RSS
środa, 16 marca 2016

Od lat Chiny miały politykę jednego dziecka (już się skończyło, teraz 2), a to doprowadziło do dysproporcji że obecnie na 107 chłopców jest 100 dziewczynek, pomnożone przez 3/4 miliarda, więc ogromny brak kobiet. Od tego trzeba odliczyć te za młode i te za stare, panienki które nie są do wzięcia gdyż pracują w klubach karaoke (czytaj burdel), nieoficjalne 2-gie czy 3-cie żony bogatych Chińczyków. Sa też inne, nazywam urban-dziwki, one nie mają ochoty na żeniaczki, wolą często zmieniać partnerów, poczytaj o takich

http://skosnookiepozdrowienia.blox.pl/2012/05/Shanghajskie-dziewczyny.html

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,6240889,Kochasz__to_kup_mi_torebke_Louis_Vuitton.html

http://www.vjuliett.com/2015/08/chinskie-sluby/

No i co mi zostało do powiedzenia? Napiszę więc jak to jest u mnie, na prowincji.

Młody człowiek, jak już się trochę dorobi, jedzie na swoją wieś aby przywieżć żone. Musi być przygotowany na wydatek powiedzmy 100000 dla rodziców przyszłej które może dostanie spowrotem wraz z żoną ale pod warunkiem że nie ma w domu brata-singla, on też musi mieć pieniążki na kupno swojej żony. Kto tam dba o jakieś miłości, najważniejsze aby młoda urodziła męskiego potomka. Mam własnie taką sąsiadke, już w ciąży. Musi być syn, bo to on będzie przyszłościa rodziny i on będzie dbał o rodziców na starość. Jak dziewcze już starsze, niezbyt ładne czy z jakimiś felerami, to jej cena spada, nawet do zera, aby ją tylko z domu wypchnąć, takie 27-letnie to już są za darmo.  Ślub i wesele też kosztuje, to wszystko na głowie pana młodego i jego rodziny. Tańsze wyjście to znalezienie sobie żony z importu w Hong Kongu - jest tam dużo agencji które oferują panny do żeniaczki najczęściej z Wietnamu czy z Laosu/Burmy za powiedzmy 30000 RMB (20000 złotych) -  Tamze to już bez wesela, typowa tranzakcja handlowa. Jeśli tylko panna przejdze pozytywnie test - badanie dziewictwa, forsa z ręki do ręki i koniec, żadnych gwarancji, zobaczcie o tym filmy na Youtubie. Panna ma wybór i ona podejmuje decyzje czy chce tego Chińczyka - może też póżniej uciec, też to się zdarza. Są też wesołe przygody że mama kupi żonę 35-letniemu synkowi a on jedynak, nie potrafi sam nawet butów zawiązać i nie wie po co to-to ma w spodniach i nie mają się ku sobie. Więc są oboje przez mamuśke obijani jak pinata na urodzinach w Meksyku, synek i nowa synowa, bo mama chce mieć wnuka jak najszybciej.

Jest w okolicy dużo młodych dziewcząt -, takie 20-25, w sklepach, w zakładach kosmetycznych, restauracje, mało ładne i mało ciekawe, żyją bo żyją. Jak mądra i cwana, znajduje dochodzącego tymczasowego towarzysza i go skubie, doi, cycka i ciągnie forsę - na zabiegi kosmetyczne, na nowe żęby bo najczesciej to wygląda jak płot stawiany po dniu kobiet, poprawienie twarzy, operacje plastyczne aby wyglądac jako-tako czy nawet ładnie. Jeszcze nie robią sobie nowych piersi czy pup, nie ma zwyczaju, najlepsza ma być buzia, to przyciąga zwierzynę. I potem obecny partner jest już za biedny, za brzydki, można znależć kogoś bardziej bogatego, forsa się najbardziej liczy w życiu.   

Kiedyś mówiło się że Chinki wolą żenić się z białymi - Sorry my friends, już nie, młode wolą bogatych Chińczyków. Starsze Chinki to jeszcze mają chętke na białych ale z innych powodów - są to rozwódki, wdowy i inne z odzysku. Chcą podróżować i żyć na cudzy koszt - szybko chcą abyś wszystkie swoje oszczędności życia przywiózł do Chin, ona już bedzie tym zarządzała. Są blogi takich którzy na tym wpadli - na początku panna wygladala jak 20-latka, bo dużo tynku i wosku na buzi, za każdym następnym spotkaniem coraz bardziej jej rzeczywisty wiek wyłaził. Jeden się ożenił- miał nawet dziecko ale zawsze miał wątpliwości czy to jego czy nie, żadnych sladów czy rysów bialasa. W biedniejszych krajach jak Wietnam, Laos, Tajlandia biała twarz ma jeszcze wartość, a raczej białasa portfel. Zresztą Polki szukają też, może być brzydki jak noc, aby tylko miał inny paszport, jakiś innostraniec z Zachodu albo arab, aby tylko kopyt nie miał. Jednak nie radziłbym nikomu wiązać się z "pracującą dziewczyną" z Tajlandii, pracującą w Pattaya na rurze czy w jakimś tamtejszym klubie. Są też wyjątki. Jak byłem w Tajlandii sam widziałem blisko dworca bardzo piękne dziewcze z bagażami - dopiero co przyjechała z prowincji i pewnie szukała pracy, sam bym się ją chętnie zaopiekował aby nie trafila do burdelu. To jest tragedia na całym świecie że najładniejsze dziewczyny często lądują w burdelach. Te gorsze są dla białych, najładniejsze Tayowie sobie zatrzymują. 

