RSS
niedziela, 04 stycznia 2009
.

A moze to byc silny bol tam gdzie plecy traca swa szlachetna nazwe. Kiedys spotkalem przedstawiciela jednej polskiej firmy telekomunikacyjnej. W poprzednim roku kupili w Chinach czesci za 3 miliony dolarow, ale nie wiedzieli, ze do kieszeni posrednika szlo 30%. Oplacalo sie wiec wyslac wlasnego czlowieka do Hong Hongu, placic za mieszkanie, podroze do Shenzhen i byc w bezposrednim kontakcie z producentem.

Istnieje to wszedzie tam, gdzie nie ma wywieszonych cen; na bazarach, wystawach, niektorych sklepach, w odwiedzanych przedsiebiorstwach. Sprzedawca pierwsze pytanie zadaje tlumaczowi, jaka jest jego prowizja?? I odpowiednio dodaje procenty do swoich cen. Najczesciej jest to 10%, co przy duzych zakupach moze byc juz znaczna kwota. Nawet jak samemu sie zalatwi zakup jakiegos produktu i zleca sie agencji eksportowej zalatwic ostatnie formalnosci, ta agencja takze chce otrzymac od producenta  prowizje rzedu 3-5% zakupionego towaru, chociaz otrzymuje zaplate od nas, a jego praca jest bardzo minimalna. Byl to powod ze musialem wyrzucic Johnniego, pozniej takze Lize i Georgia. Mieli placona dobra pensje od mnie, a jednoczesnie zadali prowizji od sprzedawcow, typowy konflikt interesow. Dla mnie zalezy na jak najnizszej cenie, dla tlumacza na jak najwyzszej.

Nauczylem wiec Kacy jak ten system pracuje. Chinczyk zawsze dorzuca tlumaczowi jakis kasek, wiec jesli juz chca placic, niech placa jej. Sa tak przyzwyczajeni, ze bez wzgledu na wytargowana cene, zawsze tlumacz cos dostanie, jak sie zapyta na koncu tranzakcji. Przy zakupie kilku tysiecy RMB, moze to byc setka-dwie dla tlumacza, nawet te magiczne 10%, bez wzgledu jaka cene sam wytarguje. Ale sam chce o tym wiedziec, nic poza moimi plecami.

A trzeba sie zawsze targowac, Chinczycy czesto podaja ceny chyba z oblokow, kompletnie nierealne.

Inny przyklad. Niedaleko naszej fabryki niemiecka firma produkujaca poszycia nylonowe do wnetrz VW zakladala swoj chinski oddzial i budowala fabryke, troche wieksza od naszej. Mieli posrednika, ktory wedlug urzednika z urzedu miasta ktory z nami wspolpracowal, zarobil na tym okragly milion dolcow. Bardzo mozliwe, gdyz jak sam szukalem firmy budowlanej, jeden facio, nic nie znajacy sie na budownictwie, za zrobienie planow budynkow chcial po 15 RMB za m2, za budowe chcial po 2000 RMB/m2, gdy bezposrednio zaplacilem odpowiednio 4 i 460 RMB. Pomnoz to przez 12000 m2, roznice  ida w miliony.

Jak rada??. Najlepiej
odrobic swoje zadanie domowe i poznac realna wartosc w Chinach danego produktu, jego koszt produkcji oraz nauczyc sie samemu jezyka chinskiego. Jak ma sie czas i mieszkajac w Chinach mozna to zrobic w 6 miesiecy, oczywiscie tylko w stopniu podstawowym, aby nie byc niemowa, byc komunikatywnym. Niestety, wtedy nie  mialem czasu, musialem pracowac, takze mialem syna na uniwerku w Los Angeles i 2 corki w prywatnej szkole, razem placilem za to 2000 dolcow miesiecznie. Polegalem na Kacy, mlodsza i bardziej zdolna jezykowo, szybko sie uczyla angielskiego. Dziewcze mialo urwanie glowy, ale dala sobie rade.

 

10:06, bialychinczyk
Link Komentarze (5) »
sobota, 03 stycznia 2009

Od czasu reform Deng Xiao Ping, obcokrajowcy maja prawo posiadac w 100% ziemie, fabryki,  przedsiebiorstwa, budynki czy mieszkania. Kiedys czytalem, ze nawet jeden z mlodych Walesow byl wlascicielem mieszkania w Pekinie. 

