RSS
wtorek, 17 maja 2016

Jest ich mnóstwo, ale za to mało energetyków. Oczywiście dużo rodem z Coca Coli czy od Pepsi, ale także mnogo niezależnych, małych firm. Pewnie zaslugą jest to, że można dość szybko wdepnąc w taki bizz, urządzenia nie są zbyt drogie. Oczywiście to nie grosze, bo trzeba zacząc od 100000 dolców, ale w tej cenie już można produkować swoje własne butelki plastykowe, kształt możesz sam sobie wymyslić i produkować za około 0.50 RMB za póllitrową butelkę. Na alibabie są cwaniaki, którzy za podobne maszyny wołają nawet 400000, tym to nawet nie odpowiadam, strata czasu.

Znazłem kilka nopoji ziółowych, zdrowotnych, są bardzo popularne w Chinach, dzieci je lubią, ostatnie zdjęcie. Na mój gust są za słodkie i mają tylko 4 ziola, mój napój ma ich 17-ście. Oczywiście, jak będzie rynek zbytu, jak będą kupcy, można i takie też produkować. Nie znam jednak rynku europejskiego czy polskiego, nie ma sensu wydawac miliony i czekac na spzedaż, na poczatek trzeba będzie zlecić rozlewanie innej firmie. Sam powinienem skoncentrować się na sprzedazy, produkcji syropu i może butelek - trudno będzie w Polsce znależć moje kształty albo krzykną straszne pieniądze za wyprodukowanie samej formy butelek - w Chinach to 1000 dolców, ale potrafia wołać i 8000. Może bedzie to najłatwiejszy i najszybszy sposób aby wdepnąć w ten bizzz, innym też będzie można produkować ich butelki. Czytałem niedawno że jacyś młodzi ludzie produkują napój babuni i już sprzedają, ale po 10 zlotych za butelkę - w tej cenie raczej dużej sprzedaży nie będą mieli. Pewnie jest dużo młodych ludzi którzy mają babcie i inne babcine recepty i chcieliby sprzedawać swoje nalewki, ale nie dobijajcie się do mnie z oferta ich sprzedaży, mam swoich kilka. Oczywiscie, jak masz jakiś grosz, mogę pomóc w produkcji, ale to będzie Twój bizz, nie mój, żadnej swojej forsy nie będę topił w czyjeś pomysły.


07:20, bialychinczyk
Link Komentarze (35) »
środa, 20 kwietnia 2016

Z reguły w Chinach mam 3-letnią wizę inwestycyjną, ważność kończyła się w marcach. Ale ważność paszportu mi się kończyła, zrobiłem tymczasowy gdyż pojadę do Polski i zapomniałem ze wiza tym razem jest tylko do lutego. Dopiero w Yunnan zobaczyłem że wiza już się skończyła. Poszedłem do lokalnych policmajstrów w Jiangmen aby przedłużyć, znają mnie od lat, a ci wytaczają na mnie działa. Wielkie przestępstwo, pewny kryminał bo byłem bez wizy 22 dni. Dali nową wize, ale musiałem pochylić kark, ukajać się, ale dali tylko na mięsiąc i karę 6000 RMB, za 12 dni po 500, 10 dni mam za friko. Podpisałem mnóstwo papirków, odciski palców, że już jestem w Chinach kryminalistą, że nie będę żądał zwrotu pięniędzy, mam wpłacić gotówką na specjalne konto w jakimś tam banku, już jestem Bad Boy w Chinach. Co miałem robić, podpisałem i po miesiącu jak już miałem normalny 10-letni paszport poszedłem po normalną 3-letnią wizę, w końcu biznes się toczy. A moje wiejskie policjery sztorcem, muszę wyjechać z Chin i to już jutro, wiza kończy sie za dwa dni. Zresztą nie mogę dostać nowej wizy biznesowej pobytowej, bo są nowe przepisy, muszę mieć pozwolenie na pracę w Chinach. Potrzebne mi to jak umarłemu kadzidło, nie mam ochoty pracować w Chinach, chociaż kiedyś miałem kartę pracusia jak sciągałem limo z Kalifornii, była też wymagana. Należy mi sie już ichniejsza zielona karta stałego pobytu ale nie mogą mi ją wydać bo nie płacę podatków osobistych w Chinach, tylko biznesowe. Nie płace, bo nie pracuje za pensje, zresztą nie mogę, nie mam karty pracy, którą z jeszcze innych powodów nie mogą mi ją wydać, nawet gdybym się starał. Po  angielsku nazywa się to Catch 22, paragraf 22, po polsku chyba kwadratowe jaja. No trudno, trzeba jechać do Hong Kongu czy do Macao po nową wizę. No granicy znowu krzyk, przedłużyłem pobyt w Chinach nielegalnie. Zapłaciłem już wam karę, wypuszczcie mnie - po 15 minutach sprawdzania w komputerze, z bosem, w koncu wyjechalem z Chin.

W Hong Kongu poprosiłem o wizę 3-letnią, w końcu mam taką od dłuższego czasu. Zaoferowali mi 10-letnią, wielokrotne przekraczanie granicy, ale z maksymalnym 120-dniowym każdorazowym pobytem. No trudno, może nawet lepiej bo ruszę się ze swojej wioski. Miałem przygotowane papiery, większość odrzucili nie były potrzebne, nie są potrzebne certyfikaty zdrowia czy świstek z lokalnej policji, tylko opłata 1100 RMB plus 300 za ekspress - niestety, był piątek po południu, odbiór wizy w poniedzałek, muszę siedzieć w HK 3 dni. Nowa wiza jest do 2026, nawet pół roku dłużej niż ważność paszportu. Ale przy wjeżdzie do Chin znowu problemy, nie chcą mnie wpuścić, znowu polecieli do bosa, a po drugiej stronie młoda miła Chinka czekaLa na mnie bo ją zagadałem w autobusie. W końcu mnie wpuścili do tych Chin.

