RSS
sobota, 30 sierpnia 2014

Tak "Wspaniały" ze musze sie tym pochwalic. Chopiec zbiera samochody, wiec dostal takze cos do jezdzenia. Ma przelacznik OFF/ON, pokretlo, ale nie ma miejsca na baterie ani nie jezdzi, czyzby juz zepsuty? Wspaniale nadaje sie do muzeum, Muzeum Kitchu i Zlego Gustu.

A co Wy o tym sadzicie?

05:52, bialychinczyk
Link Komentarze (3) »
piątek, 29 sierpnia 2014

Wracajac z Sanya zboczylismy z 500 km aby zobaczyc postepy w pracy. Kilka godzin najczesciej autostrada, tylko trzeba uwazac aby nie przekraczac 120, bo kamerki sa czesto. Z jakich powodow chinskie Toyoty nie maja "cruise control" i trzeba bylo miec lekka noge ale i tak moga przyslac mandatow na kilkaset i trzeba bedzie placic bo nie przedluza rejestracji samochodu. W niektorych dzielnicach Sanya kamerki sa co drugi slup, tak miasto dba o swoje interesy.

Woda tam jest dobra, drobno-molekularna, wysokie pH i duzo wapnia, magnezu i cynku, powietrze czyste, duzo negatywnych jonow tlenu, geomagnetyzm wysmienity, zarcie strawne, ale ludzie i tak umieraja i jakos nie przybywa nowych stulatkow. We wsi kiedys bylo ich-7-miu, zostalo 6. Jeden ma 116, facet. Bylby najstarszym mezczyzna na swiecie ale Guinness nie uznaje starych chinskich aktow urodzenia. Tlumy coraz wieksze bo co jakis czas jest program o Bamie w chinskiej TV. Chlopi pobudowali nielegalne 8-pietrowce i sprzedaja na 20 lat mieszkania dla starszych. Staje sie popularne w Chinach umieszczac tam swoich rodzicow niech czekaja na smierc z dala od domu. Rozmawialismy z jedna para - facio po zawale, mieszka tam juz dwa lata i twierdzi ze pomoglo - cisnienie i zly choresterol spadly, zreszta sam po tygodniu czulem sie tam rzeski, jakbym mial wiecej energii. Moze tez dlatego ze nie bylo kalendarza, zegarka, TV, telefonu i Internetu.  Prad, woda i kibel tam sa, wiec do zycia wystarczy, inne mozna tez miec, ale po co.

Cienie w raju takze sa. Wojt postawil zbiorniki na smiecie, ale co kilkaset metrow wiec dla Chinczykow gdzie stoi tam jest smietnik. Siedzalem na kamieniu nad szmaragdowa rzeczka i mnie wyganiaja, dlaczego? Okazuje sie ze w moim kierunku plynie strumyczek czegos czerwonego z pobliskiego straganu, w rzeczce kapia sie lokalna mlodziez, im to nie przeszkadza. Powinno sie to zmienic i zatrudnic zbieraczy smieci jak zaczna budowac Bama Joymain Health and Longevity Center. Postawili reklamowy budynek dwa lata temu i sprzedaja marzenia, nawet nie dziure w ziemi. Mieli wydac 5 miliardow na swoj resort, ale juz zmniejszaja. Mieli budowac kilka 13-pietrowcow, ale dostali pozwolenie tylko na 7.5 i moga zabudowac nie wiecej niz 25% ziemi. Mieli budowac takze hotel 5-gwiazdkowy ale widze ze w nowych planach juz go nie ma, zostawili moj dom (strzalka na zdjeciu), nie bede wyrugany. Sprzedawali dwa lata temu mieszkania za 10000 RMB/m2, ale teraz beda musieli podwyzszyc bo mniej bedzie luda. Ale i tak moj standard bedzie duzo wyzszy niz ichniejszy. 

