RSS
wtorek, 26 stycznia 2016

Pchają mi dzieci na szkło. Chciałem mieć z tego film i pokazać ludziom, ale jeszcze nie dostałem, tylko link z youku. 

Ku pamięci. Ami była konfejasjerką na pokazie młodych talentów z Kantonie

http://v.youku.com/v_show/id_XMTQ1MDQ4MjU4NA==.html?sharefrom=iphone&x&from=timeline&isappinstalled=0

Kiedys pracowałem w firmie Future Media Talents. Otóż Chińscy rodzice potrafią wydać dość dużo pieniędzy aby swoje pociechy zobaczyć na ekranie TV. Często są to pokraki, beztalencia, ale są i to wcale nie jest trudno. Trzeba tylko wydać pagórek forsy i czasu. Oczywiście kursy tańca, spiewu, fortepianu, baletu, prezenterka, a dla chlopców takze szkoła kung-fu, jest takich szkół w każdym chińskim mieście dość dużo. Póżniej trzeba opracować choreografię - znajdze się taką osobę, dobrać zespół grajków, kogoś kto umie spiewać, kupić dobry sprzęt nagłaśniający i estradę i już show gotowe, w tlumie dziecie zostaje artystką. Tak się zdarza na całym swiecie, że dzieci aktorow, ?? Celebrities??, także zostają aktorami czy aktorkami, czy tak wszyscy mają talent?? Nauczony, wyuczony, mój drogi. Dziecię zresztą nawet nie musi być na scenie, trzeba tylko zrobić 3D model i zrobić hologram - ruchy, taniec i spiew dorobi się komputerowo, nie jest to zbyt skomplikowany proces, poszukajcie na YT Hatsune Miku. To nie musi być spiew mechaniczny. Poczekamy trochę i zobaczycie ze jakieś dziecię polskiego celebryta a raczej jego hologram zacznie spiewać oryginalne piosenki Ordonówny. W Future Media Talents mielismy mnóstwo zgłoszeń dzieci także z Polski jakie to one są uzdolnione. Rodzic wierzy w to, ja też, ale aby publika w to uwierzyła, na to już trzeba było wydać milion RMB - niektorych Chińczyków było na to stać, ale Polacy już przestawali wierzyć w możliwości swoich pociech.

Podobny problem z polskimi kapelami w Chinach. Rynek istnieje, ale te dotychczasowe nie potrafily wyjść ze swietlicy szkolnej, niekiedy zapchanej do pełna, chociażby do amfiteatru w parku, na to potrzeba forsy i innego myślenia. Podobno polskie disco polo wydało miliony miliony płyt w Chinach, jakoś nigdy ich nie słyszałem czy widzałem. Innym dużym problemem są polscy artyści, oczywiście przez duże A - są znanymi artystami w swojej Koziej Wólce Dolnej, w powiecie to już mają problemy z wizerunkiem, niekiedy widzę ogłoszenia takich na facebooku. Nawet tacy mogą zaistnieć w Chinach, ale  - prawdopodobnie to się nie zdarzy.

Hatsune Miku

04:45, bialychinczyk
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 18 stycznia 2016

Kiedyś w Ameryce zapytano sławnego aktora dlaczego chciał do Hollywood? Prosta i szybka odpowiedz, bo w  filmie płacą najlepiej i nie ma dużo pracy. Kiedyś czytałem że jak zauważą jakąś ciekawą twarz która może się im przydać w filmie, to od razu podsuwają kontrakt na kilka tygodni płacone 5000 dolców za tydzien - tyle to ja zarobiłem na czysto w pierwszym roku jak przyjechałem do Hameryki, było to jednak dość dawno.