Zakup ziemi czy zalozenie firmy nie jest klopotliwe, gdyz w kazdym miescie istnieje biuro inwestycyjne i jakis delegowany urzednik przygotuje wszyskie papiery. Jest tego mnostwo, jezdzilismy kilka dni od urzedu do urzedu o podpisywalem setki razy ( nie wiem, dlaczego niektore dokumenty sa wyrabiane chyba w 17 kopiach). Byc moze juz podpisalem cyrograf lub zgode na wlasna ekzekucje, nie wiem, nie kazalem wszystkiego tlumaczyc. Na przyszlosc tez kazalem zrobic pieczatke ze swoim podpisem

Caly ten process trwa okolo miesiaca-dwa, kosztuje 10000 RMB, na dzisiaj 4400 zl. Po tym daja kilka krzaczastych dyplomow z godlem Chin, kilka pieczatek (w Chinach najwazniejsze), mozna juz zalozyc konto w banku, zatrudniac ludzi, dostac wieloletnia wize pobytowa, itd, itp. Trzeba bylo takze wysylac o zgode do Pekinu, bo byla to firma z obcym kapitalem, oczywiscie przyszla pozytywna. Waznym pytanien bylo jaka jest wielkosc inwestycji – wybralem  poltora miliona dolarow, pozniej podniesiona do trzech milionow. I tak zadnych swoich pieniedzy nie wnosilem, bo i skad, a te co byly, byly juz zarobione w Chinach, na reszte liczylem w ten sam sposob sprzedajac chinskie produkty. 

Nastawilem sie na inwestycje conajmniej 10-letnia, wiec trzeba bylo kupic ziemie i wybudowac  fabryke. Ziemie w tym czasie kupowalo sie po okolo 40000 RMB za mu (1 mu=666 m2, chinska miara powierzchnii, 15 mu = 1 ha). Byla to juz dzialka w parku przemyslowych, wyrownana z doprowadzonymi mediami. Kupowanie nastepuje na 50 lat, po tym czasie rzad moze ja odebrac jak bedzie mial inne plany lub przedluzyc za jakas symboliczna oplata na nastepne 50 lat. W tym czasie rzad wystawial takze certyfilat wlasnosci i mozna ja bylo obciazyc hipotecznie. W  przyszlosc przydalo sie to. Wplacono 30%, reszta bezprocentowo, ale po 2 latach naciskaja aby wszysko splacic. Obecnie, po szybkim wzroscie wartosci i aby zahamowac spekulacje, juz trzeba wplacic 50% wartosci, reszte w 2 latach, w ciagu roku takze trzeba zaczac budowac. Takze, obecnie rzad juz nie wydaje certifilatow wlasnosci, wiec nici z obciazeniami hipotecznymi. Wartosc ziemi takze bardzo wzrosla i obecnie trzeba liczyc po 100 000 RMB za mu (650 000 zl/ha) jak jest dalej od wiekszych miast. W poblizu portow i duzych miast cena ta moze byc kilkakrotnie wieksza. 

Kupilem 24 mu (1.6 ha) placac 30% z troche powyzej miliona RMB. Namawiano mnie, abym kupowal jak najwiecej, bo sie oplaci, byla zreszta bez wysokich przedplat, ale sie balem ze nie potrafie splacic i kiedys moga zabrac za dlugi. Sasiad z naprzeciwka, Chinczyk z Kanady kupil 6 hektarow wplacajac chyba nawet mniej niz 30%. Jednak nie dal rady. Na cale szczescie rzad mu nie odebral, wiec lwia czesc sprzedal na rynku wtornym z potrojnym zyskiem, 4 lata od czasu kupna.  

Kupuje sie od wladz miasta z dlugoterminowymi planami przestrzennymi, wiec sa jakies szanse ze nawet po 50 latach te plany sie nie zmienia. Przy okazji dranie oszukali mnie, gdyz teren  byl niwelowany i byl zasypanym bylym jeziorkiem, Nie mozna bylo stawiac budynkow bezposrednio, trzeba bylo wbijac dlugie na 8 metrow zelbetonowe pale, i to 3 jeden na drugi, a to podwyzszylo koszty budowy o kilkadziesiat tysiecy dolcow.  