W naszej czesci willi mozna juz mieszkac. Pokoj wspolczesny jest gotowy w 95%, jednak troche zagracony, za duzo mebli. W pokoju europejskim, w Ludwiku brakuje jeszcze loza, zrobili nie tak jak chcielismy, ale mieszkac mozna, zyrandole zawieszone. Chinski antyczny pokoj jeszcze jest pusty, nie skonczylem renowacji mebli bo podklad pod lakier bezbarwny cos mi dlugo schnie. Takze taras 70 m2 jeszcze nawet nie dotkniety, nawet nie stawialismy naszego namiotu. Trzeba cala podloge pokryc drewnem, zbudowac kuchnie, prysznic, postawic lezaki, banie z woda do moczenia swoich zwlok bo temperaturki takze dochodza do 35 a basenu na dachu nie planujemy. Powinnismy jednak do konca roku skonczyc, bedzie to nasza chinska dacza.

Strzalka, to nasz dom. W starych planach mial byc tam hotel 5* - jest tam tylko jeden dom, nie 3 jak na planie, ale jeden , waski stoi przed naszym, nieotynkowany, bez okien, ale na parterze ktos tam mieszka.

Co jedza lokalni. Rozne fasole, groch, z niektorych robia napoje jak mleko sojowe, dosc smaczne i podobno bardzo zdrowe.

Z kazdego pokoju widoki mamy wspaniale, z tarasu to 360, wokol nikt nie bedzie budowal, maja zostac poletka pod kapuste, marchewke i kukurydze.

Z lewej strony w gorze jest wejscie do pieczary. Kiedys bylo to miejsce na umarlakow, teraz mieszkaja tam tylko duchy. Bede chcial z nimi sie zaprzyjaznic, mam najblizej.

Jeden z moich pierwszych zakupow w Chinach, bialo-niebieskie zaslony, tez sie teraz przydaly. Juz 13 lat jezdza ze mna i nadal wygladaja dobrze, a mowia ze Chinczycy produkuja tylko buble. Zobaczymy czy wytrzymaja nastepne 68 lat bo tyle zostalo w naszym kontrakcie na to mieszkanie. Z pomoca Bamy sam mam zamiar doczekac tego, trzeba tylko tutaj pomieszkac conajmniej 3 miesiace w roku.

Kafelki kupowalismy w Foshan, gatunkowo jak najwyzszej jakosci i wozilismy 1000 km

Tak wygladalo to mieszkanie przed nami

Chinczyk nie wytrzymal i przed pieczara do ktorej wjezdza sie lodza postawil kiczowate smoki

Troche wiecej zdjec - linkow

http://www.misstamchiak.com/bama-the-longevity-village-part-1/

http://www.misstamchiak.com/bama-the-longevity-village-part-2-final/

wtorek, 19 sierpnia 2014

Nie szukajcie tego na googlu, jeszcze nie ma, wlasnie je stworzylismy. Adres tego hotelu jest No 21 Haihua Lu, Dadonghai Beach, Sanya, tel 138895533277 (春暖花開大東海 海花路 21  tel. 13889533277 ), pytaj o Mr Hu. Adres jest Haihua Lu, ale wejscie jest z Doughua Lu, po drugiej stronie ulicy jest juz plaza, dokladnie jak na mapie z Lonely Planet Nr 6, Blue Sky International Younth , ktory jest "schowany" z tylu, wejscie z innej uliczki, za blaszanym plotem po drugiej stronie Pizza Hut. Zreszta szukalismy Blue Sky, a trafilismy tutaj, nowe miejsce, tylko 13 pokoi. Pokoje sa male, oczywiscie klimatyzowane z lazienkami, takiej samej wielkosci ma pobliski Pearl River Garden Hotel, ale tamten ceni sie na 680 RMB za pokoj, a oferuje tylko duze lobbi i basen na 4-tym pietrze. Pokoj dwulozkowy w Spring Flowers kosztuje 128 RMB za noc,  Blue Sky za 138, ale sa duzo dalej polozeni od plazy, maja jednak wieksze pokoje.  To sa ceny poza sezonem, w sezonie Pazdziernik-Kwiecej beda chyba dwa razy wyzsze, na nowy rok to pewnie za tysiac za pokoj.