Dużo bab ma parcie na szkło, moja też i wozi dzieci do Kantonu - zdjęcia, tance, prezentacje, udział w zabawach przed kamerami, często zapychanie dziur w lokalnej dziecinnej telewizji S5. Dzieci troche inne bo białawe i umieją po chińsku. Forsy z tego nie ma, może kiedyś, tylko zapłacą za hotel i żarcie i to nie zawsze, raz tylko Mia wygrała 2000. Ale koleżanka Amy ze szkoły, pół Chinka-pół Brazylijka, 10-latka, zarabia podobno 10000 co miesiąc, ale jest w tym biznesie juz 3- ci rok. Najczęściej poprzez reklamy ciuchów, ale moje dzieci to jak dotąd tylko w TV, mama robi im twarz i prawie co tydzień jeżdzą do Kantonu. Wczoraj Amy wróciła po północy, była prezenterką, w środę Mia jedzie, będzie tańczyć przed kamerami. Horus jeszcze ma  opory, ale już go powoli przekupują zabawkami i karmieniem małego białego tygrysika z Zoo - on też tygrys z chińskiego zodiaku. Widziałem juz go w TVS5, mają mi przesłać film to puszczę na YT. Chłopak lubi kung-fu, trzeba go wysłać na kursy, bedzie kiedyś polskim Bruce Lee, na takich będzie w chińskich TV i w filmach zawsze zapotrzebowanie, przeciez nie zostanie inżynierem. Sam zostałem i zrobilem tą pomyłkę chociaz jestem humanistą, ale wtedy to był pewny chleb a po ukończeniu np historii na nauczyciela to się nie nadaję.

Rada więc dla polskich rodziców, jeśli chcą zapewnić swoim pociechom łatwiejsze zycie - kierunek Chiny. Oczywiście początki nie są łatwe, powiedzmy rok-dwa nim się nie nauczy chińskiego i złapie kontakty, ale póżniej sky that limit.  Na wybrzeżu, Kanton-Shanghai- Pekin to już trudno i gęsto, na każdy casting czyli wybór przychodzi kilkaset mam z pociechami i oczywiście, każda mama twierdzi że ich pociecha to naj-naj. Ale i tak biała twarz ma większe szanse. A gdzieś na zachodzie Chin gdzie białych jak na lekarstwo a przeciez TV też tam mają - wydaje mi się że konkurencja jest tam dużo mniejsza. Trzeba uważać na naciągaczy, tacy zaczepiali mnie kilka razy w Kantonie jak byliśmy z dziećmi. Oferują góry, kontakty, trzeba tylko im zapłacić. Mogą pomóc, czegoś tam nauczą, zrobią porfolio zdjęciowe, ale to nie jest tania impreza i nic pewnego.

Na koncu są zdjecia moich chlopaków z pierwszego polskiego białego rzutu i dziewczynki, rzut czerwony, 12.5% Indianki. Jeszcze mi brakuje tylko zielonych dzieci i już bedzie pełna tęcza.

10:48, bialychinczyk
Link Komentarze (7) »
środa, 13 stycznia 2016

Pisałem wcześniej o maszynach do hazardu - jest nielegalna, ale stoją w kazdym sklepiku, u teścia stoi także. Chińczycy to patologiczni gamblerzy i niekiedy kolejka do maszyny. Teściu ma z tego jakieś grosze, ale to tylko mały procent około 4% co zbiera właściciel maszyny. Próbowałem kilka razy wyrzucić maszynę ale teściu prosi abym zostawił bo mogą mu spalić sklepik. Chowałem ją kilka  razy, ale w końcu przywiązali ją do ściany na łańcuchu - już rozcinałem łancuch, ale teściu zaczął rozpaczać. Niedawno zdarzyło się we wsi że nowy właściciel sklepiku powiedzał że nie chce tej maszyny albo chcial wstawić swoją - to go tak pobili że wylądował w szpitalu. Są naloty policji, ale przed nimi są najczęściej telefony aby schować maszynę, mają wtykę w policji. Podobno płacą policji 40 RMB dziennie za maszynę, jeden mafioso ma ich z 50, takich w okolicy jest kilku, więc dla gliny płynie gotówka szerokim korytem. Niekiedy zabierali maszyne, ale po 2 dniach przywozili ją spowrotem, dalej pracowała.