W końcu wylądowałem na 3 dni w Hongu Kongu. Nie lubię dużych miast, tloku. Trzeba poruszać sie jak mrówki, rzędem bo na więcej nie ma miejsca. A gdzieś dalej gdzie mniej mrówek i tloku, to zalatuje ciepłym moczem z jednej strony, z drugiej zatkanym wychodkiem, trochę dalej przypalonym i starym tłuszczem, trzeba przyspieszać kroku aby nie paśc ze smrodu. Nie ciągnie mnie do miast, nie chcę być miastowym szczurkiem, wolę być wioskowym orłem. Zresztą co za życie w mieście, słońca nawet nie widzisz, zapomnij o pobieganiu na boso po piasku. Dużo ludzi to lubi,  zostawiam im ten kopiec, nie ma sensu tracić tyle energii aby tylko przeżyć, aby nie być zadeptanym. Jednak co nowego w Hong Kongu, dawno tam nie byłem, bo i po co, chociaż blisko.

Nadal, denerwujące w centrum co chwila zaczepianie "copy watch" czy "tailor", krawiec, albo "cheap room", panienki do wynajęcia na godzinę też zaczepiają. Już poznaję kilka twarzy, żyją z tego od lat, z małych prowizji. Kiedyś poszedlem z takim do krawca, za "garnitur", koszulę i dwa krawaty wołał 1800 HK$, około 900 złotych. Chciałem wybrać lepszy materiał, to cena już była 5000, taniej kupię oryginalną Zeldę czy Armani. Oferują takie ubranka dla Józka do kościoła w niedzielę, z garniturem to jeszcze nie ma nic wspólnego.

W porównaniu z Chinami, zastój, prawie nic nowego się nie buduje. Tylko na nabrzeżu, gdzie zabrali wodzie troche ziemi. Kiedyś przystanek promu, ferry, był bardzo blisko bialego budynku poczty na wyspie Hong Kong, teraz to kilkaset metrów dalej - zabrali miejsce wodzie, zasypali i będą kiedyś stały nowe wieżowce. Z drugiej strony terminalu Tsim Sha Tsui na Kowloon także zakopali i juz budują, i to wszystko. W TV narzekają że ceny mieszkań zawsze rosły, ale od 2015 roku już się obniżyły o kilka procent i do końca 2016 mogą spaść następne 8% -ale jakie to ceny? Za 100 m2 w porządnej dzielnicy to wołają 5 milionów US dolców, już dawno przebili Moskwę. Zresztą krakałem o tym około rok temu jak były antychińskie strajki w Hkongu, Pekin nie pozwoli podskoczyć sobie, centrum finansów przenosi się do Shanghaju. 

Moze Hong Kong przestanie byc centrum finansowym Azji, ale nadal zostanie centrum turystycznym. Ogromne statki wycieczkowce stoja w kolejce jak po świeże bułeczki aby dobić do brzegu - tylko na jeden dzień, bo kilka nastepnych czeka.

Dużo więcej drogich sklepów z biżuterią, z zegarkami, ciuchami czy torebkami Luis Vuitton czy Prada. Kiedyż blisko centrum na parterze można bylo zobaczyć jakąś jadlożarnię czy 7-11, juz nie ma ich. Chińczycy często przyjeżdzają do HK na dzień-dwa, tylko na zakupy - wydają po kilkanaście, kilkadzesiąt tysięy i wracają do Chin.

Przedtem tego nie było, ale już widać białych linoskoczków, żonglerów, spiewaków, muzyków czy po prostu bialych żebraków czy bialych robiących za durnia, aby rozweselić publikę i zebrać trochę grosza na życie. Może jeszcze nie z bidy w Europie, gdyż wydaje mi się że to są zielone ptaszki, jak Cyganie, a wiadomo ze Cygan do pracy nie pójdzie, bo stała praca dla niego to gorsze niż więzienie. A że tlok coraz wiekszy, tabuny wycieczek z Chin co chwila a Chińczyk częsciej niż bialy rzuci kilka Yuanów czy HK$ do kapelusza czy pudełka po butach.

Niedzielne ćwierkanie na skwerach. Tak nazywałem tabuny Filipinek w centrum w niedzele pracujacych jako gosposie w HKongu, a jest takich ponad 100 tysiecy, i w większosci mają wolna niedzielę, wiec pikniki co krok. 20+ lat temu jak byłem pierwszy raz w Hong Kongu, były to młode dziewczęta, teraz to najczęsciej smutne 40-tki. Smutne, co im zostało w życiu, może zarabią na 39-metrowy domek na Filipinach, takie też sprzedawali. Od czasu to czasu widać także marzące 30-tki łypiące na przechodzących białych. Wiek białego nie ma znaczenia, pomiędzy 40 a 80 jest OK, biała twarz wystarczy, ale lepiej być troche lepiej ubranych, wiecej dostaniesz Hi i uśmiechów. Nadal biały jest dla nich szansą na lepsze życie - co sie dziwisz, smutne 40-tki już straciły tą nadzieję.

Odwiedziłem także Night Market na Temple Street, często tam kiedyś zachodziłem bo można było znależć jakieś ciekawe stare rzeczy. Już nic nie ma z tego, trochę podróbek, został tylko jeden Tybetańczyk. Chińska opera uliczna też już dogorywa, ale za to jest cala aleja przepowiadaczy przyszłości.  Dziwne ze nie potrafią przepowiedzeć sobie przyszłości, najczesciej wróżbici to biedni i starzy ludzie. Kiedyś jedna przepowiadala przyszłość znajomemu to dostał ją bardzo czarną, już za życia trzeba zacząc spać w trumnie. Poszedł do nastepnej, dostał tą samą przyszlość, to już go zmartwiło. Dopiero póżniej znależlismy że obie wróżki uczyły się z tych samych podręczników. Na bazarach sprzedają od lat podobne durnostojki i kurzołapki, ale teraz jest więcej ulicznych żarlodajni, specjalność okolicy to krab na ostro. A ceny dla turystów, conajmniej dwa razy drożej niż w Chinach. 