Chinscy rolnicy najczesciej nie maja uregulowanych prawnie wlasnosci, wiec jak rzad ma plany, wykupuje ta ziemie od chlopow po cenie jak sobie sam ustali, najczesciej rzedu 3000 -10000 RMB za mu. Jest z tego powodu duzo strajkow, bo czesto chlopom wydaje sie ze powinni otrzymac za swoja ziemie duzo wiecej. Sa tez glosne przypadki, ze otrzymuja co chca. W Chinach nie ma duzych wlasnosci prywatnych, najwyzej kilkanascie mu. Nawet to, pomnozone przez kilka tysiecy RMB, jest juz duzym majatkiem dla przecietnego chlopa. Czytalem o wielu przypadkach korupcji, wyrzucania z ziemi bez zaplaty, itp. Chinczycy lubia drogie Rolexy, niektorzy urzedasy nosza je majac pensje rzedu 1000 zl, wiec skad???  

Wiekszosc firm zachodnich, czy to z Korei czy z Tajwanu ( takich jest najwiecej) wynajmuja ziemie na 30 lat i splacaja rocznie kilka tysiecy RMB za mu – ma ta dobra strone, ze nie potrzeba zamrazac kapitalu na poczatek. Ostatnio zdarzylo sie i to setki razy, ze taki wlasciciel jak zaczynaja sie problemy, zwija manatki i wynosi sie. Dodatkowo, taki delikwent jak ma kilkaset czy kilka tysiecy pracownikow, wywozi z soba 2-3 miesieczna pensje wszystkich i znika. 

13:47, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
W Chinach od tysiecy lat sie twierdzi, ze wladza tak dlugo utrzymuje sie, jak ma blogoslawienstwo Niebios. Jak straci, musi odejsc, w ten sposob tlumacza koniec i poczatek kazdej nowej dynastii.

Przed Chinczykami, Tybet byl krajem sredniowiecznym; bez szkol, bez drog, bez szpitali. Jednoczesnie istnialo 1200 roznych podatkow, cala ziemia nalezala do klasztorow. Klasztory, niekiedy ogromnie, po 5000 mnichow i wiecej. 40 %  meskiej populacji byla w klasztorach a reszta miala ich zywic. Oczywiscie, lepiej bylo chwalic Boga za miske ryzu i jakis dywanik do spania, niz pracowac.

Inaczej - tak gdzie rzad dojdzie do porozumienia z kosciolem, tam tylko ludzie beda mieli gorzej. W Tybecie kosciol i rzad to bylo jedno.

Nie znam szczegolow i oficjalnych powodow chinskiej inwazji, to nie jest praca naukowa, znajdziesz gdzies to na Internecie. Moglo to byc jak pomysly w Polsce za komuny?? – wypowiedzmy wojne USA I w nastepnym dniu podpiszmy kapitulacje.

Nieoficjalny powod?? -Kazdy kraj chce byc wiekszy. Chinczycy sa raczej narodem pokojowym, ale agresje tez im sie zdarzaja, Poprzednia wieksza to GingisHan, teraz bohater narodowy, chociaz byl Mongolem, a byli przeciez podbici przez jego wnuka.

Bylem w Tybecie, chyba dwa razy. Kraj, sie rozwija, Oczywiscie istnieje duzy sentyment antychinski, ale gdzie go nie ma??, odwiedz Los Angeles, Malezje czy Singapur. Chinczycy sa pracowici, przeprowadzaja sie do Tybetu i zakladaja male biznesiki - widza mozliwosc pracy i zarobku, oczywiscie z cichym przyzwoleniem Pekinu. Odwieczna nienawisc biednych do bogatych. Ale Chinczycy nie sa wcale tacy bogaci, sa tylko pracowici.

Przecietnemu Tybetanczykowi zyje sie teraz lepiej, mozesz powiedziec ptaszek w klatce. Maja duzo autonomii i kiedys dorosna i zrozumieja. Polacy od wiekow walczyli z Niemcami, teraz to juz bracia, granice otwarte, nie widac gdzie jest Polska a gdzie Niemcy. Tak sie stanie z Chinami i z Tybetem. To tez zostanie, ze przecietny Polak marzy o pracy u niemieckiego bauera, wstyd mi za was.