Oczywiscie musimy sie zastanowic po co jedziemy do Sanya. Jak jedziesz na miesiac-dwa, lepiej wynajac caly apartament, bedzie jednak dalej od plazy, ale bedzie basen. Sledzie niech jada do resortow na Yalong Bay - all inclusive, ladna plaza, ale niekiedy dwa kilometry od resortu. Oczywiscie po godzinnym oczekiwaniu wozek hotelowy zawiezie cie do twojego kojka na plazy Nr k34-lewy lezak, zarezerwowany dla ciebie w dni nieparzyste w godzinach 11.25-13.15. Indywidualny nie ma tam co robic, zdechnie z glodu bo tylko jeden rynek z drogimi restauracjami i z Pizza Hut, nie ma gdzie zostawic samochodu. Sanya Beach to troche autostrada z ryczacymi quodami, zostaje tylko Dadonghai Beach. Oczywiscie nie jest takze perfekt, nie znalazlem jeszcze w Chinach malych hotelikow bezposrednio na plazy, ale ten Spring Flowers jest najblizej plazy. Rano biore kawe, mate, tylko slipy, bez klapek i 2 minuty juz jestem na plazy, nie trzeba sie pakowac, wszystko zostaje w hotelu.

Wlasciciel, Mr Hu, bardzo mily gosc, sam zaproponowal abysmy kupowali seafood na 1st Market a on bedzie przyrzadzal, nie krzyczy za to zadnych pieniedzy, ale kupujemy takze dla jego rodziny, jak chcemy mozemy takze uzywac kuchnie na dachu. Nie chce pieniedzy, wiec kupilismy mu worek ryzu i baniak oleju, duzy supermarket niedaleko, jest zaznaczony na mapce literka S, 5 minut piechota od hotelu. Na mapce zaznaczylem litera F rynek owocow, bo wokol hotelu zdzierstwo. Za kubek napoju o smaku wody z jakims owocem wolaja 18 RMB - kupilismy wiec swoj mixer i robimy je czesto, tylko trzeba kupowac zimna wode. 

Radze Mr Hu co zrobic aby miec zawsze pelno. Niech postawi banner przed hotelem, w kuchni lodowke dla gosci, wode pitna w baniaku, maszyne do lodu i mixer dla gosci, niech uzywaja. W pobliskim supermarkecie nie ma polskiej wodki, ale jest bialoruska po 62 RMB za 0.7l, Ruskich duzo wokol, beda sobie robili koktaile i puszczali dalej wici ze porzadne miejsce.

W okolicy jest mnostwo roznej klasy hoteli, ale wybralismy ten, najblizej plazy. Na tej samej ulicy jest podobny, przerobiony z wilii, ale za pokoj w tamtym trzeba juz slono placic. Nie musisz znac angielskiego, wszedzie sa napisy po rosyjsku. Na plazy, wczesnie rano czyli przed 9-ta, jest wiecej Rosjan niz Chinczykow.

Co sie dzieje w Sanya, link  http://www.whatsonsanya.com/

 

15:04, bialychinczyk
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Niecale 3 km od nas jest Number 1 Market, wiec sie umowilismy z naszym gospodarzem ze my bedziemy kupowac, a on, byly szef kuchni w lokalnym duzym hotelu, bedzie dla nas i dla swojej rodziny gotowal z tego - taniej dla nas niz lazic po restauracjach i mamy zawsze swieze. Opowiadal jak to sie robi w konia gosci restauracji, zreszta zdarzylo mi sie takze. Przyniesiono do stolu zywa rybe, bierzemy, niech ja usmiercaja. Po jakims czasie nasza ryba jest juz na stole, ale do drugiego stolika przynosza ta sama rybe, miala specjalny znak, my dostalismy jakiegos innego trupa.

Na tym rynku jest wszystko co zyje w morzu, jest jadalne i da sie zlapac. Nie gadac mi o lodzi podwodnej, tez bylaby gdyby byla jadalna i dala sie zlapac.