Jedno mnie ucieszyło. W jednym drogim sklepie zauważylem kosmetyki prawie takie same jak rok temu produkowałem dla jednej amerykańskiej firmy. Opakowania bardzo podobne a składniki miały takie same jak mój Moisturizer. Mojemu Jankesowi sprzedawałem je po 10 US dolarów za 50 ml złoty pojemnik i ciągle narzekał że za drogo, tutaj cena za 30 ml była 1249 HK$, około 600 zlotych - tak się robi fortuny w Hong Kongu.

Skąd te "polecane" się biora, jak je wyrzucić??

sobota, 09 kwietnia 2016

Chinczycy w Hong Kongu juz wyprzedzili Japonię w długości życia, a kiedy Chiny będą pierwsze? Powoli, powoli się zbliżają. Więc podglądamy stare Chiny i uczymy się jak to osiągnąc. Najlepszym przykładem jest dieta i żywot Mistrza Zielarza Li Ching-Yuan który żyl podobno 256 lat. Nie tylko dieta, ale także za wszelką cenę unikanie stresów, być w ruchu i zapobiegać wyłączaniu sie naszego głównego komputera czyli szyszynki. A świat z GMO, chemia w każdej łyżce straty czy w każdej kropli wody na pewno nam w tym nie pomaga. Nasza szyszynka z każdym dniem schodzi na psy gdyż nawet w 40 roku zycia juz jest w 60% skrystalizowana, wyłączana powoli. Szukamy sposobów z całego świata, więc 3000-letnia hinduska medycyna Ayurveda też coś wnosi, współczesne teorie skracania się telemerów końcówek chromosonów naszego DNA także bierzemy pod uwagę. 

Czy jest to nasz swięty graal?. Pewnie nie, ale jesteśmy bliżej celu, możemy błądzic, ale szukamy, szukamy. Już pozytywne efekty są, testujemy, sprawdzamy, porównujemy, uczymy się. 

No i stałem się pigularzem. Mierzę, warze, mielę, wącham, próbuję na sobie. Efekty już są - wystarczy mi 6 godzin snu, żadne korzonki, łamanie czy łupanie w krzyżu, bóle w stawach, w porównaniu z rówieśnikami jestem szybszy i jakby na podwyższonych obrotach, uśmiech na twarzy, łeb też pracuje bez zarzutu i nie zwalnia. Robimy zawody z dziećmi kto szybciej wejdzie po ruchomych schodach pod prąd - one z zeszytem ze szkoły a ja z siatkami z zakupami. Zobaczymy ile lat jeszcze będę wygrywał.  A jak już nie bo one będą szybsze to nie dlatego ze starzeję się, ale dzieci dorastają. Maratonu jednak nie planuję wygrać ale jak mam życ conajmniej 120 lat to trzeba zacząć dbać o swój odwłok. 

No i jest kuchenna manufacturka. Młotkiem do schabowych rozdrabniamy korzenie, mielemy w młynku do kawy, sitkiem do herbaty eliminujemy większe kawałki, kapsułki napełniamy ręcznie jak się robiło za czasów dziadka Mroza, ale postępy są. Nie ma co się śmiać, Apple Corporation też zaczynało od garażu, najważniejsze aby mieć dobry produkt. A w środku w kapsułkach jest 10 ziół i minerałów, wszystko naturalne, żadnej chemii. Jest tam shizandra, zensheń, Gingko Biloba, Astragalus, Gotu Kola, Fo-Ti, Nicotynamide B3, DMAE, CoQ10 i Shijalit z Himalajów.  Co można zmieścić w 500 miligramowej kapsułce. Następna wersja, już jako Elixir of Life bedzie zawierala 17 składników, ale to będzie 350 mililitrowa buteleczka ze smacznym napojem. Ma on szansę wyeliminować wszelkie napoje energetyczne czy coca colę, bo będzie zdrowa, bez kofeiny, w 100% naturalna. Oprócz shilajit wszystkie składniki kiedyś opisywałem, można o każdym znależć mnóstwo informacji googlując. Nasz Shilajit jest z Tybetu zbierany na wysokościach 3000-6000 metrów, zawiera triterpeny, kwas fulwinowych i kwasy humusowe oraz jony 85 minerałów łatwo przyswajalnych przez nasz organizm oraz powodujacy że inne zioła są przyswajalne w dużo większym stopniu niż jako stosowane niezależnie. Shijalit nie jest tani bo detaliści chcą go sprzedać aż za 7 dolarów za gram, gdy w naszym słoiczku z 100-tką kapsułek jest jego 5 gramów. Można też kupić Shijalit w różnych formach, ekstrakty, ale tam jest tego tyle co kot napłakał - producenci suplementów już stosują metody medyków - jest tam tego AŻ tyle, że powinieneś tego zażywać dużo i często kupować nowe.

Nie święci garki lepią. Ideą jest doprowadzić organizm do stanu jak sie miało 40 czy 50 lat i tak utrzymać przez następne 150 lat. Oczywiście, mogą być w naszym odwłoku jakieś większe braki i trzeba bedzie jakiegoś ziela brać w końskich dawkach. Jakie to ziela mają być? Mamy czas aby poduczyć się i znależć odpowiednie. Wujek Google pomoże, ale nie zawsze, trzeba sięgać po mądre książki, a jest ich na rynku miliony. Sam szukam na Amazonie i to najczęściej używane, jak najtaniej, często po 1-99 centów plus 3.99$ za przesyłkę. Jak mam wydać 100 dolarów na książki to wolę mieć więcej różnych tanich ksiażek niż jedną nową i drogą.