 A Dalay Lama?? Maly krolik malego kraju, byl za bardzo atrapa i pyszny wiec stracil, musial odejsc. Robi duzo szumu wokol siebie, to tak lubia to Amerykanie, jedzie na koniku anty-komunizmu chinskiego. Ale nawet w ten sposob sie konczy, zreszta niedlugo umrze. Nie jest wcale przedstawicielem buddyzmu jak papiez zachodnich katolikow. Buddyzm tybetanski nie jest glowna galezia buddyzmu, jest to tzw Lamaism.

Przyjrzyjcie sie takze tym buddyjskim mnichom. Kazdy z nich rumiany i wypasiony jak amerykanski policjant. A przeciez mieli zycie spedzic na astezie i modlach do Boga. Widze duzo takich mnichow w Chinach; laza bandami i staraja sie wyciagnac pieniadze na wszelkie sposoby.  

Jest poprawa – ludzie w Tybecie i w Chinach co rok zyja lepiej. Zajmie im duzo czasu aby dorosnac do poziomu Europy czy USA, sa na dobrej drodze.

07:18, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 stycznia 2009
 
Oczywiscie, biala sala, nie martwi, nie cieszy

Do poludnia spanie, pozniej wzialem dzieciaki i pojechalismy w gory. Kolo naszego miasta jest zielona gora, oczywiscie ogrodzony park, czyli dobrze, nie zetna i nie postawia fabryk. 9cio-pietrowa pagada na gorze, wyglada jak Ming, a ona ma tylko 30 lat. Typowe chinskie jeziorko, ale takze znalezlismy stary grob z Dynastii Qing z dwoma kamiennymi posagami koni, male, chyba Przewalskiego - napisano ze bohater byl najlepszy w rzadowych egzaminach - wymagany od wszystkich urzednikow cesarskich.

Troche zieleni, troche swiezego powietrza, bo smog w Chinach wszedzie.





http://bialychinczyk.blox.pl/resource/newyear2009.4.jpg
http://bialychinczyk.blox.pl/resource/newyear2009.1.jpg
12:45, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 grudnia 2008
Benek16 kokietuje Chinczykow; nie przyjal Dalay Lamy, zerwal z Tajwanem, przez dluzszy czas milczal o zajsciach w Tybecie

Lasi sie, merda.

A jest o czym marzyc, poltora miliarda “bliznich”, ilez potencjalnych "zagubionych owieczek", ile chrztow, pogrzebow, slubow??, wystarczyloby aby przetrwac nastepne dwa tysiace lat, bo obecne owieczki wymieraja, a mlodzi zaczynaja myslec.

W Chinach nie ma przesladowan za wiare, chcesz byc wierzacym w Swiatowida, Buddhe czy Jezusa, to twoja sprawa. Istnieja rozne swiatynie, koscioly katolickie, ale nie uznaje sie zwierzchnictwa Watykanu, czy innych “Nawiedzonych”

Zreszta po co??, zrobili jak w Anglii, kosciol narodowy. Czy potrzeba wiecej posrednikow pomiedzy ludzmi, a Bogiem, jesli oczywiscie wierzysz ze istnieje??.

Chinczycy nie pozwola na stworzeniu panstwa w panstwie, potrafia takze ochronic swoich przed zakusami czarnych. Nie dotyczy to tylko religii, gdyz zadna masoneria, czy nawet niezalezny ruch Czerwonego Kapturka nie bedzie akceptowany, pokazali to przeciez zamykajac  sekte Falun Gong. Tamtych bylo ponad 100 milionow, a  cala chinska partia komunistyczna ma ponizej 80 milionow czlonkow, mogli stac sie politycznie aktywni i niebezpieczni, zreszta to sie stalo, zaczeli organizowac demonstracje.

Zobaczcie balagan w Polsce, gdzie klechy wtracaja sie we wszystko. Dwa panstwa w jednym.

Wymyslili sobie klechy naiwne historyjki, potrzebe  “duszpasterza” czy swietych. Smieszne, czy to jest koniecznie potrzebne aby byc dobrym czlowiekiem??