Na początki w Chinach mieszkałem w Shenzhen, jak większość przygranicznych miast, jeden wielki burdel. Hong Kong był wtedy bogaty w porównaniu z Chinami i dużo panów z HKu, średnia klasa, dla swoich "drugich żon" wynajmowała mieszkania w dzielnicy Windows of the World. Trudno było znależć normalne dziewcze. Poznałem ładną i miłą we dnie i w nocy Sweet Lulu, okazało się wkrótce że ma swojego pana który płaci jej jakąś pensję i opłaca mieszkanie - byłem drugi, szybko skończyłem znajomość. On pracuje w tygodniu w HKongu, przyjeżdzał tylko do Shenzhen na soboty, a panienka w tygodniu się zabawiała. Inna, bardzo krótka znajomość, nazywałem ją "old lady" bo była tylko 10 lat młodsza ode mnie - chciała abym kupił jej mieszkanie, naiwna. Wtedy byl dobry czas na kupno tam mieszkań - za 150 000 już można było znależć - teraz bez miliona nie masz co marzyć. Miałem znajomego Chińczyka, pytam ile ma mieszkań?. Odpowiedzal że cztery, o których żona wie. A ile masz drugich żon? obecnie tylko jedną, ale byly i 3. Teraz to on jest multimilionerem, nie musi pracować i żyje tylko z wynajmu. Takie zycie. 

W mojej okolicy jest także kilka takich drugich podwójnych małżenstw, nawet kilka domów ode mnie jest jedno. Ale oni maja już dzieci, więc pani ma już dom kupiony na jej nazwisko. Chińczycy o przyszłość swoich dzieci bardzo dbają, będzie dla nich. 

No i ostatnia grupa, starych gramolów, dziadów jak my. Jak masz ochotę i chęci, a kasa nie jest problemem, mieszka się z jakąś młódką, nigdy nie dochodzącą. Pan dba o swoją młodszą następną połowę, daje jej powiedzmy 3 tysiące miesięcznie na jej wydatki, wyśle ją na naukę angielskiego, nauczy i wprowadzi w to życie, nawet może póżniej znależć jej męża. Obie strony zadowolone, co za radość dla starucha widzieć młode dziewcze powoli zmieniającą sie w rozumną dojrzałą kobietę. Jeśli dziecko się trafi, to mama dostanie dom czy własne mieszkanie, samochód i staruch zorganizuje jej jakieś zajęcie, może to być mała jadlodajnia, sklepik, co ta panna z dzieckiem chce robić w zyciu. W drugą stronę to też pracuje - kiedyś w pociagu w Niemczech siedzała taka para naprzeciw. Ona starsza stateczna pani, on młokos i zachowywali się jak kochankowie, nie jak matka z synem. Pani uczyła młokosa angielskiego i zachowania. Kiedyś to się skończy dla nich czy dla staruchów, ale ileż frajdy z życia w miedzyczasie.  To samo bylo w Polsce za komuny, starsi Polaci z USA jeżdzili do Polski po młode żony. Kiedyś takiego skrytykowano, przecież ona cię szybko porzuci w Ameryce. Wiem o tym, przyjadę po nastepną, odpowiedzał. 

Niech się polskie panie nie krzywią na mnie że piszę z mojego czyli męskiego punktu widzenia. Jak jakaś kobita ma swoją kase, też może wybierać najlepsze kwiatuszki. Chinka która posiada największe kasyno w Macao (tata założyl, umarł już) bez żenady chwali się że ma 17-u kawalerów. Bliżej, z polskiego ogródka - polska pani doktor z Kalifornii, pogoniła jednego męża Polaka, drugi na wylocie i w obecności tego na wylocie otwarcie mówi że ona takich mężów to może mieć i 5 sztuk. Można pytać, a gdzie miłość, rodzina, bóg, naród, ojczyzna, od siebie dorzucę zatwardzenie i rozwolnienie. Gdzie jest ta miłość po 15-20 latach małżenstwa? Dzieci już na swoim, nuda straszna, jeśli nie wojna na codzień. Małżenstwa powinny być zawierane na powiedzmy 20 lat, mieć czas na wychowanie dzieci, bez szarpania się i pyskówek, a póżniej obowiązkowy rozwód. Jak chcecie żyć razem, żeńcie się znowu, ile par na to by się pisalo? Znajomi z San Diego, nie mogli już na siebie patrzeć, żarli się, dzieci już na swoim, więc podzielili co mieli i rozwód. Okazuje się że ona szybciej znalazła partnera i radość życia niż on, a on tak naciskał na rozwód. Więc nie zawsze Ona jest na tej przegranej pozycji. Swojej Chince na początku zaoferowałem że ma być ze mną 10 lat - po tym miała dostać samochód i milion i pójdze w swoją stronę, a sam wtedy byłem goły (prawie). Sytuacja się zmieniła, są dzieci, jeszcze małe i gdybym chciał się kiedyś rozejść, to pewnie wszystko zostanie dla dzieci a sam jak wyrwałbym tym razem dla siebie ten obiecany milion na nowe życie, to byłoby OK. W dawnych Chinach nie było rozwodów, nadal nie ma też zycia rodzinnego, ludzie żyją koło siebie, nie z sobą. Pan zawsze w fabryce albo na delegacji z klientami (tj u swojej drugiej-trzeciej), pani w domu wychowuje dzieci albo jak już dorosłe, gra w karty czy w warcaby z koleżankami, albo tez tańczy w parku, też z koleżankami. Ale obecnie jest już coraz więcej rozwodów , szczególnie jak nie ma dzieci a największy powód - mąż nie potrafi zapewnić żonie odpowiedniego standartu życia. Nie widzę tego co jest nagminne w Polsce - nie zabiera się żonę czy męża znajomemu czy koleżance. Po co wdeptywać w te same ślady? Jeśli chce się mieć nowe życie, bierze się młódkę. 