środa, 16 marca 2016

Od lat Chiny miały politykę jednego dziecka (już się skończyło, teraz 2), a to doprowadziło do dysproporcji że obecnie na 107 chłopców jest 100 dziewczynek, pomnożone przez 3/4 miliarda, więc ogromny brak kobiet. Od tego trzeba odliczyć te za młode i te za stare, panienki które nie są do wzięcia gdyż pracują w klubach karaoke (czytaj burdel), nieoficjalne 2-gie czy 3-cie żony bogatych Chińczyków. Sa też inne, nazywam urban-dziwki, one nie mają ochoty na żeniaczki, wolą często zmieniać partnerów, poczytaj o takich

http://skosnookiepozdrowienia.blox.pl/2012/05/Shanghajskie-dziewczyny.html

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,6240889,Kochasz__to_kup_mi_torebke_Louis_Vuitton.html

http://www.vjuliett.com/2015/08/chinskie-sluby/

No i co mi zostało do powiedzenia? Napiszę więc jak to jest u mnie, na prowincji.

Młody człowiek, jak już się trochę dorobi, jedzie na swoją wieś aby przywieżć żone. Musi być przygotowany na wydatek powiedzmy 100000 dla rodziców przyszłej które może dostanie spowrotem wraz z żoną ale pod warunkiem że nie ma w domu brata-singla, on też musi mieć pieniążki na kupno swojej żony. Kto tam dba o jakieś miłości, najważniejsze aby młoda urodziła męskiego potomka. Mam własnie taką sąsiadke, już w ciąży. Musi być syn, bo to on będzie przyszłościa rodziny i on będzie dbał o rodziców na starość. Jak dziewcze już starsze, niezbyt ładne czy z jakimiś felerami, to jej cena spada, nawet do zera, aby ją tylko z domu wypchnąć, takie 27-letnie to już są za darmo.  Ślub i wesele też kosztuje, to wszystko na głowie pana młodego i jego rodziny. Tańsze wyjście to znalezienie sobie żony z importu w Hong Kongu - jest tam dużo agencji które oferują panny do żeniaczki najczęściej z Wietnamu czy z Laosu/Burmy za powiedzmy 30000 RMB (20000 złotych) -  Tamze to już bez wesela, typowa tranzakcja handlowa. Jeśli tylko panna przejdze pozytywnie test - badanie dziewictwa, forsa z ręki do ręki i koniec, żadnych gwarancji, zobaczcie o tym filmy na Youtubie. Panna ma wybór i ona podejmuje decyzje czy chce tego Chińczyka - może też póżniej uciec, też to się zdarza. Są też wesołe przygody że mama kupi żonę 35-letniemu synkowi a on jedynak, nie potrafi sam nawet butów zawiązać i nie wie po co to-to ma w spodniach i nie mają się ku sobie. Więc są oboje przez mamuśke obijani jak pinata na urodzinach w Meksyku, synek i nowa synowa, bo mama chce mieć wnuka jak najszybciej.

Jest w okolicy dużo młodych dziewcząt -, takie 20-25, w sklepach, w zakładach kosmetycznych, restauracje, mało ładne i mało ciekawe, żyją bo żyją. Jak mądra i cwana, znajduje dochodzącego tymczasowego towarzysza i go skubie, doi, cycka i ciągnie forsę - na zabiegi kosmetyczne, na nowe żęby bo najczesciej to wygląda jak płot stawiany po dniu kobiet, poprawienie twarzy, operacje plastyczne aby wyglądac jako-tako czy nawet ładnie. Jeszcze nie robią sobie nowych piersi czy pup, nie ma zwyczaju, najlepsza ma być buzia, to przyciąga zwierzynę. I potem obecny partner jest już za biedny, za brzydki, można znależć kogoś bardziej bogatego, forsa się najbardziej liczy w życiu.   

Kiedyś mówiło się że Chinki wolą żenić się z białymi - Sorry my friends, już nie, młode wolą bogatych Chińczyków. Starsze Chinki to jeszcze mają chętke na białych ale z innych powodów - są to rozwódki, wdowy i inne z odzysku. Chcą podróżować i żyć na cudzy koszt - szybko chcą abyś wszystkie swoje oszczędności życia przywiózł do Chin, ona już bedzie tym zarządzała. Są blogi takich którzy na tym wpadli - na początku panna wygladala jak 20-latka, bo dużo tynku i wosku na buzi, za każdym następnym spotkaniem coraz bardziej jej rzeczywisty wiek wyłaził. Jeden się ożenił- miał nawet dziecko ale zawsze miał wątpliwości czy to jego czy nie, żadnych sladów czy rysów bialasa. W biedniejszych krajach jak Wietnam, Laos, Tajlandia biała twarz ma jeszcze wartość, a raczej białasa portfel. Zresztą Polki szukają też, może być brzydki jak noc, aby tylko miał inny paszport, jakiś innostraniec z Zachodu albo arab, aby tylko kopyt nie miał. Jednak nie radziłbym nikomu wiązać się z "pracującą dziewczyną" z Tajlandii, pracującą w Pattaya na rurze czy w jakimś tamtejszym klubie. Są też wyjątki. Jak byłem w Tajlandii sam widziałem blisko dworca bardzo piękne dziewcze z bagażami - dopiero co przyjechała z prowincji i pewnie szukała pracy, sam bym się ją chętnie zaopiekował aby nie trafila do burdelu. To jest tragedia na całym świecie że najładniejsze dziewczyny często lądują w burdelach. Te gorsze są dla białych, najładniejsze Tayowie sobie zatrzymują. 