Ale przed świętami na wszystkie sklepiki w okolicy zrobiono nalot jednoczesnie. Już nie było telefonów, bo zrobiła to policja z powiatu - z wyższego szczebla i znowu maszynę zabrali. Przy okazji zabrali jeden mój miecz, bedę starał się go odzyskać.  Tym razem zabrali też tescia, ale powiedzeli, ze jak zapłaci 5000, to go wypuszczą. Tesciowa zapłaciła, to dopiero wtedy powiedzieli ze to tylko kara a on ma i tak siedzieć 10 dni. Odwiedziłem go w pudle zanieść trochę forsy i ciuchów, bo zimno w ciupie i żarcie kiepskie. Przy okazji teściu prosi aby wpłacić na konto "kolegi" 200 RMB - jakiś kryminalista który siedzi dwa lata i jest pomocnikiem klawiczy szantażuje innych - jakoby będzie miał łatwiejsze życie w pudle - trzeba bylo zapłacic. Żartowałem, ze maszyna wróci do sklepiku szybciej niż teściu. Aby go pocieszyć w ciupie to powiedzałem, że następnym razem niech mnie posadzą, ale nie więcej niż na 3 dni, bedzie co opisywać. On z kolei na serio, abym uważal, gdyż sklepik jest na terenie mojej fabryki więc jako właściciel gdybym był w sklepiku, to mnie mogliby posadzić. 10 dni to za długo, pewnie nudziłbym się w pudle bo nie pozwoliłbym zagonić się do pracy i bylaby dobra dietka. Wszyscy w chińskiej ciupie muszą pracować, bo nie dostaną korytka. Zamykają więc szybko z byle powodu, tania siła robocza, rzeczywiscie za miskę ryżu. 

13:28, bialychinczyk
Link Komentarze (2) »

Wpadło mi w oko zdjęcie z komputera jak byliśmy na Haynan, na chińskich Hawajach.

W okolicy Sanya jest na morzu wiele farm perłowych, więc w mieście jest duży rynek pereł, trzeba się było zaopatrzyć w prezenty jak pojadę do Polski. Niestety, nie wybrałem się, więc przy okazji wysyłki także zapakowałem i dotarły dzień przed wigillia, akurat pod choinkę i moje polskie baby sikają w majty z radości. Mam nadzieję ze nie obrażam, bo zawsze miałem niewyparzony pysk - to nie są zlośliwości. A sam nie potrafię funkjonować bez baby, zawsze musi być coś miękkiego i mokrego w zasięgu ręki. I tak dużo lepiej niż kolega który mawia ze ma w domu 6 suk -  trzy córki, żonę, teściową i małego pieska, też suka. 

Jak brat twierdzi paczka byla otwierana kilka razy przez różne urzędy celne, ale nic nie zginęło i nie trzeba było płacić cła czy podatków.

W tym roku już muszę pojechać do Polszy, w magazynie gniją kanapy, trzeba coś z nimi zrobic. Nie lubię jechać z pustymi rękoma, trzeba szukam coś nowego. Dobrze się składa, że za dwa tygodnie zaczyna się nowy chiński rok i trzeba gdzieś się ruszyć. Planujemy pojechać do Yunnan, to około 2000 km stąd w jedną stronę, a że mam zamiar powłóczyć się tam i poszukać przyszłego swojego gniazdka, więc jedziemy samochodem. Po autostradach to tylko dwa dni jazdy, 1000 km dziennie nie problem, a tam będziemy 2-3 tygodnie. Z Yunnan to już rzut beretem do Burmy, a Burma jest stolicą nefrytów (jade) na świecie. Trzeba więc odwiedzić rynek w Ruili na granicy z Burmą, jest tam duży rynek szmuglowanych nefrytów. Oczywiście nie nastawiam się na zakupy wielkości cegły chińskiej waluty, bo byle kamyczek najwyższej klasy to kilka tysięcy dolców, ale coś drugiego sortu, coś podobnego jak kupilismy perły, coś do noszenia na codzień bez ryzyka że ktoś będzie chciał złamać kark aby to ukraść. Mam 3 siostry i trzech braci, mają żony i córki, więc tych paciorków potrzeba mnogo. Kiedyś dobrze było mieć wujka w Ameryce, teraz chyba jest lepiej mieć w Chinach.