Idzcie w pokoju, ofiara spełniona.

nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti, Amen - kiedys moja mama chciała zrobić ze mnie księdza, byłem długo ministrantem, coś tam zostało

17:25, bialychinczyk
Link Komentarze (43) »
czwartek, 03 marca 2016

Dzieci uczęszczaja do prywatnej szkoły chińsko-angielskiej (???),  ale mają tyle nauczania angielskiego, ze ani A ani B - nic dziwnego, jest jeden czy dwóch nauczycieli Anglików na 1000 ucznów (jeden z Australii, nowy nauczyciel z Anglii pije, każe się nazywać Sir), czyli 2 minuty ich czasu na tydzień na jednego ucznia, więc nie ma efektów. Chińscy nauczyciele to tylko poprawiają literki i nadal nikt nie umie po angielsku a płaci się za wszystkie dzieci 75000 rocznie. Przenieść dzieci do lepszych szkół do Kantonu, to minimum 100000 rocznie za dziecko i może będzie trochę lepiej, więc czy jest sens wysyłać dzieci do takich szkół? Dzieciaki maja polskie i US paszporty, więc czy nie lepiej wysłać je do szkół w Anglii? US na teraz odpada, Amerykanie nie dali zonie wizę gdyż ja nie mam dochodów w US, biurokracja. Sam też nie muszę już być w Chinach, wręcz nudzę się, trzeba się gdzieś ruszyć. Na samo życie w Chinach wydaję 150000 rocznie (bez jedzenia i innych, tylko koszta stałe), czyli wszystkie te pieniądze mogę wydac w Europie, powiedzmy 2000 Euro na miesiąc. Trochę mało, trzeba dorzucić drugie tyle aby jakoż żyć, ale dzieciska nauczą się angielskiego. 

Trzeba więc jak najszybciej pojechać do Europy i zorientować się w temacie. A może ktoś z Czytelnikow ma już jakieś doświadczenia ze szkołami w Anglii? Trzeba tam przeprowadzic się na powiedzmy rok, wynająć jakiś domek czy mieszkanie, zoopatrzyć się w bibliotekę i jakoś ten czas upłynie, nie muszę pracować, nie szukam przecież pracy. Długi na 7.5 metra Cadillac czeka w Polsce, będzie czym jeżdzic, z nudów mogę sie zatrudnić w Londynie na Uberze, może też być jakaś frajda.

Opinie, uwagi mile witane.

PS. Nasze limo, dobre na zimną Anglię ale jeszcze lepsze dla turystów na słoneczną Maltę. Uciąc tylko dach i zrobić topless z tylu, wtedy zmieści się tam nawet orkiestra.

wtorek, 26 stycznia 2016

Pchają mi dzieci na szkło. Chciałem mieć z tego film i pokazać ludziom, ale jeszcze nie dostałem, tylko link z youku. 

Ku pamięci. Ami była konfejasjerką na pokazie młodych talentów z Kantonie

http://v.youku.com/v_show/id_XMTQ1MDQ4MjU4NA==.html?sharefrom=iphone&x&from=timeline&isappinstalled=0