Na początki w Chinach mieszkałem w Shenzhen, jak większość przygranicznych miast, jeden wielki burdel. Hong Kong był wtedy bogaty w porównaniu z Chinami i dużo panów z HKu, średnia klasa, dla swoich "drugich żon" wynajmowała mieszkania w dzielnicy Windows of the World. Trudno było znależć normalne dziewcze. Poznałem ładną i miłą we dnie i w nocy Sweet Lulu, okazało się wkrótce że ma swojego pana który płaci jej jakąś pensję i opłaca mieszkanie - byłem drugi, szybko skończyłem znajomość. On pracuje w tygodniu w HKongu, przyjeżdzał tylko do Shenzhen na soboty, a panienka w tygodniu się zabawiała. Inna, bardzo krótka znajomość, nazywałem ją "old lady" bo była tylko 10 lat młodsza ode mnie - chciała abym kupił jej mieszkanie, naiwna. Wtedy byl dobry czas na kupno tam mieszkań - za 150 000 już można było znależć - teraz bez miliona nie masz co marzyć. Miałem znajomego Chińczyka, pytam ile ma mieszkań?. Odpowiedzal że cztery, o których żona wie. A ile masz drugich żon? obecnie tylko jedną, ale byly i 3. Teraz to on jest multimilionerem, nie musi pracować i żyje tylko z wynajmu. Takie zycie. 

W mojej okolicy jest także kilka takich drugich podwójnych małżenstw, nawet kilka domów ode mnie jest jedno. Ale oni maja już dzieci, więc pani ma już dom kupiony na jej nazwisko. Chińczycy o przyszłość swoich dzieci bardzo dbają, będzie dla nich. 

No i ostatnia grupa, starych gramolów, dziadów jak my. Jak masz ochotę i chęci, a kasa nie jest problemem, mieszka się z jakąś młódką, nigdy nie dochodzącą. Pan dba o swoją młodszą następną połowę, daje jej powiedzmy 3 tysiące miesięcznie na jej wydatki, wyśle ją na naukę angielskiego, nauczy i wprowadzi w to życie, nawet może póżniej znależć jej męża. Obie strony zadowolone, co za radość dla starucha widzieć młode dziewcze powoli zmieniającą sie w rozumną dojrzałą kobietę. Jeśli dziecko się trafi, to mama dostanie dom czy własne mieszkanie, samochód i staruch zorganizuje jej jakieś zajęcie, może to być mała jadlodajnia, sklepik, co ta panna z dzieckiem chce robić w zyciu. W drugą stronę to też pracuje - kiedyś w pociagu w Niemczech siedzała taka para naprzeciw. Ona starsza stateczna pani, on młokos i zachowywali się jak kochankowie, nie jak matka z synem. Pani uczyła młokosa angielskiego i zachowania. Kiedyś to się skończy dla nich czy dla staruchów, ale ileż frajdy z życia w miedzyczasie.  To samo bylo w Polsce za komuny, starsi Polaci z USA jeżdzili do Polski po młode żony. Kiedyś takiego skrytykowano, przecież ona cię szybko porzuci w Ameryce. Wiem o tym, przyjadę po nastepną, odpowiedzał. 

Niech się polskie panie nie krzywią na mnie że piszę z mojego czyli męskiego punktu widzenia. Jak jakaś kobita ma swoją kase, też może wybierać najlepsze kwiatuszki. Chinka która posiada największe kasyno w Macao (tata założyl, umarł już) bez żenady chwali się że ma 17-u kawalerów. Bliżej, z polskiego ogródka - polska pani doktor z Kalifornii, pogoniła jednego męża Polaka, drugi na wylocie i w obecności tego na wylocie otwarcie mówi że ona takich mężów to może mieć i 5 sztuk. Można pytać, a gdzie miłość, rodzina, bóg, naród, ojczyzna, od siebie dorzucę zatwardzenie i rozwolnienie. Gdzie jest ta miłość po 15-20 latach małżenstwa? Dzieci już na swoim, nuda straszna, jeśli nie wojna na codzień. Małżenstwa powinny być zawierane na powiedzmy 20 lat, mieć czas na wychowanie dzieci, bez szarpania się i pyskówek, a póżniej obowiązkowy rozwód. Jak chcecie żyć razem, żeńcie się znowu, ile par na to by się pisalo? Znajomi z San Diego, nie mogli już na siebie patrzeć, żarli się, dzieci już na swoim, więc podzielili co mieli i rozwód. Okazuje się że ona szybciej znalazła partnera i radość życia niż on, a on tak naciskał na rozwód. Więc nie zawsze Ona jest na tej przegranej pozycji. Swojej Chince na początku zaoferowałem że ma być ze mną 10 lat - po tym miała dostać samochód i milion i pójdze w swoją stronę, a sam wtedy byłem goły (prawie). Sytuacja się zmieniła, są dzieci, jeszcze małe i gdybym chciał się kiedyś rozejść, to pewnie wszystko zostanie dla dzieci a sam jak wyrwałbym tym razem dla siebie ten obiecany milion na nowe życie, to byłoby OK. W dawnych Chinach nie było rozwodów, nadal nie ma też zycia rodzinnego, ludzie żyją koło siebie, nie z sobą. Pan zawsze w fabryce albo na delegacji z klientami (tj u swojej drugiej-trzeciej), pani w domu wychowuje dzieci albo jak już dorosłe, gra w karty czy w warcaby z koleżankami, albo tez tańczy w parku, też z koleżankami. Ale obecnie jest już coraz więcej rozwodów , szczególnie jak nie ma dzieci a największy powód - mąż nie potrafi zapewnić żonie odpowiedniego standartu życia. Nie widzę tego co jest nagminne w Polsce - nie zabiera się żonę czy męża znajomemu czy koleżance. Po co wdeptywać w te same ślady? Jeśli chce się mieć nowe życie, bierze się młódkę. 