Pożyjemy, zobaczymy, opis podrózy i filmiki też będą.

 

06:00, bialychinczyk
Link Komentarze (2) »
wtorek, 05 stycznia 2016

Świat znowu wpadł w panikę że chińskie gosposie, sklepikarki i właściciele warzywniaków (w USA to byli jeszcze kelnerzy i fryzjerzy) na nowy rok sprzedali troche papierów i giełda zjechała na dół, świat w panice, zły znak na nowy rok. Dokładnie widać jak ten zachodni świat jest zbudowany i wisi na gwozdziu w ubikacji chińskiej klasy sredniej, dość licznej i stale bogacącej się. 

W odróznieniu od ekonommi USA i zachodniej Europy, chińska giełlda nie jest wyznacznikiem czy barometrem stanu chińskiego smoka. W Chinach na giełdzie inwestuje 100-110 milionów drobnych spekulantów i nawet o nich rząd dba aby za dużo nie stracili. Zresztą jakby nawet zamkneli ten jarmark spekulantów i finansowych cwaniaków, Chiny by się nie zawalily, ale zachodni świat na pewno by padł. Chiny mają więc dobry wytrych na ameryke, wystarczy tylko zamknąć swoją giełdę. Oczywiscie nie zrobią (na razie) tego, gdyż połowa z tych 100 milionów byłaby na minusie i na razie zachowuje sie Status Quo - warzywniaki mogą zarobić, ale mogą też trochę stracic. Giełda to zamknięte koło czyli teoretycznie połowa traci, druga połowa zarabia, chociaż w rzeczywistosci jest to 80/20%, a w ameryce jest to nawet 99/1%, tylko jeden procent nabija sobie sakiewkę.

Chiny to oprócz robotników na wynajem to także ogromna rzesza drobnych producentów i oni napędzaja ekonomię, na codzien bardzo mało ludzi liczy na gruszki z wierzby z zainwestowanych na giełdzie pieniędzy. Dotychczas kupowali domy, od razu kilka bo rynek szedl do góry. Już zastopowało, u mnie w okolicy pół domów stojacych od lat pustych jest wystawiona na sprzedaż, zobacz zdjęcia poniżej. W  2008-mym roku zapytalem o cene jednego domu w okolicy - właściciel wołał 8 milionów, jak 5 lat wcześniej kupił za 2 miliony a cena podobnych była 5-6 milionow. Twierdził, że jest to dobra lokata kapitału, bo za 2-3 lata będzie warta 10 milionów, a teraz jest 3. Giełda szła do góry, więc szarańcza tam wrzuciła swoje oszczędności, ale to się juz także skończyło. 

Co nowego? Shanghai Index będzie oscylował około 3000, ale jak będzie potrzeba to obniżą do go do 1000, będzie płacz na Zachodzie, a Chiny będą nadal sie rozwijały. Może nie 7-10 rocznie jak było dotychczas, ale to był dziki zachód, ogromne zacofanie w stosunku do Zachodu, obecnie Chiny wstępują w okres stabilizacji i zwiększanie własnej konsumpcji, nie tylko bogacenie się. Przez wieki Chiny były samowystarczalne, nie mieli potrzeby niczego od zachodu ani kupować, ani sprzedawać, i do tego dążą znowu. Oczywiscie Zachód będzie starał sie zrobić coś podobnego co doprowadziło do wojny opiumowej, ale czy się uda? Bez względu co się stanie, XXI wiek należy do Chin.

Dwa poniższe zdjęcia do uśmiania się jak małe domki obija sie marmurem, po sam komin który jest także dla ozdoby, bo kominków u mnie w okolicy nie buduje się.

06:56, bialychinczyk
Link Komentarze (3) »
sobota, 02 stycznia 2016

Okleili lokalne ulice reklamami. Nic nowego, ciągle zmieniają na nowe, mają pewnie problemy ze sprzedarzą domów, albo próbuja zatrzymać sprzedających, bo ceny powoli spadalą. Ale z jednej reklamy to się uśmiałem, zobacz zdjęcie poniżej.