Kiedys pracowałem w firmie Future Media Talents. Otóż Chińscy rodzice potrafią wydać dość dużo pieniędzy aby swoje pociechy zobaczyć na ekranie TV. Często są to pokraki, beztalencia, ale są i to wcale nie jest trudno. Trzeba tylko wydać pagórek forsy i czasu. Oczywiście kursy tańca, spiewu, fortepianu, baletu, prezenterka, a dla chlopców takze szkoła kung-fu, jest takich szkół w każdym chińskim mieście dość dużo. Póżniej trzeba opracować choreografię - znajdze się taką osobę, dobrać zespół grajków, kogoś kto umie spiewać, kupić dobry sprzęt nagłaśniający i estradę i już show gotowe, w tlumie dziecie zostaje artystką. Tak się zdarza na całym swiecie, że dzieci aktorow, ?? Celebrities??, także zostają aktorami czy aktorkami, czy tak wszyscy mają talent?? Nauczony, wyuczony, mój drogi. Dziecię zresztą nawet nie musi być na scenie, trzeba tylko zrobić 3D model i zrobić hologram - ruchy, taniec i spiew dorobi się komputerowo, nie jest to zbyt skomplikowany proces, poszukajcie na YT Hatsune Miku. To nie musi być spiew mechaniczny. Poczekamy trochę i zobaczycie ze jakieś dziecię polskiego celebryta a raczej jego hologram zacznie spiewać oryginalne piosenki Ordonówny. W Future Media Talents mielismy mnóstwo zgłoszeń dzieci także z Polski jakie to one są uzdolnione. Rodzic wierzy w to, ja też, ale aby publika w to uwierzyła, na to już trzeba było wydać milion RMB - niektorych Chińczyków było na to stać, ale Polacy już przestawali wierzyć w możliwości swoich pociech.

Podobny problem z polskimi kapelami w Chinach. Rynek istnieje, ale te dotychczasowe nie potrafily wyjść ze swietlicy szkolnej, niekiedy zapchanej do pełna, chociażby do amfiteatru w parku, na to potrzeba forsy i innego myślenia. Podobno polskie disco polo wydało miliony miliony płyt w Chinach, jakoś nigdy ich nie słyszałem czy widzałem. Innym dużym problemem są polscy artyści, oczywiście przez duże A - są znanymi artystami w swojej Koziej Wólce Dolnej, w powiecie to już mają problemy z wizerunkiem, niekiedy widzę ogłoszenia takich na facebooku. Nawet tacy mogą zaistnieć w Chinach, ale  - prawdopodobnie to się nie zdarzy.

Hatsune Miku

04:45, bialychinczyk
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 18 stycznia 2016

Kiedyś w Ameryce zapytano sławnego aktora dlaczego chciał do Hollywood? Prosta i szybka odpowiedz, bo w  filmie płacą najlepiej i nie ma dużo pracy. Kiedyś czytałem że jak zauważą jakąś ciekawą twarz która może się im przydać w filmie, to od razu podsuwają kontrakt na kilka tygodni płacone 5000 dolców za tydzien - tyle to ja zarobiłem na czysto w pierwszym roku jak przyjechałem do Hameryki, było to jednak dość dawno.

Dużo bab ma parcie na szkło, moja też i wozi dzieci do Kantonu - zdjęcia, tance, prezentacje, udział w zabawach przed kamerami, często zapychanie dziur w lokalnej dziecinnej telewizji S5. Dzieci troche inne bo białawe i umieją po chińsku. Forsy z tego nie ma, może kiedyś, tylko zapłacą za hotel i żarcie i to nie zawsze, raz tylko Mia wygrała 2000. Ale koleżanka Amy ze szkoły, pół Chinka-pół Brazylijka, 10-latka, zarabia podobno 10000 co miesiąc, ale jest w tym biznesie juz 3- ci rok. Najczęściej poprzez reklamy ciuchów, ale moje dzieci to jak dotąd tylko w TV, mama robi im twarz i prawie co tydzień jeżdzą do Kantonu. Wczoraj Amy wróciła po północy, była prezenterką, w środę Mia jedzie, będzie tańczyć przed kamerami. Horus jeszcze ma  opory, ale już go powoli przekupują zabawkami i karmieniem małego białego tygrysika z Zoo - on też tygrys z chińskiego zodiaku. Widziałem juz go w TVS5, mają mi przesłać film to puszczę na YT. Chłopak lubi kung-fu, trzeba go wysłać na kursy, bedzie kiedyś polskim Bruce Lee, na takich będzie w chińskich TV i w filmach zawsze zapotrzebowanie, przeciez nie zostanie inżynierem. Sam zostałem i zrobilem tą pomyłkę chociaz jestem humanistą, ale wtedy to był pewny chleb a po ukończeniu np historii na nauczyciela to się nie nadaję.

Rada więc dla polskich rodziców, jeśli chcą zapewnić swoim pociechom łatwiejsze zycie - kierunek Chiny. Oczywiście początki nie są łatwe, powiedzmy rok-dwa nim się nie nauczy chińskiego i złapie kontakty, ale póżniej sky that limit.  Na wybrzeżu, Kanton-Shanghai- Pekin to już trudno i gęsto, na każdy casting czyli wybór przychodzi kilkaset mam z pociechami i oczywiście, każda mama twierdzi że ich pociecha to naj-naj. Ale i tak biała twarz ma większe szanse. A gdzieś na zachodzie Chin gdzie białych jak na lekarstwo a przeciez TV też tam mają - wydaje mi się że konkurencja jest tam dużo mniejsza. Trzeba uważać na naciągaczy, tacy zaczepiali mnie kilka razy w Kantonie jak byliśmy z dziećmi. Oferują góry, kontakty, trzeba tylko im zapłacić. Mogą pomóc, czegoś tam nauczą, zrobią porfolio zdjęciowe, ale to nie jest tania impreza i nic pewnego.

Na koncu są zdjecia moich chlopaków z pierwszego polskiego białego rzutu i dziewczynki, rzut czerwony, 12.5% Indianki. Jeszcze mi brakuje tylko zielonych dzieci i już bedzie pełna tęcza.