Idzcie w pokoju, ofiara spełniona.

nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti, Amen - kiedys moja mama chciała zrobić ze mnie księdza, byłem długo ministrantem, coś tam zostało

17:25, bialychinczyk
Link Komentarze (43) »
czwartek, 03 marca 2016

Dzieci uczęszczaja do prywatnej szkoły chińsko-angielskiej (???),  ale mają tyle nauczania angielskiego, ze ani A ani B - nic dziwnego, jest jeden czy dwóch nauczycieli Anglików na 1000 ucznów (jeden z Australii, nowy nauczyciel z Anglii pije, każe się nazywać Sir), czyli 2 minuty ich czasu na tydzień na jednego ucznia, więc nie ma efektów. Chińscy nauczyciele to tylko poprawiają literki i nadal nikt nie umie po angielsku a płaci się za wszystkie dzieci 75000 rocznie. Przenieść dzieci do lepszych szkół do Kantonu, to minimum 100000 rocznie za dziecko i może będzie trochę lepiej, więc czy jest sens wysyłać dzieci do takich szkół? Dzieciaki maja polskie i US paszporty, więc czy nie lepiej wysłać je do szkół w Anglii? US na teraz odpada, Amerykanie nie dali zonie wizę gdyż ja nie mam dochodów w US, biurokracja. Sam też nie muszę już być w Chinach, wręcz nudzę się, trzeba się gdzieś ruszyć. Na samo życie w Chinach wydaję 150000 rocznie (bez jedzenia i innych, tylko koszta stałe), czyli wszystkie te pieniądze mogę wydac w Europie, powiedzmy 2000 Euro na miesiąc. Trochę mało, trzeba dorzucić drugie tyle aby jakoż żyć, ale dzieciska nauczą się angielskiego. 

Trzeba więc jak najszybciej pojechać do Europy i zorientować się w temacie. A może ktoś z Czytelnikow ma już jakieś doświadczenia ze szkołami w Anglii? Trzeba tam przeprowadzic się na powiedzmy rok, wynająć jakiś domek czy mieszkanie, zoopatrzyć się w bibliotekę i jakoś ten czas upłynie, nie muszę pracować, nie szukam przecież pracy. Długi na 7.5 metra Cadillac czeka w Polsce, będzie czym jeżdzic, z nudów mogę sie zatrudnić w Londynie na Uberze, może też być jakaś frajda.

Opinie, uwagi mile witane.

PS. Nasze limo, dobre na zimną Anglię ale jeszcze lepsze dla turystów na słoneczną Maltę. Uciąc tylko dach i zrobić topless z tylu, wtedy zmieści się tam nawet orkiestra.

wtorek, 26 stycznia 2016

Pchają mi dzieci na szkło. Chciałem mieć z tego film i pokazać ludziom, ale jeszcze nie dostałem, tylko link z youku. 

Ku pamięci. Ami była konfejasjerką na pokazie młodych talentów z Kantonie

http://v.youku.com/v_show/id_XMTQ1MDQ4MjU4NA==.html?sharefrom=iphone&x&from=timeline&isappinstalled=0

Kiedys pracowałem w firmie Future Media Talents. Otóż Chińscy rodzice potrafią wydać dość dużo pieniędzy aby swoje pociechy zobaczyć na ekranie TV. Często są to pokraki, beztalencia, ale są i to wcale nie jest trudno. Trzeba tylko wydać pagórek forsy i czasu. Oczywiście kursy tańca, spiewu, fortepianu, baletu, prezenterka, a dla chlopców takze szkoła kung-fu, jest takich szkół w każdym chińskim mieście dość dużo. Póżniej trzeba opracować choreografię - znajdze się taką osobę, dobrać zespół grajków, kogoś kto umie spiewać, kupić dobry sprzęt nagłaśniający i estradę i już show gotowe, w tlumie dziecie zostaje artystką. Tak się zdarza na całym swiecie, że dzieci aktorow, ?? Celebrities??, także zostają aktorami czy aktorkami, czy tak wszyscy mają talent?? Nauczony, wyuczony, mój drogi. Dziecię zresztą nawet nie musi być na scenie, trzeba tylko zrobić 3D model i zrobić hologram - ruchy, taniec i spiew dorobi się komputerowo, nie jest to zbyt skomplikowany proces, poszukajcie na YT Hatsune Miku. To nie musi być spiew mechaniczny. Poczekamy trochę i zobaczycie ze jakieś dziecię polskiego celebryta a raczej jego hologram zacznie spiewać oryginalne piosenki Ordonówny. W Future Media Talents mielismy mnóstwo zgłoszeń dzieci także z Polski jakie to one są uzdolnione. Rodzic wierzy w to, ja też, ale aby publika w to uwierzyła, na to już trzeba było wydać milion RMB - niektorych Chińczyków było na to stać, ale Polacy już przestawali wierzyć w możliwości swoich pociech.

Podobny problem z polskimi kapelami w Chinach. Rynek istnieje, ale te dotychczasowe nie potrafily wyjść ze swietlicy szkolnej, niekiedy zapchanej do pełna, chociażby do amfiteatru w parku, na to potrzeba forsy i innego myślenia. Podobno polskie disco polo wydało miliony miliony płyt w Chinach, jakoś nigdy ich nie słyszałem czy widzałem. Innym dużym problemem są polscy artyści, oczywiście przez duże A - są znanymi artystami w swojej Koziej Wólce Dolnej, w powiecie to już mają problemy z wizerunkiem, niekiedy widzę ogłoszenia takich na facebooku. Nawet tacy mogą zaistnieć w Chinach, ale  - prawdopodobnie to się nie zdarzy.

Hatsune Miku

04:45, bialychinczyk
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 18 stycznia 2016

Kiedyś w Ameryce zapytano sławnego aktora dlaczego chciał do Hollywood? Prosta i szybka odpowiedz, bo w  filmie płacą najlepiej i nie ma dużo pracy. Kiedyś czytałem że jak zauważą jakąś ciekawą twarz która może się im przydać w filmie, to od razu podsuwają kontrakt na kilka tygodni płacone 5000 dolców za tydzien - tyle to ja zarobiłem na czysto w pierwszym roku jak przyjechałem do Hameryki, było to jednak dość dawno.