Nasze osiedle to takie srednio-bogatrze, domy 200-400 m2, w cenie 3-6 milionów, trochę wyżej niż klasa średnia, zresztą aby tutaj mieszkać trzeba mieć swój bizz, z pracy rąk raczej się nie uda. Nic ciekawego, zduszone aby wepchnąć jak najwięcej domów, 3-pietrowe, bo przecież babcia i dziadek też meszkają. Zresztą bogatsi Chinczycy kupują domy dla dzieci i żony, swoje prywatne zycie załatwia sie w klubach MTV czy w karaoke, albo też w drugim podobnym domu z  konkubiną, żadne luksusy, często są zimne i nieprzytulne. Dość oszczędnie i aby nie wydawać pieniędzy na ogródek, pokrywa sie wokół cementem i marmurami, aby sąsiedzi mogli zazdrościć, kamienna pustynia. A nagle na drodze widzę angielskiego lokaja, jakby już czekał na ciebie.

Mają Chinole- marketyngowce wyobrażnie, już im lokalna pomoc domowa nie wystarcza. Najczęściej zatrudnia się lokalne panie, a ze lokalna kuchnia jest kiepska, więc macie prymitywne jedzionko, innego pani-pomoc domowa nie potrafi zrobić i się nie potrafi nauczyć bo czytać nie potrafi. Już im się marzy nie tylko służba typu przeflansowana Filipinka z Hong Kongu ze zmywana, ale mowiąca po angielsku, ale ma to być rasowy angielski lokaj. Nowobogackim mąci sie w głowach jaki to high-life, a ci sami jeszcze 20 lat temu mieszkali po społu ze świnkami czy z inną nierogacizną i to im nie przeszkadzało, zobacz na moim filmiku jak nadal mieszkają w fabrykach.

Mieszkania Chińskich Robotników  - https://www.youtube.com/watch?v=v31ACkkOTv8

Oczywiscie są tacy którzy mają taką forsę ze stać ich na lokaja, ale nie ci z okolicy. W pobliżu jest tylko 6 dużych rezydencji gdzie już lokaj by się przydal, ale tylko 2 są zamieszkałe. Żaden lokalny Chińczyk nie dorosnął jeszcze do własnego szofera czy ogrodnika. Potrzeba na to conajmniej pokolenie, i nie tylko pogoń za forsą, muszą także troche popracowac nad sobą, bo całą chińską inteligencję czy arystokrację Mao wyrznął, nowa dopiero dorasta. 

Pytacie mnie czy w Chinach buduje sie tylko w stylu pseudo-europejskim. Tak jest zbudowane moje osiedle, trochę dalej jest osiedle w stylu chińskim. Muszę tylko wyparzyć swoje klejnoty w naszej bani (te duże domy nie maja wanien, tylko 5-6 łazienek z prysznicami) i za kilka godzin będzie nastepny filmik, zaglądnijcie na https://www.youtube.com/user/hamchinatube

czwartek, 24 grudnia 2015

No i znowu roczek zbiegł - co Wam życzyć w Nowym?. Żadnego miliona w Totka, bogactwa, pomyslności, bo to się nie spełnia. Ale Zdrowych i Pogodnych swiat to możecie miec, życze Wam tego z całego serca. Za kilka godzin już się zaczniecie obżerać - z umiarem proszę. Tutaj świąt nie obchodzi się a że się włóczę po świecie, wiec już dawno-dawno temu siedzałem przy wigilijnym stole. Trochę ckni się i zazdrość łapie, przeżyje.