10:48, bialychinczyk
Link Komentarze (7) »
środa, 13 stycznia 2016

Pisałem wcześniej o maszynach do hazardu - jest nielegalna, ale stoją w kazdym sklepiku, u teścia stoi także. Chińczycy to patologiczni gamblerzy i niekiedy kolejka do maszyny. Teściu ma z tego jakieś grosze, ale to tylko mały procent około 4% co zbiera właściciel maszyny. Próbowałem kilka razy wyrzucić maszynę ale teściu prosi abym zostawił bo mogą mu spalić sklepik. Chowałem ją kilka  razy, ale w końcu przywiązali ją do ściany na łańcuchu - już rozcinałem łancuch, ale teściu zaczął rozpaczać. Niedawno zdarzyło się we wsi że nowy właściciel sklepiku powiedzał że nie chce tej maszyny albo chcial wstawić swoją - to go tak pobili że wylądował w szpitalu. Są naloty policji, ale przed nimi są najczęściej telefony aby schować maszynę, mają wtykę w policji. Podobno płacą policji 40 RMB dziennie za maszynę, jeden mafioso ma ich z 50, takich w okolicy jest kilku, więc dla gliny płynie gotówka szerokim korytem. Niekiedy zabierali maszyne, ale po 2 dniach przywozili ją spowrotem, dalej pracowała.

Ale przed świętami na wszystkie sklepiki w okolicy zrobiono nalot jednoczesnie. Już nie było telefonów, bo zrobiła to policja z powiatu - z wyższego szczebla i znowu maszynę zabrali. Przy okazji zabrali jeden mój miecz, bedę starał się go odzyskać.  Tym razem zabrali też tescia, ale powiedzeli, ze jak zapłaci 5000, to go wypuszczą. Tesciowa zapłaciła, to dopiero wtedy powiedzieli ze to tylko kara a on ma i tak siedzieć 10 dni. Odwiedziłem go w pudle zanieść trochę forsy i ciuchów, bo zimno w ciupie i żarcie kiepskie. Przy okazji teściu prosi aby wpłacić na konto "kolegi" 200 RMB - jakiś kryminalista który siedzi dwa lata i jest pomocnikiem klawiczy szantażuje innych - jakoby będzie miał łatwiejsze życie w pudle - trzeba bylo zapłacic. Żartowałem, ze maszyna wróci do sklepiku szybciej niż teściu. Aby go pocieszyć w ciupie to powiedzałem, że następnym razem niech mnie posadzą, ale nie więcej niż na 3 dni, bedzie co opisywać. On z kolei na serio, abym uważal, gdyż sklepik jest na terenie mojej fabryki więc jako właściciel gdybym był w sklepiku, to mnie mogliby posadzić. 10 dni to za długo, pewnie nudziłbym się w pudle bo nie pozwoliłbym zagonić się do pracy i bylaby dobra dietka. Wszyscy w chińskiej ciupie muszą pracować, bo nie dostaną korytka. Zamykają więc szybko z byle powodu, tania siła robocza, rzeczywiscie za miskę ryżu. 

13:28, bialychinczyk
Link Komentarze (2) »

Wpadło mi w oko zdjęcie z komputera jak byliśmy na Haynan, na chińskich Hawajach.

W okolicy Sanya jest na morzu wiele farm perłowych, więc w mieście jest duży rynek pereł, trzeba się było zaopatrzyć w prezenty jak pojadę do Polski. Niestety, nie wybrałem się, więc przy okazji wysyłki także zapakowałem i dotarły dzień przed wigillia, akurat pod choinkę i moje polskie baby sikają w majty z radości. Mam nadzieję ze nie obrażam, bo zawsze miałem niewyparzony pysk - to nie są zlośliwości. A sam nie potrafię funkjonować bez baby, zawsze musi być coś miękkiego i mokrego w zasięgu ręki. I tak dużo lepiej niż kolega który mawia ze ma w domu 6 suk -  trzy córki, żonę, teściową i małego pieska, też suka. 

Jak brat twierdzi paczka byla otwierana kilka razy przez różne urzędy celne, ale nic nie zginęło i nie trzeba było płacić cła czy podatków.

W tym roku już muszę pojechać do Polszy, w magazynie gniją kanapy, trzeba coś z nimi zrobic. Nie lubię jechać z pustymi rękoma, trzeba szukam coś nowego. Dobrze się składa, że za dwa tygodnie zaczyna się nowy chiński rok i trzeba gdzieś się ruszyć. Planujemy pojechać do Yunnan, to około 2000 km stąd w jedną stronę, a że mam zamiar powłóczyć się tam i poszukać przyszłego swojego gniazdka, więc jedziemy samochodem. Po autostradach to tylko dwa dni jazdy, 1000 km dziennie nie problem, a tam będziemy 2-3 tygodnie. Z Yunnan to już rzut beretem do Burmy, a Burma jest stolicą nefrytów (jade) na świecie. Trzeba więc odwiedzić rynek w Ruili na granicy z Burmą, jest tam duży rynek szmuglowanych nefrytów. Oczywiście nie nastawiam się na zakupy wielkości cegły chińskiej waluty, bo byle kamyczek najwyższej klasy to kilka tysięcy dolców, ale coś drugiego sortu, coś podobnego jak kupilismy perły, coś do noszenia na codzień bez ryzyka że ktoś będzie chciał złamać kark aby to ukraść. Mam 3 siostry i trzech braci, mają żony i córki, więc tych paciorków potrzeba mnogo. Kiedyś dobrze było mieć wujka w Ameryce, teraz chyba jest lepiej mieć w Chinach.