Dużo bab ma parcie na szkło, moja też i wozi dzieci do Kantonu - zdjęcia, tance, prezentacje, udział w zabawach przed kamerami, często zapychanie dziur w lokalnej dziecinnej telewizji S5. Dzieci troche inne bo białawe i umieją po chińsku. Forsy z tego nie ma, może kiedyś, tylko zapłacą za hotel i żarcie i to nie zawsze, raz tylko Mia wygrała 2000. Ale koleżanka Amy ze szkoły, pół Chinka-pół Brazylijka, 10-latka, zarabia podobno 10000 co miesiąc, ale jest w tym biznesie juz 3- ci rok. Najczęściej poprzez reklamy ciuchów, ale moje dzieci to jak dotąd tylko w TV, mama robi im twarz i prawie co tydzień jeżdzą do Kantonu. Wczoraj Amy wróciła po północy, była prezenterką, w środę Mia jedzie, będzie tańczyć przed kamerami. Horus jeszcze ma  opory, ale już go powoli przekupują zabawkami i karmieniem małego białego tygrysika z Zoo - on też tygrys z chińskiego zodiaku. Widziałem juz go w TVS5, mają mi przesłać film to puszczę na YT. Chłopak lubi kung-fu, trzeba go wysłać na kursy, bedzie kiedyś polskim Bruce Lee, na takich będzie w chińskich TV i w filmach zawsze zapotrzebowanie, przeciez nie zostanie inżynierem. Sam zostałem i zrobilem tą pomyłkę chociaz jestem humanistą, ale wtedy to był pewny chleb a po ukończeniu np historii na nauczyciela to się nie nadaję.

Rada więc dla polskich rodziców, jeśli chcą zapewnić swoim pociechom łatwiejsze zycie - kierunek Chiny. Oczywiście początki nie są łatwe, powiedzmy rok-dwa nim się nie nauczy chińskiego i złapie kontakty, ale póżniej sky that limit.  Na wybrzeżu, Kanton-Shanghai- Pekin to już trudno i gęsto, na każdy casting czyli wybór przychodzi kilkaset mam z pociechami i oczywiście, każda mama twierdzi że ich pociecha to naj-naj. Ale i tak biała twarz ma większe szanse. A gdzieś na zachodzie Chin gdzie białych jak na lekarstwo a przeciez TV też tam mają - wydaje mi się że konkurencja jest tam dużo mniejsza. Trzeba uważać na naciągaczy, tacy zaczepiali mnie kilka razy w Kantonie jak byliśmy z dziećmi. Oferują góry, kontakty, trzeba tylko im zapłacić. Mogą pomóc, czegoś tam nauczą, zrobią porfolio zdjęciowe, ale to nie jest tania impreza i nic pewnego.

Na koncu są zdjecia moich chlopaków z pierwszego polskiego białego rzutu i dziewczynki, rzut czerwony, 12.5% Indianki. Jeszcze mi brakuje tylko zielonych dzieci i już bedzie pełna tęcza.

10:48, bialychinczyk
Link Komentarze (7) »
środa, 13 stycznia 2016

Pisałem wcześniej o maszynach do hazardu - jest nielegalna, ale stoją w kazdym sklepiku, u teścia stoi także. Chińczycy to patologiczni gamblerzy i niekiedy kolejka do maszyny. Teściu ma z tego jakieś grosze, ale to tylko mały procent około 4% co zbiera właściciel maszyny. Próbowałem kilka razy wyrzucić maszynę ale teściu prosi abym zostawił bo mogą mu spalić sklepik. Chowałem ją kilka  razy, ale w końcu przywiązali ją do ściany na łańcuchu - już rozcinałem łancuch, ale teściu zaczął rozpaczać. Niedawno zdarzyło się we wsi że nowy właściciel sklepiku powiedzał że nie chce tej maszyny albo chcial wstawić swoją - to go tak pobili że wylądował w szpitalu. Są naloty policji, ale przed nimi są najczęściej telefony aby schować maszynę, mają wtykę w policji. Podobno płacą policji 40 RMB dziennie za maszynę, jeden mafioso ma ich z 50, takich w okolicy jest kilku, więc dla gliny płynie gotówka szerokim korytem. Niekiedy zabierali maszyne, ale po 2 dniach przywozili ją spowrotem, dalej pracowała.

Ale przed świętami na wszystkie sklepiki w okolicy zrobiono nalot jednoczesnie. Już nie było telefonów, bo zrobiła to policja z powiatu - z wyższego szczebla i znowu maszynę zabrali. Przy okazji zabrali jeden mój miecz, bedę starał się go odzyskać.  Tym razem zabrali też tescia, ale powiedzeli, ze jak zapłaci 5000, to go wypuszczą. Tesciowa zapłaciła, to dopiero wtedy powiedzieli ze to tylko kara a on ma i tak siedzieć 10 dni. Odwiedziłem go w pudle zanieść trochę forsy i ciuchów, bo zimno w ciupie i żarcie kiepskie. Przy okazji teściu prosi aby wpłacić na konto "kolegi" 200 RMB - jakiś kryminalista który siedzi dwa lata i jest pomocnikiem klawiczy szantażuje innych - jakoby będzie miał łatwiejsze życie w pudle - trzeba bylo zapłacic. Żartowałem, ze maszyna wróci do sklepiku szybciej niż teściu. Aby go pocieszyć w ciupie to powiedzałem, że następnym razem niech mnie posadzą, ale nie więcej niż na 3 dni, bedzie co opisywać. On z kolei na serio, abym uważal, gdyż sklepik jest na terenie mojej fabryki więc jako właściciel gdybym był w sklepiku, to mnie mogliby posadzić. 10 dni to za długo, pewnie nudziłbym się w pudle bo nie pozwoliłbym zagonić się do pracy i bylaby dobra dietka. Wszyscy w chińskiej ciupie muszą pracować, bo nie dostaną korytka. Zamykają więc szybko z byle powodu, tania siła robocza, rzeczywiscie za miskę ryżu. 

13:28, bialychinczyk
Link Komentarze (2) »

Wpadło mi w oko zdjęcie z komputera jak byliśmy na Haynan, na chińskich Hawajach.