Przeglądnąłem stare zdjęcia i trafiłem na pierwszy dzień z moją Chinką, Marzec 29, 2001. Szukałem w galeriach sztuki chińskiego Nikifora, ona pracowała w jednej. Człowiek był młody, piękny i bogaty (niestety tylko w doświadczeniach, po drugim rozwodzie, więc goły jak mysz kościelna i z długami, ale szczęśliwy i pełen energii), i i tak życie się toczy. Przy okazji dorobiło się drabinkę, 10, 8 i 5 latek więc więcej śmiechu i radości w tym życiu. A sam? - stary pierdzel, zżęda i maruda!! - Nic z tych rzeczy, dalej młody i pełen energii i kto wie, może przedłużymy drabinkę, teraz się buduję. Oczywiście oprócz przyjemności są też obowiązki - Dziewczynki zażyczyly sobie w szkole na dzisiaj abym zrobił im pączki - dla całej klasy razy dwa. Więc trzeba rękawy zakasać, bo pączków ma być setka. Kiedyś się piekło w piekarni, ale teraz domowym sposobem. Co cóż, nie święci garki lepią, tata-google pomoże. Pierwszy raz dodawalem dżem i kleiłem  - w pieczeniu dżem uciekł. Drugie podejście - dżem dodam z rękawa po upieczeniu - pączki już były za zimne, nie chce się wciskać. No trudno, znajomi i security w okolicy są obdzieleni "takimi pączkami" Nastepne podejście, już rośnie ciasto pod poduszkami - nie mam pierzyny, a Mama tak robiła. Zapomniałem dodać alkoholu, trzeba znowu miesić ciasto. Nie mam spirytusu więc dodaję brandy - mam nadzieję ze dzieciarnia się nie upije. 

------------

Pączki zrobione, za dwie godziny zabieram do szkoły. Niestety, piekarz ze mnie do d.. bo w garowni podkręciłem parę i wyszły kluski, nie ma ładnych kuleczek, ale zjeżć można. Jak wrócę ze szkoły to dorzucę zdjęcia jak chińska dzieciarnia obżera się polskimi pączkami.

 

A to mój dzisiejszy przedświąteczny obiad - mamy panią do gotowania i sprzątania, ale już mam dość chińskiego papu, wolę sam zrobić sobie coś prostego i zdrowszego.

Przedszkolaki, czyli Horus także mieli dzisiaj swoje występy, ale nie załapałem sie na to z kamerą.

10:43, bialychinczyk
Link Komentarze (9) »
środa, 16 grudnia 2015

Jak jestem w Jiangmen, zawsze idę na lokalny antyczny market, a może znajdę coś wartościowego. Najczęściej nic nie ma godnego uwagi, ale dzisiaj coś trafiłem. Nie spodziewam się znaleść Ming wazy za kilkaset, która będzie warta miliony, ale coś starego, co będzie oko cieszyć. Najczęściej na tym i podobnych kiermaszach to sam jestem najstarszy, pewnie moje dzieci także, prawie wszystko podrabiane, podstarzane, ale coś-tam niekiedy można trafisz. Kupiłlem kiedyś rosyjską kozacką szablę, inne drobiazgi, ludzie mnie rozpoznają i pokazują swoje najlepsze trofea. Niestety, większość to DZIADA, podróbki. Pokazali mi książke z bialego kamienia ze złotymi rycinami -  można by ją mieć w domu, ale nie znalazłem żadnych śladów starości, więc spasowałem, za dużo sprzedawca ją cenił. 

Jak zawsze, szukam starych mieczy, szabel, znajomy kiermasznik znalazł dwie sztuki. Jeden chiński prosty miecz, mam nadzieję że nie jest zrobiony dla turystów. Dobre ostrze z siedmioma zółtymi punktami - kiedyś wiedzałem co to znaczy, dobra stal i bogato dekorowana pochwa. Wydaje mi się że pochodzi z poczatku XX-wieku.

Drugi to miecz typu katana, ale z chińskimi dekoracjami na rękojeści i na pochwie chiński smok. Ładna tsuba, także ma motyw chiński. Wspaniałe ostrze, nadal bardzo ostre i wygląda jak stal damasceńska, wielokrotnie zaginana i sklepywana. Pewnie należał do chińkiego oficera z dynastii Qing.