Pożyjemy, zobaczymy, opis podrózy i filmiki też będą.

 

06:00, bialychinczyk
Link Komentarze (2) »
wtorek, 05 stycznia 2016

Świat znowu wpadł w panikę że chińskie gosposie, sklepikarki i właściciele warzywniaków (w USA to byli jeszcze kelnerzy i fryzjerzy) na nowy rok sprzedali troche papierów i giełda zjechała na dół, świat w panice, zły znak na nowy rok. Dokładnie widać jak ten zachodni świat jest zbudowany i wisi na gwozdziu w ubikacji chińskiej klasy sredniej, dość licznej i stale bogacącej się. 

W odróznieniu od ekonommi USA i zachodniej Europy, chińska giełlda nie jest wyznacznikiem czy barometrem stanu chińskiego smoka. W Chinach na giełdzie inwestuje 100-110 milionów drobnych spekulantów i nawet o nich rząd dba aby za dużo nie stracili. Zresztą jakby nawet zamkneli ten jarmark spekulantów i finansowych cwaniaków, Chiny by się nie zawalily, ale zachodni świat na pewno by padł. Chiny mają więc dobry wytrych na ameryke, wystarczy tylko zamknąć swoją giełdę. Oczywiscie nie zrobią (na razie) tego, gdyż połowa z tych 100 milionów byłaby na minusie i na razie zachowuje sie Status Quo - warzywniaki mogą zarobić, ale mogą też trochę stracic. Giełda to zamknięte koło czyli teoretycznie połowa traci, druga połowa zarabia, chociaż w rzeczywistosci jest to 80/20%, a w ameryce jest to nawet 99/1%, tylko jeden procent nabija sobie sakiewkę.

Chiny to oprócz robotników na wynajem to także ogromna rzesza drobnych producentów i oni napędzaja ekonomię, na codzien bardzo mało ludzi liczy na gruszki z wierzby z zainwestowanych na giełdzie pieniędzy. Dotychczas kupowali domy, od razu kilka bo rynek szedl do góry. Już zastopowało, u mnie w okolicy pół domów stojacych od lat pustych jest wystawiona na sprzedaż, zobacz zdjęcia poniżej. W  2008-mym roku zapytalem o cene jednego domu w okolicy - właściciel wołał 8 milionów, jak 5 lat wcześniej kupił za 2 miliony a cena podobnych była 5-6 milionow. Twierdził, że jest to dobra lokata kapitału, bo za 2-3 lata będzie warta 10 milionów, a teraz jest 3. Giełda szła do góry, więc szarańcza tam wrzuciła swoje oszczędności, ale to się juz także skończyło. 

Co nowego? Shanghai Index będzie oscylował około 3000, ale jak będzie potrzeba to obniżą do go do 1000, będzie płacz na Zachodzie, a Chiny będą nadal sie rozwijały. Może nie 7-10 rocznie jak było dotychczas, ale to był dziki zachód, ogromne zacofanie w stosunku do Zachodu, obecnie Chiny wstępują w okres stabilizacji i zwiększanie własnej konsumpcji, nie tylko bogacenie się. Przez wieki Chiny były samowystarczalne, nie mieli potrzeby niczego od zachodu ani kupować, ani sprzedawać, i do tego dążą znowu. Oczywiscie Zachód będzie starał sie zrobić coś podobnego co doprowadziło do wojny opiumowej, ale czy się uda? Bez względu co się stanie, XXI wiek należy do Chin.

Dwa poniższe zdjęcia do uśmiania się jak małe domki obija sie marmurem, po sam komin który jest także dla ozdoby, bo kominków u mnie w okolicy nie buduje się.

06:56, bialychinczyk
Link Komentarze (3) »
sobota, 02 stycznia 2016

Okleili lokalne ulice reklamami. Nic nowego, ciągle zmieniają na nowe, mają pewnie problemy ze sprzedarzą domów, albo próbuja zatrzymać sprzedających, bo ceny powoli spadalą. Ale z jednej reklamy to się uśmiałem, zobacz zdjęcie poniżej.

Nasze osiedle to takie srednio-bogatrze, domy 200-400 m2, w cenie 3-6 milionów, trochę wyżej niż klasa średnia, zresztą aby tutaj mieszkać trzeba mieć swój bizz, z pracy rąk raczej się nie uda. Nic ciekawego, zduszone aby wepchnąć jak najwięcej domów, 3-pietrowe, bo przecież babcia i dziadek też meszkają. Zresztą bogatsi Chinczycy kupują domy dla dzieci i żony, swoje prywatne zycie załatwia sie w klubach MTV czy w karaoke, albo też w drugim podobnym domu z  konkubiną, żadne luksusy, często są zimne i nieprzytulne. Dość oszczędnie i aby nie wydawać pieniędzy na ogródek, pokrywa sie wokół cementem i marmurami, aby sąsiedzi mogli zazdrościć, kamienna pustynia. A nagle na drodze widzę angielskiego lokaja, jakby już czekał na ciebie.