Jeszcze nikt z wladz Chin nie ma ambicji bycia Swietym, a ma duze szanse, Klemens IV zostal chociaz nie byl ochrzczony, bo zalegalizowac chrzescijanstwo w Rzymie.

Nikt nowy i myslacy na to nie chce sie zalapac, Chinczyk takze nie.

08:10, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 grudnia 2008

Oczywiscie, majac worek pieniedzy, najlepiej planowac jak najwieksze obroty i produkcje. Rzeczywistosc najczesciej jest inna, staly brak forsy, trzeba myslec.

Nie chcialem byc maly, chcialem produkowac i sprzedawac 50 kontenerow miesiecznie. Liczac tylko 5% czystych zyskow, z miliona-dwoch $ miesiecznie, miala byc dobra pensyjka.

Teraz wiem, ze aby miec dobry product od jakiegos lokalnego chinskiego producenta, powinienem nawet przeprowadzic sie do jego fabryki, mieszkac jak typowy Chinczyk na terenie fabryki i kontrolowac produkcje w kazdym punkcie, a za zarobiona forse rozwijac sprzedaz.

Wtedy myslalem inaczej. Aby miec dobry jakosciowo product, chcialem go sam produkowac, myslalem takze ze wlasna produkcja bedzie tansza- nic z tego.

Chcialem byc szybko duzy i bogaty – za szybko.

Wszelki zysk wiec oszczedzalem, aby kupic ziemie i zeby zaczac budowac swoja fabryke. Ale nie koncentrowalem sie na rozwoju sprzedazy, mogla spasc w kazdej chwili, co sie zreszta pozniej stalo.

Ale po poltora roku  mieszkania w Chinach dalem juz 300 000 RMB przedplaty na zakup 1.6 ha ziemi w parku przemyslowym i juz projektowano budynki

10:11, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »

Na poczatku mozna na zywiol, jak ja to zrobilem – musialem sprzedawac aby wyzyc, dopiero pozniej zalatwiano wszelkie papiery

Wynajalem miejsce (500 m2 za 3000 RMB), poszukalem czlowieka, Master, ktory  znal sie na produkcji i z nim kupowalem niezbedne maszyny, (jak najtaniej) on takze kompletowal sobie zaloge. Placono gotowka za wszelkie materialy, a ludzi do pracy mozna znalezc na lokalnym rynku – oczywiscie musi byc to miasto gdzie produkuje sie twoj product, jest takich po calych Chinach wszedzie. Kazde miasto-miasteczko “specializuje” sie w czyms innym. Np w Dongguan produkuje sie zabawki i elektronike, duzo innych rzeczy tez, duzo meble, w Shenzhen duzo elektroniki, itd, itp. Ktos-tam-kiedys-gdzies zaczal cos produkowac, ludzie sie nauczyli, odeszlo, zalozyli konkurencje, itp, itd. Niekiedy wladze miasta daja preferencje dla danego przemyslu

Sprzedawalem na ebayu i poprzez internet, ludzie wplacali forse na konto w USA, najczesciej przez karte kredytowa, szybko wyciagalem ta forse w Chinach z okienta ATM  (dwa konta, dwie karty,  nie wiecej niz 5000 RMB dziennie, wystarczalo), kupowalem materialy i produkiwalem  dane zamowienie. Rzeczywiscie bylo to bez wlasnego grosza, czesto mielismy po 100 RMB w kieszeni, a bylo juz z 10 pracownikow.

Na styk z forsa.

Niestety , moj Master wywindowal sobie takie ceny za prace, ze jego pracownicy mieli juz placone conajmiej 2x co na rynku. Zgadzalem sie, ale wymagalem produkcji bez poprawek, bez felerow czy zrobionych byle jak i dalem czas na to. Niestety, juz nastepnego dnia ktorys z jego ekipy nie chcial robic dobrze, wiec na bruk. A ze byl to ich czlowiek, wiec inni zagrozili ze sie zwolnia. Wiec OK, wszyscy koncza prace. Master, ze to byli jego ludzie, tez zagrozil zwolnieniem, Ale juz wiedzalem ze ten master jest takze do duszy…, a nie fachowiec, wiec zostalem sam w fabryce, a zamowienia leza.
Bylismy bez produkcji przez dwa dni, szybko znalezlismy innych ludzi, To jest plus Chin, ze jest ich tysiace do pracy. Nie zawsze dobrzy, najczesciej oszukuja co potrafia. Przyjmuje sie, zostanie jak bedzie OK, w innym przypadku po kilku dniach wraca, skad przyszedl.