Wytargowałem także stary 3-kolorowy dzban - styl Dynastii Tang czyli VII-IX wiek, ale czy jest aż tak stary? Widac ze jest stary, nie postarzany, część glazury już odpadła. Bogato zdobiony, ma także uchwyty do noszenie na skórzanych rzemieniach ale tutaj klops - nie ma śladów otarcia rzemieni, czyżby był nieużywany i zakopany? Z wnętrza ciągnie stęchły zapach "piwnicznej izby" jakby leżał długo pod ziemią - znam metodę jak to można zrobić sztucznie, ale wraz z innymi oznakami starości nie sadzę aby był sztucznie postarzany. Rzeczywisty wiek dzbana można by określić poprzez test termoluminiscencyjny, ale to kosztuje 300+ dolców i w USA, nie bedę jego woził do USA jak market chińskich staroci jest lepszy w Chinach - ostatnio Chinczycy przeczesują europejskie kiermasze w poszukiwaniu chińskich staroci i wywożą do Chin - w Chinach więcej płacą za nie. Kilka lat temu zajmowałem się więcej starociami i gdyby moi tlumacze Johnny i George z Izą nie oszukiwali mnie, pewnie dalej tym bym się zajmowal i miałbym już ten tester - duński Risø TL/OSL reader kilka lat temu kosztował 60 000 dolców, tańszy amerykański Daybreak Model 1150 już od 25000. Od tysięcy lat w Chinach wszystko się kopiuje, stare dzbany także i realnie oceniam wiek mojego dzbana na 200 lat - i tak nieżle gdyż znalazłem w katalogach podobny który został sprzedany za 30 tysięcy dolców. Nie jest żle.

Okolo 2 godziny samochodem ode mne koło Zhuhai jest duzy Zhongshan Huacai multifunctional antique market, przede wszystkim stare (i nowe antyczne) meble, kiedyś tam dużo kupowałem róznych drobiazgów ale ostatnio ceny są za wysokie. Kupiłem tam stare rzeżbione meble do naszego grajdoła w BAMA, ale nadal je nie odnowiłem, tylko częściowo, ale przede wszystkim dobrze wymyłem z kilku pokoleń chinskiego brudu. Jest film o tym, 

https://www.youtube.com/watch?v=tfsy0eoLPOw

Jak jest ktoś kto zna się na odnawianiu antyków i chciałby kupić dla siebie stare chinskie meble, zapraszam. Wybierze sobie sam i sam zapłaci za swoje, dostanie darmowe mieszkanie, wyżywienie i miejsce gdzie będzie mógl naprawiać swoje meble, powiedzmy 2-3 miesiace, ale w zamian ma naprawić moje to co leży w magazynie u mnie, materialy do naprawy swoich to oczywiscie sam kupię, jego tylko robocizna.  W fabryce jest miejsce na to, mamy także cięzarowkę więc z transportem nie ma problemów, sam byłem tą cięzarówką na tym rynku, sam przywiozłem swoje meble. Widzalem ze u Adama na blogu ktoś chciał przyjechać na ten rynek, powinienem go poszukać.

05:21, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 listopada 2015

Wyłazi znowu problem. Ktoś tam z Polski pyta się o analizator zdrowia Quantum. Dla mnie to zwykłe oszustwo, ale z Polski mam ofertę, ze to ok, ale za 1800 złotych - podobne w Chinach są po 60-80 dolców, poczytajcie

http://bialychinczyk.blox.pl/2014/04/Chinskie-analizatory-zdrowia-i-medycyna-naturalna.html

Lubię dobre wino, ale w Chinach całkowicie odzwyczaiłem sie od picia wina, bo te lepsze są 3-10 razy przepłacane, dodatkowo w 80% sa falszywymi. W drukarnii widzałem setki naklejek win zachodnich, jakie wina produkowali. Zostaje mi pić tylko te tanie chińskie, ale te sprzedaja takze jako importowane (często z błędami interpunkcji), nie ma co pic. Znajoma Włoszka przyniosla mi butelkę jakoby z Włoch - ładna naklejka ale sikacz przedni, pewnie kupili w Chinach.