Mają Chinole- marketyngowce wyobrażnie, już im lokalna pomoc domowa nie wystarcza. Najczęściej zatrudnia się lokalne panie, a ze lokalna kuchnia jest kiepska, więc macie prymitywne jedzionko, innego pani-pomoc domowa nie potrafi zrobić i się nie potrafi nauczyć bo czytać nie potrafi. Już im się marzy nie tylko służba typu przeflansowana Filipinka z Hong Kongu ze zmywana, ale mowiąca po angielsku, ale ma to być rasowy angielski lokaj. Nowobogackim mąci sie w głowach jaki to high-life, a ci sami jeszcze 20 lat temu mieszkali po społu ze świnkami czy z inną nierogacizną i to im nie przeszkadzało, zobacz na moim filmiku jak nadal mieszkają w fabrykach.

Mieszkania Chińskich Robotników  - https://www.youtube.com/watch?v=v31ACkkOTv8

Oczywiscie są tacy którzy mają taką forsę ze stać ich na lokaja, ale nie ci z okolicy. W pobliżu jest tylko 6 dużych rezydencji gdzie już lokaj by się przydal, ale tylko 2 są zamieszkałe. Żaden lokalny Chińczyk nie dorosnął jeszcze do własnego szofera czy ogrodnika. Potrzeba na to conajmniej pokolenie, i nie tylko pogoń za forsą, muszą także troche popracowac nad sobą, bo całą chińską inteligencję czy arystokrację Mao wyrznął, nowa dopiero dorasta. 

Pytacie mnie czy w Chinach buduje sie tylko w stylu pseudo-europejskim. Tak jest zbudowane moje osiedle, trochę dalej jest osiedle w stylu chińskim. Muszę tylko wyparzyć swoje klejnoty w naszej bani (te duże domy nie maja wanien, tylko 5-6 łazienek z prysznicami) i za kilka godzin będzie nastepny filmik, zaglądnijcie na https://www.youtube.com/user/hamchinatube

czwartek, 24 grudnia 2015

No i znowu roczek zbiegł - co Wam życzyć w Nowym?. Żadnego miliona w Totka, bogactwa, pomyslności, bo to się nie spełnia. Ale Zdrowych i Pogodnych swiat to możecie miec, życze Wam tego z całego serca. Za kilka godzin już się zaczniecie obżerać - z umiarem proszę. Tutaj świąt nie obchodzi się a że się włóczę po świecie, wiec już dawno-dawno temu siedzałem przy wigilijnym stole. Trochę ckni się i zazdrość łapie, przeżyje.

Przeglądnąłem stare zdjęcia i trafiłem na pierwszy dzień z moją Chinką, Marzec 29, 2001. Szukałem w galeriach sztuki chińskiego Nikifora, ona pracowała w jednej. Człowiek był młody, piękny i bogaty (niestety tylko w doświadczeniach, po drugim rozwodzie, więc goły jak mysz kościelna i z długami, ale szczęśliwy i pełen energii), i i tak życie się toczy. Przy okazji dorobiło się drabinkę, 10, 8 i 5 latek więc więcej śmiechu i radości w tym życiu. A sam? - stary pierdzel, zżęda i maruda!! - Nic z tych rzeczy, dalej młody i pełen energii i kto wie, może przedłużymy drabinkę, teraz się buduję. Oczywiście oprócz przyjemności są też obowiązki - Dziewczynki zażyczyly sobie w szkole na dzisiaj abym zrobił im pączki - dla całej klasy razy dwa. Więc trzeba rękawy zakasać, bo pączków ma być setka. Kiedyś się piekło w piekarni, ale teraz domowym sposobem. Co cóż, nie święci garki lepią, tata-google pomoże. Pierwszy raz dodawalem dżem i kleiłem  - w pieczeniu dżem uciekł. Drugie podejście - dżem dodam z rękawa po upieczeniu - pączki już były za zimne, nie chce się wciskać. No trudno, znajomi i security w okolicy są obdzieleni "takimi pączkami" Nastepne podejście, już rośnie ciasto pod poduszkami - nie mam pierzyny, a Mama tak robiła. Zapomniałem dodać alkoholu, trzeba znowu miesić ciasto. Nie mam spirytusu więc dodaję brandy - mam nadzieję ze dzieciarnia się nie upije. 

------------

Pączki zrobione, za dwie godziny zabieram do szkoły. Niestety, piekarz ze mnie do d.. bo w garowni podkręciłem parę i wyszły kluski, nie ma ładnych kuleczek, ale zjeżć można. Jak wrócę ze szkoły to dorzucę zdjęcia jak chińska dzieciarnia obżera się polskimi pączkami.

 

A to mój dzisiejszy przedświąteczny obiad - mamy panią do gotowania i sprzątania, ale już mam dość chińskiego papu, wolę sam zrobić sobie coś prostego i zdrowszego.