Straszna rotacja. Zreszta oni sami chca czesto zmieniac pracodawce, żadnej lojalnosci. Ale mam juz kilku ludzi, ktorzy sa za mna 3-4 lat.

Przy okazji przeprowadzilem sie blizej swojej fabryki i wynajalem maly domek. Typowo chinski, tj. pomiedzy smietnikiem a bajorkiem. “Fabryka” zreszta podobnie; bez okien, wiatr hula, instalacja elektryczna to gole druty na gwozdziach, sam musialem wstawiac drzwi do biura, malowac sciany i naprawiac posadzki. Sam nie wytrzymam, a Chinczykom brud nie przeszkadza.

Jakos zylismy, mielismy niekiedy po 4 projektantow aby miec jak najwiekszy wybor. Gonilem aby robili dokladnie, wysylalismy 1-2 kontenery miesiecznie. I troche sie oszczedzalo.

I tak sie ciagnelo przez rok na wariackich papierach, a raczej bez zadnych papierow. Tak zreszta operuje tysiace chinskich firm - jak jakas kontrola z urzedu miasta, to fabryke sie zamyka i produkuje w nocy, urzedasy wtedy spia.

Jak sie Chinczycy dowiadywali, ze mieszkam w Chinach, czeste pytanie bylo, ile mam swoich fabryk??. Cyzby biali mieszkajacy w Chinach powinni miec swoja fabryke??

Wiec trzeba bylo wybudowac wlasna, juz z prawdziwego zdarzenia


09:11, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 grudnia 2008

.

Latalem wiec po chinskich sklepach z cyfrowka, robilem zdjecia tego co mi sie podobala i mialo dobra cene oraz wydawalo mi sie, ze innym tez moze sie podobac i kupia, Opisywalem, wsadzalem do komputera, obrabialem zdjecia na Photoshop i wszysko wsadzalem na swoj portal. Po miesiacu mialem juz spora kolekcje produktow. Jak ktos cos kupil i zaplacil, wybieralem forse z ATM, wracalem do tego sklepu i kupowalem model ze zdjecia lub zaczynali produkcje zgodna z moim zamowieniem – z reguly po tygodniu –dwoch juz bylo wyprodukowane.  

Zbieralem w ten sposob zamowienia na maly kontener, wszystko szlo do Stanow. Jak juz mialem zamowien na pelny kontener, wysylalem na adres firmy transportowej (wtedy Federal Express Cargo) z instrukcja, ze jak otrzymaja kontener, maja wszystko rozeslac zgodnie z lista przewozowa. Kazde pudlo w kontenerze bylo opisane z adresem klienta. 

Odebranie kontenera, wszelkie dokumenty zalatwiala umowiona agencja eksportowa, Jest takich  tysiace. W Polsce  jedna z nich to Hartwig, nie polecam, tylko raz wyslalem przez nich komtener, sa za drodzy.   

Pierwszy kontener byl krotki, nastepne juz byly duze, conajmniej jeden kontener w kazdym miesiacu.  

Bylo dobrze kilka miesiecy. Gdyby wszystko dobrze pracowalo, moglbym to robic z plazy Tahiti z laptopa, gdyby nie….????   

Okazalo sie ze Chinczycy produkowali buble, takze Federal Express nie dbal i duzo przesylek niszczyl w transporcie, nawet bylo do 60% zlych dostaw.  

Trzeba bylo zrobic zmiany. Trzeba lepiej kontrolowac produkcje albo zaczac wlasna  – liczylem takze na nizsze koszta wlasnej produkcji. Oraz pojechac do Stanow i znalezc lepsza firme transportowa.  

Oczywiscie, musialem miec lojalnego tlumacza, bez tego ani rusz. Cin-Cin przybrala sobie angielskie imie Kacy i byla zawsze ze mna, uczyla sie angielskiego w kazdej wolnej chwili.   

 

11:46, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »

Najstarsza zyjaca. Oczywiscie byly starsze, ale tamte juz nie istnieja, gdy chinska nadal tetni zyciem.