Polskie marzenia, byc kiedys greczkosiejem. Ale tutaj gryka nie przyjmie sie wiec acai z Brazylii, cholernie drogi owoc, juz jest na Hawajach i w pobliskim Wietnamie

06:43, bialychinczyk
Link Komentarze (4) »
piątek, 15 sierpnia 2014

Nasz gospodarz, jak tylko uslyszal ze szukamy jakiegos kawalka ziemi pod drzewka, zrobil kilka telefonow i juz bylismy umowieni na 9-ta rano. 30 km od plazy w gory, pojechalismy. Po drodze zabralismy szefa wsi. Chcial nas poczestowac zupa z weza, wlasnie wczoraj go zlapali, na lepsze zdrowie, nutrysian, niestety juz go zjedli. Niech im bedzie na zdrowie, tam gdzie miala byc ta zupa, to straszna bida. Poczestowali nas jednak herbatka i chinskim zuwaczem - betel w polaczeniu z jakas tam trawa i juz po kilku minutach mialem szum w glowie, a ja mam jechac, dalem sobie spokoj. Tylko Chinczycy to zuja, nie Chinki. Wedlug naszego gospodarza takze Muzulmanki, aby byc piekne i miec rumioane policzki i czarne zeby.

Trzeba bylo jechac dalej w gore. Wszedzie po wsiach sa nowe betonowe drogi - waskie, ale bez dziur, rzad zrobil. Do naszej farmy droga skonczyla sie kilometr za szybko, ale podobno maja zrobic betonowa za dwa lata. Na folwarku ruch, jakis nowy sport - rzucanie dragami w ptactwo domowe. Kury walczyly, kaczka nie miala szans. Inni sie rozbiegli z lopatami szukajac korzeni i lisci jadalnych i obiad byl gotowy. Bylo tez winko z zakurzonej butli - z dodatkami co bylo w dzikim ulu - gesty brazowy plyn, ale pic mozna bylo. Po obedzie polazilismy po folwarku. Gospodarz wynajal ja gminy w 1985 roku, i za rok konczy sie dzierzawa, chcialby znalezc innego aby cos jeszcze wyrwac odczepnego - wybudowal kilka szop gdzie mozna spac, doprowadzil prad, wode rurami z gorskiego zrodla, wykopal staw na ryby, cos tam zainwestowal. Posadzil tez 300 drzew kauczukowych, duzo wysokich betel palm z tymi odurzajacymi owocami, ale drzewa te sa juz za stare, nie rodza owocow, trzeba je sciac. Ma troche drzew owocowych, ale wiekszosc to chwasty, zarosla i chaszcze.  Szefowi urwal sie sandal, wiec troche narzeka bo kosztowaly 300 RMB. Inni go pocieszali ze rzad kupi mu nowe.

Farma nie jest droga, wynajem kosztuje tylko 50 RMB za mu za rok, tj za 666 m2, czyli za hektar na rok to 750 RMB. Jest tam 300 mu, okolo 20 hektarow zarosli, razem 15000 RMB rocznie, ale co z tego robic? Mozna tam zrobic wagoniki na lini i ciagnac turystow na gore, czy posadzic tropikalne owocowe drzewa, makadamia, avocado, mango czy acai, ale trzeba tam wlozyc duzo forsy, pracy a ludzi do pracy brak. Wszedzie buduja i pracownicy z doswiadczeniem budowlanym zarabiaja  dziennie 300 RMB, byle pomoc to ma polowe z tego, a tam na farmie trzeba by miec kilku ludzi aby cos z tym zrobic.

Ktos to pewnie szybko wchyci, blisko tlumy turystow. Jak mi pozwola zrobic inny bizz, tez bym to wzial, ale wolalbym  w widokiem na ocean.

KOkosow nikt nie zrywa, nie oplaca sie, przyjada biali na saksy i zerwa

 

Chinski scorpion, mimo szybkosci i wielu nog, nie dal rady, Chinczyk byl lepszy, celny rzut kapciem polozyl kres jego zywota. Nie bedzie do garka, bo trujacy, ale bedzie zdrowotna nalewka na wodce.