W okolicy Sanya jest na morzu wiele farm perłowych, więc w mieście jest duży rynek pereł, trzeba się było zaopatrzyć w prezenty jak pojadę do Polski. Niestety, nie wybrałem się, więc przy okazji wysyłki także zapakowałem i dotarły dzień przed wigillia, akurat pod choinkę i moje polskie baby sikają w majty z radości. Mam nadzieję ze nie obrażam, bo zawsze miałem niewyparzony pysk - to nie są zlośliwości. A sam nie potrafię funkjonować bez baby, zawsze musi być coś miękkiego i mokrego w zasięgu ręki. I tak dużo lepiej niż kolega który mawia ze ma w domu 6 suk -  trzy córki, żonę, teściową i małego pieska, też suka. 

Jak brat twierdzi paczka byla otwierana kilka razy przez różne urzędy celne, ale nic nie zginęło i nie trzeba było płacić cła czy podatków.

W tym roku już muszę pojechać do Polszy, w magazynie gniją kanapy, trzeba coś z nimi zrobic. Nie lubię jechać z pustymi rękoma, trzeba szukam coś nowego. Dobrze się składa, że za dwa tygodnie zaczyna się nowy chiński rok i trzeba gdzieś się ruszyć. Planujemy pojechać do Yunnan, to około 2000 km stąd w jedną stronę, a że mam zamiar powłóczyć się tam i poszukać przyszłego swojego gniazdka, więc jedziemy samochodem. Po autostradach to tylko dwa dni jazdy, 1000 km dziennie nie problem, a tam będziemy 2-3 tygodnie. Z Yunnan to już rzut beretem do Burmy, a Burma jest stolicą nefrytów (jade) na świecie. Trzeba więc odwiedzić rynek w Ruili na granicy z Burmą, jest tam duży rynek szmuglowanych nefrytów. Oczywiście nie nastawiam się na zakupy wielkości cegły chińskiej waluty, bo byle kamyczek najwyższej klasy to kilka tysięcy dolców, ale coś drugiego sortu, coś podobnego jak kupilismy perły, coś do noszenia na codzień bez ryzyka że ktoś będzie chciał złamać kark aby to ukraść. Mam 3 siostry i trzech braci, mają żony i córki, więc tych paciorków potrzeba mnogo. Kiedyś dobrze było mieć wujka w Ameryce, teraz chyba jest lepiej mieć w Chinach.

Pożyjemy, zobaczymy, opis podrózy i filmiki też będą.

 

06:00, bialychinczyk
Link Komentarze (2) »
wtorek, 05 stycznia 2016

Świat znowu wpadł w panikę że chińskie gosposie, sklepikarki i właściciele warzywniaków (w USA to byli jeszcze kelnerzy i fryzjerzy) na nowy rok sprzedali troche papierów i giełda zjechała na dół, świat w panice, zły znak na nowy rok. Dokładnie widać jak ten zachodni świat jest zbudowany i wisi na gwozdziu w ubikacji chińskiej klasy sredniej, dość licznej i stale bogacącej się. 

W odróznieniu od ekonommi USA i zachodniej Europy, chińska giełlda nie jest wyznacznikiem czy barometrem stanu chińskiego smoka. W Chinach na giełdzie inwestuje 100-110 milionów drobnych spekulantów i nawet o nich rząd dba aby za dużo nie stracili. Zresztą jakby nawet zamkneli ten jarmark spekulantów i finansowych cwaniaków, Chiny by się nie zawalily, ale zachodni świat na pewno by padł. Chiny mają więc dobry wytrych na ameryke, wystarczy tylko zamknąć swoją giełdę. Oczywiscie nie zrobią (na razie) tego, gdyż połowa z tych 100 milionów byłaby na minusie i na razie zachowuje sie Status Quo - warzywniaki mogą zarobić, ale mogą też trochę stracic. Giełda to zamknięte koło czyli teoretycznie połowa traci, druga połowa zarabia, chociaż w rzeczywistosci jest to 80/20%, a w ameryce jest to nawet 99/1%, tylko jeden procent nabija sobie sakiewkę.

Chiny to oprócz robotników na wynajem to także ogromna rzesza drobnych producentów i oni napędzaja ekonomię, na codzien bardzo mało ludzi liczy na gruszki z wierzby z zainwestowanych na giełdzie pieniędzy. Dotychczas kupowali domy, od razu kilka bo rynek szedl do góry. Już zastopowało, u mnie w okolicy pół domów stojacych od lat pustych jest wystawiona na sprzedaż, zobacz zdjęcia poniżej. W  2008-mym roku zapytalem o cene jednego domu w okolicy - właściciel wołał 8 milionów, jak 5 lat wcześniej kupił za 2 miliony a cena podobnych była 5-6 milionow. Twierdził, że jest to dobra lokata kapitału, bo za 2-3 lata będzie warta 10 milionów, a teraz jest 3. Giełda szła do góry, więc szarańcza tam wrzuciła swoje oszczędności, ale to się juz także skończyło. 

Co nowego? Shanghai Index będzie oscylował około 3000, ale jak będzie potrzeba to obniżą do go do 1000, będzie płacz na Zachodzie, a Chiny będą nadal sie rozwijały. Może nie 7-10 rocznie jak było dotychczas, ale to był dziki zachód, ogromne zacofanie w stosunku do Zachodu, obecnie Chiny wstępują w okres stabilizacji i zwiększanie własnej konsumpcji, nie tylko bogacenie się. Przez wieki Chiny były samowystarczalne, nie mieli potrzeby niczego od zachodu ani kupować, ani sprzedawać, i do tego dążą znowu. Oczywiscie Zachód będzie starał sie zrobić coś podobnego co doprowadziło do wojny opiumowej, ale czy się uda? Bez względu co się stanie, XXI wiek należy do Chin.

Dwa poniższe zdjęcia do uśmiania się jak małe domki obija sie marmurem, po sam komin który jest także dla ozdoby, bo kominków u mnie w okolicy nie buduje się.

06:56, bialychinczyk
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 41
Tagi