Ale cale tysiaclecia byla bardzo elitarna, tylko cesarze, krolowie, arystokracja czy mandaryni mieli dostep do niej, prosty lud byl trzymany w ciemnocie - mial pracowac, modlic sie do akceptowanych przez wladze bogow i dostarczac zolnierzy-mieso armatnie na ewentualna wojne. 

Zreszta, czy w inny sposob mozna by utrzymac te miliony w posluchu?? Jak ktos madry powiedzal, ze prawo to jest jak plot, waz sie przeslizgnie, tygrys przeskoczy, a bydlo przynajmniej nie rozlazi sie, gdzie nie powinno.

Oczywiscie, wczorajsi chlopi chelpia sie swoja cywilizacja (skad my to znamy??, polaczkowo w Stanach tak samo sie zachowuje ., Jednemu utarlem nosa "tak, prawda, ale to nie ty" - mam wroga do konca jego dni)

Chiny tworza nowa inteligencje, jest duzo szkol i to darmowych dla madrych (niebezpieczne, kiedys moga sie domagac demokracji, kraj nie jest jeszcze gotowy na to, patrz Rosja), ale co jakis czas niszcy sie ja, Mao wyslal ich na wies podczas Rewolucji Kulturalnej.

Jesli nie dojdzie do wladzy nastepny glupek typu Mao ( jak dotad, nie zanosi sie na to), 21 wiek bedzie nalezal do Chin, ten tygrys juz sie obudzil

Mozna chyba w duzych miastach spotkac inteligentnych i ciekawych ludzi. U mnie na wsi (pol miliona geb), nie spotkalem (nie szukam takze), tylko proletariat.

Jaki moral??, Ta mloda inteligencja ma powloke bardzo cienka, mozna ich bardzo latwo obrazic, a takze ta powloka szybko zanika w przypadku stresow, klopotow. Trzeba uwazac na to w kontaktach z nimi.

 

06:38, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 grudnia 2008

Jest ich troche, ale jeszce nie dogonilem swojego taty.

 

Mam juz biale (z Polka), czerwone (z Indianka), zolte (z Chinka), kazde ma podwojne lub potrojne obywatelstwo. Jak sie trafi jakas ladna mloda chetna ufoludka w legalnym wieku o nazwisku Zielona Cipenska, czy Niebieska Cipunska, dlaczego nie??

 

Czarnych nie planuje, nie ma tego koloru w teczy.

 

Up, juz slysze krytyke matron.

 

Kazde dziecie dostaje odpowiednia edukacje, kazde ma skonczyc conajmniej uniwerek. Niektore dzieci studiowaly w prywatnych uczelniach USA, niektore studiuja w Chinach, Male, najmadrzejsze, jeszcze za mlode na szkole, ale te trzyletnie juz woli byc w szkole niz w domu.

 

Kazde drzewo czy zyjaca istota stara sie rozsiac jak najwiecej swoich genow. A jesli one sa lepsze od innych??, a takze kazde nastepne lepsze od poprzedniego??. Jak dotad to sie zdarza, moje wlasne geny sa nadal rozwijane. Troche adrenaliny, niepewnosci, hazardu, co wyjdzie nastepnym razem??? Jesli wiec nastepne bedzie gorsze niz poprzednie, bez wzgledu przestaje sie rozmnazac. Oczywiscie, nie przestane doceniac wdziekow naszych pan. Mam dobry wzor, hrabia de Waldeck (rysownik rzezb Jukatanu), majac 103 lat poslubil 17-letnia meksykanska pieknosc. Niestety zmarl kilka lat pozniej na atak serca jak zobaczyl na Polach Elizejskich inne przepiekne bostwo. Dla ciekawosci podam, ze twierdzil, ze swoja dlugowiecznosc zawdzieczal dwutygodniowej diecie tylko czosnkowej, conajmniej raz w roku

 

Czuje, wiec utne od razu inna krytyke. Znajomy profesor, ojciec 12-ga, wielki milosnik gorskich wedrowek, zawsze powtarzal, ze dzielo raz dobrze zrobione, nigdy nie wymaga poprawek.

 
10:17, bialychinczyk
Link Dodaj komentarz »
Tagi