Inny przypadek. Rusek, Polak czy Zyd, nie ma znaczenia. Sprzedawal torebki, dość drogo. Przyszła Chinka, po targach kupila 3 za 5000 RMB, tj za 3000 zlotych. Po pół godziny wraca, ale z trzema faciami, jeden w mundurze policjanta i twierdzą ze one są fałszywe. Sprzedawca dwoi się i troi i chce udowodnić że są oryginalne, chcą wiedzieć gdzie je kupił. Sprzedawca przygotowany na to, pokazuje stos rachunków, najcześciej z Hong Kongu z różnych żródeł. Chinczycy znają ten fach, sprawdzają rachunki pod lupą i okazuje sie, ze większość są produkowane na tym samym papierze i tą sama drukarką. Dają więc wybór sprzedawcy - albo płaci karę 20000 RMB i zamyka sklepik, albo oni zabieraja cały towar i rachunki do sprawdzenia jego zakupów i zakładają sprawę w sądzie. Jeśli prawdziwe, oddadzą wszystko, jeśli są jakieś fałszywki, będzie konfiskata plus koszta sądowe plus prawdopodobna deportacja, może jakiś tam czas w pudle także.

Sprzedawca przestraszony, coś tam miał na sumieniu, zapłacił.

Pożniej okazało się że policjant byl fałszywy, podeszli człeka.

O fałszywych policjantach słyszalem kilka lat temu w Szenzhen, na granicy z Hong Kongiem. To że lapią Johnów w hotelu z panienką Chinką, to mała gęś, takie kosztowało tylko 5000 RMB. Łapali turystów na dużo wiecej. 

Uliczny handlarz "antyków" wciskał białemu za małe grosze jakiś rzeczywisty antyk, ale małej wartości. Po kilku minutach był aresztowany i wsadzany do pudla i aby sie wydostac, musial zapłacić 100000. Siedzał tak długo aż zapłacił, albo rodzina/znajomi przysłała. Policja z handlarzem się dzieliła i antyk wracał na rynek i czekał na nastepnego turystę-frajera.

Falszywych buddyńskich mnichów tez można spotkać. Oczekuje się od nich jakiejsc ascezy, a on grubiutki, wypasiony jak świnka czy jak amerykański policjant z papierosem w zębach i zaczepia ludzi w restauracji. Nic dziwnego, ze pożniej świat obiega zdjecie jak policja bije mnichów, a to są zwykli oszuści. Prawdziwego mnicha łatwo rozpoznać.

Sklepiki po wsiach, są pełne, ale najcześciej podróbki, najlepiej kupować w dużych sieciach, mniejsza szansa bycia frajerem. Jednak nie zawsze to prawda - raz kupiłem miód w dużej sieci Lotus - sama chemia - wsadz łyżeczkę takiego miodu do gorącej wody, będzie smoła.  Taobao to także loteria - kupiłem tam masło i zółty ser - oba fałszywki.

05:34, bialychinczyk
Link Komentarze (3) »
sobota, 31 października 2015

Coś sie rusza w okolicy. Niedawno kilka domów w okolicy zmieniło właściciela i nowi robią swoje domy na "piękno' ale swoim chińskim stylem, czyli wylać wszędzie beton, zostawić tylko kilka miejsc na drzewa. Widzę z balkonu także ruch wokół domów, ktore są zarośnięte i nigdy nie odwiedzane przez wlascicieli, czyli drugie czy trzecie domy, zaparkowany kapitał a za to według nowego prawa trzeba płacić podatki. Nie wiem kto to jest, bo oglądają i spisują te domy. Moze to być urząd podatkowy, albo też ktoś z rządu szuka właścicieli którzy być może już dawno są w Kanadzie albo też w pierdlu.

Znajomy kupił dom trochę poniżej ceny rynkowej, zapłacił gotówką. Dwa dni póżniej telefon poprzedniego właściciela był już wyłączony.

Nic dziwnego że ceny nieruchomości w Chinach spadają.

 

05:12, bialychinczyk
Link Komentarze (8) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40
Tagi