac samochodem, juz postawili brudny yurt i wyciagaja kase. 20 minut powozenie sie szkapa, powoli, aby sie nie zmeczyla, kosztuje 25 zl, noc w yurcie od 50, ale takich malo, najczesciej chca 150 zet, tj okolo 300 RMB, ale moze spac tam 4-6 osob. Dywany pewnie z Kowar, obrazki na scianach kopie, posciel zmieniana co sezon. Musza przez 4 miesiace lata zarobic tyle aby przetrzymac zime w miescie, tam najczesciej mieszkaja wlasciciele.

Ale wrocmi do zarcia. Trzeba przyznac, ze kazde miasto ma swoj yogurt i to dobry i tani - 450 ml juz od 3 zl - pija je duzo, juz taka tradycja, nie widac Coca Coli, ale jest.

Stada krow i baranow wszedzie, ale na talerzu juz malo. Specjalem w Hohhot byla zupka z wnetrznosciami barana, na ostro - jedza to na sniadanie z moczonym ich chlebem, nie moj wybor. Znalazlem jakis pierog z miesem, to juz mozna bylo zjezc. Gdzies tam dali nam noge barana, byl chyba starszy ode mnie. Baranine jedza przegryzajac czosnkiem, podobno tak sie lepiej trawi. Ale niektore byly warte sprobowania - np. placek z baranina w srodku czy herbata z mlekiem kobylim serwowana z pieczona w oleju bulka. Sprobowalismy takze kumys, tj sfermentowane mleko kobyle, mongolski trunek, nie moj wybor.

W supermarketach jest duzo kielbas podobnych do polskich, ale tylko wygladem. Dodaja duzo soi, a ze kupilem za duzo a cieplo, wiec jak tylko jakis postoj, juz je suszylem, nadawaly sie na bigos.

ostatnie zdjecie to Chinczycy przebrani w mongolski stroj weselny.

 

 

 

08:43, bialychinczyk
Link Komentarze (11) »
Tagi