Trzeba tylko wybrac ktore korzenie do garka, a ktore do wina jako ziola

Zupa na czerwonych lisciach - wyglada i smakuje jak polski barszcz.

Bylo wiecej, ale juz nie mialem wolnych rak ab zrobic zdjecie

 

 

12:14, bialychinczyk
Link Komentarze (5) »
środa, 13 sierpnia 2014

Trzeba bylo zabrac dzieciaki gdzies na wakacje - wypadlo na Sanya. Bylismy tam kiedys, ale bardzo krotko, ale teraz na dluzej, wiec trzeba samochodedm, to tylko 800 km. Po drodze jest prom 30 km, przy okazji zdzierstwo za samochod, prawie 500 RMB. Na wyspie autostrady sa darmowe, wiec wyboje i dziury na zjazdach, dodatkowo kaza sobie placic 1 rmb za litr benzyny wiecej niz na kontynencie. Wyspa ta kiedys bylo miejsce zeslan, teraz to turystyczna atrakcja. Buduja wszedzie duzo, bardzo duzo, Chinczykow jest mnogo. Ruskich tez mozna czesto spotkac - przeszedlem sie plaza wczesnie rano i bylo ich z 10.

Dzieciaki musialy oczywiscie zaliczyc lodowa zjezdzalnie, ale na plaze wypuszczm ich poznym popoludniem, za goraco, 35.

04:58, bialychinczyk
Link Komentarze (4) »
piątek, 08 sierpnia 2014

Lat temu kilka odwiedzilem tam fabryke ktora produkuje konstrukcje stalowe budynkow - byli mili, tani, wiec jak teraz jest mi to potrzebne, to odwiedzilismy ich. Inny wlocza sie po wakacjach, a my pracujemy, takie zycie.

Niestety, firma powiekszyla sie duzo, maja duzo zamowien i oblali nas. Zamiast szefa, dali nam asystenta asystenta, wiec go tylko pociagnalem za jezyk. Cene krzykneli ambitna, 800 RMB za m2 konstrukcji, nasz budynek to 1500 m2 razy 6 pieter, wiec dla niego wyszlo juz 10 milionow, a ja mam to zrobic za 5 i to wszystko. Twierdzi ze uzyja 1100 ton stali na konstrukcja - cena wraz postawieniem ram to 8000 rmb za tone, jak cena stali na rynku jest teraz 3000-3500 za tone. Liczac inaczej, 80-90 kg stali na 1 m2 budowy, wychodzi max 810 ton, juz kilka milionow mniej, nawet liczac ich cene 8000. Ale czegos sie nauczylem. Oczywiscie, musza zarobic, po to sa w businesie, ale nie 500%.

Przy okazji odwiedzilismy filmowe chinskie stare miasteczko. Czesc jest odnowiona, juz mnostwo filmow tam krecono, ale cale miasteczko to rudera - kiedys naprawia i bedzie nastepna chinska atrakcja. W okolicy jest mnostwo domow budowanych przez chinskich "gorali" za amerykanskie dolary - z poczatku XX wieku jezdzili na saksy, najczesciej do Kalifornii i jak wracali, budowali wysokie twierdze. Mieszkalo sie na wyzszych pietrach, parter i 1-sze pietro nawet nie bylo okien z dwoch powodow - powodze, oraz w tym czasie rzad byl tak slaby ze rzadzily bandy zlodzieli i trzeba bylo sie tak zabezpieczyc. Byc moze, niektore z tych domow sa z opium money, kto tam wie. Zjedlismy jak lokale - ryz pieczony w glinianych garkach z wolowina i z wiepszowina, dodatkowo moj chlopak lubi tofu.