Przedszkolaki, czyli Horus także mieli dzisiaj swoje występy, ale nie załapałem sie na to z kamerą.

10:43, bialychinczyk
Link Komentarze (9) »
środa, 16 grudnia 2015

Jak jestem w Jiangmen, zawsze idę na lokalny antyczny market, a może znajdę coś wartościowego. Najczęściej nic nie ma godnego uwagi, ale dzisiaj coś trafiłem. Nie spodziewam się znaleść Ming wazy za kilkaset, która będzie warta miliony, ale coś starego, co będzie oko cieszyć. Najczęściej na tym i podobnych kiermaszach to sam jestem najstarszy, pewnie moje dzieci także, prawie wszystko podrabiane, podstarzane, ale coś-tam niekiedy można trafisz. Kupiłlem kiedyś rosyjską kozacką szablę, inne drobiazgi, ludzie mnie rozpoznają i pokazują swoje najlepsze trofea. Niestety, większość to DZIADA, podróbki. Pokazali mi książke z bialego kamienia ze złotymi rycinami -  można by ją mieć w domu, ale nie znalazłem żadnych śladów starości, więc spasowałem, za dużo sprzedawca ją cenił. 

Jak zawsze, szukam starych mieczy, szabel, znajomy kiermasznik znalazł dwie sztuki. Jeden chiński prosty miecz, mam nadzieję że nie jest zrobiony dla turystów. Dobre ostrze z siedmioma zółtymi punktami - kiedyś wiedzałem co to znaczy, dobra stal i bogato dekorowana pochwa. Wydaje mi się że pochodzi z poczatku XX-wieku.

Drugi to miecz typu katana, ale z chińskimi dekoracjami na rękojeści i na pochwie chiński smok. Ładna tsuba, także ma motyw chiński. Wspaniałe ostrze, nadal bardzo ostre i wygląda jak stal damasceńska, wielokrotnie zaginana i sklepywana. Pewnie należał do chińkiego oficera z dynastii Qing.

Wytargowałem także stary 3-kolorowy dzban - styl Dynastii Tang czyli VII-IX wiek, ale czy jest aż tak stary? Widac ze jest stary, nie postarzany, część glazury już odpadła. Bogato zdobiony, ma także uchwyty do noszenie na skórzanych rzemieniach ale tutaj klops - nie ma śladów otarcia rzemieni, czyżby był nieużywany i zakopany? Z wnętrza ciągnie stęchły zapach "piwnicznej izby" jakby leżał długo pod ziemią - znam metodę jak to można zrobić sztucznie, ale wraz z innymi oznakami starości nie sadzę aby był sztucznie postarzany. Rzeczywisty wiek dzbana można by określić poprzez test termoluminiscencyjny, ale to kosztuje 300+ dolców i w USA, nie bedę jego woził do USA jak market chińskich staroci jest lepszy w Chinach - ostatnio Chinczycy przeczesują europejskie kiermasze w poszukiwaniu chińskich staroci i wywożą do Chin - w Chinach więcej płacą za nie. Kilka lat temu zajmowałem się więcej starociami i gdyby moi tlumacze Johnny i George z Izą nie oszukiwali mnie, pewnie dalej tym bym się zajmowal i miałbym już ten tester - duński Risø TL/OSL reader kilka lat temu kosztował 60 000 dolców, tańszy amerykański Daybreak Model 1150 już od 25000. Od tysięcy lat w Chinach wszystko się kopiuje, stare dzbany także i realnie oceniam wiek mojego dzbana na 200 lat - i tak nieżle gdyż znalazłem w katalogach podobny który został sprzedany za 30 tysięcy dolców. Nie jest żle.

Okolo 2 godziny samochodem ode mne koło Zhuhai jest duzy Zhongshan Huacai multifunctional antique market, przede wszystkim stare (i nowe antyczne) meble, kiedyś tam dużo kupowałem róznych drobiazgów ale ostatnio ceny są za wysokie. Kupiłem tam stare rzeżbione meble do naszego grajdoła w BAMA, ale nadal je nie odnowiłem, tylko częściowo, ale przede wszystkim dobrze wymyłem z kilku pokoleń chinskiego brudu. Jest film o tym, 

https://www.youtube.com/watch?v=tfsy0eoLPOw

Jak jest ktoś kto zna się na odnawianiu antyków i chciałby kupić dla siebie stare chinskie meble, zapraszam. Wybierze sobie sam i sam zapłaci za swoje, dostanie darmowe mieszkanie, wyżywienie i miejsce gdzie będzie mógl naprawiać swoje meble, powiedzmy 2-3 miesiace, ale w zamian ma naprawić moje to co leży w magazynie u mnie, materialy do naprawy swoich to oczywiscie sam kupię, jego tylko robocizna.  W fabryce jest miejsce na to, mamy także cięzarowkę więc z transportem nie ma problemów, sam byłem tą cięzarówką na tym rynku, sam przywiozłem swoje meble. Widzalem ze u Adama na blogu ktoś chciał przyjechać na ten rynek, powinienem go poszukać.

05:21, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 41
Tagi