Wracajac trzeba bylo kupic kilka kranow do naszego kacika dlugowiecznosci, mamy tam 3 lazienki, a Kaiping slynie z tego. Udalo sie nam trafic na zaklad ktory to produkuje, nie tylko wystawcow i dilerow. Szast-prast, sciagnela nam 3 rozne ze sciany i byly tansze 3 razy niz nastepny sklepik. Frajda tez byla, bo w nastepnym sklepiku 20-latka z krotka kiecka nudzila sie z zabawiala nasze dzieci i mnie, dostalem calusa i dobra herbatke. Dziewcze mile, mlode czyste z twardym cialem, tylko dlaczego do cholery takie trafiaja mi sie 30-50 km od mojego domu, musze sie przeprowadzic.

12:17, bialychinczyk
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 04 sierpnia 2014

Nasz kacik dlugowiecznosci nadal w budowie, trzeba konczyc. Podlogi polozone, okna i drzwi sa, meble kupione, tylko zawiesc, ale dalej nie mamy lamp, wiec w droge, to tylko 30 km. Bylem tam ostatnio z dwa lata temu, duzo nowych budynkow. Wdepnelismy w centrum a tam chca nam sprzedac duze, bardzo duze zyrandole, ponad 100000 za sztuke, ale bez pytania daja upust 80% czyli kupiec wyrwie nastepne 10. Szukamy do trzech pokoi i lazienek, malenstwa, zadne palace. Jeden pokoj jest chinski, drugi Ludwik XV, trzeci modern, trzeba dobrac do stylu. Problem - cale miasto produkuje tylko lampy albo czesci do nich, jak wybrac, same sklepy lampowe i jeszcze woza nas po pietrach. Przygoda byla, bo jedna winda stanela pomiedzy pietrami, a ja tam sam z mloda 23-letnia dziewczyna. Zajelo im 40 minut zeby nas wypuscic, juz dziewcze rozweselalo czas masujac moje plecy a ja ja szkolilem w angielskim. Jak juz nas wypuscili to jeszcze za mna gonila aby dac swoj telefon, przypadlem w jej gusta. Zonka czekala na dole, myslala ze wpadne w panike. Moglem z ta panienka byc tam dluzej, zaden problem, moze czegos innego dalo by sie jej poduczyc, pewnie by chciala bo gonila za mna ze swoja wizytowka.

Ale wrocmy do lamp. Te na chinski styl najmniejszy problem, ogromny wybor. Szukalismy drewnianych, chociaz aluminiowe byly tansze. Jak sie zaistaluje, pokaze zdjecia. 

Wiekszy problem byl z Ludwikiem - nazwa zobowiazuje, maja byc wiec zyrandole i krysztaly. Mozna dostac Swarowskiego, ale po co przeplacac, krysztaly chinskie, brazylijskei i jeszcze jakies sa duzo tansze. Ale wzorow bez liku. Bedzie sie swiecilo jak w cyrku.

Nawiekszy problem byl ze stylem wspolczesnym, co wybrac? problem byl bo chca sprzedac, ale mam kupic 10 takich samych lamp, po co mi to, wiec od progu pytalismy sie co maja w magazynie. W koncu zerwalismy z sufitu dwie lampy, bedzie w pokoju i w lazience, te lozkowe juz kupimy na taobao.

Zobaczymy co wyjdzie z naszej daczy, miejmy nadzeje ze nikt z samego wygladu rozwolnienia nie dostanie. 

Ludzie sie martwia jak sie karmie. Wiec dzisiaj bylismy w Kung-fu, chinski fast food, za dwa zestawy zaplacilismy 52 RMB.

15:49, bialychinczyk
Link Komentarze (9) »
niedziela, 03 sierpnia 2014

Przez okno widze co cos u sasiada sie czerwieni, wiec malpia ciekawosc, poszedlem. A to jakies dziwne kwiatki, bardzo czerwone. Chcialem je doknac a to krzyk z okna, mam je nie dotykac? Czyzby az taka wlasnosc prywatna? Jednak nie, sasiad pokazuje ze to koli, sa to trujace kwiatki.

Ale trzeba przyznac ze ladne 

14:03, bialychinczyk
Link Komentarze (3) »
Tagi